Tag Archives: cukinia

Placki z cukinią, fetą i kurczakiem

Zwykły wpis

IMGP8718-1

Cześć 🙂 Nadal żyję, choć może niektórzy już w to zwątpili 😉 I nadal jem. Co więcej, poza małymi wpadkami udało mi się trzymać postanowienia, żeby jeść normalnie, czyli wszystko z umiarem i nie kombinować z mniej czy bardziej udziwnionymi dietami. Czasem mam „przebłyski”, że może by tak weganizm, Paleo albo dieta Montignaca, ale na szczęście szybko mijają 🙂

Aktualnie w moim życiu sporo się zmienia i chociaż jestem święcie przekonana, że w dłuższej perspektywie te zmiany wyjdą mi tylko i wyłącznie na dobre, to mam dni, kiedy jedyne na co mam ochotę po pracy, to siąść  z książką w garści (polecam „The Game of Thrones”, wciągnęłam się na amen :)) i kieliszkiem (albo kilkoma) wina, a ostatnia rzecz, o której myślę, to gotowanie. Cóż, wtedy zostają płatki z jogurtem, kanapka na lunch, a po powrocie rarytas w stylu jajek sadzonych z surówką 😉 I żyję dalej, bo okazało się, że w życiu jest sporo ważniejszych rzeczy niż obmyślanie posiłków na tydzień z góry i zamartwianie się przez pół dnia, gdzie ja dostanę olej sezamowy, bo przecież bez niego ten przepis nie wyjdzie i mój świat się zawali 😉

Staram się jednakowoż zazwyczaj ugotować sobie coś sensownego, czyli mniej więcej zdrowego, smacznego i ze składników, które nie kosztują fortuny. Ostatnio pracuję trochę nad oszczędnością, również w kuchni. Nie znaczy to, że przymieram głodem albo jem chleb z najtańszą mielonką, która koło mięsa nawet nie leżała, ale staram się kupować produkty, które do końca wykorzystam w różnych przepisach, zamiast np butelki jakiegoś egzotycznego sosu, którego użyję pół łyżeczki, a reszta będzie stać rok w lodówce, po czym ją wyrzucę, bo nie będę miała bladego pojęcia, co by z nim zrobić.

Dziś np z okazji długiego weekendu i pierwszego czwartku w tym tygodniu popełniłam placki z cukinii. Widziałam wiele przepisów na najróżniejsze ich wariacje, ale ten to mój autorski pomysł oparty na aktualnej zawartości lodówki i resztkach domagających się pilnego wykorzystania. Placki wyszły dobre i bardzo sycące – z podanej porcji wyszło mi 12 sztuk, przy czym trzema najadłam się po uszy, więc myślę, że spokojnie mogą się najeść 3-4 osoby.

placki z cukinii

Składniki

  • 1 spora cukinia
  • 1 i 1/3 szklanki mąki
  • 4 małe jajka
  • pół szklanki jogurtu naturalnego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2-3 łyżki sosu pesto
  • ok. 100 g sera feta
  • gotowana lub pieczona pierś z kurczaka – miałam dwa nieduże kotlety z piersi, świetnie nadadzą się tu resztki z wczorajszego obiadu
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Jajka, mąkę, jogurt, pesto i proszek do pieczenia miksujemy na jednolitą masę, mniej więcej (raczej więcej ;)) o gęstości śmietany). Cuknię ścieramy na drobnej tarce i odciskamy nadmiar soku. Kurczaka kroimy w niedużą kostkę, fetę również kroimy lub kruszymy na niewielkie kawałki. Do ciasta dodajemy najpierw startą cukinię i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy kurczaka i ser i również mieszamy. Ewentualnie doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Do smażenia potrzebna jest koniecznie nieprzywierająca patelnia. Próbowałam smażyć pierwszą partię placków na patelni ceramicznej i za Chiny Ludowe nie dało się ich przewrócić. W ogóle moja patelnia ceramiczna to jakiś żart – w dnie ma wycięte jakieś wzorki, które rzekomo wspomagają równe podgrzewanie i zabezpieczają przed przywieraniem. Otóż dzięki tymże wzorkom do patelni przykleja się absolutnie wszystko, nie daje się jej w żaden sposób domyć, a poza tym nagrzewa się godzinę (chociaż to już chyba nie wina wzorków ;)).

