Tag Archives: do chleba

Hummus kawowy

Zwykły wpis

Na początek dygresja – jak na razie była to chyba najtrudniejsza do sfotografowania potrawa, jaką zdarzyło mi się robić. Naprawdę ciężko zrobić sensowne zdjęcie brązowej papki, tym bardziej kiedy za oknem już ciemna noc 😉 Ale chciałam się z Wami podzielić przepisem, więc spięłam się w sobie i śmiem twierdzić, że wygląda toto na jadalne 😉

Może czytając tytuł niektórzy z Was pomyśleli, że to jakiś żart albo figura retoryczna, ale nie 🙂 Dzisiaj zapraszam na hummus w wydaniu deserowym, a dokładnie o smaku kawy z korzennymi przyprawami. W zasadzie nie wiem, czy ta pasta „zasługuje” jeszcze na miano hummusu, bo ze składników używanych w wersji klasycznej została cieciorka 😉 Zwał jak zwał – na pewno jest warta wypróbowania, szczególnie dla fanów i fanatyków kawy, do których niżej podpisana również się zalicza. Hummus jest pyszny na kanapkach, zwłaszcza z chlebem z dodatkiem musli czy suszonych owoców, świetny z kawałkami jabłka, albo do wyjadania łyżeczką ze słoika 😉 Dzisiaj odkryłam też naprędce, że nadaje się do ekspresowego wyrobu markizów – między dwoma herbatnikami typu digestive albo innymi ulubionymi umieszczamy łyżeczkę hummusu i gotowe.

A zatem…

Składniki (na duuużo – ok. 600 – 700 ml)

  • jeden średni słodki ziemniak
  • puszka cieciorki (400 g)
  • 2 łyżki masła migdałowego (najlepiej, ale może być też orzechowe niesolone)
  • 2 łyżki melasy (lub syropu konowego albo innego płynnego słodu)
  • łyżka pryprawy do piernika + dodatkowo łyżeczka cynamonu (jeśli nie macie przyprawy do piernika, można użyć autorskiej mieszanki cynamonu, imbiru, kardamonu i innych przypraw korzennych w ilości w sumie ok. łyżki)
  • 1 -1,5 łyżki kawy rozpuszczalnej (w zależności od tego, jak mocną kawę lubicie; ja dałam 1,5 łyżki i hummus jest bardzo kawowy, z lekką goryczką)

Przygotowanie

Ziemniaka należy upiec (około 40-50 minut w 180 stopniach) lub przygotować w mikrofalówce. W tym celu nakłuwamy skórkę widelcem w kilku miejscach, umieszczamy ziemniaka w kuchence na papierowym ręczniku i grzejemy 3 minuty na wysokiej mocy. Następnie przekręcamy ziemniaka i grzejemy kolejne 3 minuty, a potem zostawiamy na kilka minut do przestygnięcia.Obieramy, gdy już można go dotknąć bez poparzenia sobie palców. Cierciorkę odcedzamy i wszystkie składniki miksujemy na jednolitą masę.

Zdecydowanie zyskuje na smaku po kilku godzinach w lodówce. Zaraz po zmiksowaniu (wczoraj wieczorem) nie byłam do końca przekonana do efektu, natomiast dziś rano miałam ochotę wyjeść cały słoik i tylko wrodzone umiarkowanie (i chęć wrzucenia zdjęcia na bloga ;)) mnie przed tym powstrzymało.

Z przepisu wychodzi ogromna porcja, ale osobiście nie lubię zużywać np. pół puszki cieciorki, bo wtedy druga połowa zazwyczaj zostaje zapomniana w lodówce do momentu aż sama z niej wyjdzie 😉 Natomiast z moich doświadczeń wynika, że tego typu pasty (wszelkie wariacje na temat hummusu i inne na bazie warzyw strączkowych) dobrze znoszą zamrażanie i rozmrażanie.

