Tag Archives: orzechy

Krajanka owsiana w wersji jesiennej, piernikowo-dyniowa

Zwykły wpis

Nadal przetwarzam dynię na wszelakie sposoby. Ostatnio zrobiłam zupę dyniową z mleczkiem kokosowym i garam masalą. Do resztek zupy dodałam szałwię i kozi ser i przerobiłam tym sposobem na pyszny sos do makaronu (obiecuję niebawem jeszcze trochę go dopracować i podać przepis, bo naprawdę jest tego wart), dziś z okazji totalnego kryzysu motywacyjnego w sprawie gotowania przyprawiłam trochę pieczonej dyni czosnkiem i solą, wymieszałam z łyżeczką oleju kokosowego i zapakowałam toto ze świeżym szpinakiem i serem w dwie tortille – dwuczęściowy lunch do pracy w 3 minuty 🙂

A pomiędzy tym wszystkim upiekłam taką oto śniadaniową krajankę. Opierałam się na wersji podstawowej, ale postanowiłam dodać więcej jesiennych akcentów – dynię (oczywiście!), korzenne przyprawy i orzechy. Użyłam też mąki oswianej, bo akurat miałam ją w domu i musiałam szybko zużyć. O dziwo ciasto wyszło delikatniejsze i bardziej miękkie niż z mąką pszenną, ale jeżeli nie macie mąki owsianej, to myślę, że dowolna inna też da radę.

Składniki (na kwadratową formę o boku 24 cm)

  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  • 1 1/3 szklanki mąki owsianej (lub pszennej)
  • 2/3-3/4 szklanki puree z dyni
  • 2 łyżki miodu *
  • 2 łyżki melasy *
  • łyżka przyprawy do piernika
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki nasion chia lub siemienia lnianego
  • trochę ponad pół szklanki mielonego siemienia lnianego
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cukru waniliowego
  • 1,5 szklanki mleka (użyłam ryżowego)
  • garść rodzynek
  • ok. pół szklanki orzechów laskowych (lub innych, np. lekko połamanych włoskich)
  • olej do wysmarowania formy

* można użyć tylko miodu lub tylko melasy, albo zastąpić miód innym słodkim syropem, np. klonowym

Przygotowanie

W misce mieszamy suche składniki, tzn. makę, płatki owsiane, przyprawę do piernika, mielone siemię lniane oraz nasiona chia lub lnu, proszek do pieczenia i sól. W drugim naczyniu miksujemy miód, melasę, ekstrakt z wanilii lub cukier waniliowy, dynię i mleko. Wlewamy mokre składniki do suchych i dokładnie mieszamy. Dodajemy orzechy i rodzynki i ponowanie mieszamy. Przelewamy masę do wysmarowanego olejem naczynia żaroodpornego. Wyrównujemy wierzch i pieczemy ok. 40 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego 🙂

Reklamy

Wytrawna krajanka orzechowa z parmezanem

Zwykły wpis

Uwielbiam orzechy! Chyba już wspominałam? 😉 Mogłabym je jeść w zasadzie bez przerwy 🙂 Ostatnio uzupełniłam swoje zapasy, więc musiałam zrobić z nich coś ciekawszego niż po prostu zjeść, dosypać do sałatki albo do musli. Sporą ilość upiekłam z miodem i cynamonem. Po owej sporej ilości zostało już tylko wspomnienie 😉 Kolejną sporą ilość zużyłam więc do tej krajanki, przy okazji wykorzystując mielone migdały pozostałe po produkcji mleka orzechowego.

Oprócz orzechów w krajance znalazł się spory kawałek parmezanu, którego smak i aromat podkreśla gałka muszkatałowa. Dopiero ostatnio odkryłam to połączenie i zakochałam się w nim – może jestem pod tym względem lekko opóźniona, niemniej gdyby ktoś z Was jeszcze nie próbował kombinacji sera (szczególnie pleśniowego lub parmezanu) z gałką muszkatałową, to serdecznie polecam 🙂 Dla przełamania pikantnych smaków dodałam kilka plasterków suszonego ananasa – dobrze się spisał 🙂 Myślę, że sprawdziłyby się również suszone morele albo figi.

