Tag Archives: smoothie

Aksamitny krem czekoladowy

Zwykły wpis

Dziś ekspresowy przepis na śniadanie lub deser. Nietypowy budyń czekoladowy na bazie jajek, za to bez dodatku mąki. Osobiście długo się zbierałam, żeby go zrobić. Pomysł przyszedł mi do głowy już jakiś czas temu, ale obawiałam się, że gotowane jajka w wersji na słodko mogą się okazać całkowitą porażką. Efekt jest jenak niezły, a nawet lepiej niż niezły 🙂 W ogóle nie czuć charakterystycznego zapachu jajek, zwłaśzcza jeśli odczekamy kilka minut przed jedzeniem.

Wydaje mi się, że to świetny przepis na tzw. recovery food – jedzenie spożywane niedługo po treningu, kiedy trzeba dostarczyć organizmowi białka i węglowodanów, aby uzupełnić zapasy glukozy i odbudować mięśnie. Powyższy wynalazek jest smaczny, szybki do zrobienia, płynny (prawie), co powoduje, że organizm łatwiej przyswaja składniki odżywcze i nie zawiera proszków proteinowych i innych dziwnych wynalazków będących wytworami przemysłu petrochemicznego 😉 Osobiście w całej mojej diecie staram się trzymać prostej zasady – jeśli coś zawiera składniki, których nazw nie potrafisz wymówić, to prawdopodobnie nie powinieneś tego jeść 😉

Składniki (na jedną porcję)

  • 1 – 2 jajka na twardo (u mnie właściwie półtora, bo gotowałam dwa, ale pół jednego wypłynęło ;))
  • pół banana (lub cały, jeśli chcecie trochę słodsze)
  • 2/3 szklanki mleka (krowiego, roślinnego, nie ma znaczenia, od biedy pewnie nawet woda da radę 🙂 ja użyłam kokosowego)
  • 1 – 2 łyżki kakao
  • 1 łyżka kawy  rozpuszczalnej (opcjonalnie)
  • szczypta cynamonu
  • ewentualnie syrop z agawy, miód lub cukier do smaku – ja nie używałam, ale lubię bardzo gorzką czekoladę
  • dodatki wedle upodobania i zawartości lodówki: świeże lub suszone owoce, orzechy lub masło orzechowe, wiórki kokosowe, kawałki czekolady…

Przygotowanie

Wszystko zmiksować 🙂 Dodać dodatki 😉 Najlepszy jest mocno schłodzony. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Training and Recovery Food

Reklamy

Red velvet shake ;-)

Zwykły wpis

Wczoraj było na blogu zielono, a dzisiaj w poszukiwaniu zieleni poszłam pobiegać po lesie kabackim. Na ten sam pomysł wpadło chyba pół Warszawy 😉 Ale mimo wszystko biegało się świetnie – wiatr we włosach, słońce na twarzy, inni biegacze machający z daleka 🙂 Nie mogę napisać, że rozkoszowałam się śpiewem ptaków, bo rozkoszowałam się podkręconym prawie na maksa reagge 😉 Ale i tak była to bardzo miło wykorzystana godzinka 🙂

Pierwszy od dawna bieg, na który wybrałam się, bo chciałam ruszyć cztery litery i zmęczyć się na świeżym powietrzu. Jakiś czas temu pisałam, że zapisałam się do startu w półmaratonie, który odbywa się za tydzień. Rozpoczęłam treningi – karnie biegałam na bieżni, z pulsometrem, który „pilnował”, czy moje tętno nie wykracza poza wyznaczony zakres… Większość czasu czułam się jak chomik w kołowrotku 😉 Pomimo muzyki czy audiobooka w uszach, cały czas odliczałam sekundy do końca. A potem trochę mi się popsuło kolano. Zbyt (jak dla mnie) błaha sprawa, żeby zawracać głowę służbie zdrowia, która i bez pacjentów ma dużo kłopotów 😉 A jednocześnie bałam się kontynuować biegi, zwłaszcza długie, żeby nie zrobić sobie czegoś, czego bez pomocy służby zdrowia nie da się już załatwić. Odpuściłam zatem bieganie, wróciłam do ukochanych treningów siłowych i nie powiem, żebym choć raz zatęskniła za bieżnią. Szybko pogodziłam się z faktem, że półmaraton nie dojdzie do skutku. Ale dziś skonstasowałam ze zdziwieniem, że mam ochotę pobiegać. Zastanawiając się, co mi odbiło, odgrzebałam buty, pulsometr i ruszyłam do lasu. I było super 🙂 I kolano nie boli (odpukać). Kto wie, może jednak polubię się z bieganiem na stałe 🙂

Po powrocie, aby uzupełnić kalorie, przygotowałam pyszny smoothie. Ochrzciłam go red velvet shake, bo kojarzy mi się z popularnym w USA red velvet cake. Bardzo mnie to ciasto ciekawiło, ale trochę się rozczarowałam, kiedy dowiedziałam się, że to „zwykłe” ciasto czekoladowe z czerwonym barwnikiem spożywczym. Podobno z nautralnymi barwnikami nie wygląda tak ładnie, ale nie zaszkodzi spróbować 😉 Mam zamiar kiedyś zatrudnić do tego celu sok z buraków.

I właśnie pieczony burak jest sekretnym składnikiem dzisiejszego szejka 🙂 Pomysł znalazłam na blogu Choosing Raw i od razu mnie zaciekawił. Zamiast owoców jagodowych użyłam wiśni (mrożonych rzecz jasna :)). Dodałam też kakao, bo jestem czkoladoholikiem i czkoladę tudzież kakao pakuję do wszystkiego 😉

Efekt? Bardzo pozytywny. Smoothie ma ciekawy smak – burak jest delikatnie wyczuwalny, ale zadzwiająco dobrze komponuje się z pozostałymi składnikami. Wyraźnie czuć nutę czekoladową, co mnie wystarczyło do szczęścia 🙂 A do tego jest wybitnie zdrowy.

Składniki (na jedną duuuużą lub dwie mniejsze porcje)

  • jeden pieczony lub gotowany burak średniej wielkości (buraki pieczemy ok. godziny w 180 stopniach, zawinięte w folię aluminiową. Obieramy dopiero po upieczeniu)
  • ok. szklanki mrożonych wiśni
  • ok. szklanki mleka roślinnego
  • 2 łyżki kakao
  • ok. 3 łyżki mielonego siemienia lnianego – nadaje kremową konsystencję, a poza tym jest bardzo bogate w białko i zdrowe tłuszcze

Przygotowanie

Wszystko zmiksować. Przelać do największego kufla jaki znajdziecie w domu, ewentualnie do dwóch naczyń bardziej standardowych rozmiarów 😉 Pałaszować 🙂 Najsmaczniejszy jest bardzo zimny. Jeśli Wasz blender nie da rady zmrożonym owocom, można je rozmrozić, ale do czasu wykorzystania trzymać w lodówce.

Przepis dodaję do akcji Smoothie