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe

Reklamy

Pasta bezjajeczna – wersja druga, poprawiona :-)

Zwykły wpis

Jakiś czas temu udało mi się zdobyć czarną sól i zrobiłam moją pierwszą wegańską pastę „jajeczną”. Byłam z niej bardzo zadowolona, zwłaszcza, że produkcja zajęła 7 minut, łącznie z gotowaniem groszku 🙂 Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, więc jako że dziś napadła mnie straszna tęsknota za smakiem jajek, postanowiłam po raz kolejny zaczerpnąć z torby z czarną solą (która i tak pewnie starczy mi do końca życia :D) i wypróbować nowy przepis.

Na wegańskich blogach jest wiele przepisów na pastę jajeczną, czasami zwaną dla zmylenia przeciwnika sałatką 🙂 Wszystkie, które znalazłam, bazują na tofu i czarnej soli. Ja dorzuciłam od siebie cieciorkę i był to bardzo dobry pomysł – wydaje mi się, że dzięki temu udało mi się odtworzyć jajeczną konsystencję. Pasta jest naprawdę nie do odróżnienia od pierwowzoru i to zarówno pod względem wyglądu, jak i smaku, co chyba nawet jest ważniejsze. Wymaga jednak dwóch „fachowych” składników – wegańskiego majonezu i czarnej soli. Obydwa są do nabycia w sklepach ze zdrową żywnością, przy czym majonez zdecydowanie łatwiej dostać, a nawet jak ktoś ma czas i chęci, to można go zrobić w domu.

Składniki

  • kostka tofu (180 g)
  • puszka cieciorki (400 g)
  • 2 czubate łyżki wegańskiego majonezu
  • 1,5 – 2 łyżeczki musztardy
  • 1 duża lub dwie mniejsze laski selera naciowego
  • czarna sól do smaku (u mnie trochę ponad. pół łyżeczki)
  • szczypta kurkumy dla żółtego koloru
  • szczypta czosnku w proszku

Przygotowanie

Tofu pokruszyć na kawałki, cieciorkę odcedzić, selera drobno posiekać. Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować. Moim zdaniem najlepiej, jeżeli konsystencja nie jest zupełnie kremowa, tylko przypomina rozgniecione widelcem jajka, ale to oczywiście zależy od upodobań 🙂 Wiele osób dodaje też curry. Ja nie byłam nigdy fanką połączenia curry  jajkiem w wersji „oryginalnej” i trzymam się tego stanowiska w wersji wegańskiej, ale jeśli lubiliście takie zestawienie smakowe, to warto spróbować. Smacznego 🙂

Wpis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe

Humus

Zwykły wpis

Klasyka gatunku 🙂 Robię go średnio raz w tygodniu, w wersji podstawowej lub z dodatkami. Dziś podstawowa, lekko „odchudzona”, tzn. nie pływająca w oliwie.

Składniki

  • puszka cieciorki (400g)
  • 2 łyżki tahini
  • sok z 1/4 cytryny (tzn. połówka wyciśnięta do połowy ;))
  • sól do smaku
  • szczypta granulowanego czosnku

Przygotowanie

Cieciorkę odcedzić. Wszystko zmiksować. Gotowe. 🙂 Jeśli jest za gęsty, można dodać odrobinę wody albo oliwy. Ja dodaję wody, bo według mnie na smak to nie wpływa, a tylko dodaje kalorii, ale słyszałam, że wersja z oliwą jest bardziej trwała. Nie przejmuję się tym jednak za bardzo, bo i tak zjem go w ciągu 2-3 dni 🙂

Pasztet ze słodkich ziemniaków

Zwykły wpis

O słodkich ziemniakach do niedawna wiedziałam tyle (wspomnienie z lekcji geografii w piątej klasie, nie mam pojęcia, czemu utkwiło mi to w pamięci), że uprawiają je Pigmeje i jeszcze jakieś plemię w Afryce 😀  Po rozpoczęciu wegańskiej przygody zaczęłam przeglądać obcojęzyczne blogi z dalekich krajów (nie z Afryki ;)) i tam znalazłam sporo przepisów z udziałem batatów. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że można je dostać również w naszych szerokościach geograficznych. Co prawda tanie nie są (na pewno jak na ziemniaki ;)), ale bardzo je polubiłam, więc od czasu do czasu się rujnuję na taki luksus 😉

Jeśli lubicie słodko-wytrawne połączenia, koniecznie spróbujcie tego pasztetu. Inspirowałam się przepisem na burgery, nawet raz udało mi się je zrobić i były dobre, ale okazuje się, że wodę trzeba dolewać po kropelce, z iście aptekarską precyzją, bo inaczej nici z lepienia kotletów. Po którejś z rzędu takiej „porażce” uznałam, że niniejszym burgery stają się pasztetem 😉 Smak w sumie ten sam, roboty mniej i nie trzeba się stresować, że nalejecie o pół łyżeczki wody za dużo 😉

Składniki (na małą keksówkę)

  • jeden bardzo duży słodki ziemniak lub dwa mniejsze (ok. 70-80 dag)
  • pół szklanki mąki z cieciorki
  • sól do smaku (około łyżeczki, może trochę więcej)
  • dwie czubate łyżki tahini
  • łyżka suszonego rozmarynu
  • trochę wody (ok. 4 łyżki)
  • dwie garście orzechów włoskich (opcjonalnie)
  • olej i bułka tarta do formy

Przygotowanie

Ziemniaki trzeba najpierw upiec. Można to zrobić dzień wcześniej, żeby sobie spokojnie wystygły. Ziemniaki zawijamy w folię i pieczemy 40-60 minut (zależnie od wielkości) w 180 stopniach. Ostatnio wynalazłam też gdzieś metodę dla zapracowanych, zaganianych i nieogarniętych, czyli „pieczenie” w mikrofali. Należy nakłuć ziemniaka w paru miejscach widelcem, położyć na papierowym ręczniku w naczyniu, które nadaje się do mikrofalówki i „mikrofalować” na maksymalnej mocy przez około 5 minut (jeśli ziemniak jest naprawdę gigantyczny, to może 6 minut). Jeśli macie więcej niż jednego ziemniaka, doliczamy ok 2 minuty na każdego dodatkowego. W połowie gotowania należy ziemniaki obrócić „do góry nogami”.

Następnie obieramy ziemniaki, kroimy na kawałki i wraz z resztą składników (oprócz oleju, bułki tartej i orzechów) wrzucamy do blendera. Miksujemy na w miarę jednolitą masę. Ewentualnie dodajemy trochę mąki lub dwie krople wody ;). Następnie dodajemy pokruszone orzechy i mieszamy. Formę keksówke smarujemy olejem i wysypujemy bułką. Przekładamy do niej masę i pieczemy około 35-30 minut w 180 stopniach.

Pasztet powinien się dać bez problemu kroić, jednak w tym celu trzeba go całkowicie wystudzić, a najlepiej, żeby posiedział przez noc w lodówce. Jeśli jest nawet odrobinę letni, to się rozleci – wiem, bo sprawdzałam 😉 Dobrze smakuje z chlebem razowym o wyrazistym smaku (pumpernikiel itp.) albo z sałatką i ryżem lub quinoa.

Pieczona dynia w dwóch odsłonach

Zwykły wpis

Idzie jesień, a wraz z nią zaczął się sezon na dynię. Zbliża się Amerykański Dzień Dyni, stający się powoli światomym, znany też pod nazwą Halloween 😉 Osobiście nie przeszkadzają mi szczerzące się zewsząd dyniowe paszcze 🙂 Uważam nawet, że to miły akcent w tym ogólnie ciemnym, zimnym i paskudnym sezonie. Chociaż w tym roku i tak nie mamy co narzekać na jesień, po nieistniejącym lecie okazała się wyjątkowo łaskawa.

