Tag Archives: tofu

Wegańskie curry warzywne z masłem orzechowym

Zwykły wpis

curry z masłem orzechowym

Co prawda w ostatnich dniach pogoda nieźle nas rozpieszczała, ale ewidentnie czuć już w powietrzu jesień. Rano jest naprawdę zimno, z drzew sypią się liście, na straganach pełna parą rozgościły się dynie… i wcześniej robi się ciemno, co poważnie utrudnia zrobienie przyzwoitych zdjęć 😉 Ale nic to – nieśmiało zaczynam sezon dyniowy i mam dla Was pierwszy tej jesieni dyniowy przepis – wegańskie curry z warzywami, tofu i masłem orzechowym. Aromatyczne, rozgrzewające, bardzo sycące, pełne warzyw i, co też ważne, wymaga pobrudzenia tylko jednego garnka 😉 Inspirowałam się tym przepisem. Robiłam już tego typu curry w wersji wegańskiej – z cieciorką i tofu, a także z kurczakiem i zawsze wychodziło dobre 🙂 O dziwo połączenie masła orzechowego z pomidorami i mlekiem kokosowym jest naprawdę bardzo ciekawe. Zdecydowanie warte wypróbowania 🙂

curry

Składniki (na 3-4 porcje)

  • ok. 400 g dyni (kupiłam już „wypatroszoną” dynię na zupę)
  • ok. 10 sporych pieczarek
  • 1 mała cukinia
  • 1 cebula
  • duża garść liści szpinaku (można pominąć)
  • ok. pół szklanki quinoa, kaszy jaglanej lub kuskusu
  • 1 kostka tofu naturalnego
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2 czubate łyżki masła orzechowego
  • 1-1,5 łyżki curry (w proszku)
  • mała puszka (200 ml) mleczka kokosowego (użyłam light)
  • jedna kostka rosołowa (opcjonalnie)
  • garść orzeszków ziwmnych (opcjonalnie)
  • 1-2 łyżki oliwy do smażenia

Przygotowanie

W sporym garnku rozgrzewamy oliwę. Cebulę siekamy, wrzucamy do garnka i smażymy kilka minut, aż zmięknie. Dynię kroimy w kostkę, cukinię w półplasterki, pieczarki obieramy i też kroimy w plasterki. Warzywa dorzucamy do cebuli i zalewamy wodą tak, żeby je zakryła. Wrzucamy kostkę rosołową, dodajemy koncentrat pomidorowy, masło orzechowe, mleczko kokosowe i curry. Na niedużym ogniu gotujemy ok. 25 minut, od czasu do czasu mieszając. Ok. 15 minut przed końcem gotowania dodajemy quinoa, kaszę lub kuskus (surowe). Kasza wchłonie sporo płynu, więc gdyby curry było za gęste, dolewamy parę łyżek wody.

Tofu kroimy w niedużą kostkę i dorzucamy ok. 5 minut przed końcem gotowania. W tym momencis dorzucamy też świeży szpinak i mieszamy, aż liście zmiękną. Na koniec można dosypać garść orzeszków ziemnych.

masło orzechowe

Przepis dodaję do akcji Love masło orzechowe ed.II

Reklamy

Idzie jesień – tofurnik ze śliwkami

Zwykły wpis

tofurnik ze śliwkami

Nawet pogoda daje dziś znać, że zbliża się jesień. W warzywniakach widziałam już pierwsze dynie – zaraz zacznie się sezon. Tymczasem korzystamy jeszcze z końcówki lata i na osłodę ostatniego dnia wakacji i listopadowej aury mam dla Was wegański sernik ze śliwkami. Dostałam zamówienie na ciasto z owocami, a maliny i borówki już mi się delikatnie przejadły. A śliwki uwielbiam – w sezonie świeże, poza seoznem suszone albo mrożone – zawsze 🙂

