Tag Archives: wielkanoc

Bez jaj, to już Wielkanoc ;-) Życzenia i najlepsze ciasto makowe

Zwykły wpis

Drogie Czytelniczki i niewiele tańsi Czytelnicy 😉

Dla wielu z Was za chwilę zaczną się najważniejsze święta w roku, dla innych – święto wiosny, dzień królika i kurczaczka, maraton rodzinnych wyżerek albo po prostu dłuższy weekend. Niezależnie od tego, do której grupy się zaliczacie, życzę Wam, żeby ten czas upłynął Wam sympatycznie i tak, jak uważacie, że upłynąć powinien – w kościele, przy rodzinnym stole, na pikniku ze znajomymi (choć pogoda odstrasza), na górskim szlaku, a może gdzieś pod palmami, jeśli myśl o żurku i koszyczku jajek przyprawia Was o gęsią skórkę 😉 Każdemu według potrzeb 🙂 Niezależnie od wszystkiego, niech będzie smacznie 🙂

W ramach prezentu od wielkanocnego zajączka mam dla Was jeszcze przepis na fantastyczne ciasto makowe. Wątpię, żeby zagościło u kogoś z Was na tegorocznym wielkanocnym stole, ale kto wie, może ktoś szuka jeszcze inspiracji last minute. Jeśli tak, to bardzo bardzo polecam. A jeśli nie, koniecznie wypróbujcie przy najbliższej okazji. To jedno z moich ukochanych ciast, przerobione na wersję wegańską. Jeśli – tak jak ja – uwielbiacie makowce, a najbardziej nadzienie, to jest coś dla Was. Tu jest samo nadzienie 🙂 Całe ciasto z pysznej wilgotnej masy makowej, a dla dopełnienia kulinarnej rozkoszy polewa czekoladowa na wierzchu – czy można chcieć więcej?

Przepis oparty na recepturze mojej Mamy, która ma ją nie wiem skąd, więc autor oryginału nieznany. A szkoda, bo należałoby wystawić mu pomnik 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm)

  • 2 opakowania po 200 g mielonego maku*
  • 1 opakowanie silken tofu (340 g)
  • 4 spore jabłka
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • czubata szklanka cukru
  • 3/4 – 1  szklanka mleka roślinnego (zależy od tego, jak soczyste są jabłka)
  • 7 łyżek kaszy manny
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 olejek migdałowy lub waniliowy
  • 2 szczypty soli
  • olej i bułka tarta do formy

* nie chodzi o mase makową w puszce tylko suchy mielony mak. Ja używałam firmy Backmit, a widziałam również jakiejś znanej firmy produkującej bakalie, bodajże Bakalland. Można oczywiście użyć normalnego maku. Wtedy, jak mówi moja Mama, należy wziąć go 2,5 szklanki, zalać wrzątkiem i kilka godzin moczyć, następnie dokładnie odcedzić (na szmatce) i zmielić dwa razy w maszynce do mięsa. Opcja mielenia skutecznie mnie odstraszyła 😉

polewa

  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • parę łyżek mleka roślinnego lub wody

Przygotowanie

W blenderze miksujemy na jednolitą masę: tofu, cukier, mleko, siemię lniane i olejek zapachowy. Jabłka trzemy na tarce jarzynowej. W dużej misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki (oprócz bułki tartej i oleju oczywiście ;)). Tortownicę smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Przekładamy do niej masę, wyrównujemy wierzch i pieczemy około 75 minut w 180 stopniach.

Po lekkim przestudzeniu można posmarować ciasto polewą czekoladową. W tym celu czekoladę z mlekiem lub wodą topimy i mikrofali lub niewielkim rondelku. Gdyby masa była za gęsta, dodajemy odrobinę mleka lub wody. Polewą smarujemy wierzch ciasta. Dekorujemy wedle upodobań artystycznych 😉 Ja użyłam srebrnych perełek z cukru.

Dziś kolejny raz doceniłam dodatkowy walor wegańskich ciast – poza tym, że są niewątpliwie zdrowsze i „etycznie poprawne”, można wylizać miskę po surowej masie do czysta, albowiem od tofu nikt jeszcze nie dosał salmonelli 😀

Jeszcze raz życzę Wam miłych Świąt 🙂 Ciąg dalszy menu wielkanocnego nastąpi za parę dni 🙂

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Reklamy

Cross buns na Wielki Piątek

Zwykły wpis

Dziś Wielki Piątek – w Polsce katolicy poszczą, a w krajach anglosaskich jedzą takie oto bułeczki, nazywane cross bunsChoć teraz można je dostać w sklepach praktycznie przez cały rok, a już na pewno całą zimę i wiosnę, tradycyjnie jada się je właśnie w Wielki Piątek po nabożeństwie. Są bardzo aromatyczne, pełne korzennych przypraw, z rodzynkami lub suszonymi porzeczkami (które u nas praktycznie nie występują, natomiast np. w Anglii są bardzo popularne) i obowiązkowo z krzyżem z lukru na wierzchu.

