Tag Archives: cieciorka

Cieciorkowe muffinki marchewkowe

Zwykły wpis

muffinki

Dziś mam dla Was przepis na nietypowe muffinki 🙂 Jak wiecie, interesuję się trochę dietetyką i różnymi stylami odżywiania, z któych część testuję na sobie. Miałam dosyć długi okres wegański i miałam też czas z dietą Paleo.  W skrócie przecz ujmując, opeira się ona na założeniu, że najodpowiedniejszą dietą dla człowieka, do której jesteśmy ewolucyjnie przystosowani, jest pokarm oparty na mieście, rybach, jajach i warzywach, z niewielkim dodatkiem owoców i nasion. Powinno się natomiast unikać zbóż i nasion roślin strączkowych oraz nabiału, bo te pokarmy pojawiły się w naszej diecie stosunkowo niedawno i nie zdążyliśmy się do niach zaadaptować, w związku z czym są dla nas niezdrowe.

Muszę przyznać, że dobrze się czułam fizycznie na takim jadłospisie, więc może coś w tym jest. Jednakowoż, jak już kiedyś pisałam, wszelkie diety wykluczające kategorycznie cokolwiek nie służą mojej psychice. Jeśli wiem, że nie mogę np jeść chleba, to będę miała ochotę TYLKO na chleb i będę wysoce niepocieszona, że nie mogę zejść jedynej rzeczy, na którą mam chęć, choć normalnie nie żywię się przecież samym chlebem… Też tak macie?

Odpuściłam więc Paleo, ale wyniosłam z tego okresu ostrożność w podejściu do pieczywa i produktów mącznych. Wiem już na przykład, że chociaż nie umieram od kromki chleba, to przyswojenie dużej ilości glutenu (czytaj: góra makaronu w restauracji popita piwem) powoduje u mnie sensacje żołądkowe. Jadam często pełnoziarniste produkty zbożowe (achhh, owsianka :)), ale jednocześnie staram się szukać zdrowych i ciekawych alternatyw, choćby po to, żeby spróbować kulinarnych nowości. I w toku takich własnie poszukiwań narodziły się te babeczki.

Eksperymentując z Paleo nauczyłam się piec ciasta czy muffinki, w któych zamiast mąki używałam mielonych orzechów albo wiórków kokosowych, ale o ile efekt smakowy był bardzo zadowalający, to kaloryczność już niekoniecznie. Nie oszukujymy się, orzechy to głównie tłuszcz. Pomyślałam jednak, że może warto spróbować upiec coś z mąką z cieciorki. Można ją dostać w sklepach ze zdrową żywnością, a czasem w większych sklepach spożywczych. Nie kosztuje fortuny – ok. 6 zł za pół kilograma. Jeśli chodzi o wartości odżywcze, to ma same zalety: jest bezglutenowa, zawiera niewiele tłuszczu, a za to sporo białka, a poza tym nie jest tak drobna jak zwykła mąka, dzięki czemu muffinki mają fajną „gęstą” fakturę. Bez problemu wyjęłam je z foremek, żyją już trzeci dzień i nadal są wilgotne i smaczne 🙂 Jeśli nie macie mąki z cieciorki, to myślę, że zwykła mąka też da radę. Na pewno sprawdzi się też „mąka” z orzechów lub migdałów.

Składnki (na ok 10 babeczek)

suche

  • szklanka mąki z cieciorki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • łyżka przyprawy do piernika
  • szczypta soli

mokre

  • 4 małe jajka (lub 3 większe)
  • 4 czubate łyżki masła orzechowego
  • 2-3 łyżki miodu (dałam dwie łyżki, ale jeśli lubicie słodsze wypieki, polecam trzy)

dodatkowo

  • 3 średnie marchewki
  • dowolne bakalie (u mnie garść orzeszków ziemnych, garść słonecznika i garść jagód goji, można pominąć)

Przygotowanie

W misce mieszamy suche składniki. W drugiej misce mieszamy mokre – prawdopodobnie przyda się mikser, bo masło orzechowe jest dość gęste. Następnie wlewamy morke składniki do suchych i mieszamy do połączenia. Dodajemy marchewkę startą na drobnej tarce i ewentualnie bakalie i ponnownie mieszamy. Gdyby masa była za gęsta (tzn. jeśli nie da rady wmieszać całej mąki), można dodać kilka łyżek dowolnego mleka lub wody (ja dałam odrobinę mleka sojowego).