Dawno nie było przepisu na wegańskie ciasto, więc wymyśliłam sobie, że tym razem takie właśnie będzie. Myślałam o tarcie, ale nie chciało mi się zagniatać kruchego spodu – ostatnio leniwa jestem 😉 – a kupienie gotowego ciasta kruchego było poniżej mojej kuchennej godności. W związku zpowyższym, jak zwykle w przystępie lenistwa, padło na sernik, a raczej jego wegańską wersję – sernik z tou, czyli tofurnik. Połączenie sera i śliwek wydało mi się z początku dziwne, ale z drugiej strony… w sumie często jadam kanapki z białym serem i powidłami śliwkowymi i nie narzekam. Poza tym tofu smakuje jesnak trochę inaczej – nie ma kwaskowatego posmaku jak twaróg, co w tym przypadku jest chyba zaletą. Ciasto jest banalne i dosyć szybkie w przygotowaniu, czuć w nim już piernikowe jesienne nuty (no dobra, u mnie czuć piernikowe nuty przez cały rok, ale co tam ;)). Bałam się, że będzie ciężko je pokroić, ale nic z tych rzeczy – po spędzeniu kilku godzin w lodówce kroi się ślicznie.

tofurnik

Składniki (na tortownicę o średnicy 23 cm)

spód

  • ok 250 g herbatników korzennych
  • 4 czubate łżki masła orzechowego

masa z tofu

  • 3 kostki tofu naturalnego (po 180 g)
  • pół szklanki mleka sojowego
  • torebka budyniu waniliowego (proszek)
  • 5-6 łyżek brązowego cukru
  • szczypta soli
  • pół opakowania przyprawy do piernika

dodatkowo

  • garść rodzynek
  • garść orzechów laskowych lub włoskich (włoskie można posiekać)
  • kilkanaście śliwek węgierek

tofurnik

Przygotowanie

Ciastka miksujemy w blenderze z masłem orzechowym do uzyskania konsystencji mokrego piasku. Dno tortownicy wykładamy pergaminem, a boki smarujemy olejem. Masę ciasteczkową wykładamy na dno i mocno dociskamy. Składniki masy miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy rodzynki i orzechy i mieszamy. Masę wylewamy na ciasteczkowy spód i wyrównujemy. Śliwki przekrajamy na pół i układamy na cieście, rozcięciem do góry. Pieczemy ok. 50 minut w 180 stopniach. Mniej więcej w połowie pieczenia przylrywamy tortownicę folią aluminiową. Studzimy, a następnie wstawiamy na kilka godzin do lodówki.

Smacznego 🙂

tofurnik

Przepis dodaję do akcji Serniki 2013 – Edycja Letnia i Śliwkowa Akcja I

Dynia party, cześć druga – dyniowy tofu sernik

Zwykły wpis

Kolejny przepis z urodzinowej imprezki i dynia w kolejnej odsłonie, tym razem na słodko. Wiadomo, że na urodzinach musi być tort 🙂 Ale jakoś nie miałam weny na skomplikowane wielowarstwowe ciasto, więc postanowiłam, że w roli tortu wystąpi dyniowy sernik z tofu. Tort, jak wiadomo, musi być z kremem, również z tofu, a jakże 😉 Całość z nutami jesienno-zimowo-piernikowymi. Ciasto jest chyba dużo prostsze od klasycznego tortu, a smakuje i wygląda naprawdę fajnie. Jest prawie wegańskie – z wyjątkiem łyżki miodu dodanej do kremu i kuleczek dekoracyjnych na wierzchu. Ale kuleczki można oczywiście pominąć, a miód zastąpić dowolnym słodkim syropem.

Inspirowałam się tym przepisem. Jak zwykle w przypadku przepisów zza oceanu, zmniejszyłam ilośc cukru o połowę, a ciasto i tak jest dosyć słodkie 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 23 cm)

spód

  • ok. 1,5 szklanki zmielonych herbatników imbirowych (lub digestive)
  • 3-4 łyżki stopionej margaryny lub oleju kokosowego
  • łyżka mleka roślinnego
  • szczypta soli

wierzch

  • Paczka (340 g) miękkiego silken tofu
  • ok. 2 szklanki puree z pieczonej dyni (instrukcja pieczenia dyni tutaj)
  • sok z jednej cytryny
  • 1 budyń waniliowy (proszek)
  • łyżka cukru waniliowego
  • 2/3 szklanki brązowego cukru
  • pół średniego banana
  • 1,5 czubatej łyżki mąki
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki imbiru
  • pół szklanki nerkowców namoczonych przez kilka godzin
  • opcjonalnie ok. 1/3 szklanki rodzynek lub kandyzowanego imbiru

krem

  • 2 kostki tofu (po 180 g)
  • ok. 1/3 szklanki oleju kokosowego lub margaryny w temperaturze pokojowej
  • 1/3 – 1/2 szklanki dżemu z pomarańczy (użyłam marmolady pomarańczowo-imbirowej, można też użyć pomarańczowej i trochę imbiru w proszku)
  • sok z ok. 2/3 cytryny
  • łyżka miodu
  • gałka muszkatałowa do smaku (u mnie duża szczypta)
  • szczypta soli (do smaku, ja dałam sporo, bo lubię słonawe kremy w typie serka Philadelphia)

