Tag Archives: dynia

Wegańskie curry warzywne z masłem orzechowym

Zwykły wpis

curry z masłem orzechowym

Co prawda w ostatnich dniach pogoda nieźle nas rozpieszczała, ale ewidentnie czuć już w powietrzu jesień. Rano jest naprawdę zimno, z drzew sypią się liście, na straganach pełna parą rozgościły się dynie… i wcześniej robi się ciemno, co poważnie utrudnia zrobienie przyzwoitych zdjęć 😉 Ale nic to – nieśmiało zaczynam sezon dyniowy i mam dla Was pierwszy tej jesieni dyniowy przepis – wegańskie curry z warzywami, tofu i masłem orzechowym. Aromatyczne, rozgrzewające, bardzo sycące, pełne warzyw i, co też ważne, wymaga pobrudzenia tylko jednego garnka 😉 Inspirowałam się tym przepisem. Robiłam już tego typu curry w wersji wegańskiej – z cieciorką i tofu, a także z kurczakiem i zawsze wychodziło dobre 🙂 O dziwo połączenie masła orzechowego z pomidorami i mlekiem kokosowym jest naprawdę bardzo ciekawe. Zdecydowanie warte wypróbowania 🙂

curry

Składniki (na 3-4 porcje)

  • ok. 400 g dyni (kupiłam już „wypatroszoną” dynię na zupę)
  • ok. 10 sporych pieczarek
  • 1 mała cukinia
  • 1 cebula
  • duża garść liści szpinaku (można pominąć)
  • ok. pół szklanki quinoa, kaszy jaglanej lub kuskusu
  • 1 kostka tofu naturalnego
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2 czubate łyżki masła orzechowego
  • 1-1,5 łyżki curry (w proszku)
  • mała puszka (200 ml) mleczka kokosowego (użyłam light)
  • jedna kostka rosołowa (opcjonalnie)
  • garść orzeszków ziwmnych (opcjonalnie)
  • 1-2 łyżki oliwy do smażenia

Przygotowanie

W sporym garnku rozgrzewamy oliwę. Cebulę siekamy, wrzucamy do garnka i smażymy kilka minut, aż zmięknie. Dynię kroimy w kostkę, cukinię w półplasterki, pieczarki obieramy i też kroimy w plasterki. Warzywa dorzucamy do cebuli i zalewamy wodą tak, żeby je zakryła. Wrzucamy kostkę rosołową, dodajemy koncentrat pomidorowy, masło orzechowe, mleczko kokosowe i curry. Na niedużym ogniu gotujemy ok. 25 minut, od czasu do czasu mieszając. Ok. 15 minut przed końcem gotowania dodajemy quinoa, kaszę lub kuskus (surowe). Kasza wchłonie sporo płynu, więc gdyby curry było za gęste, dolewamy parę łyżek wody.

Tofu kroimy w niedużą kostkę i dorzucamy ok. 5 minut przed końcem gotowania. W tym momencis dorzucamy też świeży szpinak i mieszamy, aż liście zmiękną. Na koniec można dosypać garść orzeszków ziemnych.

masło orzechowe

Przepis dodaję do akcji Love masło orzechowe ed.II

W końcu przepis – kokosowe muffinki dyniowe

Zwykły wpis

IMGP9151

Zgodnie z obietnicą, wreszcie pojawia się przepis 🙂 Na słodko oczywiście, bo na moje nieszczęście jestem słodyczożercą, z czym staram się walczyć, ale raczej nieskutecznie 😉 Sezon na dynię dobiega już zdecydowanie końca, ale udało mi się jeszcze złapać dwa spore kawałki, które po odsiedzeniu stosownego czasu w lodówce doczekały się wreszcie swoich 5 minut 🙂 Dzisiaj mam dla Was muffinki – bezglutenowe i bezmleczne, niestety nie wegańskie, bo zawierają jajka, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Jeśli ktoś spróbuje upiec je, używając zamiennika jejak, np. siemienia lnianego, dajcie znać, jak wyszło, ale obawiam się, że akurat w tym przypadku może się nie udać, bo muffinki zamiast zwykłej mąki zawierają znacznie grubszą „mąkę” kokosową, więc siła spulchniająca jajek chyba się tutaj przydaje.