Masę przekładamy do foremek (silikonowych lub posmarowanych olejem) i pieczemy ok. 20 minut w 175 stopniach.

Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Love masło orzechowe ed.II

Reklamy

Niezdecydowana marchewkowa krajanka owsiana z curry ;-)

Zwykły wpis

Niezdecydowana, bo nadal nie jestem pewna, czy jest bardziej słodka, czy bardziej pikantna, ale chyba jednak to drugie 🙂 W założeniu miała być zupełnie bez dodatków słodzących, ale nie mogłam „trafić” w smak i wyszło jak wyszło – chyba nie najgorzej. Dzielni testerzy moich kuchennych rewolucji dostaną swój przydział w poniedziałek i złożą raporty 😉

Myślę, że w tego typu wypiekach dobrze się sprawdzą różne kombinacje dodatków i przypraw od słodkich do zdecydowanie wytrawnych. Najważniejsze jest stworzenie bazy takiej, żeby po upieczeniu krajanka z jednej strony się nie kruszyła, z drugiej nie był za miękka, a z trzeciej nie groziła uszkodzeniem uzębienia 😉 Pod tym względem odniosłam pełen sukces, a nie była to pierwsza próba. Pierwsza zakończyła się blachą pełną całkiem smacznych okruchów 😉 Tym razem uzyskałam twardszy wierzch i spód z nieco miększym środkiem, a całość pełna chrupiących pestek z ziaren. Absolutnie bezproblemowo się kroi, nawet jeszcze ciepła.

No to się pochwaliłam 🙂 Spróbujcie i sami oceńcie 🙂

Składniki

  • 2 szklanki płatków owsianych (albo innych, u mnie mix pięciu zbóż)
  • pół szklanki mąki pełnoziarnistej
  • ok. 2/3 szklanki mąki z cieciorki
  • 2 czubate łyżeczki siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • 2 średnie marchewki
  • 3 – 4 czubate łyżki tahini lub masła orzechowego
  • prawie pełna szklanka pestek słonecznika
  • 200 g pestek dyni
  • pół szklanki nasion sezamu
  • pół szklanki nasion siemienia lnianego
  • 3 – 4 łyżki syropu z agawy
  • 1 – 2 łyżki sosu sojowego
  • ok. pół łyżeczki soli
  • 1 -1.5 łyżki curry
  • 1 – 1.5 łyżki musztardy
  • łyżka kardamonu
  • łyżka cynamonu
  • łyżeczka gałki muszkatałowej
  • szczypta pieprzu
  • sok z 1 cytryny
  • olej do wysmarowania formy

Przygotowanie

Siemię lniane rozprowadzamy w ciepłej wodzie, mieszamy i odstawiamy na kilka minut. Marchewkę trzemy na drobnej tarce. Wszystkie składniki z wyjątkiem oleju mieszamy w dużej misce. Wyrabiamy masę rękami – będzie bardzo gęsta i trochę lepka, powinna bez problemu dać się uformować w jedną bryłę. Gdyby była za sucha, dolewamy kilka łyżek wody (ale ostrożnie, po łyżeczce, bo z doświadczenia wiem, że przy tego typu przepisach wystarczy 2 krople wody za dużo i zamiast krajanki wyjdzie owsianka ;)).

Naczynie do zapiekania smarujemy olejem i wkładamy masę. Wyrównujemy wierzch, mocno ugniatając i pieczemy 35 – 40 minut w 180 stopniach. Studzimy i kroimy na porcje – u mnie wyszło kilkanaście kwadracików, nie pamiętam już dokładnie ile, bo część została zjedzona na miejscu 😉

 

Włoska tarta na jaglanym spodzie

Zwykły wpis

Dziś mam dla Was tartę pełną włoskich smaków, na beztłuszczowym jaglanym spodzie. Uwielbiam kruche ciasto, ale mniej uwielbiam fakt, że mniej więcej połowa jego składu to margaryna lub olej 😉 Piekłam tarty na spodzie drożdżowym i wychodziły bardzo smaczne, ale nie byłabym sobą, gdybym nie chciała spróbować nowej kombinacji 😉 Na pewnym blogu znalazłam przepis na quiche na spodzie ryżowym, ale autorka zabrania zamieszczania jej przepisów, nawet z podaniem źródła. No cóż, jej prawo 😉 Ponieważ mój przepis był, rzecz jasna, z przeznaczeniem na bloga (i możecie go opublikować u siebie, jeśli podacie linka ;)), więc musiałam wymyśleć coś innego.