A więc…

Składniki (na sporą blachę, pewnie ze 20 porcji albo nawet więcej)

  • szklanka orzechów włoskich
  • szklanka orzechów laskowych
  • szklanka migdałów
  • szklanka zmielonych migdałów
  • 3 jajka
  • ok. 200g parmezanu
  • 3 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • ponad pół szklanki wody
  • 6-7 plasterków suszonego ananasa
  • 3 szyczpty soli
  • 1,5 łyżeczki gałki muszkatałowej (albo trochę mniej lub więcej – do smaku)
  • pieprz do smaku
  • olej do natłuszczenia formy, a jeszcze lepiej pergamin

Przygotowanie

Parmezan trzemy na drobnej tarce. Jajka, siemię lniane, mielone migdały, parmezan i przyprawy miksujemy na jednolitą masę (można zostawić kilka łyżek parmezanu do posypania po wierzchu). Wszystkie orzechy mieszamy w sporej misce. Plasterki ananasa kroimy na nieduże kawałki i mieszamy z orzechami. Następnie dolewamy masę i całość ponownie mieszamy. Prostokątną blachę smarujemy dokładnie olejem lub wykładamy pergaminem (nie miałam pergaminu i mam teraz delikatne problemy z odklejeniem ciasta od dna ;)). Przekładamy masę orzechową do formy, wyrównujemy wierzch i posypujemy pozostałym parmezanem. Pieczemy 35-40 minut w 180 stopniach. Smacznego 🙂

Mleko orzechowe

Zwykły wpis

Pij mleko – będziesz wielki 🙂 A jeśli z jakichś przyczyn nie możesz lub nie chcesz pić mleka zwierząt – pij mleko roślinne. I zrób je sobie sam 🙂 Oczywiście, pod względem zawartości poszczególnych składników odżywczych mleko np. z nerkowców (na zdjęciu) niewiele ma wspólnego z mlekiem krowim czy kozim. Ale jeśli chodzi o smak, może być całkiem dobrym zmiennikiem. I mimo że nerkowce akurat są dosyć drogie, to i tak za litr wychodzi taniej niż gdyby kupować mleko sojowe lub ryżowe w sklepie. Jest banalne do zrobienia i smaczne. No i mamy pewność, że pijemy coś świeżego i w 100% naturalnego, a nie coś, co pół roku spędziło na półce w supermarkecie 😉

Jeśli nie macie super hiper mocnego blendera, to na początek polecam Wam wypróbowanie właśnie nerkowców z tej prostej przyczyny, że są chyba najmiększe z orzechów, szczególnie po namoczeniu. Byle mikserek powinien dać sobie z nimi radę – mnie się nie chciało rozkładać robota kuchennego, więc miksowałam je blenderem ręcznym, tzw. żyrafą, i mleko było gotowe w niecałą minutę.

Składniki

  • szklanka orzechów (np. nerkowca lub migdałów, świetne są też macadamia, ale ich cena jest zdecydowanie mniej świetna :P)
  • 4 szklanki zimnej wody
  • 3 daktyle lub kilka łyżek syropu z agawy lub kilka łyżek cukru (można pominąć, szczególnie w przypadku nerkowców, które same z siebie są słodkawe – to kwestia upodobań)
  • szczypta soli

Przygotowanie

Jeśli używacie migdałów w skórkach, to najlepiej najpierw namoczyć je przez kilka minut w gorącej wodzie i zdjąć skórki. Nie jest to zbyt trudne. Następnie orzechy zalewamy zimną wodą. Jeśli w charakterze słodzika używacie daktyli, to również można je wrzucić, żeby zmiękły i łatwiej się zmiksowały. Moczymy je najlepiej przez ok. 8 godzin. Można trochę krócej, ale im dłużej się moczą, tym są miększe i łatwiej je zmiksować.

Po namoczeniu dodajemy do wody szczyptę soli i całość miksujemy, aż otrzymamy jednolity płyn. I gotowe, pod warunkiem, że nie przeszkadzają Wam orzechowe fusy pływające w mleku 😉 Mnie nie przeszkadzają, więc na tym etapie przelewam całość do szczelnie zamykanego pojemnika, który można trzymać w lodówce. Przed użyciem należy porządnie wstrząsnąć, bo orzechowe drobinki opadną na dno. Należy się liczyć z tym, że po wypiciu np szklanki kawy z takim mlekiem, na dnie zostanie mniej więcej łyżeczka orzechowych farfocli 🙂

Jeśli chcecie mieć mleko bez fusów, należy je przecedzić. W tym celu duże sito lub durszlak wykładamy czystą lnianą ściereczką lub kilkakrotnie złożoną gazą. Umieszczamy nad sporym naczyniem i przez ściereczkę przelewamy orzechową miksturę. Do naczynia spłynie mleko orzechowe, natomiast na ściereczce zostaną orzechowe szczątki 😉 Można po przelaniu całości „wyżąć” jeszcze orzechową pulpę, żeby wycisnąć z niej resztki mleka. Nie wyrzucajcie jej, można ją wykorzystać – np. dorzucając do jogurtu czy musli, albo bardziej kreatywnie – trochę pomysłów pojawi się tu niebawem 🙂