Przygotowanie

Składniki spodu miksujemy do uzyskania konsystencji mokrego piasku. Masą wykładamy dno natłuszczonej tortownicy i dociskamy. Następnie wszystkie składniki wierzchu, z wyjątkiem imbiru kandyzowanego lub rodzynek, miksujemy na jednolitą masę. Ewentualnie dodajemy imbir bądź rodzynki i mieszamy. Masę wykładamy na ciasteczkowy spód, wyrównujemy powierzchnię i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy 45-50 minut.

Składniki kremu miksujemy na jednolitą masę i odstawiamy do lodówki, aż ciasto całkowicie wystygnie. Ciasto musi być całkowicie wystudzone, zanim otworzymy formę i zabierzemy się do dekoracji.

Przed rozpięciem tortownicy warto przejechać nożem wdzłuż brzegów, żeby odkleić ciasto, w razie gdyby przywarło. Następnie rozprowadzamy krem, w miarę możliwości równą warstwą na wierzchu i bokach ciasta. Do wyrównywania kremu dobrze się nadaje długi nóż. Dekorujemy wedle uznania i do czasu podania przechowujemy w lodówce.

Smacznego 🙂

Jamajskie tofu z ryżem kokosowym (i co zrobić, żeby tofu miało smak ;-))

Zwykły wpis

Przedstawiam Wam mój wielce egzotyczny obiad 😉 Który wcale nie jest tak skomplikowany, jak brzmi i być może wygląda. Inspiracją był, jak to się często u mnie zdarza, przepis z bloga Oh She Glows. Ja dodatkowo marynowałam tofu w „jamajskiej” marynacie. Jamajskiej dlatego, że oparłam ją na kilku przepisach zatytułowanych Jamaican Jerk Chicken/Tofu 🙂 Efekt końcowy całkiem fajny – lekki obiad pachnący trochę żarem tropików. Do tego słodko-słone połączenia, które lubię.

Wiele osób uważa, że tofu nie ma smaku, co jest wierutnym kłamstwem 😉 Tofu ma smak i samo w sobie świetnie się nadaje na kanapkę! Ale wiele osób narzeka też, że nawet po długim marynowaniu tofu nadal nie ma smaku, tzn. nadal smakuje jak tofu, bo nie wchłania marynaty. Jest na to sposób, o którym czytałam już jakiś czas temu, a przy okazji szykowania tego dania wypróbowałam i zadziałał w 100%.

Jeżeli chcemy marynować tofu, żeby nadać mu inny smak, należy po pierwsze wybrać raczej miękkie tofu. Z tych dostępnych w mojej okolicy dobrze się sprawdza Polsoja, natomiast np. Provita do tego celu średnio się nadaje, bo ich tofu jest bardzo twarde. Przed użyciem tofu należy zamrozić co najmniej na 24 godziny. Ja po prostu wrzucam je do zamrażarki w opakowaniu. Po zamrożeniu tofu ma inny kolor (staje się beżowe, a podobno bywa nawet ciemnobrązowe), więc nie należy się tym stresować. Następnie tofu rozmrażamy i zauważamy, że zmieniła się też jego faktura. Po rozmrożeniu tofu robi się gąbczaste i na tym właśnie polega trick – ta gąbka wciągnie marynatę. Ale najpierw trzeba z niej wycisnąć wodę. W tym celu gładziemy kostki tofu na desce do krojenia, przykrywamy drugą deską, a na wierzchu kładziemy, co mamy w domu ciężkiego – zgrzewkę wody mineralnej, 5 kartonów soku itp 😉 Pozostawiamy co najmniej na 20-30 minut, a może być nawet na kilka godzin.