Odnośnie diety bezglutenowej, myślę, że wkrótce popełnię post na ten temat, bo ostatnio sporo o tym czytam, i dowiaduję się ciekawych rzeczy, ale ponieważ nie mam dzisiaj czasu na pisanie wielkiej epistoły, przejdźmy do meritum, czyli muffinek 🙂

Inspiracją dla nich był ten przepis. W oryginale przewidziana jest mąka migdałowa. U nas nie widziałam takiego czegoś w sprzedaży, więc czasem używam do pieczenia różnych rzeczy zmielonych migdałów lub orzechów (kupuję już zmielone, szczególnie przed świętami można łatwo znaleźć migdały/orzechy tarte, a w niektórych sklepach, np. w Piotrze i Pawle, są w ciągłej sprzedaży). Tym razem jednak nie miałam ich w domu, sklep był już zamknięty, a z resztą i tak nie chciało mi się wychodzić, a tu rodzice zapowiedzieli się na obiad, więc musiałam zacząć od rzeczy najważniejszej, czyli deseru 😉 Przypomniało mi się, że wiele bezglutenowych przepisów na ciasta, babeczki itp. wykorzystuje mąkę kokosową, która to jest u nas do kupienia, aczkolwiek cena przyprawiła o zawał nawet mnie, a ja czasem potrafię sporo zainwestować w ciekawostki kulinarne. No i oczywiście mąki kokosowej w cenie 50 zł za kilogram też nie miałam w domu 😉 Miałam za to wiórki kokosowe, więc wykazałam się kreatywnością i pomyślałam, że skoro często pojawia się w przepisach mąka owsiana zrobiona z płatków zmielonych w blenderze, to czemu nie mąka kokosowa ze zmielonych wiórków? Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, a efekt końcowy jest fajny 🙂 Babeczki są wilgotne i dosyć ciężkie, takie jak lubię – jakoś nigdy nie przepadałam za pieczywem typu „pieczone powietrze” 😉 Razowiec jest u mnie zdecydowanie ponad bagietką, a ciężkie od bakalii ciastka owsiane biją na głowę leciutkie bułeczki 😉

IMGP9145A zatem przepis

Składniki (na 10 średnich muffinek)

  • 2 szklanki wiórków kokosowych, im drobniejszych, tym lepiej
  • 3 duże jajka
  • 1 szklanka puree z dyni (ja po prostu pieczoną dynię zmiksowałam mniej więcej z 3 łyżkami wody)
  • szczypta soli
  • łyżeczka cynamonu
  • szczypta gałki muszkatałowej (opcjonalnie)
  • czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2-3 łyżki miodu (u mnie 2 czubate, ale miód był gęsty, więc łatwo dało się nabrać „z czubem”)
  • 2 łyżki masła orzechowego (użyłam migdałowego)
  • opcjonalnie garść rodzynek, orzechów (najlepiej chyba włoskich), pestek dyni (u mnie) albo kawałków czekolady

Przygotowanie

Najpierw z wiórków kokosowych robimy makę. Wsypujemy je do blendera i miksujemy na wysokich obrotach około 2 minuty. Nie będzie to mąka sensu stricte, ale wiórki powinny być rozgrobnione na proszek i zaczynać się troszeczkę sklejać. Jeśli macie w domu mielone siemię lniane, to jest mniej więcej ta konsystencja. Do mąki kokosowej dodajemy cynamon, gałkę muszkatałową, sól i proszek do pieczenia i mieszamy. Osobno miksujemy jajka, dynię, miód i masło orzechowe. Następnie mokre składniki wlewamy do suchych i mieszamy do połączenia. Dodajemy orzechy, pestki itp. Przekładamy masę do foremek, które można wypełnić prawie do końca, bo babeczki urosną tylko trochę. Pieczemy 25 minut w 175 stopniach.

Smacznego 🙂

IMGP9158

IMGP9141

Brownie dyniowe (pumpkin swirl brownie)

Zwykły wpis

Pierwszy raz upiekłam brownie. Ponieważ ciasto było przeznaczone na imprezę z okazji Halloween, oczywiście nie mogło zabraknąć dyni. Po krótkich rozmowach z Googlem znalazłam ten przepis na wegańskie brownie dyniowe. W zasadzie się go trzymałam, tylko, jak zwykle w przypadku amerykańskich przepisów, zmniejszyłam o połowę ilość cukru, a i tak ciasto wyszło dośc mocno słodkie.

Poza tym, że pierwszy raz piekłam brownie, pierwszy raz w ogóle je jadłam 🙂 Było smaczne, ale nie wiem dlaczego spodziewałam się nie wiadomo jakich fajerwerków, może po przeczytaniu hymnów pochwalnych pod adresem wszelkiego rodzaju brownies na blogach? 😉 Tymczasem wyszło całkiem dobre ciasto czekoladowe z piernikowymi nutami – zdecydowanie nadaje się na imrezę albo do kawki, ale nie rzuciło mnie na kolana tak jak tego oczekiwałam 😉

Składniki (na formę o boku 24 cm, ok. 12 porcji)

Warstwa dyniowa

  • opakowanie budyniu waniliowego
  • pół szklanki mleka roślinnego
  • 3 łyżki cukru
  • 3/4 szklanki pure z dyni
  • mniej więcej pół opakowania przyprawy do piernika (do smaku)

warstwa czekoladowa

  • 2/3 szklanki cukru (można dać jeszcze trochę mniej, a w oryginale było półtorej szklanki….. chyba za oceanem mają inne kubki smakowe ;))
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego
  • 1/3 szklanki oleju (użyłam kokosowego)
  • 1/3 szklanki pure z dyni
  • 2 łyżeczki octu (użyłam jabłkowego)
  • 1 i 1/3 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki kakao
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie

Składniki warstwy dyniowej miksujemy na jednolitą masę. To samo robimy ze składnikami warstwy czekoladowej. Naczynie do pieczenia wykładamy pergaminem (tak, żeby wystawał ponad brzegi). Na dno wykładamy masę czekoladową. Na wierzhu rozprowaszamy masę dyniową, a następnie nożem do masła robimy w cieście esy-floresy, tak, żeby było widać trochę czekolady. Pieczemy 40 minut w 180 stopniach. Studzimy, a następnie na kilka godzin wstawiamy do lodówki.

Smacznego 🙂

PS. W razie powtórki do warstwy czekoladowej dodałabym chyba pokruszoną czekoladę 🙂

Granola dyniowa

Zwykły wpis

Uff, udało się zrobić zdjęcia, znaim zjadłam wszystko 😉 Troszkę ostatnio zniedbałam bloga, ale mam ważne powody, o których niebawem 🙂 Nadal oczywiście jem, ale nie zawsze (a raczej prawie nigdy) mam czas i warunki, żeby to co zjem uwiecznić na zdjęciach (najlepiej przynajmniej w miarę przyzwoitej jakości ;)). Tym razem jednak dałam radę i mam dla Was granolę na bazie pieczonej dyni. Można powiedzieć, że dietetyczną – nie jest zbyt słodka i ma bardzo niewiele oleju, ale bynajmniej nie umniejsza to jej walorów smakowych. Ma tylko jedną wadę – jakoś szybko znika 😉

Składniki

suche

  • opakowanie płatków owsianych (300g)
  • ok. 2/3 szklanki orzechów laskowych
  • 100 g orzechów włoskich

sos

  • ok. szklanki puree z dyni
  • 2 łyżki melasy (można zastąpić miodem, ale melasa nadaje fajny piernikowy smak)
  • 2 łyżki oleju o neutralnym smaku (użyłam oleju z orzechów włoskich)
  • łyżeczka cynamonu
  • ok. 1/3 łyżeczki gałki muszkatałowej
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii lub cukru waniliowego
  • mleko roślinne lub woda w takiej ilości, żeby sos miał gęstość śmietany (ilość zależy od konsystencji dyniowego puree)

dodatkowo

  • 2 garście rodzynek
  • 2 garście grubych wiórków kokosowych (najlepiej, ale jeśli nie znajdziecie grubych, mogą być zwykłe)

Przygotowanie

W misce mieszamy suche składniki. Składniki sosu miksujemy (wodę dodajemy stopniowo). Dodajemy sos do suchych i mieszamy dokładnie. Wykładamy na blachę przykrytą matą silikonową lub pergaminem i pieczemy ok. 60-70 minut w temperaturze 140 stopni. W trakcie pieczenia kilkakrotnie mieszamy, żeby wszystko równo się zrumieniło. Po wyjęciu z piekarnika dodajemy rodzynki i wiórki kokosowe i jeszcze raz mieszamy. Przechowujemy w zamkniętym słoiku lub puszce. Smacznego 🙂

Krajanka owsiana w wersji jesiennej, piernikowo-dyniowa

Zwykły wpis

Nadal przetwarzam dynię na wszelakie sposoby. Ostatnio zrobiłam zupę dyniową z mleczkiem kokosowym i garam masalą. Do resztek zupy dodałam szałwię i kozi ser i przerobiłam tym sposobem na pyszny sos do makaronu (obiecuję niebawem jeszcze trochę go dopracować i podać przepis, bo naprawdę jest tego wart), dziś z okazji totalnego kryzysu motywacyjnego w sprawie gotowania przyprawiłam trochę pieczonej dyni czosnkiem i solą, wymieszałam z łyżeczką oleju kokosowego i zapakowałam toto ze świeżym szpinakiem i serem w dwie tortille – dwuczęściowy lunch do pracy w 3 minuty 🙂

A pomiędzy tym wszystkim upiekłam taką oto śniadaniową krajankę. Opierałam się na wersji podstawowej, ale postanowiłam dodać więcej jesiennych akcentów – dynię (oczywiście!), korzenne przyprawy i orzechy. Użyłam też mąki oswianej, bo akurat miałam ją w domu i musiałam szybko zużyć. O dziwo ciasto wyszło delikatniejsze i bardziej miękkie niż z mąką pszenną, ale jeżeli nie macie mąki owsianej, to myślę, że dowolna inna też da radę.

