Tag Archives: tahini

Granola z Ulicy Sezamkowej :-)

Zwykły wpis

Miałam ten wieczór poświęcić zgoła czemu innemu. Ba, miałam nawet nie zaglądać do kuchni. I co? Jeszcze nie zdążyłam dobrze odwiesić kurtki, a już w piekarniku jakimś sposobem siedziała nowa porcja granoli 😉 Co ja poradzę, że kuchnia jest tym co mnie kręci, co mnie podnieca (nie tylko, ale między innymi ;)). Gdybym wcześniej wiedziała, że to właśnie gotowanie będzie moją pasją, może inaczej zaplanowałabym swoją karierę, w myśl zasady: jeśli kochasz to co robisz, nigdy nie będziesz musiał pracować”…

Wracając do granoli – jeśli lubicie sezamki czy chałwę, koniecznie ją wypróbujcie – jest baaaardzo sezamowa. Niezbyt słodka (ponieważ po pierwsze nie przepadam za bardzo słodkimi smakami, a po drugie staram się generalnie ostrożnie korzystać z cukru i słodzików), ale jeżeli wolicie słodsze musli, wystarczy dodać parę łyżek więcej syropu. Do bazy składającej się z „płatków mix 5 zbóż” (ale spokojnie można użyć samych owsianych) dodałam też kaszy jaglanej i quinoa. Widziałam przepisy na granolę z dodatkiem tych superzdrowych ziarenek, więc wiedziałam, że raczej nic nie wybuchnie 😉 A dzięki temu produkt końcowy ma trochę dodatkowego białka i ogólnie zyskuje na zdrowotności 😉

Nie dodawałam tym razem orzechów, specjalnie z dedykacją dla mojej przyjaciółki, która jest na nie uczulona i twierdzi, że bałaby się u mnie zjeść, bo do 90% rzeczy pakuję orzechy 😉 Coś w tym w sumie jest, bo je uwielbiam 😉 Ale jak widać, da się i bez nich przygotować pyszności 🙂

Składniki

suche

  • 2 szklanki płatków zbożowych (obojętnie z jakiego zboża, ale nie błyskawicznych)
  • 1/2 szklanki ziaren sezamu
  • 2 duże garście pestek słonecznika
  • ok. 2/3 szklanki kaszy jaglanej (surowej)
  • ok 1/3 szklanki quinoa (surowej, można użyć tylko kaszy lub tylko quinoa, albo w ogóle zrezygnować i użyć więcej płatków)
  • duża garść rodzynek

mokre

  • ok. 1/3 szklanki tahini
  • 3-4 łyżki syropu z agawy lub klonowego (można dodać więcej, jeśli będzie dla Was za mało słodkie)
  • ok. 1/3 szklanki gorącej wody
  • kilka kropel oleju sezamowego (opcjonalnie)
  • 2 szczypty soli

Przygotowanie

Suche składniki mieszamy w misce. Mokre miksujemy i wlewamy do suchych. Całość dokładnie mieszamy, tak, żeby wszystkie płatki, kaszki i inne ziarenka oblebiły się syropem. Wykładamy na blachę posmarowaną olejem lub przykrytą matą silikonową i pieczemy ok. 40 minut w 165 stopniach. Mniej więcej w połowie pieczenia mieszamy, żeby wszystko równo się zrumieniło. I gotowe 🙂 Studzimy i przechowujemy w zamkniętych pojemnikach.

Przy tej okazji chciałam jeszcze raz gorąco Wam polecić matę do pieczenia. Wcześniej, kiedy piekłam granolę, ciasteczka itp, mimo smarowania blachy olejem zawsze coś się gdzieś przykleiło. Mata rozwiązuje ten problem w 100% – pieczemy bez dodatkowego tłuszczu, bez konieczności szorowania blachy i jest zdecydowanie mniej upierdliwa w obsłudze (i bardziej ekologiczna :)) niż papier pergaminowy. Naprawdę, to było dobrze wydane 16 zł 🙂

Przepis dodaję, rzutem na taśmę, do akcji Niedoceniana kasza jaglana.