Po odciśnięciu kostki tofu powinny być zdecydowanie cieńsze i twardsze. Teraz można je już marynować wedle uznania, potem piec lub smażyć i nie narzekać, że nie ma smaku 🙂

Składniki (na 2-3 porcje)

  • 2 kostki tofu (po 180 g)
  • olej do smażenia

marynata

  • sok z 2 limonek (ok. 1/8 szklanki)
  • łyżka miodu lub syropu z agawy
  • 2-3 łyżki sosu sojowego
  • 2 małe ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • pół łyżeczki imbiru w proszku (lub trochę więcej)

ryż

  • 2 torebki brązowego ryżu
  • puszka (400 ml) mleka kokosowego
  • pół szklanki wody
  • duża szczypta soli (ok. pół łyżeczki)
  • ok. łyżeczki gałki muszkatałowej
  • garść wiórków kokosowych

salsa z ananasa

  • puszka ananasa w kawałkach (oczywiście może być świeży)
  • 2 papryki (u mnie żółta i pomarańczowa, ale kolor nie ma znaczenia)
  • jedna papryczka chili lub kilka platerków marynowanego chili
  • 1 szalotka lub pół małej cebuli
  • pół łyżeczki imbiru w proszku
  • garść posiekanej świeżej kolendry lub łyżeczka pasty z kolendry
  • szczypta kminku

Wszystkie składniki marynaty mieszamy. Tofu mrozimy, rozmrażamy i odciskamy zgodnie z instrukcją powyżej. Następnie każdą kostkę przekrajamy wzdłuż na pół. Plastry tofu umieszczamy w płaskim naczyniu, zalewamy marynatą i zostawiamy na kilka godzin albo na noc. Można od czasu doc zasu potrząsnąć naczyniem (albo odwrócić, jeśli jest taka możliwość), żeby marynata dotarła do tofu zewszystkich stron.

Mleko kokosowe mieszamy z gałką muszkatałową, wodą i solą. Wsypujemy ryż (rozrywamy torebki) i doprowadzamy mleko do wrzenia. Następnie zmniejszamy grzanie, przykrywamy garnek i na wolnym ogniu gotujemy ok. 25 minut. Pod koniec dodajemy wiórki kokosowe. Zdejmujemy z ognia i zostawiamy pod przykryciem jeszcze na jakieś 5 minut.

Aby przygotować salsę, wszystkie składniki, z wyjątkiem ananasa, wrzucamy do blendera i „pulsujemy” przez chwilę, aż warzywa będą drobno posiekane. Dodajemy ananasa i mieszamy. Salsę można zrobić kilka godzin wcześniej, albo nawet poprzedniego dnia, bo lepiej smakuje, kiedy wszystko się „przegryzie”.

Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy. Tofu wyjmujemy z marynaty i każdy plaster przekrajamy na pół, a następnie jeszcze raz na pół na trójkąciki. Smażymy z obu stron na złoty kolor. Nakładamy do miseczek i gotowe. Smacznego 🙂

PS. Pałeczki są dla picu 😉 Kompletnie nie umiem się nimi posługiwać i za każdym razem kiedy idę na sushi, zastanawiam się, czy wyrzucą mnie z lokalu za karygodne zachowanie przy stole 😉

Ciasto Irish Coffee (bez pieczenia)

Zwykły wpis

Na początek uwaga. To ciasto jest przepyszne – wszyscy się zajadali, z niżej podpisaną na czele. Ale potrzebuje duuuużo czasu, żeby się dobrze zsiąść – u mnie zajęło to ponad 24 godziny. Była to moja pierwsza przygoda z agarem – już się bałam, że coś zrobiłam nie tak, bo ciasto za nic nie chciało zmieniać konsystencji. Przez moment byłam już przekonana, że wyjdzie z niego co najwyżej budyń, ale cierpliwość się opłaciła – wyszło pyszne, kremowe mocno kawowo-czekoladowe ciacho, które rządziło na wielkanocnym stole 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm)

spód

  • 1,5 paczki herbatników digestive (mogą być też inne, ale zauważyłam, że digestive są bardzo kruche i ich miksowanie jest mniej traumatyczne dla blendera ;))
  • 4 czubate łyżki masła orzechowego w temperaturze pokojowej
  • niecałe pół szklanki mleka roślinnego
  • 1-2 łyżki cukru
  • olej do wysmarowania formy

wierzch

  • 4 kostki tofu (po 180 g)
  • 2 puszki mleczka kokosowego (po 180 ml)
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki kawy rozpuszczalnej
  • 3 – 4 łyżki syropu z agawy
  • pół szklanki cukru
  • 1/4 szklanki whisky (opcjonalnie)
  • 2 szczypty soli
  • szklanka mleka roślinnego + 20g agaru
  • opakowanie suszonych wiśni (100g) albo ok. pół paczki mrożonych, ale przed użyciem trzeba je odmrozić i dobrze odsączyć. W sezonie mogą być też świeże.
  • opcjonalnie dowolna dekoracja – u mnie ziarenka kawy i owoce goji

Przygotowanie

Dno tortownicy wykładamy pergaminem – to bardzo ważne, bo szalenie ułatwia wyjmowanie ciasta. Do tej pory moje ciasta na herbatnikowym spodzie nie bardzo dawały się wyjmować z formy – okazuje się, że pergamin to magiczna sztuczka, której mi brakowało. Następnie dno i boki smarujemy olejem.