Składniki (na kwadratową formę o boku 24 cm)

  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  • 1 1/3 szklanki mąki owsianej (lub pszennej)
  • 2/3-3/4 szklanki puree z dyni
  • 2 łyżki miodu *
  • 2 łyżki melasy *
  • łyżka przyprawy do piernika
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki nasion chia lub siemienia lnianego
  • trochę ponad pół szklanki mielonego siemienia lnianego
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cukru waniliowego
  • 1,5 szklanki mleka (użyłam ryżowego)
  • garść rodzynek
  • ok. pół szklanki orzechów laskowych (lub innych, np. lekko połamanych włoskich)
  • olej do wysmarowania formy

* można użyć tylko miodu lub tylko melasy, albo zastąpić miód innym słodkim syropem, np. klonowym

Przygotowanie

W misce mieszamy suche składniki, tzn. makę, płatki owsiane, przyprawę do piernika, mielone siemię lniane oraz nasiona chia lub lnu, proszek do pieczenia i sól. W drugim naczyniu miksujemy miód, melasę, ekstrakt z wanilii lub cukier waniliowy, dynię i mleko. Wlewamy mokre składniki do suchych i dokładnie mieszamy. Dodajemy orzechy i rodzynki i ponowanie mieszamy. Przelewamy masę do wysmarowanego olejem naczynia żaroodpornego. Wyrównujemy wierzch i pieczemy ok. 40 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego 🙂

Dynia party, cześć druga – dyniowy tofu sernik

Zwykły wpis

Kolejny przepis z urodzinowej imprezki i dynia w kolejnej odsłonie, tym razem na słodko. Wiadomo, że na urodzinach musi być tort 🙂 Ale jakoś nie miałam weny na skomplikowane wielowarstwowe ciasto, więc postanowiłam, że w roli tortu wystąpi dyniowy sernik z tofu. Tort, jak wiadomo, musi być z kremem, również z tofu, a jakże 😉 Całość z nutami jesienno-zimowo-piernikowymi. Ciasto jest chyba dużo prostsze od klasycznego tortu, a smakuje i wygląda naprawdę fajnie. Jest prawie wegańskie – z wyjątkiem łyżki miodu dodanej do kremu i kuleczek dekoracyjnych na wierzchu. Ale kuleczki można oczywiście pominąć, a miód zastąpić dowolnym słodkim syropem.

Inspirowałam się tym przepisem. Jak zwykle w przypadku przepisów zza oceanu, zmniejszyłam ilośc cukru o połowę, a ciasto i tak jest dosyć słodkie 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 23 cm)

spód

  • ok. 1,5 szklanki zmielonych herbatników imbirowych (lub digestive)
  • 3-4 łyżki stopionej margaryny lub oleju kokosowego
  • łyżka mleka roślinnego
  • szczypta soli

wierzch

  • Paczka (340 g) miękkiego silken tofu
  • ok. 2 szklanki puree z pieczonej dyni (instrukcja pieczenia dyni tutaj)
  • sok z jednej cytryny
  • 1 budyń waniliowy (proszek)
  • łyżka cukru waniliowego
  • 2/3 szklanki brązowego cukru
  • pół średniego banana
  • 1,5 czubatej łyżki mąki
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki imbiru
  • pół szklanki nerkowców namoczonych przez kilka godzin
  • opcjonalnie ok. 1/3 szklanki rodzynek lub kandyzowanego imbiru

krem

  • 2 kostki tofu (po 180 g)
  • ok. 1/3 szklanki oleju kokosowego lub margaryny w temperaturze pokojowej
  • 1/3 – 1/2 szklanki dżemu z pomarańczy (użyłam marmolady pomarańczowo-imbirowej, można też użyć pomarańczowej i trochę imbiru w proszku)
  • sok z ok. 2/3 cytryny
  • łyżka miodu
  • gałka muszkatałowa do smaku (u mnie duża szczypta)
  • szczypta soli (do smaku, ja dałam sporo, bo lubię słonawe kremy w typie serka Philadelphia)

Przygotowanie

Składniki spodu miksujemy do uzyskania konsystencji mokrego piasku. Masą wykładamy dno natłuszczonej tortownicy i dociskamy. Następnie wszystkie składniki wierzchu, z wyjątkiem imbiru kandyzowanego lub rodzynek, miksujemy na jednolitą masę. Ewentualnie dodajemy imbir bądź rodzynki i mieszamy. Masę wykładamy na ciasteczkowy spód, wyrównujemy powierzchnię i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy 45-50 minut.

Składniki kremu miksujemy na jednolitą masę i odstawiamy do lodówki, aż ciasto całkowicie wystygnie. Ciasto musi być całkowicie wystudzone, zanim otworzymy formę i zabierzemy się do dekoracji.