No więc na nieprzywierającej patelni dobrze rozgrzewamy olej i wykładamy na niego masę, mniej więcej po dwie czubate łyżki na placek. Smażymy jakieś 4-5 minut, po czym przewracamy delikatnie na drugą stronę i smażymy jeszcze ok. 3 minuty. W razie potrzeby dolewamy w trakcie smażenia odrobinę oleju. Nadmiar tłuszczu można odsączyć, odkładając placki na papierowy ręcznik.

Świetnie smakują z sosem tzatziki lub ziołowym serkiem typu Almette oraz sałatką ze świeżych pomidorów. Następnego dnia można je bez problemu odgrzać na patelni lub w mikrofalówce.

Smacznego 🙂

Zielona zapiekanka na dzień św Patryka

Zwykły wpis

IMG_8473

Zgodnie z obietnicą powracam do bloga. Jest przepis i nie są to muffinki (choć muffinki też mam dziś w planie ;)). Zdjęcia będą może nieco mniej artystyczne, bo pieczołowite ustawianie sceny przy dwóch szalejących kotach nie należy do zadań łatwych 😉 Mimo to postaram się, żeby jedzenie nadal wyglądało na jadalne 😉 Dziś z okazji dnia piwa i zielonej koniczynki proponuję Wam zieloną zapiekankę warzywno-makaronową. Przepis jest prosty, dosyć szybki i dobrze znosi wszelkie modyfikacje, więc można bezproblemowo go dostosować do zawartości lodówki. Przy okazji pierwszy raz wykorzystałam kamionkowe naczynie ddo zapiekania, które przyniósł mi Mikołaj (tak, od świąt czekało w szafie, sorry Mikołaju ;)). Bardzo fajnie się sprawdziło, tym bardziej, że szczęśliwym trafem jest zielone 🙂

zapiekanka

Składniki (na 4 porcje)

  • 3 garście dowlonego krótkiego makaronu (ja użyłam pełnoziarnistych rurek)

warzywa

  • ok. 200 g pieczarek
  • 1 nieduża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • większe pół cukinii
  • 2-3 garście świeżego szpinaku
  • sól do smaku (u mnie 2 spore szczypty)
  • ok. łyżki oliwy lub oleju do smażenia

sos

  • kubeczek jogurtu (150-200 ml, użyłam greckiego)
  • 4 małe jajka
  • 2 krzaczki bazylii (opcjonalnie)
  • szczypta granulowanego czosnku
  • szczypta soli

dodatkowo

  • ok. 100 g Waszego ulubionego sera – ja użyłam koziego, ale dobrze się sprawdzi też łagodny ser pleśniowy typu camembert albo, w klimacie irlandzkim, chedar.
  • odrobina oliwy do wysmarowania formy
  • ewentualnie kilka plasterków cukinii i sera do dekoracji

Przygotowanie

Na patelni rozgrzewamy olej. Cebulę drobno siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę. Posmażamy cebulę przez kilka minut, aż zmięknie. Następnie dodajemy pokrojoną w półplasterki cukinię i obrane pokrojone w plasterki pieczarki. Solimy i smażymy ok 8-10 minut, aż grzyby i cukinia zmiękną. Na koniec dodajemy szpinak i smażymy tylko chwilkę, aż liście trochę oklapną.

Kiedy warzywa się smażą, gotujemy makaron mocno al dente, czyli jakieś 2 minuty krócej niż podaje przepis na opakowaniu. W osobnym naczyniu miksujemy jogurt, jajka i bazylię. Doprawiamy solą i czosnkiem do smaku.

Ser kroimy w niewielką kostkę lub trzemy na tarce na drobnych oczkach (zależnie od rodzaju sera ;)). Ugotowany i odcedzony makaron oraz ser dodajemy do usmażonych warzyw i mieszamy. Naczynie do zapiekania smarujemy oliwą i przekładamy do niego makaron z warzywami. Zalewamy sosem jogurtowo-jajecznym. Ewentualnie na wierzhu układamy kilka plasterków sera i cukinii.

Pieczemy ok. 40 minut w 175 stopniach. Ja mniej więcej w połowie przykryłam naczynię folią aluminiową, aby wierzch nie wysechł. Smacznego 🙂 A do picia ni mnij ni więcej tylko piwo czekoladowe 😉 Wynalazłam je ostatnio w supermarkecie i stwierdziłam, że będzie świetne do uczczenia dnia św. Patryka. Piwo piję sporadycznie, ale czekoladę uwielbiam. Zobaczymy, co wyszło z połączenia tych dwóch rzeczy. Trochę się chyba boję, ale do odważnych świat należy 😉

IMG_8486

Przepis dodaję do akcji Zielono Mi

zielono4

 

Wegańskie muffinki bananowo-cukiniowe

Zwykły wpis

Kiedy jakieś dwa lata temu pierwszy raz znalazłam w internecie przepis na coś słodkiego z cukinią, wydawało mi się to strasznie dziwne. Teraz cukiniowe ciasta i muffinki to chyba klasyka przełomu lata i jesieni. Z drugiej strony, gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że będę pić szejki ze szpinakiem i jarmużem, to też kazałabym mu mocno się puknąć w głowę 😉 Jak widać, ludzie się zmieniają, kulinarne trendy też, więc postanowiłam się w owe trendy wpasować i popełnić muffinki cukiniowe.

Nadają się na słodką przekąskę, ale i na śniadanie dadzą radę. Piekłam je właśnie z przeznaczeniem na śniadania jedzone w biegu, więc dołożyłam starań, żeby wpakować tyle składników odżywczych, ile tylko muffinka może pomieścić 😉 Ale zgodnie z obietnicą bez wynalazków – wszystko, co jest potrzebne do upieczenia tych babeczek, można bez problemu znaleźć w każdym odrobinę większym sklepie spożywczym.

Składniki (na 12 muffinek)

  • 1 mała lub pół dużej cukinii
  • 2 dojrzałe banany
  • 1 średnie jabłko
  • 3 łyżki płynnego słodu (miód, syrop z agawy…)
  • półtorej szklanki mąki (użyłam pełnoziarnistej)
  • półtorej łyżeczki sody oczyszczonej
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki gałki muszkatałowej
  • szklanka posiekanych orzechów (dowolnych – ja dałam jedno opakowanie kruszonych migdałów, myślę, że włoskie będą super)
  • dwie duże garści wiórków kokosowych
  • duża garść rodzynek
  • łyżeczka cukru waniliowego lub ekstraktu z wanilii
  • ew. 1/4-1/3 szklanki mleka roślinnego lub wody (gdyby masa była za sucha)

Przygotowanie

W dużej misce dokładnie rozgniatamy banany widelcem. Cukinię i jabłko trzemy na drobnej tarce (cukinii nie oberamy) i dodajemy do bananów. Dodajemy również miód lub syrop i dokładnie mieszamy. W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek, sodę oczyszczoną, cynamon i gałkę muszkatałową. Dodajemy do mokrych składników i mieszamy do połączenia. W razie potrzeby (gdyby cała mąka nie chciała się połączyćz masą) dodajemy trochę mleka lub wody. Dosypujemy orzechy, wiórki kokosowe i rodzynki i ponownie mieszamy. Rozkładamy masę do 12 foremek i pieczemy 25-30 minut w 160 stopniach.

Czekamy, aż trochę przestygną, po czym wyjmujemy z formy i studzimy na kratce.

Smacznego 🙂

***

W ramach uproszczeń, usprawnień, porządkowania i postanowień wszelakich wpadłam na pomysł. Otóż wymyśliłam, że do końca tygodnia nie będę kupować jedzenia (z wyjątkiem świeżego pieczywa i owoców „jednodniowych” – malin itp.). W naszej zamrażarce i lodówce znajduje się tyle wszelakiego dobra, że na tydzień powinno na luzie wystarczyć. Dzięki temu mam nadzieję, że ogarnę trochę chaos panujący w moich zapasach, pozbędę się produktów, które nie pamiętam już skąd i kiedy się wzięły, wysilę kreatywność i zaoszczędzę trochę kasy 🙂 Same plusy 🙂 Pod koniec tygodnia wyspowiadam się, jak mi poszło 🙂

A tymczasem smacznych muffinek 😉

Curry z cukinii z kurczakiem i nerkowcami

Zwykły wpis

Dziś proponuję Wam moje ulubione curry. Wersja z kurczakiem, ale muszę nadmienić, że pierwszy raz próbowałam go w wersji wegańskiej i właśnie wtedy dołączyło do grona nielicznych potraw, które pojawiają się u mnie regularnie. Należy po prostu ominąć kurczaka, a resztę zrobić zgodnie z przepisem. Można ewentualnie zamast kurczaka użyć tofu. Ostrzegam, że curry jest bardzo pikantne, więc osoby lubiące łagodniejsze smaki mogą dodać mniej przypraw, w szczególności chili i imbiru.

Składniki

  • ok. 40 dag piersi kurczaka
  • 2 średnie cebule
  • 1 cukinia
  • puszka (400 ml) mleka kokosowego
  • szklanka zielonego groszku (użyłam mrożonego)
  • garść nerkowców (lub orzechów ziemnych)
  • 1-2 łyżki tłuszczu do smażenia (u mnie masło klarowane)

marynata do mięsa

  • 1-2 łżki oliwy
  • 2 łyżeczki curry w proszku (w tym przepisie zazwyczaj używam Kamisa)
  • 2 szczypty soli
  • łyżka soku z cytryny

przyprawy

  • opakowanie curry (z tego 2 łyżeczki do marynary)
  • ok. 2/3 łyżeczki ziaren kolendry
  • pół łyżeczki imbiru w proszku,
  • 1/3 łyżeczki gałki muszkatałowej
  • szczypta cynamonu
  • 1/3 łyżeczki mielonego kminku
  • szczypta słodkiej papryki
  • chili do smaku (można pominąć)
  • sól do smaku

Przygotowanie

Kurczaka kroimy w kostkę. Składniki marynaty mieszamy, zalewamy nią kawałki kurczaka i odstawiamy do lodówki. U mnie marynował się 24 godziny, ale myślę że godzina-dwie w zupełności wystarczą.

Rozgrzewamy niedużą patelnię (bez tłuszczu) i wrzucamy na nią zamarynowane kawałki kurczaka. Smażymy, dosyć często mieszając, aż mięso się zrumieni (jakieś 10 minut).

W międzyczasie siekamy cebulę (nie musi być bardzo drobno). Na drugiej dużej patelni rozgrzewamy tłuszcz i wkładamy cebulę oraz przyprawy, oprócz soli. I teraz ważna rzecz – cebulę z przyprawami smażymy na średnim ogniu, często mieszając, co najmniej 10 minut. Kiedy zacznie wysychać, dolewamy po kilka łyżek wody. Dzięki tak długiemu smażeniu ze wszystkich przypraw wydobędzie się aromat i efekt końcowy będzie o niebo lepszy. Dopiero ostatnio wyczytałam gdzieś, że tak należy robić, szczególnie w przypadku korzennych przypraw używanych w kuchni orientalnej. Rzeczywiście, jest kolosalna różnica w smaku, więc warto poświęcić parę minut więcej.