Reklamy

Humus ze słodkich ziemniaków

Zwykły wpis

Kolejna pasta do zastosowań wszelakich – to chyba powoli staje się nudne 😉 Obiecuję poprawę i innego rodzaju przepisy w niedalekiej przyszłości, a tymczasem obowiązkowo spróbujcie tego humusu. Zależnie od nastawienia psychicznego można go traktować jako danie słodkie lub wytrawne 😉 Wyraźnie czuć aromat cytryny i smak tahini, który osobiście uwielbiam. Jak widać na zdjęciu, świetnie się komponuje z jabłkami 🙂 Naprawdę, według mnie to idealne połączenie smaków, spróbujcie koniecznie.

U mnie humus wystąpił m.in. w charakterze nadzienia do naleśników. Próbowałam wyprodukować wegańskie naleśniki, mierząc przy tym proporcje składników, żeby wrzucić przepis na bloga. Niestety, próba zakończyła sie porażką. Tzn. naleśniki wyszły bardzo dobre, ale w toku produkcji musiałam tyle razy czegoś dolewać albo dosypywać (przy czym w międzyczyasie skończyła mi się mąka pszenna i musiałam użyć gryczanej, o której gdzieś czytałam, że się kompletnie do naleśników nie nadaje), że zapisywanie proporcji szlag trafił 😉 Może nastepnym razem 😉

Tymczasem…

Składniki

  • 1 średni słodki ziemniak
  • puszka cieciorki (400g)
  • sok z połowy cytryny
  • 4 łyżki tahini
  • szczypta soli
  • ok 1-2 łyżki syropu z agawy (zależy, czy bardziej nastawiacie się na słodkie, czy na wytrawne ;))
  • 3 łyżeczki płatków drożdżowych

Przygotowanie

Ziemniaka pieczemy w piekarniku lub przygotowujemy w mikrofalówce. Obieramy i kroimy na kawałki. Cieciorkę odcedzamy. Wszystkie składniki miksujemy w blenderze na jednolitą masę. Jeśli jest wybitnie gęsta, można dodac odrobinę wody i ponownie zmiksować. I tyle – smacznego 🙂

W najbliższych tygodniach posty mogą się pojawiać trochę rzadziej. Powodem jest realizacja jednego z moich postanowień noworocznych – 25. marca będę startować w Półmaratonie Warszawskim 🙂 W związku z tym do mojego grafiku treningów doszło kilka nowych pozycji, a moja wysoka samoocena w temacie kondycji fizycznej trochę się zweryfikowała 😉 Mam mniej czasu i mniej siły na wypasione kuchenne szaleństwa. Przynajmniej w ciągu tygodnia w kuchni rządzą sałatki i szejki, których przygotowanie zajmuje maksymalnie 5 minut 😉 Mimo to postaram sie od czasu do czasu wrzucić przepis zinny niż z kategorii „wszystko zmiksować” 😉

Ciekawa jestem, czy chcielibyście dla odmiany od humusu i sałatki poczytać czasem o moich zmaganiach z ponad dwudziestokilometrowym dystansem? Cały czas szukam też informacji o wegańskim odżywianiu dla sportowców, w czym jestem raczej zdana na siebie, bo mój trener, skądinąd fantastyczny i pełen pasji facet, zaleca pierś z kurczaka zagryzać jajkiem i rybą, bo „białko to klucz do sukcesu” 😉 Jeśli znajdę coś wartego uwagi, chętnie podziele się tym na blogu, jeśli kogoś z Was to interesuje.

Wpis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe

Sałatka „bomba proteinowa”

Zwykły wpis

Kolejna pyszna propozycja zaczerpnięta z bloga Oh She Glows. To bomba witamin, świetne wegańskie źródło białka, bardzo sycąca, a przy tym pyszna. Doskonała zarówno na ciepło jak i na zimno. A sos…. mmmmmm, niebo w gębie, w zasadzie mogłabym go jeść bez sałatki 😉

Składniki

  • szklanka surowej zielonej soczewicy
  • szklanka ziaren orkiszu lub pszenicy (próbowałam też z pęczakiem, również jest smaczne, ale zdecydowanie najbardziej mi smakowało z orkiszem)
  • duży pomidor pokrojony w kostkę
  • duża czerwona papryka poktojona w kostkę
  • czerwona cebula posiekana
  • 3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • odrobina oleju do smażenia
  • kilka garści świeżych liści szpinaku, porwanych na kawałki
  • pęczek natki pietruszki, drobno posiekany

sos

  • 1/4 szklanki tahini
  • sok z 2 cytryn
  • 2-3 ząbki czonsku przeciśnięte przez praskę (tutaj dobrze się sprawdza też czonsnek w proszku)
  • sól i pipeprz do smaku
  • 1/4 szklanki płatków drożdżowych (można pominąć)
  • ok 1/4 szklanki wody