Po konsultacji z google’m znalzłam parę przepisów na wypieki na spodzie z kaszy jaglanej. Co prawda były to słodkie ciasta, ale uznałam, że w wersji wytrawnej na pewno też zadziała 🙂 I zadziałało. Efekt powyżej (i poniżej)

Składniki

spód

  • 2/3 szklanki kaszy jaglanej (surowej)
  • łyżka soli
  • opcjonalnie kostka bulionu warzywnego

wierzch – warzywa

  • 1 mała cukinia
  • pół cebuli
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka przyprawy do kuchni włoskiej
  • ok. 5 suszonych pomidorów z oliwy
  • łyżeczka oleju do smażenia
  • sól i pieprz do smaku

wierzch – masa

  • kostka tofu (180 g)
  • puszka cieciorki (400g) – odcedzona
  • 2 spore szczypty soli
  • łyżka przyprawy Kamis suszone pomidory z bazylią i czosnkiem (lub przyprawy do kuchni włoskiej)
  • sok z jednej cytryny
  • 3 łyżki mąki z cieciorki (albo mielonego siemienia lnianego lub skrobii kukurydzianej)
  • 2-3 łyżki płatków drożdżowych (opcjonalnie)
  • ok. 1/4 szklanki wody

dodatkowo

  • opcjonalnie do dekoracji: cukinia, oliwki, paseczki papryki, czy co Wam jeszcze przyjdzie do głowy
  • olej do wysmarowania formy

Przygotowanie

Kaszę jaglaną gotujemy w osolonej wodzie lub bulionie ok. 15 minut, od czasu do czasu mieszając. Gdyby woda się wygotowała, dolewamy trochę w miarę potrzeby. Odcedzamy. Formę do tarty (moja ma średnicę 26 cm) smarujemy dokładnie olejem i wykładamy spód i brzegi gorącą kaszą jaglaną. Najlepiej rozprowadzać kaszę spodem łyżki, aby się nie poparzyć. Formę z kaszą wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 10 minut.

Cebulę kroimy w kostkę, a czosnek przeciskamy przez praskę. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy cebulę z czosnkiem na średnim ogniu przez ok. 3 minuty, często mieszając. Dodajemy pokrojoną w półplasterki cukinię, suszone pomidory pokrojone w paski oraz przyprawy. Smażymy ok. 7 minut, aż cukinia zmięknie.

Składniki masy miksujemy w blenderze do uzyskania jednolitej konsystencji. Wodę najlepiej dodawać stopniowo, żeby masa nie wyszła za rzadka – zawsze łatwiej dolać niż potem wyjąć 😉 Masa powinna mieć konsystencję kremowej pasty.

Na podpieczony spód wykładamy usmażone warzywa, a następnie przykrywamy je masą. Wierzch ewentualnie dekorujemy wedle uznania. Całość wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach.

Kiedy tarta jest gorąca, trudno przełożyć ją na talerzyki, więc najlepiej sprawdza się na ciepło, ale nie prosto z pieca, albo jako przekąska w temperaturze pokojowej. Polecam podawać ją z sałątką z soczystych warzyw albo sosem pomidorowym doprawionym np. bazylią i oregano. Smacznego 🙂


Hummus kawowy

Zwykły wpis

Na początek dygresja – jak na razie była to chyba najtrudniejsza do sfotografowania potrawa, jaką zdarzyło mi się robić. Naprawdę ciężko zrobić sensowne zdjęcie brązowej papki, tym bardziej kiedy za oknem już ciemna noc 😉 Ale chciałam się z Wami podzielić przepisem, więc spięłam się w sobie i śmiem twierdzić, że wygląda toto na jadalne 😉

Może czytając tytuł niektórzy z Was pomyśleli, że to jakiś żart albo figura retoryczna, ale nie 🙂 Dzisiaj zapraszam na hummus w wydaniu deserowym, a dokładnie o smaku kawy z korzennymi przyprawami. W zasadzie nie wiem, czy ta pasta „zasługuje” jeszcze na miano hummusu, bo ze składników używanych w wersji klasycznej została cieciorka 😉 Zwał jak zwał – na pewno jest warta wypróbowania, szczególnie dla fanów i fanatyków kawy, do których niżej podpisana również się zalicza. Hummus jest pyszny na kanapkach, zwłaszcza z chlebem z dodatkiem musli czy suszonych owoców, świetny z kawałkami jabłka, albo do wyjadania łyżeczką ze słoika 😉 Dzisiaj odkryłam też naprędce, że nadaje się do ekspresowego wyrobu markizów – między dwoma herbatnikami typu digestive albo innymi ulubionymi umieszczamy łyżeczkę hummusu i gotowe.

A zatem…

Składniki (na duuużo – ok. 600 – 700 ml)

  • jeden średni słodki ziemniak
  • puszka cieciorki (400 g)
  • 2 łyżki masła migdałowego (najlepiej, ale może być też orzechowe niesolone)
  • 2 łyżki melasy (lub syropu konowego albo innego płynnego słodu)
  • łyżka pryprawy do piernika + dodatkowo łyżeczka cynamonu (jeśli nie macie przyprawy do piernika, można użyć autorskiej mieszanki cynamonu, imbiru, kardamonu i innych przypraw korzennych w ilości w sumie ok. łyżki)
  • 1 -1,5 łyżki kawy rozpuszczalnej (w zależności od tego, jak mocną kawę lubicie; ja dałam 1,5 łyżki i hummus jest bardzo kawowy, z lekką goryczką)

Przygotowanie

Ziemniaka należy upiec (około 40-50 minut w 180 stopniach) lub przygotować w mikrofalówce. W tym celu nakłuwamy skórkę widelcem w kilku miejscach, umieszczamy ziemniaka w kuchence na papierowym ręczniku i grzejemy 3 minuty na wysokiej mocy. Następnie przekręcamy ziemniaka i grzejemy kolejne 3 minuty, a potem zostawiamy na kilka minut do przestygnięcia.Obieramy, gdy już można go dotknąć bez poparzenia sobie palców. Cierciorkę odcedzamy i wszystkie składniki miksujemy na jednolitą masę.

Zdecydowanie zyskuje na smaku po kilku godzinach w lodówce. Zaraz po zmiksowaniu (wczoraj wieczorem) nie byłam do końca przekonana do efektu, natomiast dziś rano miałam ochotę wyjeść cały słoik i tylko wrodzone umiarkowanie (i chęć wrzucenia zdjęcia na bloga ;)) mnie przed tym powstrzymało.

Z przepisu wychodzi ogromna porcja, ale osobiście nie lubię zużywać np. pół puszki cieciorki, bo wtedy druga połowa zazwyczaj zostaje zapomniana w lodówce do momentu aż sama z niej wyjdzie 😉 Natomiast z moich doświadczeń wynika, że tego typu pasty (wszelkie wariacje na temat hummusu i inne na bazie warzyw strączkowych) dobrze znoszą zamrażanie i rozmrażanie.

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe

Socca i shake warzywny

Zwykły wpis

Dzisiaj siedziałam w domu z okazji wizyty pana fachowca od pralki. Pan fachowiec przyszedł i okazał się czrodziejem, bo pralka, która przy mnie „wędrowała” po całej łazience, przy nim wirowała jak nówka sztuka. Pan popatrzył więc na pralkę, potem na mnie, stwierdził, że z pralką chyba wszystko OK (nie dodał, że ze mną chyba nie, co mu się chwali ;)) i poszedł. Jednakowoż cieszę się, że miałam dzień wolny, bo mogłam podgonić trochę z projektem, nad którym pracuję po godzinach, a poza tym mogłam zrobić i sfotografować trochę pysznych rzeczy. Np. ten lunch, który wystarczył mi na 6 godzin, co w moim przypadku praktycznie się nie zdarza 😉

Na powyższym obrazku znajduje się socca, czyli placek/naleśnik z mąki cieciorkowej. W podstawowej wersji robi się ją tylko z mąki, wody i soli, ale istnieją niezliczone modyfikacje, do których i ja się dorzucam z moim autorskim pomysłem na soccę „serową” (drożdżową) z papryczkami jalapeno. Do popicia koktail pomidorowy również doprawiony na ostro. Po spożyciu dym trochę mi leciał uszami, więc jeśli nie lubicie pikantnych potraw, możecie np. zamienić ostre papryczki na oliwki albo suszone pomidory i trochę złagodzić przyprawy w szejku.