Kiedy cebula poddusiła się praktycznie na papkę, dodajemy pokrojoną w półplasterki cukinię oraz kurczaka. Smażymy, mieszając co jakiś czas, aż cukinia trochę zmięknie. Następnie wlewamy mleko kokosowe i mieszamy. Dusimy całość przez jakieś 20 minut, aż mniej więcej połowa płynu odparuje. Wsypujemy groszek i dusimy jeszcze ok. 5 minut. Doprawiamy solą do smaku. Dodajemy nerkowce lub orzeszki ziemne. Mieszamy i gotowe 🙂 Można przed podaniem posypać świeżą kolendrą, ale akurat nie miałam, a szkoda, bo poza smakowym poprawiłby się też efekt estetyczny 😉

Zupa z pieczonej papryki z indykiem i zielonym groszkiem

Zwykły wpis

Ta zupa jest udanym efektem starań w kierunku ograniczenia marnowania jedzenia. Jakoś zawsze tak się składa, że kiedy wybieram się do sklepu, w wózku ląduje między 3 a 7 razy więcej rzeczy niż naprawdę potrzebujemy. Bo a to promocja, a to pójdę na zakupy głodna, a to przypomni mi się fajny przepis a użyciem jakiegoś składnika, ale zanim dojdę do kasy, przepis już wylatuje mi z głowy, a składnik leży i czeka na zbawienie i nierzadko się nie doczeka 😛 Nie wszystko daje się zamrozić i w rezultacie część kupionych produktów ląduje w koszu, bo zdecydowanie minęła im data przydatności do spożycia (czasami ta wydrukowana na opakowaniu, a czasami ta, którą podpowiada zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy ;)), zanim zdążyłam się nimi zająć.

Staram się coś z tym zrobić, bo abstrahując już od aspektów etycznych, ekologicznych, głodu na świecie itp. moje niedostosowanie ilości zakupów do naszych mocy przerobowych odbija się najzwyczajniej w świecie na naszych rachunkach. W związku z tym, kiedy znalazłam dziś przy myciu lodówki zapomniane papryki i kawałek cukinii w stanie agonalnym, postanowiłam wykombinować przepis, w którym da się wykorzystać warzywa zdecydowanie drugiej świeżości (choć oczywiście nie zepsute!). No i właśnie w ten sposób narodziła się poniższa zupa – pikantna, kremowa, z delikatną słodyczą pieczonej papryki i mleczka kokosowego. Naprawdę dobra, a warzywa uratowane 🙂

Składniki (na 4-5 porcji)

  • 2 papryki
  • 2/3 większej lub cała mniejsza cukinia
  • 2/3 średniej cebuli
  • 3 duże ząbki czosnku
  • ok. łyżki oliwy z oliwek
  • 3 szklanki wody + 2 kostki bulionu warzywnego (albo 3 szklanki bulionu albo rosołu)
  • mała puszka mleczka kokosowego (160 ml)
  • 1 jajko
  • sól i chili do smaku
  • 2 garście zielonego groszku (użyłam prożonego, bez rozmrażania)
  • ok. 250-300 g piersi z indyka

marynata do mięsa

  • 1-2 łyżki oliwy
  • łyżeczka miodu
  • 2 szczypty soli
  • szczypta słodkiej papryki
  • szczypta chili
  • szczypta czosnku w proszku

Przygotowanie

Składniki marynaty mieszamy. Mięso kroimy w niedużą kostkę, zalewamy marynatą, mieszamy i wstawiamy do lodówki na kilka godzin. W międzyczasie pieczemy warzywa – kroimy je na kawałki (nie ma potrzeby się wysilać, żeby była drobna kosteczka albo równe paski – i tak wszystko się później zmiksuje 😉 wystarczy każdą paprykę przekroić powiedzmy na 6-8 części, cukinię i cebulę mniej więcej w plasterki a każdy ząbek czosnku podzielić na kilka kawałków) Układamy warzywa w naczyniu żaroodpornym, polewamy oliwą, mieszamy i pieczemy przez 40 minut w 180 stopniach.