Co do dyni, dopóki nie zaczęłam „bawić się” kuchnią wegańską, nigdy jej nie próbowałam. Jadłam pestki, ale samej dyni nie, w sumie nie wiem dlaczego. W moim domu rodzinnym dynia nie występowała 🙂 Natomiast, odkąd zaczęłam wertować blogi wegańskie, w szczególności amerykańskie, w okolicach wyżej wspomnianego święta, zainteresowałam się dynią i od tej pory „wyciskam” sezon dyniowy na maksa 🙂 Dziś mam dla Was dwa przepisy na bazie pieczonej dyni, jeden superprosty, do zrobienia w 2 minuty (nie licząc pieczenia dyni ;)), drugi trochę bardziej skomplikowany.

Na początek: jak upiec dynię.

Należy zaopatrzyć się w dynię, trochę oliwy i wodę. Zazwyczaj zaleca się dynię obrać, ale widocznie to zalezy od gatunku. Ja używam dyni hokkaido i bez obierania jest OK. Obraną (lub nie) dynię przekrawamy na pół i wyjmujemy pestki i „flaki”. Resztę kroimy na nieduże kawałki. Umieszczamy w naczyniu żaroodpornym (jeśli się zmieści) albo na blasze, polewamy odrobiną oliwy i mieszamy, żeby kawałki dyni się nia pokryły. Na dno naczynia albo blachy wlewamy trochę wody. pieczemy przez ok. 40 minut w 180 stopniach.

A teraz superekpresowy przepis na pyszne smarowidło do chleba.

Krem dyniowy (na kilka śniadań :))

Składniki

  • puszka białej fasoli
  • ok 200-250 g pieczonej dyni
  • 3/4 łyżki cynamonu
  • duuuuuża łyżka masła orzechowego
  • spora szczypta soli (użyłam niesolonego masła, jeśli macie solone, dajcie odpowiednio mniej soli, do smaku)
  • ok. łyżeczki syropu klonowego lub z agawy

Wszystko zmiksować (fasolę uprzednio odcedzić). I wcinać 🙂

A teraz przepis numer dwa. Tarta jest efektowna, smaczna i baaardzo sycąca. Polecam konsumpcję z jakąś lekką sałątką z soczystych warzyw.

Tarta z dynią i szpinakiem

Składniki

Ciasto

  • 2 szklanki mąki
  • 1/3-1/2 szklanki oliwy
  • ok 1/2 szklanki wody
  • szczypta soli.

Masa „serowa”

  • 2 kostki tofu
  • ok pół szklanki płatków drożdżowych
  • 2 łyżki mąki z cieciorki (albo kukurydzianej)
  • łyżka tahini
  • po łyżce (lub więcej do smaku) suszonego tymianku i rozmarynu
  • sól i pieprz do smaku
  • około 1/2 szklanki niesłoszonego mleka roślinnego

Oprócz tego

  • ok 200 g pieczonej dyni
  • paczka mrożonego szpinaku
  • sól, pieprz, czosnek w proszku
  • olej do formy

Przygotowanie

Najpierw ciasto. Mieszamy mąkę i oliwę i stopniowo dolewamy wodę, tak żeby zagnieść jedną kulę elastycznego, ale niezbyt miękkiego ciasta. Odkładamy ciasto do lodówki na ok. pół godziny. W międzyczasie dobrze odparowujemy szpinak, doprawiając do smaku solą, pieprzem i czosnkiem. Wszystkie składniki masy „serowej” miksujemy. Trzeba dać sporo soli, bo inaczej całość może wyjść mdła w smaku. Formę do tarty smarujemy olejem i „wyklejamy” ciastem, tak, żeby pokryło też brzegi. Pieczemy około 15 minut w 180 stopniach. Niastępnie na podpieczony spód wykładamy masę szpinakową, na to pokrojoną w plasterki pieczoną dynię, a na koniec wszystko przykrywamy masą z tofu. Całość pieczemy przez kolejne 30-35 minut. Jeśli Wasz piekarnik ma taką opcję, to ostatnie 10 minut pieczemy tylko z grzaniem góra+dół.