Składniki na soccę (dla 1 osoby)

  • trochę ponad pół szklanki mąki z cieciorki
  • 2 czubate łyżki płatków drożdżowych
  • łyżeczka musztardy
  • łyżka tahini
  • szczypta soli
  • opcjonalnie plasterki ostrych papryczek (ze słoika) lub oliwek lub suszonych pomidorów
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Wszystkie składniki z wyjątkiem papryczek/oliwek i oleju miksujemy na masę mniej więcej o gęstości śmietany. Odstawiamy na jakieś 10 minut aby mąka zdążyła nasiąknąć. Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju, wlewamy ciasto i na wierzhu układamy dodatki (troszkę wgniatając w ciasto). Smażymy ok. 3-4 minuty, po czym przewracamy na drugą stronę i smażymy ok. 3 minuty. Gotowe 🙂

Składniki na szejka

  • 2 dojrzałe pomidory lub szklanka sosu pomidorowego bez dodatków
  • sok z 1 limonki lub połowy cytryny
  • kilka kropel sosu tabasco lub łyżeczka bardzo ostrej salsy
  • przyprawy do smaku: sól, pieprz, przyprawa do kuchni włoskiej, chili, czosnek w proszku

Przygotowanie

Zmiksować, przelać do szklanki. Najlepiej przed podaniem schłodzić, a jeśli chcemy, żeby było ładnie – udekorować plasterkiem cytryny lub limonki

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe

Sałatka z buraków i quinoa

Zwykły wpis

Dziś propozycja na lekki obiad lub kolację albo na sałatkę imprezową – kolorowa, ciekawa w smaku i super zdrowa. Czego chcieć więcej? Aha, jeszcze niezbyt pracochłonna 🙂 Pomysł zaczerpnęłam stąd, ale zmodyfikowałam dressing, bo po pierwsze, jak już gdzieś posałam, staram się unikać olejów,a po drugie szukam zastosowań dla pasty miso. Właśnie znalazłam jedno z nich 🙂 Od siebie dodałam tez orzechy włoskie, bo uważam, że ich smak świetnie pasuje do buraków.

Składniki (na 3 duże lub 4 mniejsze porcje)

sałatka

  • 1 duży burak
  • ok. 2/3 szklanki quinoa (surowej)
  • puszka cieciorki (400g)
  • duża garść liści szpinaku
  • 1 pomarańcza
  • duża garść orzechów włoskich

sos

  • 4 – 5 łyżeczek miso
  • sok z jednej pomarańczy (ok. 1/3 szklanki)
  • 1 – 2 ząbki czosnku lub szczypta czosnku w proszku
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
  • łyżeczka syropu z agawy

dodatkowo sos sojowy lub sól do smaku

Przygotowanie

Buraka trzeba najpierw upiec – najlepiej zrobić to dzień wcześniej. Należy go umyć (nie obierać), zawinąć w folię aluminiową i piec ok. 40-50 minut w 180 stopniach. Wystudzić i dopiero wtedy obrać – skórka powinna bardzo łatwo schodzić z buraka. Quinoa gotujemy w osolonej wodzie 10-12 minut, odcedzamy i polewamy zimną wodą. Wszystkie składniki sosu miksujemy i odstawiamy na kilka minut, aby zgęstniał. Buraka kroimy w kostkę. Pomarańczę obieramy, dzielimy na cząstki i każdy kawałek przekrajamy na 3 lub 4 części. Liście szpinaku rwiemy na mniejsze kawałki. Cieciorkę odcedzamy. W sporej misce dokładnie mieszamy wszystkie składniki oprócz buraków. Ewentualnie doprawiamy sosem sojowym lub solą. Następnie dodajemy buraki i mieszamy ostrożnie, bo łatwo spowodować, że cała sałatka będzie miała kolor buraczkowy. Na smak oczywiście to nie wpływa, ale nieco pogarsza walory estetyczne 🙂

