Tag Archives: tort

Dynia party, cześć druga – dyniowy tofu sernik

Zwykły wpis

Kolejny przepis z urodzinowej imprezki i dynia w kolejnej odsłonie, tym razem na słodko. Wiadomo, że na urodzinach musi być tort 🙂 Ale jakoś nie miałam weny na skomplikowane wielowarstwowe ciasto, więc postanowiłam, że w roli tortu wystąpi dyniowy sernik z tofu. Tort, jak wiadomo, musi być z kremem, również z tofu, a jakże 😉 Całość z nutami jesienno-zimowo-piernikowymi. Ciasto jest chyba dużo prostsze od klasycznego tortu, a smakuje i wygląda naprawdę fajnie. Jest prawie wegańskie – z wyjątkiem łyżki miodu dodanej do kremu i kuleczek dekoracyjnych na wierzchu. Ale kuleczki można oczywiście pominąć, a miód zastąpić dowolnym słodkim syropem.

Inspirowałam się tym przepisem. Jak zwykle w przypadku przepisów zza oceanu, zmniejszyłam ilośc cukru o połowę, a ciasto i tak jest dosyć słodkie 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 23 cm)

spód

  • ok. 1,5 szklanki zmielonych herbatników imbirowych (lub digestive)
  • 3-4 łyżki stopionej margaryny lub oleju kokosowego
  • łyżka mleka roślinnego
  • szczypta soli

wierzch

  • Paczka (340 g) miękkiego silken tofu
  • ok. 2 szklanki puree z pieczonej dyni (instrukcja pieczenia dyni tutaj)
  • sok z jednej cytryny
  • 1 budyń waniliowy (proszek)
  • łyżka cukru waniliowego
  • 2/3 szklanki brązowego cukru
  • pół średniego banana
  • 1,5 czubatej łyżki mąki
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki imbiru
  • pół szklanki nerkowców namoczonych przez kilka godzin
  • opcjonalnie ok. 1/3 szklanki rodzynek lub kandyzowanego imbiru

krem

  • 2 kostki tofu (po 180 g)
  • ok. 1/3 szklanki oleju kokosowego lub margaryny w temperaturze pokojowej
  • 1/3 – 1/2 szklanki dżemu z pomarańczy (użyłam marmolady pomarańczowo-imbirowej, można też użyć pomarańczowej i trochę imbiru w proszku)
  • sok z ok. 2/3 cytryny
  • łyżka miodu
  • gałka muszkatałowa do smaku (u mnie duża szczypta)
  • szczypta soli (do smaku, ja dałam sporo, bo lubię słonawe kremy w typie serka Philadelphia)

Przygotowanie

Składniki spodu miksujemy do uzyskania konsystencji mokrego piasku. Masą wykładamy dno natłuszczonej tortownicy i dociskamy. Następnie wszystkie składniki wierzchu, z wyjątkiem imbiru kandyzowanego lub rodzynek, miksujemy na jednolitą masę. Ewentualnie dodajemy imbir bądź rodzynki i mieszamy. Masę wykładamy na ciasteczkowy spód, wyrównujemy powierzchnię i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy 45-50 minut.

Składniki kremu miksujemy na jednolitą masę i odstawiamy do lodówki, aż ciasto całkowicie wystygnie. Ciasto musi być całkowicie wystudzone, zanim otworzymy formę i zabierzemy się do dekoracji.

Przed rozpięciem tortownicy warto przejechać nożem wdzłuż brzegów, żeby odkleić ciasto, w razie gdyby przywarło. Następnie rozprowadzamy krem, w miarę możliwości równą warstwą na wierzchu i bokach ciasta. Do wyrównywania kremu dobrze się nadaje długi nóż. Dekorujemy wedle uznania i do czasu podania przechowujemy w lodówce.

Smacznego 🙂

200 lat dla Babci :-) Tort marchewkowy

Zwykły wpis

Dzisiaj przepis na bardzo specjalny tort. Jak widać na powyższym obrazku, Babcia kończyła 95 lat. Na wejściu na urodzinowe spotkanie życzyłam Jej z rozpędu sto lat i szybko musiałam się poprawić na co najmniej sto dwadzieścia 😉 W ramach prezentu z okazji tak szacownego jubileuszu upiekłam tort. Zaczynam już ćwiczyć, żeby dojść do porządnej wprawy, zanim Babcia dobije do setki 😉

Postanowiłam, że tym razem tort będzie „prawdziwy”, to znaczy ciasto przekładane kremem, a nie sernik na zimno udający tort 😉 Taka okazja wymaga w końcu stosownej oprawy. Nie byłabym jednak sobą, gdybym trochę nie pokombinowała. Po pierwsze, chciałam, żeby ciasto było bezglutenowe. Poza tym obowiązkowo musiało być z sensownych składników. Uwielbiam prawie wszystko co słodkie i wiem, że deser to zazwyczaj puste kalorie, ale mimo to jakoś nie przekonuje mnie opcja skonsumowania torby cukru pudru i trzech kostek margaryny, nawet w deserze. Po trzecie wreszcie, o zgrozo, przejadła mi się czekolada 😉 Tak więc, tylko i wyłącznie ze względu na własne zachcianki, a raczej ich brak, postanowiłam, że tym razem tort nie będzie czekoladowy.