Mleko jak i orzechowe pozostałości przechowujemy w lodówce. Smacznego 🙂

Przepraszam za dłuższą przerwę, ale po wariackim tygodniu w pracy nadszedł miły weekend bez wody w domu, żeby nie było za łatwo 😉 Pękła gdzieś rura, sąsiadom się lało na głowę, więc wodę trzeba było wyłączyć.  Aby zlokalizować, co i gdzie się leje, trzeba było rozebrać jedną z kuchennych szaf. Więc sobotę, będącą początkiem majówki i jednocześnie piątą rocznicą ślubu, spędziliśmy z mężem w uroczej scenerii pt. ” brudne ciuchy wypadają z kosza i nie da się ich uprać, brudne naczynia zawalają całą kuchnię, a resztę wolnej przestrzeni zawalają czyste naczynia, które normalnie stoją w szafie, którą jednakowoż trzeba było rozmontować”. Do tego dwóch miłych panów majstrujących przy rurach 🙂 Na szczęście majstrowanie przynioslo efekty – woda wróciła, można było zrobić pranie, umyć naczynia i się wykąpać (!!!). Niestety, zawartość szafy dalej stoi na środku kuchni, bo panowie fachowcy kazali na razie zostawić dostęp do rur i obserwować, czy przypadkiem znów nie zacznie się coś lać. Odpukać, na razie nie zaczęło, więc mam nadzieję, że niebawem przestanę potykać się o półmiski 😉

Kremowa zapiekanka serowa z kalafiorem

Zwykły wpis

W tym tygodniu nie mam czasu na szałowe przepisy i  zdjęcia. A dokładniej rzecz biorąc, to nie mam czasu zupełnie na nic, bo ten tydzień jest aż nazbyt szałowy w pracy. Kiedy dowlokę się do domu po 10 godzinach w biurze, rzadko mam ochotę gotować, a jeszcze rzadziej dbać o to, żeby to, co ugotuję, było fotogeniczne 😉 No ale coś jednak trzeba jeść, a czasem okazuje się, że moja radosna twórczość nadaje się do pokazania szerszej publiczności 😉 Tak było w przypadku tej zapiekanki 🙂

Od małego nie przepadam za kalafiorem, ale mimo to co jakiś czas go kupuję. Potem leży w lodówce i czeka na zbawienie, a jak juz zagraża samodzielnym wyjściem, zbieram sie w sobie i coś z niego szykuję. W ten sposób powstało parę fajnych dań: zupa krem z kalafiora i nerkowców, tarta kalafiorowa, czy sałatka z pieczonego kalafiora z bakaliami.

Wczoraj też kalafior zdecydowanie domagał sie wykorzystania. Po krótkiej konsultacji z Google’m znalazłam ten przepis. Od siebie dodałam zielony groszek i orzechy, nie dodawałam za to bekonu ani sera cheddar (bo nie miałam). W efekcie wyszła mocno serowa, baaardzo sycąca zapiekanka z wyraźnym zapachem gałki muszkatałowej. Polecam Wam do niej pomidory lub jakąs lekką sałatkę

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 1 mały kalafior
  • ok. szklanki zielonego groszku (uzyłam mrożonego)
  • ok. łyżka oliwy
  • pół łyżeczki gałki muszkatałowej
  • szczypta soli

sos serowy

  • ok. 100 g sera Gruyere
  • ok. 2/3 szklanki tartego parmezanu
  • kubeczek jogurtu lub smietany (200 ml)
  • 2 jajka
  • ok. pół łyżeczki gałki muszkatałowej
  • sól i pieprz do smaku
  • garść orzechów włoskich

Przygotowanie

Kalafiora dzielimy na różyczki. Mieszamy z groszkiem, oliwą, gałka muszkatałową i solą, przekładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy ok. 30 minut w 180 stopniach. Wszystkie składniki sosu, z wyjątkiem orzechów, miksujemy na jednolitą masę. Następnie dodajemy orzechy i jeszcze moment miksujemy tak, żeby orzechy sie pokruszyły, ale żeby całośc nie była zupełnie jednolita.