Moja wariacja na ten temat nie do końca przypomina oryginał, jaki pamiętam z pobytu na stypendium w Oxfordzie 😉 Co nie znaczy, że nie są pyszne – mocno korzenne, niezbyt słodkie, miękkie, ale – jak zwykle u mnie – z mąki pełnoziarnistej, więc nie smakują, jak słodzone powietrze 😉 Aby dodać im jeszcze trochę charakteru, zrobiłam glazurę na bazie whisky, ale oczywiście można ją zastąpić wodą albo sokiem pomarańczowym. A wersja bez glazury i lukru świetnie się nadaje na superzdrowe śniadanie lub przekąskę, niekoniecznie wielkanocną 🙂

Bazowałam na tym przepisie, ale dodałam trochę od siebie 😉

Składniki (na 13 bułeczek)

  • opakowanie drożdży instant (7 g)
  • 1 i 2/3 szklanki ciepłego (ale nie gorącego) mleka roślinnego
  • pół szklanki cukru
  • 2 łyżki siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • 1 dojrzały banan
  • 3,5 – 4 szklanki mąki
  • opakowanie mielonego cynamonu
  • łyżka skórki pomarańczowej w proszku
  • łyżka skórki cytrynowej w proszku
  • płaska łyżka mielonej gałki muszkatałowej
  • łyżka mielonego kardamonu
  • duża garść rodzynek
  • opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej (100 g)

glazura

  • 1/4 szklanki whisky (lub soku pomarańczowego, lub wody)
  • 4 łyżki cukru
  • kilka kropli aromatu pomarańczowego

Dodatkowo

  • olej (1-2 łyżki) do wysmarowania miski i ciasta

Do robienia krzyżyków użyłam kupnego lukru, bodajże Dr Oetkera.

Przygotowanie

W dużej misce mieszamy mleko, cukier i drożdże i zostawiamy na ok. 10 minut, żeby drożdże zaczęły pracować. Siemię lniane mieszamy z wodą i też odstawiamy na kilka minut. Banana miksujemy lub dokładnie rozgniatamy widelcem. Wszystkie składniki, oprócz rodzynek i skórki pomarańczowej, umieszczamy w misce i zagniatamy ciasto. Wyrabiamy je przez kilka minut, aż przestanie się kleić (albo w każdym razie będzie się mniej kleić ;)) Ciasto powinno być luźne, ale na tyle gęste, żeby dało się z niego uformować jedną bryłę. Na koniec wyrabiania dodajemy kandyzowaną skórkę pomarańczową i rodzynki i wgniatamy je w ciasto. Kiedy ciasto jest wyrobione, przekładamy je do miski wysmarowanej olejem i samo ciasto też smarujemy olejem. Miskę przykrywamy folią spożywczą.

Teraz mamy dwie możliwości. Ja wstawiłam ciasto do lodówki na 24 godziny (mniej więcej). W tym czasie prawie podwoiło objętość. Potem uformowałam 13 bułeczek, ułożyłam je na blachach (przykrytych matami silikonowymi). Bułeczki spryskałam olejem w sprayu, ponownie przykryłam folią i zostawiłam do wyrośnięcia na prawie 2 godziny.

Druga opcja, jeśli nie chcecie trzymać ciasta tyle czasu w lodówce (lub po prostu macie czas, żeby cały proces przeprowadzić za jednym zamachem ;)), to pozostawienie ciasta w całości w ciepłym miejscu na ok. 1,5 godziny, a następnie podzielenie go na bułeczki i pozostawienie ich do wyrośnięcia na ok. 40 minut.

Bułeczki pieczemy ok 17-20 minut w 200 stopniach. W trakcie pieczenia przygotowujemy glazurę – cukier rozpuszczamy w alkoholu, wodzie lub soku. Dodajemy aromat pomarańczowy i całość doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy przez kilka minut na wolnym ogniu, często mieszając.

Po wyjęciu z piekarnika gorące bułeczki smarujemy glazurą. Czekamy ok. minutę. Czynność powtarzamy jeszcze dwukrotnie. Kiedy bułeczki przestygną, rysujemy na nich krzyżyki lukrem. Najlepsze oczywiście są świeżutkie, ale można je „odświeżyć”, podgrzewając chwilkę w mikrofali.

Smacznego 🙂

Przpis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną