Tag Archives: lakto-wege

Szybki makaron z bobem

Zwykły wpis

Makaron z bobem

No więc tego… nadal żyję i nawet zdarza mi się coś ugotować 😉 Ostatnimi czasy moja dieta wołała niestety o pomstę do nieba – płatki na mleku 3 razy dziennie, masło orzechowe prosto ze słoika i szejki białkowe. Do tego czekolada w ilościach zdecydowanie powyżej przyzwoitości… Efekt łatwy do przewidzenia – dziwnym sposobem wszystkie spodnie skurczyły się w praniu :-/ No cóż, jak widać zajadanie emocji nie jest na dłuższą metę dobrą strategią…

Jednakowoż ogarniam się i postanowiłam przeprosić się ze zdrową kuchnią. Nie będzie już granoli jedzonej garściami z torebki na kolację, dwóch porcji lodów (które wcale nie są jakieś szczególnie dobre, ale szkoda, żeby się zmarnowały :-P), paczek nachosów pochłanianych w stanie pomroczności jasnej tudzież ataku filipińskiej choroby (chociaż to akurat było na wakacjach, więc w pewnym stopniu czuję się usprawiedliwiona ;)). Będzie za to normalne jedzenie, z przyzwoitych składników, smaczne, w miarę zdrowe i zjadane w cywilizowany sposób, tzn. nie na zimno prosto z plastikowego pojemnika, bo jestem tak głodna, że nie dam rady poczekać nawet 3 minut aż się podgrzeje w mikrofali…

Jednym słowem, czas wziąć się w garść. Przyjąć do wiadomości, że to, czy zjem na obiad 3 pączki, czy sałatkę, to tylko i wyłącznie moja decyzja. Zmienić podejście w stylu „miałam dzisiaj fatalny dzień, więc zjem sobie lody albo wypiję kawę z bitą śmietaną”, a potem „no dobra, skoro już i tak zjadłam te lody, to może jeszcze czekoladkę i garść orzechów, a od jutra zdrowo dię odżywiam”, bo moje „od jutra” trwa już chyba z rok i niestety przekonuję się na własnej skórze, że od myślenia o zdrowym odżywianiu nikt jeszcze nie schudł i nie doszedł do dobrej formy…

No właśnie. Więc będę gotować prawdziwe jedzenie, zdrowsze wersje różnych pyszności, a czasem pewnie też zupełnie niezdrowe desery ociekające tłuszczem i pełne pustych kalorii, bo cóż, żyje się tylko raz 🙂

Na kolejny dobry początek przygotowałam makaron z bobem, fetą i pomidorami 🙂 Fajne szybkie danie, dobre na taki dzień jak dziś, kiedy temperatura nie zachęca do stania nad garnkiem pół dnia. Generalnie nie jestem wielbicielką bobu, ale w tym zestawieniu naprawdę mi smakował, więc polecam. A jako że bób z jakiegoś powodu można kupić (przynajmniej u mnie) tylko w kilogramowych torbach, więc sporo mi go jeszcze zostało, a zatem niebawem kolejne przepisy z nim w roli głównej.

bób

Składniki (na 3 średnie porcje)

  • ok. 300 g bobu
  • ok. 200 g dowolnego makaronu (raczej krótkiego)
  • 3 łyżki oliwy
  • 2-3 ząbki czosnku (dałam 3)
  • jeden bardzo duży pomidor lub dwa mniejsze (myśle, że fajne by się też sprawdziły pomidorki koktailowe)
  • ok. 100 g sera typu feta
  • ok. łyżka posiekanych listków świeżej mięty (może być trochę więcej – ja dałam mniej, bo nie do końca byłm do tej mięty przekonana, ale fajnie się sprawdziła w tym zestawieniu)
  • sczypta soli (do smaku)

Przygotowanie

Bób gotujemy w osolonej wodzie przez ok. 15 minut. Makaron gotujemy al dente zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Oczywiście odcedzamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę lub drobno posiekany. Smażymy ok. 2 minuty, często mieszając, aby czosnek się nie spalił. Następnie dodajemy makaron i bób, pokruszony ser feta i pokrojone w kostkę pomidory. Smażymy kilka minut, często mieszając, aż ser trochę wię roztopi. Ewentualnie solimy do smaku. Na sam koniec dodajemy posiekane listki mięty i jeszcze raz mieszamy.

Smacznego 🙂

makaron z bobem

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe – Edycja Letnia

Bazyliowy kalafior z fetą i truskawkami

Zwykły wpis

Sezon truskawkowy w pełni – grzech nie korzystać 🙂 Kiedyś potrafiłam ich wciągnąć kilo na raz. Ach te powroty do domu, kiedy w zatłoczonym metrze co rusz sięgałam do siatki po kolejną truskawkę, starając się przy tym nie upaćkać osób stojących obok (na szczęście raczej skutecznie) ani siebie (nieco mniej skutecznie ;)). Nadal lubię truskawki, ale moce przerobowe trochę mi się zmniejszyły 🙂 Poza tym ostatnio szczególnie mi smakują w słodko-wytrawnych kombinacjach, choć oczywiście nieśmiertelne połączenie z jogurtem lub twarożkiem nigdy chyba mi się nie znudzi 🙂

Dziś proponuję Wam jednak dosyć ekstrawagancką kombinację – kalafiorowe puré z bazyliowo-orzechowym sosem z lekka przypominający pesto, do tego słona feta i słodkie soczyste truskawki. Dla chętnych chrupiące migdały albo inne orzechy. Ostateczny efekt zdecydowanie ciekawy, a przy tym tę sałatkę (bo chyba to sałatka ;)) łatwo dostosować do własnych preferencji i upodobań. Weganie mogą zastąpić fetę tofu-fetą albo serem z nerkowców. Dla mięsożerców świetnie się sprawdzi dodatek grillowanego kurczaka doprawionego tymiankiem, bazylią, sokiem z cytryny i estragonem (albo dowolną kombinacją powyższych albo czymś innym, wedle uznania ;)). Sam kalafior z bazyliowym sosem jest moim zdaniem wystaczająco smaczny, żeby zasłużyć na zainteresowanie osób eksperymentujących z dietą surową… Każdemu według potrzeb 😉

Uczulam Was tylko na jedną rzecz – jeśli chcecie jeść kalafiora na surowo, powinien być naprawdę bardzo świeży. Może jestem lekko przewrażliwiona, ale swego czasu po konsumpcji surowego kalafiora, który już parę dni spędził w lodówce, przetestowałam metodę na zrzucenie 5 kilo w 48 godzin, czyli zaliczyłam jedno z gorszych zatruć w życiu 😛 Od tamtej pory długo omijałam z daleka kalafiora pod wszelkimi postaciami, a kiedy już odważyłam się ponownie spróbować, do przesady pilnuję, żeby był prosto ze sklepu/straganu.

Składniki (na jedną dużą porcję)

  • 1/3 niedużego kalafiora
  • ok. 50 g sera typu feta
  • jeden większy lub dwa mniejsze krzaczki bazylii
  • 2 łyżki masła orzechowego lub słonecznikowego (według mnie najlepsze jest migdałowe, ale słonecznikowe też daje radę)
  • parę łyżek wody
  • spora szczypta soli
  • kilka truskawek
  • opcjonalnie kilka migdałów

Przygotowanie

Klalafiora dzielimy na różyczki i mielimy w blenderze na „ryż”. Bazylię, masło orzechowe, wodę i sól miksujemy na kremowy sos. Mieszamy sos ze zmielonym kalafiorem. Ser kroimy w kostkę, truskawki, jeśli są duże, dzielimy na połówki lub ćwiartki, Wszystko mieszamy (w miarę delikatnie, żeby nie rozpaćkać truskawek). Ewentualnie dodajemy migdały.

Smacznego 🙂

Chłodnik z buraków

Zwykły wpis

Dziś proponuję Wam prostą i pyszną zupę, idealną na ciepłe dni. Co prawda lato chwilowo się na nas obraziło i pogoda bardziej październikowa, ale mam nadzieję, że słońce i ciepło niebawem wrócą na dobre, a wtedy ten przepis się przyda 🙂

Chłodnik na bazie pieczonych buraków, jogurtu i kefiru – lekki, orzeźwiający, banalny w przygotowaniu, a przy tym ładnie wygląda, więc może nada się na wiosenne przyjęcie w ogrodzie.

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 2 spore buraki
  • 400 ml jogurtu greckiego
  • 400 ml kefiru
  • ok. pół łyżeczki soli
  • sok z jednej niedużej cytryny (albo trochę więcej, do smaku)
  • szyczpta granulowanego czosnku
  • szczypta pieprzu
  • ok. łyżka przyprawy do twarożków Kamisa

Przygotowanie

Buraki myjemy, zawijamy w folie aluminiową (bez obierania) i pieczemy godzinę w 180 stopniach. Można to zrobić dzień wcześniej, bo do przygotowania chłodnika buraki oczywiście muszą byc chłodne ;). Następnie obieramy buraki, kroimy w kostkę i miksujemy z pozostałymi składnikami na jednolitą zupę-krem w kolorze wściekłego różu 😉 Ewentualnie doprawiamy do smaku. Podajemy z kiełkami, świeżym koperkiem, jajkiem na twardo… Smacznego 🙂

Pikantna owsianka (savory oats)

Zwykły wpis

Dziś propozycja na obiad lub kolację do zrobienia dosłownie w 5 minut. W zasadzie to bardziej pomysł niż przepis, bo dodatki można właściwie dowolnie zmieniać, stosownie do zawartości lodówki i do aktualnego nastroju. Osobiście w Polsce nigdy się z czymś takim nie spotkałam, za to wygląda na to, że to popularny comfort food za oceanem. Nie pamiętam już, gdzie pierwszy raz zobaczyłam ten przepis, ale pojawia się naprawdę na wielu blogach. Próbowałam zarówno wersji wegańskiej jak i serowej – obie są dobre. Wy też spróbujcie – warto mieć w zanadrzu przepis na coś ciepłego, kremowego, sycącego i ekspresowego zarazem 🙂

Składniki (na 1 porcję)

  • 1/3 – 1/2 szklanki płatków owsianych
  • trochę ponad szklanka wody
  • kostka bulionu warzywnego
  • sól i pieprz do smaku

opcja wegańska

  • 3-4 łyżki płatków drożdżowych
  • łyżeczka ostrej musztardy
  • czubata łyżeczka tahini

opcja serowa

  • ok. 1/3 szkalnki startego ulubionego sera (moim zdaniem lepiej się sprawdzają trochę ostrzejsze w smaku)

dodatki

  • gotowane lub pieczone warzywa
  • dowolna fasola
  • pestki z dyni, słonecznika itp.
  • liście szpinaku
  • podsmażone pieczaki
  • salsa
  • awokado
  • pokruszone krakersy
  • posiekany szczypiorek, natka itp.
  • podsmażone parówki sojowe lub tempeh
  • jajko sadzone
  • nie topiący się (zbyt łatwo) ser typu oscypek
  • cokolwiek Wam inwencja podpowie…

Przygotowanie

Nic prostszego 🙂 W małym garnuszku zalewamy płatki wodą  i często mieszając, gotujemy na średnim ogniu do uzyskania pożądanej konsystencji. Ja lubię owsiankę o konsystencji gęstej zupy, od momentu zagotowania trzymam ją na palniku jeszcze jakieś 5 minut, ale to zależy od płatków. W razie potrzeby oczywiście można dolać trochę wody. Dodajemy pokruszoną kostkę bulionową i dokładnie rozprowadzamy. Dokładamy starty ser lub płatki drożdżowe, musztardę i tahini w wersji wegańskiej i ponownie dokładnie mieszamy. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Dodajemy dodatki wedle uznania i humoru. I gotowe – 10 minut nie minęło i na stole ciepła kolacja 🙂

Hummus jogurtowy

Zwykły wpis

Dziś mam dla Was przepis pięciominutowy (w te 5 minut wliczone jest mycie blendera ;)). Ciekawa wariacja na temat hummusu. Wersja dietetyczna – zupełnie bez dodatku oliwy, za to z dodatkiem jogurtu greckiego. Dzięki temu ma ciekawy smak i lekką, puszystą konsystencję. Nie przytłacza tak jak tradycyjny humus polany oliwą, który owszem, jest pyszny, ale na bieżąco w miarę jedzenia odkłada się w biodrach 😉 W tym przyadku można sobie pozwolić na trochę więcej bez wyrzutów sumienia.

Składniki

  • puszka cieciorki (400g)
  • 150g jogurtu greckiego (użyłam odtłuszczonego)
  • sok z połowy cytryny
  • czubata łyżka tahini
  • szczypta czosnku w proszku
  • sól do smaku

Przygotowanie

Wszystko zmiksować do uzyskania kremowej konsystencji. The end 🙂

Jest pyszny jako dip do warzyw czy krakersów. A bardziej „wypasiony” przepis na zapiekankę z jego udziałem pojawi się jutro, bo teraz jest jeszcze zbyt gorąca, żeby ją pokroić i zrobić zdjęcia 😉

Pomysł na takie „odchudzenie” hummusu znalazłam na blogu Meals & Moves. Polecam go wszystkim, którzy interesują się fitnessem na nieco wyższym „stopniu wtajemniczenia” i spojrzeniem na odżywianie właśnie pod tym kątem. Jest tam dużo fajnych przepisów na potrawy przyjazne figurze (niestety większość niewegetariańska, ale przy odrobinie kombinacji da się dostosować ;)) a także artykuły na temat programów treningowych, suplementacji itp. Jako bonus – fajne poczucie humoru autorki i zdjęcia jej prześmiesznego basseta 🙂

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe i Bądź FIT na wiosnę!