Wyjmujemy naczynie z kalafiorem z piekarnika, zalewamy sosem. Ewentualnie na wierzchu układamy kilka całych orzechów dla dekoracji. Ponownie wstawiamy do piekarnika i pieczemy jeszcze ok 30 minut, az wierzch ładnie się zrumieni. Przed podaniem studzimy 15-20 minut. Smacznego 🙂

Pesto z pieczonych buraków z orzechami włoskimi

Zwykły wpis

Kiedy czytałam wprowadzenie do durszlakowej akcji Pesto, pesto, mignęło mi, że autorka jadła pesto z pieczonych braków. Pomysł utkwił mi w pamięci i po kilku dniach postanowiłam wcielić go w życie. Bardzo lubię pieczone buraki i zastanawiałam się, co by do nich dorzucić, żeby wydobyć ich naturalną słodycz i uzyskać fajny efekt. Jak dla mnie, pesto musi zawierać czosnek i sok z cytryny, więc te składniki były obowiązkowe. Dodałam też prażone orzechy włoskie i trochę sproszkowanej skórki z cytrusów. Ale nie mogłam do końca „złapać” smaku, dopóki całości nie dopełnił olej z pestek dyni. Jego dosyć intensywny aromat świetnie skomponował się z pozostałymi składnikami i „zrobił” pesto 😉

Składniki

  • 4 nieduże buraki
  • mała główka czosnku
  • sok z połowy sporej cytryny
  • ok. 2/3 szklanki orzechów włoskich
  • łyżeczka skórki cytrynowej w proszku
  • 2 łyżeczki skórki pomarańczowej w proszku
  • 1,5 – 2 łyżki oleju z pestek dyni
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie

Buraki i czosnek należy upiec – można to zrobić dzień wcześniej. Buraki zawijamy w folię aluminową (bez obierania) i pieczemy ok. godziny w 180 stopniach. Z główki czosnku odcinamy z jednej strony końcówkę. Miejsce odcięcia smarujemy olejem. Całą główkę zawijamy w folię i pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach. Oczywiście buraki i czosnek można piec razem. Ilustrowaną instrukcję pieczenia czosnku znajdziecie tutaj.

Orzechy włoskie prażymy przez kilka minut na suchej patleni, od czasu do czasu mieszając. Kiedy zaczną intensywnie pachnieć, zdejmujemy je z ognia i rozdrabniamy w blenderze (nie całkiem na proszek ;)). Buraki obieramy ze skórki. Do blendera (po wyjęciu orzechów) wkładamy pokrojone na nieduże kawałki buraki. Wyciskamy zawartość główki czosnku (która w tym momencie powinna mieć konsystencję miękkiego masła), dodajemy olej i przyprawy i miksujemy do momentu, kiedy składniki są już dokładnie rozdorbnione, ale nie mają całkiem kremowej konsystencji. Dodajemy orzechy i miksujemy jeszcze przez moment do połączenia.

Przechowujemy w lodówce. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Pesto, pesto

Kuleczki czekoladowo-wiśniowe ze słoną niespodzianką

Zwykły wpis

W ostatnie wakacje odbyłam z mężem najciekawszą (jak dotąd) podróż swojego życia – objazd po Kalifornii. W niecałe trzy tygodnie zrobiliśmy parę tysięcy kilometrów, graliśmy (i wygraliśmy!) w kasynie w Vegas, widzieliśmy Wielki Kanion, Hollywood i most Golden Gate. Przywieźliśmy oczywiście milion zdjęć i mnóswto wspomnień – również kulinarnych (to głównie ja, bo małżonek należy do osób, które o jedzeniu myślą o tyle, żeby nie umrzeć z głodu ;)).

Jako kuchennie zakręcona wegetarianka (wówczas w fazie wegańskiej, obecnie w sumie od jakiegoś czasu też ;)), trafiwszy do San Francisco, znalazłam się w raju 🙂 San Francisco i okolice są uznawane za najbardziej pro-ekologiczny, pro-wegański i pro-dietetyczny region USA. Widać to nie tylko po rozmiarze mieszkańców (naprawdę!), ale też po zawartości sklepów spożywczych. W byle sklepiku znajdziecie kilka rodzajów mleka roślinnego, tofu, sery wegańskie, wegetariańskie i wegańskie kanapki na wynos, a w większych sklepach okazuje się, że weganizm to mały pikuś 😉 Cały regał gotowych dań i przekąsek RAW? Proszę bardzo, nie ma sprawy 😉 Mąż musiał mnie z takowego sklepu wywlekać za uszy 😉

Właśnie w trakcie pobytu w słonecznej Kalifornii (która nota bene słoneczna jest tylko w piosenkach, tak naprawdę jest tam raczej chłodno i często pada ;)) testowałam szeroki asortyment 100% wegańskich, ekologicznyh, organicznych, bio, RAW itp. itd. batoników. Jeden z nich szczególnie mi utkwił w pamięci.