Przed rozpięciem tortownicy warto przejechać nożem wdzłuż brzegów, żeby odkleić ciasto, w razie gdyby przywarło. Następnie rozprowadzamy krem, w miarę możliwości równą warstwą na wierzchu i bokach ciasta. Do wyrównywania kremu dobrze się nadaje długi nóż. Dekorujemy wedle uznania i do czasu podania przechowujemy w lodówce.

Smacznego 🙂

Lasagne z dynią, szałwią i serkiem ricotta

Zwykły wpis

Rozpoczęłam sezon na dynię 🙂 Pierwszy raz w życiu spróbowałam jej w zeszłym roku i od tamtej pory zastanawiam się, jak mogłam tyle czasu żyć bez niej 🙂 Teraz staram się wykorzystać dyniowy sezon w pełni – dodaję pieczoną dynię do owsianki albo śniadaniowych pancakes, piekę ciasta i muffinki, robię sosy do makaronu i ciągle szukam nowych pomysłów 🙂

Na moją urodzinową imprezę postanowiłam przygotować coś z dynią w roli głównej, żeby z przytupem zacząć sezon 🙂 Zazwyczaj kiedy gotuję dla siebie, stawiam na proste dania, których przygotowanie nie zajmuje wiele czasu, ale kiedy przychodzą goście, wychodzę w kuchni z siebie i staję obok 😉 Czasem w połowie szykowania „proszonego obiadu”, kiedy akurat wszystko jest rozgrzebane i kuchnia wygląda, jakby przeszło przez nią tornado, mam fazę „chrzanię to, zadzwońmy po pizzę”, ale kiedy jednak odrzucę opcję pizzy i dokończę to co zaczęłam, lubię zbierać pochwały i łaskawie spełniać prośby o przepis 😉

Może tylko powjnnam popracować na organizacją… Mam tę wadę, że kiedy gotuję (nie tylko, ale zwłaszcza wtedy), robię naokoło siebie potworny bałagan. Co wyjmę, to odstawię w losowe miejsce, w 5 minut cały blat w kuchni jest zastawiony wszystkimi użytymi do tej pory składnikami, naczyniami itp. Nic dziwnego, że kiedy sięgam po kolejną przyprawę, zahaczę o słoik z cukrem, którego oczywiście nie chciało mi się zakręcić, przwerócę butelkę z oliwą, zbiję dwa jajka i już mam na blacie ciasto 😉 Trochę przesadzam, ale faktem jest, że kiedy wpadam w kuchenny szał i nagle słychać słowo nieparlamentrane, to znaczy, że albo coś wysypałam/rozlałam/potłukłam, albo kolejny raz spotkałam się zbyt blisko z grzałką piekarnika albo z dopiero co wyłączonym palnikiem (moją płytę elektryczną traktuję jako kawałek blatu; oczywiście ma światełka wskazujące, które palniki są gorące, ale kto by się tym przejmował ;)).

Ostatnio staram się trochę z tym walczyć i z dumą stwierdzam, że przed przybyciem gości w dniu wczorajszym kuchnia nie świeciła może czystością, ale nie wyglądała jakby w niej coś wybuchło 🙂 Kosz na śmieci był opróżniony i nawet wygospodarowałam na blatach tyle powierzchni poziomej, że nie musiałam półmisków i naczyń naszykowanych na później rozstawiać na podłodze w jadalni. Chyba dorastam 😉

Przedsatwiam Wam danie główne na urodzinowej imprezie – lasagne z dynią, szałwią, serkiem ricotta i oscypkiem. Kremowa, aromatyczna, pełna jesiennych smaków. Wybitnie sycąca – po zjedzeniu niezbyt dużej porcji myślałam, że pęknę. Myślę, że jako samodzielny obiad spokojnie starczy dla 6-7 osób. U mnie najadło się 9 osób i jeszcze sporo zostało dla mnie na lunche do pracy – nie narzekam 😉 Mój lazaniowy debiut 🙂 Jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się zebrać do tego dania, bo wydawało mi się trudne, czasochłonne i ogólnie uperdliwe. Przygotowanie rzeczywiście zajmuje trochę czasu, ale zdecydowanie jest tego warta.

Jedna uwaga: te śliczne wyraźne warsty lazanii są takie śliczne dopiero następnego dnia. Wtedy też zapiekanka fantastycznie się kroi. Świeżo po wyjęciu z piekarnika jest zdecydowanie mniej przyjazna dla użytkownika, ale co najmniej równie pyszna 🙂 Można też zrobić ją dzień wcześniej, a potem odgrzać. Kiedyś robiłam tak z lazanią zamówioną z cateringu i wszyscy bardzo chwalili efekt, więc widać to też jest metoda.

Składniki

Warstwa dyniowa

  • ok. 1 kg pieczonej dyni (użyłam dyni hokkaido)
  • ewentualnie kilka łyżek wody lub mleka
  • 1 krzaczek szałwii
  • sól, pieprz i gałka muszkatałowa do smaku

Warstwa serowa

  • 400 g serka ricotta
  • 100g tartego parmezanu
  • 2 małe jajka lub 1 duże
  • sól, pieprz i gałka muszkatałowa do smaku

Oprócz tego

  • 16 arkuszy makaronu lasagne
  • ok. szklanki tartego sera (użyłam oscypka i fajnie wzbogacił smak, ale może być też parmezan)
  • kilka łyżek oliwy z oliwek

Przygotowanie

Dynię najlepiej upiec dzień wcześniej. Używam dyń hokkaido, które mają suchy i mączysty słodkawy miąższ. Te dynie są niewielkie (trochę większe od grejpfruta), więc do pieczenia przecinam je na pół, wyciągam ze środka piestki i inne farfocle, układam rozcięciem do dołu na blasze i piekę około godziny w 180 stopniach. Kiedy przestygną, wyjmuję miąższ ze skórki i gotowe.

Pieczoną dynię miksujemy w blenderze z posiekaną szałwią, solą, pieprzem i gałką muszkatałową. Jeżeli dynia jest za sucha, dodajemy trochę wody lub mleka. Konsystencja masy powinna być podobna do puree ziemniaczanego.

Następnie miksujemy serek ricotta z parmezanem i jajkiem i doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową.

Przygotowujemy makaron. Do tej lazanii makraon trzeba wcześniej obgotować, bo nie ma rzadkiego sosu, który by go ugotował w trakcie pieczenia. Ja robiłam tak, że w dużym garnku zagotowałam wodę z solą i 2-3 łyżkami oliwy (dzięki niej płaty makaronu się nie sklejają w trakcie gotowania) i wrzucałam po 4 płaty lazanii, bo tyle potrzebowałam na jedną warstwę. Po odłowieniu z wody od razu układałam makaron w naczyniu i nakładałam farsz, podczas gdy kolejna warstwa się gotowała. Dzięki temu uniknęłam problemu z przechowywaniem częściowo ugotowanej lazanii tak, żeby płaty się ze sobą nie posklejały.

Tak więc, gotujemy pierwszą warstwę lazanii i układamy na dnie natłuszczonego naczynia do zapiekania. Na to wykładamy połowę dyni. Potem kolejna warstwa lazanii, połowa masy serowej, makaron, reszta dyni, makaron i reszta sera. Wierzch posypujemy tartym serem. Przykrywamy folią aluminiową i pieczemy ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni. Nastepnie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze 15-20 minut aż ser się zrumieni. Smacznego 🙂

A teraz scena z życia kulinarnej bloggerki 🙂

Zdjęcie z pola bitwy z dzisiejszego poranka. Zanim zaczęłam sama trochę interesować się fotografią kulinarną, patrząc na zdjęcia na blogach myślałam: ale ci ludzie mają fajnie, mają takie piękne naczynia, do każdego obrusa inny zestaw, serwetki pod kolor, a to wszystko na ich stołach jest tak ładnie skomponowane… O słodka naiwności 😉 Prawda jest taka, że zdjęcia kulinarne rzadko powstają na stole, przy którym je się posiłki. Bardzo rzadko jest tak, że przed podaniem obiadu pstryknę fotkę na bloga. Zazwyczaj takie fotki nie wyglądają, jakby to co na nich jest, było jadalne 😉 Poza tym zawsze załapie się kawałek zlewu z brudnymi naczyniami, gazeta przewracająca się po kuchni, czy butelka płynu do naczyń. A może to tylko moje szczęście 😉 W każdym razie, zdjęcia powstają tam, gdzie jest dobre światło i np. ściana w albo podłoga w odpowiednim kolorze. Czasem jest to np. podłoga łazienki, która ma ładny drewniany wzór 😀 Osobiście jeszcze nie fotografowałam zupy w łazience, ale słyszałam takie historie 🙂 No i jak widać, aby obiad wyglądał na zdjęciu apetycznie, czasem trzeba zawiesić w oknie prześcieradło 😉

Miniaturowe dynie nadziewane tofu

Zwykły wpis

Od jakiegoś czasu zamawiam zakupy spożywcze przez internet. Wielka oszczędność czasu i nerwów, ale czasami zdarzają się niespodzianki. Np ostatnio zamiast jednej dyni, której się spodziewałam, zastałam w skrzynce dwie malutkie dynie, które tak sympatycznie wyglądały, że żal mi było przerobić ich na zupę 😉 W związku z tym pomieszkały trochę w lodówce, a ja myślałam, co by tu z nimi począć. Wreszcie dziś zebrałam się w sobie i powstało proste, niezbyt pracochłonne, za to całkiem efektowne wegańskie danie – mini dynie hokkaido faszerowane tofu z kminkiem i pomarańczą. Pomysł powstał w wyniku skrzyżowania dwóch przepisów – mojej tarty z brukselką i faszerowanej dyni z bloga Bitter Sweet.

Składniki (na 4 porcje)

  • 2 małe dynie (wielkości grejpfruta)
  • olej do wysmarowania naczynia

nadzienie z tofu

  • 2 kostki tofu (po 180 g)
  • czubata łyżka mąki kukurydzianej
  • sok z jednej pomarańczy
  • sok z połowy limonki (ew. z połowy małej cytryny)
  • ok. płaskiej łyżki mielonego kminku
  • ok. łyżeczki mielonej skórki cytrynowej
  • sól i pieprz do smaku (pieprzu nie należy żałować ;))
  • ok. 2-3 łyżki mleka roślinnego

Przygotowanie

Dynie myjemy, odcinamy korzonki, przecinamy na pół, wyjmujemy ze środka pestki. U mnie świetnie się przy tym sprawdziła gałkownica do lodów. Składniki nadzienia miksujemy na jednolitą masę. Wkładamy nadzienie do dyniowych miseczek. Dno naczynia do zapiekania smarujemy olejem i wstawiamy połówki dyni. Pieczemy 40 minut w 200 stopniach. W trakcie pieczenia co jakiś czas (chyba 3 razy) wlewałam odrobinę wody na dno naczynia, żeby dynie za bardzo nie wyschły.

Sami widzicie, że nie ma z nimi za wiele pracy, a efekt fajny. Sprawdzią się nawet, gdy ktoś wpadnie z wizytą 🙂

Pyszna sałatka z dyni i brukselki – na święta też się nada ;-)

Zwykły wpis

Mam dla Was dzisiaj propozycję sałatki, którą jakiś czas temu przygotowałam na zasadzie wygarniania resztek z lodówki, ale była tak pyszna, że od tego czasu już wiele razy robiłam ją „nieprzypadkowo” 😉 Jestem wielką fanką dyni i brukselki. Co ciekawe, obu warzyw spróbowałam pierwszy raz już po przejściu na weganizm (nie licząc traumatycznego epizodu z rozgotowaną brukselką pływającą w przedszkolnej zupie ;)). Korzystam z tego, że sezon na brukselkę najwyraźniej wciąż w pełni i za śmieszne pieniądze można kupić to fajne warzywko. Dynię też można jeszcze w miarę łatwo znaleźć.

Sałatka, chociaż w całości składa się z dostępnych w Polsce (i nawet sezonowych!!!) składników, kojarzy mi się ze świętami w wydaniu amerykańskim. Jestem zamerykanizowana do szpiku kości i wcale się tego nie wstydzę. Jak będę duża 😉 chciałabym mieszkać w San Francisco, bo to wegański raj na ziemi. Będąc tam w ostatnie wakacje, weszłam do sklepu spożywczego, stanęłam z otwartą buzią i nie chciałam wychodzić. Mąż musiał mnie za uszy wyciągać i pilnować, żebym nie wydała tysiąca dolarów na wagon wegańskich batoników, surowych chipsów, bezmlecznych serów wszelkiej maści itp. itd. W każdej budce na rogu ulicy można było kupić kawę z mlekiem sojowym, no mówię Wam, żyć nie umierać 🙂 Się romarzyłam 😉 No więc sałątka kojarzy mi się z amerykańskimi świętami, ponieważ jedną z inchnich tradycyjnych świątecznych potraw, a raczej składników, jest dynia. I żurawina. Począwszy od Halloween do Bożego Narodzenia króluje ciasto dyniowe i sos żurawinowy 🙂 I trochę pod wpływem kulinarnych blogów zza oceanu dynia zaczęła gościć też u mnie 🙂

A sałatka, o ile dotrwa, będzie moim świątecznym obiadem 🙂 Jest dość konkretna, żaden tam szpinak z ogórkiem, można się porządnie najeść. Do tego super zdrowa no i oczywiście pyszna 🙂 A jak nie dotrwa, to nie wiem, co będę jeść… Igły z choinki 😉

Składniki (na dużą miskę)

  • ok. 0.5 kg brukselki
  • mała dynia hokkaido (wielkości dużego grejpfruta)
  • ok 2/3 szklanki orzechów laskowych
  • ok 80 g suszonej żurawiny
  • trochę ponad szklanka dowolnej kaszy, ryżu itp. (użyłam pęczaku, ale równie dobrze sprawdza się ryż, quinoa, kasza gryczana, pewnie orkisz albo pszenica też byłby OK, raczej nie nada się super drobna kasza, typu jaglana albo kukurydziana)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • szczypta soli
  • 2-3 łyżki oliwy

sos

  • 5-6 łyżek oleju z pestek dyni albo sezamowego
  • 5-6 łyżek sosu sojowego
  • ok 3 łyżki syropu z agawy