Wszystkie składniki spodu miksujemy w blenderze. Masa powinna sklejać się w jedną bryłę. Gdyby byla za luźna, dodajemy jeszcze kilka ciasteczek, w przeciwnym przypadku odrobinę mleka. Masą ciasteczkową wykładamy dno tortownicy. Mocno dociskamy i wstawiamy do lodówki na czas przygotowania wierzchu.

Tofu kruszymy w rękach. Razem z cukrem i solą wrzucamy do blendera. Można krótko zmiksować, żeby jeszcze lepiej się rozdrobniło.

Czekoladę łamiemy na kawałki i podgrzewamy w niewielkim garnku razem z mlekiem kokosowym, kawą i syropem z agawy. Grzejemy, czesto mieszając, aż czekolada się roztopi. Masę czekoladową przelewamy do blendera. Dodajemy (ewentualnie) whisky i wszystko miksujemy na gładki krem.

Mleko sojowe doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia i rozpuszczamy w nim agar. Wlewamy do blendera i szybko miksujemy, aż dokładnie połączy się z masą. Dodajemy wiśnie i mieszamy (łyżką). Całość wylewamy na spód, wyrównujemy łyżką i odstawiamy na dłuuuuugo do lodówki. Nie tracimy nadziei, jeśli nie wygląda, jakby miało kiedykolwiek zmienić stan skupienia ;). Kiedy już się zsiądzie, dekorujemy wedle uznania.

Zbieramy zachwyty i komplementy od gości i pławimy się w poczuciu sukcesu 😉

Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Muffinki kakaowo-karobowe z quinoa

Zwykły wpis

Chyba wpadłam w faze muffinkową 🙂 Kolejna odsłona babeczek 🙂 Osobiście muffinki traktuję raczej jako „artykuł śniadaniowy” niz jako deser, dlatego te, które piekę, są umiarkowanie słodkie, bez kremów i innych lukrów i staram się do nich upchnąć tyle składników odżywczych, ile się zmieści (a czasem więcej ;))

Dzisiaj mam dla Was propozycje muffinek kakaowych z dodatkiem tofu, quinoa, karobu i masła słonecznikowego. Do tego niecałe 3 łyżki cukru na 12 sztuk. Wystarczająco zdrowe? 😉

Składniki (na 12 bardzo dużych muffinek)

suche

  • 2 pełne szklanki mąki (użyłam orkiszowej)
  • szklanka surowej quinoa
  • 2 czubate łyżki kakao
  • 2 łyżki karobu*
  • 2 – 3 łyżki brązowego cukru (lub trochę więcej dla amatorów słodkości)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej

* karob można kupić w sklepach ze zdrową żywnością. Nie jest drogi (chyba ok. 6 zł za sporą torebkę). Jest to ciemny proszek stosowany przez niektórych jako zmiennik kakao, chociaż według mnie w smaku w ogóle go nie przypomina 😉 Jeśli nie macie karobu, można go zastąpić dodatkową łyżką kakao i łyżką cukru.

mokre

  • opakowanie silken tofu (340 g)
  • ok. pół szklanki mleka roślinnego
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • jeden dojrzały banan

dodatkowo

  • drugi dojrzały banan
  • ok. 3 łyżki masła orzechowego lub słonecznikowego
  • olej do wysmarowania foremek

Przygotowanie

W misce mieszamy suche składniki. Siemię lniane rozprowadzamy w wodzie i odstawiamy na kilka minut. Tofu miksujemy z jednym bananem i mlekiem, a następnie mieszamy z siemieniem lnianym. Mokre składniki dodajemy do suchych i mieszamy do połączenia. Drugiego banana kroimy w kostkę i delikatnie mieszamy z masą. Umieszczamy masę w natłuszczonych foremkach i do każdej formeki dodajemy ok. pół łyżeczki masła słonecznikowego (lub orzechowego), starając sie zatopić je w masie.