W średniej wielkości garnku podgrzewamy bulion (lub wodę z kostką bulionową). Kiedy zacznie się gotować, wrzucamy mięso, zmniejszamy ogień i gotujemy jakieś 20 minut. Następnie wyjmujemy mięso i odkładamy na bok. Do garnka z bulionem wlewamy mleczko kokosowe, wrzucamy warzywa i miksujemy ręcznym blenderem na jednolity krem. Doprawiamy do smaku solą i chili. Następnie dodajemy rozbełtane jajko i miksujemy szybko na wysokich obrotach. Dorzucamy mięso (po wyjęciu z bulionu można je ewentualnie pokroić na mniejsze kawałki) i groszek i gotujemy jeszcze ok. 5 minut.

Smacznego 🙂

W bonusie zdjęcie związane z zupą tylko w ten sposób, że powstało, kiedy zupa się gotowała. Ale podoba mi się – wina wina dajcie 🙂

Sałatka z pieczonymi warzywami w kremowym sosie musztardowym

Zwykły wpis

Kolejny tydzień mija pod hasłem „10 godzin w biurze”. Do tego staram się wciskać w swój harmonogram w miarę regularne treningi, mieć trochę czasu dla męża, nie dopuścić, żeby dom porósł mchem, a brudne ciuchy przestały się mieścić nie tylko w ksozu na pranie, ale w całej łazience 😉 Nie mam czasu ani siły na wybitnie wyszukane dania. No ale jednak jeść trzeba i fajnie by było jeść zdrowo i smacznie. Najlepiej coś takiego, co zrobi sie prawie samo 😉 Taka właśnie jest ta sałatka. Wczoraj, kiedy dopełzłam do domu, wrzuciłam do piekarnika trochę warzyw – brokuły, cukinię i pozostałe szparagi. Tak się złożyło, że wszystkie były zielone 🙂 Zajęłam się czymś innym, podczas gdy warzywa „się robiły”. Dziś rano ugotowałam jajka na twardo i kiedy po pracy i treningu wpadłam głodna do kuchni, wystarczyło włożyć wszystko do jednej miski (no i wytrzymać te dodatkowe 5 minut, żeby zrobić zdjęcia ;))

Myślę, że do przepisu można wprowadzać rozliczne modyfikacje, zależnie od upodobań i zawartości lodówki, a i tak wyjdzie super 🙂

Składniki na pieczone warzywa (do sałatki użyłam ok 1/3 tej porcji)

  • 1 średni brokuł
  • 1 średnia cukinia
  • 1 pęczek zielonych szparagów

sos

  • 1/4 szklanki oliwy
  • 2 szczypty soli
  • szczypta czosnku w proszku
  • ok 1,5 łyzki octu balsamicznego

Przygotowanie

Brokuła dzielimy na różyczki. Cukinię kroimy w plasterki. Ze szparagów odcinamy końcówki. Wszystko wrzucamy do sporego naczynia żaroodpornego. Mieszamy wszystkie składniki sosu, dolewamy do warzyw i dokładnie mieszamy. Pieczemy ok. 40 minut w 200 stopniach.

Składniki na sałatkę (na 1 dużą porcję)

  • ok. 1/3 porcji warzyw
  • duża garść liści szpinaku lub innej zieleniny (np. gotowy mix sałat świetnie się nada)
  • 2 jajka na twardo
  • 1/4 avocado
  • kilka pomidorków koktailowych
  • ok. 1.5 łyżki musztardy
  • szczypta cukru lub parę kropel miodu albo syropu z agawy
  • szczypta soli

Przygotowanie

Jedno jajko miksujemy z musztardą, syropem z cukrem (lub miodem itp.), szczyptą soli i kilkoma łyżkami wody, aby powstał kremowy sos, mniej więcej o konsystencji śmietany. Próbujemy i ewentualnie doprawiamy do smaku. Na dno miseczki wkładamy szpinak lub inne liście i mieszamy z sosem. Następnie wkładamy pieczone warzywa, avocado pokrojone na kawałki, połówki pomidorków i drugie jajko pokrojone w ćwiartki, albo, jak kto woli, w plasterki 🙂 Gotowe. Smacznego 🙂

 

Zupa curry z łososiem, krewetkami i cukinią

Zwykły wpis

Dzisiaj zapraszam na powiew egzotyki – zupa z zielonym curry, łososiem, krewetkami i pędami bambusa 🙂 Brzmi jak och i ach, prawda? W rzeczywistości jest bardzo prosta i dosyć szybka do zrobienia (od początku do końca zajęła mi odrobinę ponad poł godziny). Składniki można dostać w każdym większym supermarkecie. Może nie na dzisiejszy obiad, z racji tego, że supermarkety nieczynne, ale zróbice ją jutro 😉 Albo na najbliższe przyjęcie rodzinne, żeby trochę zaszpanować 😉

Wiele razy już robiłam curry w różnych konfiguracjach, ale nigdy jeszcze nie łączyłam go z rybą. Trochę się bałam efektu, ale niepotrzebnie – wyszło bardzo fajnie 🙂

Składniki (na 4-5 porcji)

  • 2 puszki (w sumie 800 ml) mleka kokosowego
  • 1 spora cukinia
  • ok. 250 g filetu z łososia (nie wędzonego ;))
  • ok. 15 krewetek – jakiś pośredni rozmiar pomiędzy koktailowymi a królewskimi
  • słoiczek (100 ml) zielonej pasty curry*
  • puszka pędów bambusa (puszka miała wielkość mniej więcej standardowej puszki tuńczyka, zapomniałam sprawdzić, ile dokładnie)
  • opcjonalnie: sól, płatki chili, sok z limonki lub cytryny do smaku
  • opcjonalnie: czubata łyżka mąki i ok. 1/3 szklanki wody do zagęszczenia

*słyszałam, że zielona pasta curry jest bardzo ostra, dlatego na początku podeszłam do niej ostrożnie, ale okazało się, że po zużyciu całego słoiczka zupa wyszła w sam raz. Lubię pikantne potrawy, ale akurat w tym przypadku naprawdę ani trochę nie piecze w paszczę. Myślę, że użycie mniejszej ilości spowodowałoby, że całość byłaby trochę mdła. Może to zależy od konkretnej marki pasty – ja użyłam firmy Thai Heritage

marynata

  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • ok. 2 łyżki soku z limonki lub cytryny
  • szczypta czosnku w proszku
  • szczypta soli
  • szczypta chilli

Przygotowanie

Jeśli używacie mrożonych krewetek, należy je najpierw rozmrozić. Wszystkie składniki marynaty mieszamy i w niewielkiej miseczce zalewamy krewetki marynatą. Zostawiamy na kilka godzin albo na całą noc.

Do średniej wielkości garnka wlewamy mleko kokosowe i pastę curry. Podgrzewamy, mieszając, aż pasta połączy się z mlekiem. Cukinię kroimy w półplasterki (bez obierania). Łososia kroimy w kostkę wielkości mniej więcej 1,5 cm. Kiedy mleko będzie już gorące, wrzucamy cukinię, łososia i krewetki razem z marynatą. Zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 20 minut, dosyć cząsto mieszając. Jakieś 5 minut przed końcem gotowania dodajemy odsączone pędy bambusa. Jeśli wydaje Wam się, że zupa wyszła za rzadka, można ją zagęścić. Mąkę rozprowadzamy w ok. 1/3 szkalnki zimnej wody i tak powstałą zawiesinę wlewamy do zupy. Mieszamy i doprowadzamy do zagotowania.

W razie potrzeby doprawiamy do smaku solą, chili i sokiem z limonki lub cytryny. I gotowe 🙂 Smacznego 🙂 Można podawać ze świeżą kolendrą, jeśli lubicie.