Przygotowanie

Kaszę lub ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu. Brukselki myjemy, odcinamy korzonki, zdejmujemy zewnętrzne listki i przekrajamy główki na pół. Czosnek przeciskamy przez praskę. Bruksleki, czosnek, oliwę, orzechy laskowe i sól mieszamy w naczyniu żaroodpornym. Pieczemy ok. 25 minut w 200 stopniach. Dynię myjemy, patroszymy, kroimy na nieduże kawałki. Na dno naczynia żaroodpornego (innego niż do brukselek ;)) wlewamy ok 1 cm wody. Wkładamy dynię i pieczemy ok 40 minut. Dynię i bruskelkę można piec razem. Po przestudzeniu ewentualnie kroimy dynię na mniejsze kawałki. Wszystko (kaszę/ryż, brukselkę i dynię) wrzucamy do dużej miski. Dodajemy też żurawinę. Mieszamy ze sobą składniki sosu i również wlewamy do miski. Dokładnie mieszamy. I gotowe 🙂 Najlepsza jest, jak parę godzin pomieszka w lodówce 🙂

Fasolka w korzennym sosie barbecue + placuszki dyniowo gryczane

Zwykły wpis

Spotrzeżenie dnia: ciężko jest sfotografować miskę gotowanej fasoli z sosem tak, żeby wyglądała jak coś jadalnego 😉

W ramach korzennego tygodnia mam dla Was kolejną propozycję. Dla polskiego podniebienia wydaje się dosyć egzotyczna, ale okazuje sie, że to typowa potrawa amerykańsko-kanadyjska, szczególnie popularna w sezonie jesienno-zimowym, czemu w sumie trudno się dziwić, bo jest bardzo sycąca, a do tego pełna rozgrzewających korzennych przypraw. W ich wydaniu jest znacznie słodsza, bo nasi przyjaciele zza oceanu to cukrożercy 😉 Ja proponuję wersję nieco bardziej pikantną.

Jadłam ją z plackami z mąki gryczanej z dodatkiem dyni. Słyszałam legendy o plackach i naleśnikach z mąki gryczanej, że niby są bardzo ciężkie w obsłudze, nie dają sie przekręcać na patelni, rozpadają sie i w ogóle trudno uzyskać sensowny efekt. Moje były grzeczne, przekręcały sie bez najmniejszego problemu. Nie dodawałam cukru, ale dzieki dodatkowi dyni same z siebie są słodkawe i myślę, że dobrze sie sprawdzą zarówno jako dodatek do wytrawnych dań jak i w towarzystwie dżemu albo masła orzechowego na słodkie śniadanie 🙂

Pieczona fasolka z korzennym sosem BBQ – składniki (na 2 spore porcje)

  • 2 puszki fasoli po 400g. Można użyć dowolnej fasoli, ja użyłam pół na pół czerwonej i czarnej
  • szklanka sosu barbecue. Bardzo Wam polecam przygotowanie tego sosu w domu. Wbrew pozorom jest to proste,  wychodzi raczej taniej niż sos ze sklepu, można go doprawić wedle upodobania, nie mówiąc już o tym, że na pewno jest zdrowszy. Ja użyłam tego przepisu.
  • 2/3 łyżeczki ziaren kminku
  • łyżeczka kardamonu
  • pół łyżeczki gałki muszkatałowej
  • świeżo mielony pieprz do smaku (ja dałam sporo, trochę ponad pół łyżeczki, ale to zależy jak pikantne lubicie)
  • olej do natłuszczenia naczynia

Przygotowanie

Naczynie żaroodporne smarujemy olejem. Fasolę odsączamy z zalewy i przepłukujemy pod bieżącą wodą. Mieszamy z sosem i przyprawami. Ewentualnie doprawiamy do smaku, przekładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy ok. 50 minut w 180 stopniach.

Dyniowe placuszki z mąki gryczanej – składniki (na 10 placków)

  • prawie pełna szklanka mąki gryczanej
  • 2 łyżki mąki kukurudzianej
  • pół łyżeczki soli
  • 1.5 łyżki oleju z pestek dyni (opcjonalnie, ale daje fajny zapach)
  • 2/3 szklanki pure z dyni
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Wszystkie składniki oprócz oleju do smażenia zmiksować na gładką masę. Będzie trochę gęstsza niż śmietana. Na patelni rozgrzać olej. Ja ostatnio w ramach ograniczania ilości tłuszczu w diecie testuję olej w sprayu i bardzo dobrze się tutaj sprawdził. Na dobrze rozgrzana patelnię wykładać łyżką masę, w porcjach mniej więcej po 2 łyzki. Kiedy na wierzchu zaczną pojawiać się bąbelki, poczekać mniej więcej minutę i przewrócić na drugą stronę. Smazyć jeszcze kilka minut. Ewentualnie można przewrócic jeszcze raz. Placuszki powinny miec ładny jasnobrązowy kolor.

Smacznego 🙂