Przygotowanie

Soczewicę i orkisz lub pszenicę gotujemy w osolonej wodzie na niezbyt miękko, czyli soczewice około 20 minut a orkisz ok. 25-30 minut. Miksujemy wszystkie składniki sosu. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy kilka minut cebulę z czosnkiem, często mieszając. Kiedy cebula zmięknie, dodajemy paprykę i pomidora i smażymy ok 10 minut (może troszkę mniej). Następnie wrzucamy szpinak i smażymy dalej, aż liście trochę się skurczą i zmiękną. Solimy i pieprzymy wedle upodobania. Dodajemy ugotowaną soczewicę i orkisz oraz sos i dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Zdejmujemy z ognia i dodajemy posiekaną natkę pietruszki. Ewentualnie doprawiamy jeszcze raz do smaku solą i pieprzem.

Przepis dołączam do akcji Warzywa Strączkowe

(Bardzo) pożywna zupa warzywna

Zwykły wpis

Jest coraz zimniej i ciemniej i póki co, lepiej nie będzie. Pozostaje więc czekać na wiosnę i rozgrzewać się pożywnym gorącym jedzeniem pełnym witamin, mikroelementów i ogólnie samego dobra. Takim jak ta zupa 🙂 Jest przepyszna, baaaardzo gęsta i sycąca. Osobiście nie jestem fakną zup, ale ta zdobyła moje serce. Może dlatego, że w oryginale nazywa się „Babaganoush Hummus Soup” a ja bardzo lubię babaganoush i hummus, więc postanowiłam dać jej szansę i zdecydowanie było warto :). Powyższa porcja pochodzi już  z drugiego podejścia do zupki (nie to, że pierwsze nie nadawało się do jedzenia, po prostu wtedy jeszcze nie powróciłam do bloga :))

Składniki (na 3 duże porcje)

  • 1 duży bakłażan
  • 1 duża cebula
  • 1 duża czerwona papryka
  • puszka cieciorki
  • 2 łyżki tahini (nie żałować, tahini to połowa sukcesu tej zupy ;))
  • sok z połowy cytryny
  • 2-3 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru trochę mniejszy niż kciuk (albo ok. łyżeczki suszonego)
  • 1 łyżka ziaren kminku
  • ok. pół łyżeczki chili
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia (ok. 2-3 łyżki)
  • 3 szklanki bulionu warzywnego
  • być może przyda sią szczypta kurkumy

Przygotowanie

Cebulę siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę (albo drobno siekamy). Bakłażana obieramy ze skórki.Warzywa kroimy na kawałki (w miarę drobno, ale bez przesady ;)). Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy wszystkie warzywa oraz kminek, imbir starty na drobnej tarce i chili. Smażymy około 25 minut, aż warzywa będą miękkie. Co jakiś czas mieszamy i w razie potrzeby dolewamy po kilka łyżek wody (potrzeba będzie prawie na pewno, ja dolewałam chyba 3 albo 4 razy). Na koniec smażenia doprawiamy solą i pieprzem. Do blendera wrzucamy odsączoną cieciorkę i tahini. Dodajemy warzywa i sok z cytryny. Dodajemy też bulion. Na początek można wlać dwie szklanki, żeby potem ewentualnie rozcieńczyć do pożądanej konsystencji. Ja jednak myślę, że spokojnie można dać od razu trzy szklanki, bo zupa i tak wychodzi bardzo gęsta. Miksujemy na wysokich obrotach, aż uzyskamy krem. Ewnetualnie jeszcze doprawiamy do smaku wedle uznania. Jeżeli zupa będzie miała niespecjalnie apetyczny kolor (u mnie tak wyszło za pierwszym razem, nie wiem dlaczego) to można „podkolorować” ją trochę kurkumą.

Podajemy z dowolnym pieczywem, krakersami albo bez niczego, bo i tak jest wybitnie sycąca. Smacznego 🙂