Że wiśnie i czekolada to jedno z połączeń idealnych – to wiadomo, ale co się stanie, jeśli dodamy do tego kawałki słonych precelków? Otóż efekt jest co najmniej równie idealny 🙂 O tej pysznej kombinacji przypomniała mi autorka bloga Oh She Glows, na którym ostanio znalazłam podobny przepis. Po dzisiejszym długim dniu i pełnym emocji wieczorze (po ponad dwuletniej przerwie wróciłam za kierownicę i nie spotkałam się z latarnią ;)) musiałam uzupełnić niedobór czekolady w organizmie 😉 I tak w wyniku radosnej twórczości powstały kuleczki wiśniowo-czekoladowe z kawałkami precelków. Przepyszne, dosyć zdrowe i szybkie w przygotowaniu. Potrzebny jest jedynie dobry blender.

Składniki (na ok. 15 sztuk)

  • 3/4 szklanki suszonych daktyli
  • trochę ponad szklanka nerkowców
  • opakowanie suszonych wiśni (100 g)
  • ponad pół tabliczki gorzekiej czekolady (użyłam ok. 60 g czekolady 70% kakao)
  • 2 czubate łyżeczki kakao
  • 2 garście precelków (u mnie Lajkonik)

Przygotowanie

Daktyle zalewamy wodą i moczymy przez kilka godzin (u mnie moczyły się cały dzień). Odcedzamy. Czekoladę topimy w mikrofalówce (ok. 2 minuty na średniej mocy) lub w rodnelku, Wszyskie składniki oprócz precelków wrzucamy do blendera i miksujemy do uzyskania klejącej masy (nie będzie zupełnie jednolita – i dobrze, ale powinna dać się formować w kulki). Następnie dodajemy połamane precelki i miksujemy do połączenia. Ewentualnie mieszamy łyżką lub ręką i rozdrabniamy co większe kawałki. Mokrymi dłońmi formujemy z masy kulki. I gotowe – przechowujemy w lodówce lub pakujemy każdą osobno w folię (aby się nie skleiły) i zamrażamy. Smacznego 🙂

Bakaliowa sałatka brokułowa…

Zwykły wpis

… kolorowa, smaczna i zdrowa 🙂

Może na pierwszy rzut oka takie połączenie wydaje się dziwne,ale zaręczam, że sałatka jest naprawdę bardzo smaczna 🙂 Chrupiące surowe brokuły dobrze się tutaj sprawdzają, ale jeśli nie lubicie ich w takiej postaci, można je krótko zblanszować.

Najlepiej robić tę sałątkę dwuetapowo 🙂 Najpierw mieszamy brokuły z sosem i odstawiamy do lodówki na kilka godzin (może być nawet na całą dobę), aby przeszły dobrze jego smakiem, a niedługo przed podaniem dodajemy orzechy, suszoną żurawinę i makaron. Dzięki temu orzechy pozostaną chrupiące, a makaron nie rozmięknie.

Składniki (na 3 spore porcje)

  • jeden średni brokuł
  • ok. 200 g dowolnego krótkiego makaronu (ładnie wygląda różnokolorowy)
  • 2 garście orzechów nerkowca
  • „mniejsze pół”puszki kukurydzy
  • duża garść suszonej żurawiny
  • sporo świeżo mielonego pieprzu

sos

  • pół szklanki jogurtu naturalnego (użyłam sojowego)
  • 2-3 łyżki musztardy
  • łyżeczka syropu z agawy
  • łyżeczka octu jabłkowego lub winnego
  • szczypta czosnku w proszku
  • 2 spore szczypty soli

Przygotowanie

Brokuły dzielimy na małe różyczki (im mniejsze, tym lepiej). Wszystkie składniki sosu miksujemy, mieszamy z brokułami i odstawiamy do lodówki na kilka godzin. Makaron gotujemy troszkę krócej niż podano na opakowaniu, żeby był „bardzo al dente”. Makaron i pozostałe składniki mieszamy z brokułami i sosem. Doprawiamy sporą ilością pieprzu i ewentualnie solą albo odrobiną musztardy do smaku.

Przepis dodaję do akcji Bakalie w kuchni i Sałatki bez majonezu.