Pieczemy 25 minut w 180 stopniach. Najlepsze są z dodatkiem owoców lub dżemu i kawki 🙂 Jeśli macie mikrofalówkę, warto przed podaniem minutkę je podgrzać (oczywiście jeśli nie sa jeszcze ciepłe po upieczeniu ;)) – dzięki temu będą bardziej puszyste. Smacznego 🙂

Włoska tarta na jaglanym spodzie

Zwykły wpis

Dziś mam dla Was tartę pełną włoskich smaków, na beztłuszczowym jaglanym spodzie. Uwielbiam kruche ciasto, ale mniej uwielbiam fakt, że mniej więcej połowa jego składu to margaryna lub olej 😉 Piekłam tarty na spodzie drożdżowym i wychodziły bardzo smaczne, ale nie byłabym sobą, gdybym nie chciała spróbować nowej kombinacji 😉 Na pewnym blogu znalazłam przepis na quiche na spodzie ryżowym, ale autorka zabrania zamieszczania jej przepisów, nawet z podaniem źródła. No cóż, jej prawo 😉 Ponieważ mój przepis był, rzecz jasna, z przeznaczeniem na bloga (i możecie go opublikować u siebie, jeśli podacie linka ;)), więc musiałam wymyśleć coś innego.

Po konsultacji z google’m znalzłam parę przepisów na wypieki na spodzie z kaszy jaglanej. Co prawda były to słodkie ciasta, ale uznałam, że w wersji wytrawnej na pewno też zadziała 🙂 I zadziałało. Efekt powyżej (i poniżej)

Składniki

spód

  • 2/3 szklanki kaszy jaglanej (surowej)
  • łyżka soli
  • opcjonalnie kostka bulionu warzywnego

wierzch – warzywa

  • 1 mała cukinia
  • pół cebuli
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka przyprawy do kuchni włoskiej
  • ok. 5 suszonych pomidorów z oliwy
  • łyżeczka oleju do smażenia
  • sól i pieprz do smaku

wierzch – masa

  • kostka tofu (180 g)
  • puszka cieciorki (400g) – odcedzona
  • 2 spore szczypty soli
  • łyżka przyprawy Kamis suszone pomidory z bazylią i czosnkiem (lub przyprawy do kuchni włoskiej)
  • sok z jednej cytryny
  • 3 łyżki mąki z cieciorki (albo mielonego siemienia lnianego lub skrobii kukurydzianej)
  • 2-3 łyżki płatków drożdżowych (opcjonalnie)
  • ok. 1/4 szklanki wody

dodatkowo

  • opcjonalnie do dekoracji: cukinia, oliwki, paseczki papryki, czy co Wam jeszcze przyjdzie do głowy
  • olej do wysmarowania formy

Przygotowanie

Kaszę jaglaną gotujemy w osolonej wodzie lub bulionie ok. 15 minut, od czasu do czasu mieszając. Gdyby woda się wygotowała, dolewamy trochę w miarę potrzeby. Odcedzamy. Formę do tarty (moja ma średnicę 26 cm) smarujemy dokładnie olejem i wykładamy spód i brzegi gorącą kaszą jaglaną. Najlepiej rozprowadzać kaszę spodem łyżki, aby się nie poparzyć. Formę z kaszą wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 10 minut.

Cebulę kroimy w kostkę, a czosnek przeciskamy przez praskę. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy cebulę z czosnkiem na średnim ogniu przez ok. 3 minuty, często mieszając. Dodajemy pokrojoną w półplasterki cukinię, suszone pomidory pokrojone w paski oraz przyprawy. Smażymy ok. 7 minut, aż cukinia zmięknie.

Składniki masy miksujemy w blenderze do uzyskania jednolitej konsystencji. Wodę najlepiej dodawać stopniowo, żeby masa nie wyszła za rzadka – zawsze łatwiej dolać niż potem wyjąć 😉 Masa powinna mieć konsystencję kremowej pasty.

Na podpieczony spód wykładamy usmażone warzywa, a następnie przykrywamy je masą. Wierzch ewentualnie dekorujemy wedle uznania. Całość wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach.

Kiedy tarta jest gorąca, trudno przełożyć ją na talerzyki, więc najlepiej sprawdza się na ciepło, ale nie prosto z pieca, albo jako przekąska w temperaturze pokojowej. Polecam podawać ją z sałątką z soczystych warzyw albo sosem pomidorowym doprawionym np. bazylią i oregano. Smacznego 🙂