Po długich rozmowach z Googlem trafiłam na ten przepis i stwierdziłam, że to będzie fajny pomysł – ciekawy smak (jestem maniaczką cynamonu i korzennych przypraw, a inni goście i Jubilatka też lubią takie smaki), wysokiej jakości naturalne składniki i generalnie wygląda obiecująco.

Do pieczenia zabrałam się trochę z duszą na ramieniu – wiedziałam, że jeśli coś nie daj Boże nie wyjdzie, to przed samą imprezą będziemy w panice jeździć po Warszawie w poszukiwaniu ciasta. Na szczęście wynik przerósł moje oczekiwania – tort był hitem 🙂 Niezbyt słodki, wilgotny, miękki, po prostu super. A do tego to chyba jeden z niewielu przepisów, w których danie wykonane przez zwykłego śmiertelnika (znaczy się mnie ;)) wygląda bardzo podobnie do tego na zdjęciu „katalogowym” (i wcale nie dlatego, że oba wyglądają fatalnie ;)).
Przepis podaję z moimi delikatnymi zmianami.

Składniki (na tort o średnicy ok. 20 cm

Ciasto

  • 3/4 szklanki mąki (w oryginalnym przepisie jest kokosowa, ja użyłam kasztanowej, ale myślę, że inna też się sprawdzi)
  • 10 jajek
  • 4 duże marchewki
  • ok. 10 ekologicznych suszonych moreli*
  • 2-3 łyżki miodu lub syropu klonowego
  • łyżka cynamonu
  • łyżeczka imbiru
  • niecała łyżeczka gałki muszkatałowej
  • 2 szczypty soli
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • 200 ml oleju kokosowego, z tego łyżka do natłuszczenia formy (myślę, że może być też masło)

* jeśli chcecie użyć moreli, to koniecznie ekologicznych, bo mają kompletnie inny smak niż te „normalne”. Z resztą nie tylko smak, wyglądają i pachną też zupełnie inaczej. Lubię jedne i drugie, ale gdybym nie wiedziała, nigdy bym nie powiedziała, że to ten sam owoc. W tym przepisie pasuje mi smak ekologicznych moreli, ewentualnie suszonych fig lub daktyli, jak w oryginale – tu już ekologia nie gra roli 😉

Krem

  • 500 g twarożku do serników
  • 3 łyżki miodu (lub odrobinę więcej do smaku)
  • szczypta soli
  • ok. łyżeczki gałki muszkatałowej (można na początek dać mniej, a potem dodawać do smaku)

Dodatkowo

  • Mielone orzechy i marchewka do dekoracji

Przygotowanie

Marchewki trzemy na drobnej tarce. Morele zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na kilkanaście minut. Po tym czasie miksujemy morele z kilkoma łyżkami wody na papkę. W misce mieszamy suche składniki – mąkę, sodę, sól i przyprawy. W drugiej misce miksujemy jajka z masą morelową, miodem i stopionym olejem kokosowym lub masłem. Dodakemy suche składniki do mokrych i miksujemy do połączenia składników. Dodajemy marchewkę i mieszamy dokładnie łyżką.

Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni. Masę wlewamy do dwóch takich samych foremek (ok. 20 cm średnicy) dokładnie nasmarowanych olejem kokosowym lub masłem i pieczemy 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone – jeśli po wbiciu w środek patyczek jest suchy, to znaczy, że jest gotowe. Sprawdźcie koniecznie – u mnie np. okazało się, że blat, który był na wyższej półce w piekarniku, był gotowy po 35 minutach, a drugi, który stał niżej, potrzebował jeszcze 10 minut pieczenia.

Generalnie przy robieniu jakiegokolwiek warstwowego ciasta bardzo polecam Wam pieczenie każdego blatu w osobnej formie. Z jednej strony wymaga to inwestycji w co najmniej dwie takie same tortownice albo poświęcenia co najmniej dwa razy tyle czasu na pieczenie. Ale z drugiej dla mnie zawsze największą zmorą przy robieniu tortów było przekrojenie ciasta na pół bez rozwalenia go przy tym. Nie zawsze się to udawało i następowała rozpaczliwa renimacja i sklejanie 😉 Przy dwóch formach ten problem odpada.

Wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy. Musi być zupełnie zimne, zanim zabierzemy się za dekorację.

Aby przygotować krem, wszystkie składniki miksujemy na jednolitą masę. Dobrze jest zrobić go trochę wcześniej (np. kiedy ciasto jest jeszcze gorące) i wstawić do lodówki, bo kiedy zgęstnieje, będzie łatwiejszy w obsłudze.

Jeden blat ciasta przekładamy na duży talerz albo paterę i rozsmarowujemy na nim ok. 1/3 kremu. Na to kładziemy drugi blat i smarujemy pozostałym kremem wierzch  boki ciasta. Ozdabiamy wedle uznania.

Ja oblebiłam boki mielonymi orzechami (mieszanka laskowych i włoskich „bzyknięta” blenderem dosłownie przez 5 sekund), dzięki czemu zakryłam haniebne braki i niedociągnięcia w rozsmarowaniu masy 😉 Aby zrobić kwiatuszek z marchewki, trzeba po obraniu odciąć z niej kilka pasków skrobakiem do warzyw. Każdy pasek składamy w „łezkę” i ustawiamy na wierzchu. Do czasu użycia tort przechowujemy w lodówce 🙂

I tyle. Smacznego 🙂

I jeszcze raz 200 lat dla Babci 🙂

Wisienka na torcie

Zwykły wpis

Ostatnio chodzi za mną wspomnienie wakacji z czasów podstawówki, kiedy na kempingu świętowaliśmy trzydzieste ósme urodziny mojego taty. Miałam wtedy trzynaście lat, dizś dobiegam trzydziestki, a tata za chwilę będzie miał pięćdziesiąt pięć lat. I chociaż różnie nam się czasem układało, zawsze byłam córeczką tatusia. Nigdy wcześniej nie piekłam tortów, bo wydawało mi się, że to coś na pograniczu czarnej magii i alchemii 😉 Nadrabiam niniejszym zaległości.

Wszystkiego najlepszego Tato 🙂

Mamy oboje z tatą ulubiony tort, który co roku na wszelkie okazje warte świętowania kupowaliśmy zawsze w tej samej cukierni. Odkąd się wyprowadziłam, rodzice, przyjeżdżając do mnie na urodziny, specjalnie wieźli ten tort przez całą Warszawę. Czekoladowy z wiśniami. Bez niego impreza w zasadzie się nie liczy. Ten własnie tort próbowałam odtworzyć i sądząc po smaku kremu wylizanego z misek, łyżek i trzepaczek, udało mi się całkiem nieźle 🙂 Opierałam się na przepisie z bloga Moje Wypieki, aczkolwiek znalazło się też miejsce na własną inwencję.

Składniki (na formę o średnicy 24 cm)

spód

  • 150 g migdałów lub orzechów (nie arachidowych, bo według mnie mają zbyt intensywny zapach)
  • 2 czubate łyżki masła orzechowego lub zwykłego (bardzo miękkiego, lub stopionego) – użyłam migdałowego
  • 1,5 łyzki kakao
  • łyżka cukru
  • szczypta soli

masa

  • 750 g serka mascarpone
  • troszkę ponad pół szklanki syropu klonowego
  • 3 tabliczki gorzkiej czekolady (300g)
  • 1/8 szklanki whisky (można pominąć)

dodatkowo

  • 450 g wiśni (świeżych lub mrożonych)

Przygotowanie

Jeśli używamy mrożonych wiśni, należy je rozmrozić i odcedzić. Ja rozmrażałam przez noc na sitku. Ze świeżych oczywiście wyjmujemy pestki 😉

Dno formy wykładamy pergaminem. Orzechy mielimy w blenderze na proszek. Dodajemy pozostałe składniki spodu i miksujemy do uzyskania gęstej klejącej masy (pewnie będzie się trochę kruszyć, ale nie szkodzi). Tą masą wykładamy dno formy, mocno przyciskamy i wstawiamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Serek mascarpone mieszamy z syropem klonowym (może być mikserem). Na dno niedużego rondelka wlewamy pół centymetra wody i wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę. Ewentualnie wlewamy whisky. Podgrzewamy na średnim ogniu, często mieszając, aż czekolada się roztopi. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia. Kiedy czekolada nie jest już brdzo gorąca (moja była nadal ciepła, ale ostygła na tyle, że spokojnie mogłam trzymać garnek w rękach), dokładamy ją do masy serowej i dokładnie mieszamy (łyżką). Dodajemy wiśnie i mieszamy.

Masę przekładamy na spód i wstawiamy do lodówki na kilka godzin albo na całą noc. Dekorujemy wedle uznania. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji W wiśniowym sadzie