Przepis dodaję do akcji Sałatki bez majonezu

„Mieszanka studencka” z nutą japońską :-)

Zwykły wpis

Po tajskich burgerach, pozostając w kręgu Dalekiego Wschodu, proponuję Wam śmieszną przekąskę, a właściwie coś do chrupania przy oglądaniu TV (albo czytaniu blogów kulinarnych, bo wtedy człowiek robi się głodny ;)). Stąd właśnie moje skojarzenie z mieszanką studencką.

Jak już kiedyś pisałam, kocham orzechy i chyba nie ma takiej ilości, po której by mi się przejadły. A orzechy z rodzynkami albo innymi suszonymi owocami to już w ogóle 😉 Jednak z orzechami są dwa problemy. Po pierwsze są bardzo kaloryczne. Niby to zdrowe tłuszcze a do tego witaminy, błonnik itp. itd. ale mimo wszystko tłuszcze, więc na obwód bioder zbyt dobrze nie robią… Drugi problem jest taki, że orzechy (zwłaszcza arachidowe ale inne też) są bardzo silnymi alergenami i wiele osób nie może ich jeść. Osobiście (odpukać!!!) nie mam na nie alergii, więc przyznaję bez bicia, że raczej brałam pod uwagę problem nr 1 🙂

Pomysł zaczerpnęłam z bloga Happy Herbivore. W oryginalnym przepisie pojawiał się groszek w polewie wasabi. W naszych sklepach nie widziałam takiego wynalazku. Znalazłam na blogach przepisy na groszek z wasabi domowej roboty, ale obejmowały m.in. suszenie owego groszku w piekarniku przez 5-6 godzin, więc odpadły w przedbiegach. Znalazłam jednak coś, co się nazywa Wasabi Snacks, zrobione jest głównie z ryżu, a producent chwali się, że nie zawiera tłuszczu ani cholesterolu. Widziałam te chrupki już w kilku supermarketach, więc nie powinno być problemu z ich znalezieniem. Kosztują około 6 zł a wyglądają tak:

Do tego, aby utrzymać się w klimacie japońskim, upiekłam cieciorkę z dodatkiem pasty miso, którą niedawno kupiłam i jestem na etapie testowania, co też można z nią zrobić. Efekt był fajny, ale ponieważ miso jest strasznie drogie, można w przepisie bez wielkiej straty dla smaku zastąpić je solą.

Tak więc, po tym przydługim wstępie…

Składniki (na sporą miseczkę)

  • opakowanie Wasabi Snacks (mogą być też orzeszki w polewie wasabi, jeśli Wam nie przeszkadzają powyższe problemy orzeszkowe. Smakowo na pewno nie będzie gorsze)
  • 2 garści suszonej żurawiny

na pieczoną cieciorkę

  • puszka cieciorki (400g)
  • niecała łyżka oleju
  • 2-3 łyżki syropu z agawy lub klonowego
  • 1,5 łyżeczki miso (lub spora szczypta soli)
  • ok. pół łyżeczki octu ryżowego (albo innego, ale ryżowy pasował mi do japońskiego klimatu ;))

Przygotowanie

Cieciorkę dokładnie odcedzamy na sitku. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Mieszamy syrop z agawy, miso, olej i ocet, a następnie cieciorkę dokładnie mieszamy z powstałą masą (aczkolwiek z zachowaniem elementrarnej delikatności, żeby nie uzyskać humusu o smaku miso ;)). Układamy na blasze do pieczenia przykrytej pergaminem lub matą silikonową albo na dnie dużego płaskiego naczynia żaroodpornego. Pieczemy ok 30-35 minut, mieszając kilka razy (mniej więcej co 10 minut).

Uwaga: Nie próbujcie upiec innej fasolki zamiast cieciorki. W tym przypadku zamiana nie działa – wiem, bo próbowałam 😉

Po wystudzeniu cieciorki mieszamy ją z pozostałymi składnikami. Przechowujemy w zamkniętym pojemniku, w suchym miejscu. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe