Tag Archives: ciasto

Idzie jesień – tofurnik ze śliwkami

Zwykły wpis

tofurnik ze śliwkami

Nawet pogoda daje dziś znać, że zbliża się jesień. W warzywniakach widziałam już pierwsze dynie – zaraz zacznie się sezon. Tymczasem korzystamy jeszcze z końcówki lata i na osłodę ostatniego dnia wakacji i listopadowej aury mam dla Was wegański sernik ze śliwkami. Dostałam zamówienie na ciasto z owocami, a maliny i borówki już mi się delikatnie przejadły. A śliwki uwielbiam – w sezonie świeże, poza seoznem suszone albo mrożone – zawsze 🙂

Dawno nie było przepisu na wegańskie ciasto, więc wymyśliłam sobie, że tym razem takie właśnie będzie. Myślałam o tarcie, ale nie chciało mi się zagniatać kruchego spodu – ostatnio leniwa jestem 😉 – a kupienie gotowego ciasta kruchego było poniżej mojej kuchennej godności. W związku zpowyższym, jak zwykle w przystępie lenistwa, padło na sernik, a raczej jego wegańską wersję – sernik z tou, czyli tofurnik. Połączenie sera i śliwek wydało mi się z początku dziwne, ale z drugiej strony… w sumie często jadam kanapki z białym serem i powidłami śliwkowymi i nie narzekam. Poza tym tofu smakuje jesnak trochę inaczej – nie ma kwaskowatego posmaku jak twaróg, co w tym przypadku jest chyba zaletą. Ciasto jest banalne i dosyć szybkie w przygotowaniu, czuć w nim już piernikowe jesienne nuty (no dobra, u mnie czuć piernikowe nuty przez cały rok, ale co tam ;)). Bałam się, że będzie ciężko je pokroić, ale nic z tych rzeczy – po spędzeniu kilku godzin w lodówce kroi się ślicznie.

tofurnik

Składniki (na tortownicę o średnicy 23 cm)

spód

  • ok 250 g herbatników korzennych
  • 4 czubate łżki masła orzechowego

masa z tofu

  • 3 kostki tofu naturalnego (po 180 g)
  • pół szklanki mleka sojowego
  • torebka budyniu waniliowego (proszek)
  • 5-6 łyżek brązowego cukru
  • szczypta soli
  • pół opakowania przyprawy do piernika

dodatkowo

  • garść rodzynek
  • garść orzechów laskowych lub włoskich (włoskie można posiekać)
  • kilkanaście śliwek węgierek

tofurnik

Przygotowanie

Ciastka miksujemy w blenderze z masłem orzechowym do uzyskania konsystencji mokrego piasku. Dno tortownicy wykładamy pergaminem, a boki smarujemy olejem. Masę ciasteczkową wykładamy na dno i mocno dociskamy. Składniki masy miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy rodzynki i orzechy i mieszamy. Masę wylewamy na ciasteczkowy spód i wyrównujemy. Śliwki przekrajamy na pół i układamy na cieście, rozcięciem do góry. Pieczemy ok. 50 minut w 180 stopniach. Mniej więcej w połowie pieczenia przylrywamy tortownicę folią aluminiową. Studzimy, a następnie wstawiamy na kilka godzin do lodówki.

Smacznego 🙂

tofurnik

Przepis dodaję do akcji Serniki 2013 – Edycja Letnia i Śliwkowa Akcja I

Ciasto Irish Coffee (bez pieczenia)

Zwykły wpis

Na początek uwaga. To ciasto jest przepyszne – wszyscy się zajadali, z niżej podpisaną na czele. Ale potrzebuje duuuużo czasu, żeby się dobrze zsiąść – u mnie zajęło to ponad 24 godziny. Była to moja pierwsza przygoda z agarem – już się bałam, że coś zrobiłam nie tak, bo ciasto za nic nie chciało zmieniać konsystencji. Przez moment byłam już przekonana, że wyjdzie z niego co najwyżej budyń, ale cierpliwość się opłaciła – wyszło pyszne, kremowe mocno kawowo-czekoladowe ciacho, które rządziło na wielkanocnym stole 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm)

spód

  • 1,5 paczki herbatników digestive (mogą być też inne, ale zauważyłam, że digestive są bardzo kruche i ich miksowanie jest mniej traumatyczne dla blendera ;))
  • 4 czubate łyżki masła orzechowego w temperaturze pokojowej
  • niecałe pół szklanki mleka roślinnego
  • 1-2 łyżki cukru
  • olej do wysmarowania formy

wierzch

  • 4 kostki tofu (po 180 g)
  • 2 puszki mleczka kokosowego (po 180 ml)
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki kawy rozpuszczalnej
  • 3 – 4 łyżki syropu z agawy
  • pół szklanki cukru
  • 1/4 szklanki whisky (opcjonalnie)
  • 2 szczypty soli
  • szklanka mleka roślinnego + 20g agaru
  • opakowanie suszonych wiśni (100g) albo ok. pół paczki mrożonych, ale przed użyciem trzeba je odmrozić i dobrze odsączyć. W sezonie mogą być też świeże.
  • opcjonalnie dowolna dekoracja – u mnie ziarenka kawy i owoce goji

Przygotowanie

Dno tortownicy wykładamy pergaminem – to bardzo ważne, bo szalenie ułatwia wyjmowanie ciasta. Do tej pory moje ciasta na herbatnikowym spodzie nie bardzo dawały się wyjmować z formy – okazuje się, że pergamin to magiczna sztuczka, której mi brakowało. Następnie dno i boki smarujemy olejem.

Wszystkie składniki spodu miksujemy w blenderze. Masa powinna sklejać się w jedną bryłę. Gdyby byla za luźna, dodajemy jeszcze kilka ciasteczek, w przeciwnym przypadku odrobinę mleka. Masą ciasteczkową wykładamy dno tortownicy. Mocno dociskamy i wstawiamy do lodówki na czas przygotowania wierzchu.

Tofu kruszymy w rękach. Razem z cukrem i solą wrzucamy do blendera. Można krótko zmiksować, żeby jeszcze lepiej się rozdrobniło.

Czekoladę łamiemy na kawałki i podgrzewamy w niewielkim garnku razem z mlekiem kokosowym, kawą i syropem z agawy. Grzejemy, czesto mieszając, aż czekolada się roztopi. Masę czekoladową przelewamy do blendera. Dodajemy (ewentualnie) whisky i wszystko miksujemy na gładki krem.

Mleko sojowe doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia i rozpuszczamy w nim agar. Wlewamy do blendera i szybko miksujemy, aż dokładnie połączy się z masą. Dodajemy wiśnie i mieszamy (łyżką). Całość wylewamy na spód, wyrównujemy łyżką i odstawiamy na dłuuuuugo do lodówki. Nie tracimy nadziei, jeśli nie wygląda, jakby miało kiedykolwiek zmienić stan skupienia ;). Kiedy już się zsiądzie, dekorujemy wedle uznania.

Zbieramy zachwyty i komplementy od gości i pławimy się w poczuciu sukcesu 😉

Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Bez jaj, to już Wielkanoc ;-) Życzenia i najlepsze ciasto makowe

Zwykły wpis

Drogie Czytelniczki i niewiele tańsi Czytelnicy 😉

Dla wielu z Was za chwilę zaczną się najważniejsze święta w roku, dla innych – święto wiosny, dzień królika i kurczaczka, maraton rodzinnych wyżerek albo po prostu dłuższy weekend. Niezależnie od tego, do której grupy się zaliczacie, życzę Wam, żeby ten czas upłynął Wam sympatycznie i tak, jak uważacie, że upłynąć powinien – w kościele, przy rodzinnym stole, na pikniku ze znajomymi (choć pogoda odstrasza), na górskim szlaku, a może gdzieś pod palmami, jeśli myśl o żurku i koszyczku jajek przyprawia Was o gęsią skórkę 😉 Każdemu według potrzeb 🙂 Niezależnie od wszystkiego, niech będzie smacznie 🙂

W ramach prezentu od wielkanocnego zajączka mam dla Was jeszcze przepis na fantastyczne ciasto makowe. Wątpię, żeby zagościło u kogoś z Was na tegorocznym wielkanocnym stole, ale kto wie, może ktoś szuka jeszcze inspiracji last minute. Jeśli tak, to bardzo bardzo polecam. A jeśli nie, koniecznie wypróbujcie przy najbliższej okazji. To jedno z moich ukochanych ciast, przerobione na wersję wegańską. Jeśli – tak jak ja – uwielbiacie makowce, a najbardziej nadzienie, to jest coś dla Was. Tu jest samo nadzienie 🙂 Całe ciasto z pysznej wilgotnej masy makowej, a dla dopełnienia kulinarnej rozkoszy polewa czekoladowa na wierzchu – czy można chcieć więcej?

Przepis oparty na recepturze mojej Mamy, która ma ją nie wiem skąd, więc autor oryginału nieznany. A szkoda, bo należałoby wystawić mu pomnik 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm)

  • 2 opakowania po 200 g mielonego maku*
  • 1 opakowanie silken tofu (340 g)
  • 4 spore jabłka
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • czubata szklanka cukru
  • 3/4 – 1  szklanka mleka roślinnego (zależy od tego, jak soczyste są jabłka)
  • 7 łyżek kaszy manny
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 olejek migdałowy lub waniliowy
  • 2 szczypty soli
  • olej i bułka tarta do formy

* nie chodzi o mase makową w puszce tylko suchy mielony mak. Ja używałam firmy Backmit, a widziałam również jakiejś znanej firmy produkującej bakalie, bodajże Bakalland. Można oczywiście użyć normalnego maku. Wtedy, jak mówi moja Mama, należy wziąć go 2,5 szklanki, zalać wrzątkiem i kilka godzin moczyć, następnie dokładnie odcedzić (na szmatce) i zmielić dwa razy w maszynce do mięsa. Opcja mielenia skutecznie mnie odstraszyła 😉

polewa

  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • parę łyżek mleka roślinnego lub wody

Przygotowanie

W blenderze miksujemy na jednolitą masę: tofu, cukier, mleko, siemię lniane i olejek zapachowy. Jabłka trzemy na tarce jarzynowej. W dużej misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki (oprócz bułki tartej i oleju oczywiście ;)). Tortownicę smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Przekładamy do niej masę, wyrównujemy wierzch i pieczemy około 75 minut w 180 stopniach.

Po lekkim przestudzeniu można posmarować ciasto polewą czekoladową. W tym celu czekoladę z mlekiem lub wodą topimy i mikrofali lub niewielkim rondelku. Gdyby masa była za gęsta, dodajemy odrobinę mleka lub wody. Polewą smarujemy wierzch ciasta. Dekorujemy wedle upodobań artystycznych 😉 Ja użyłam srebrnych perełek z cukru.

Dziś kolejny raz doceniłam dodatkowy walor wegańskich ciast – poza tym, że są niewątpliwie zdrowsze i „etycznie poprawne”, można wylizać miskę po surowej masie do czysta, albowiem od tofu nikt jeszcze nie dosał salmonelli 😀

Jeszcze raz życzę Wam miłych Świąt 🙂 Ciąg dalszy menu wielkanocnego nastąpi za parę dni 🙂

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Ciasto z jabłkami mojej mamy

Zwykły wpis

Lubię piec, ale ponieważ staram się nie jeść słodyczy, a małżonek z łakoci najbardziej lubi kiszone ogórki (jak ja bym chciała się z nim zamienić!!!), więc rzadko mam do tego okazję. Jednak jutro jedziemy na spotkanie rodzinne, więc postanowiłam popełnić ciasto. Opierałam się na przepisie mojej Mamy, którą niniejszym pozdrawiam, bo wiem że czasem tutaj zagląda 🙂 Postanowiłam jednak przepis „odchudzić” (w oryginale było półtorej szklanki oleju!) i zweganizować. Była to w zasadzie moja pierwsza „poważniejsza” próba weganizacji ciasta. Poważniejsza, czyli coś więcej niż zastąpienie mleka krowiego sojowym i ewentualnie miodu syropem z agawy 😉 Trochę się niepokoiłam, co wyjdzie, bo wiem, że o ile przy gotowaniu można zwykle to zastąpić tamtym a owo owamtym bez wielkiej szkody dla efektu, to pieczenie jest bardziej ścisłą nauką i nadmierne majstrowanie przy przepisie często prowadzi do katastrofy 😉

Tym razem jednak katastrofy nie było – było (jest) bardzo wilgotne gęste ciasto, które składa się w zasadzie głównie z jabłek. Może odrobinę za słodkie (nie lubię bardzo słodkich wypieków), ale to łatwo naprawić następnym razem. Weganizacja udana 🙂

Składniki (na 10-12 dużych kawałków)

  • 5 jabłek (mama mówi, że najlepsza jest reneta, ja nie wiem w sumie, jakich użyłam – takich, które leżały w domu i czekały na zbawienie ;))
  • odrobina soku z cytryny
  • 3 szklanki mąki
  • 1 banan
  • 240 ml naturalnego jogurtu sojowego (lub zwykłego, jeśli nie musi być wegańskie)
  • 2/3 szklanki mleka roślinnego (lub zwykłego – jak wyżej :))
  • łyżka mielonego siemienia lnianego + 1/4 szklanki ciepłej wody
  • niepełna szklanka cukru
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżeczki kakao
  • po dużej garści rodzynek i orzechów włoskich
  • olej do wysmarowania formy

Przygotowanie

Siemię lniane zalewamy ciepłą wodą, mieszamy i odstawiamy na bok na kilka minut. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Jabłka obieramy i kroimy w niedużą kostkę. Skrapiamy sokiem z cytryny, żeby nie zbrązowiały. Banana rozgniatamy widelcem i miksujemy z mlekiem, jogurtem i siemieniem lnianym na jednolitą masę. W duuuużej misce mieszamy suche składniki – mąkę, cynamon kakao, sodę oczyszczoną i cukier. Wlewamy mokre i mieszamy dokładnie, starając się pozbyć wszystkich grudek. W razie potrzeby dolewamy odrobinę (!) mleka. Do wymieszanej masy dodajemy jabłka. Wydaje się, że jest ich bardzo dużo w stosunku do masy, ale bez obaw – ciasto wyrośnie i będzie dobrze. Dodajemy też rodzynki i lekko połamane orzechy włoskie. Dokładnie mieszamy ciasto z jabłkami. Prostokątną blachę lub naczynie do pieczenia smarujemy olejem i wkładamy do niego masę. Wyrównujemy wierzch i pieczemy około godziny.

Ciasto jest bardzo wilgotne od jabłek, więc zanim do końca wystygnie, może być trochę trudne w obsłudze, jeśli chodzi o przekładanie z formy na talerzyki

Przepis dodaję do akcji Owocowe ciasta zimowe i Wegańskie słodkości

Sernik pomarańczowy i ciasto czekoladowe

Zwykły wpis

Dzisiaj udałam się do mamy na drugi doroczny maraton pieczenia ciast 🙂 Pierwszy odbył się w zeszłym roku z konieczności, albowiem mój piekarnik odmówił posłuszeństwa. Chcąc nie chcąc, wybrałam się zatem do mamy i zaanektowałam jej kuchnię na potrzeby pieczenia wegańskich pasztetów (sztuk 2) i ciast (również 2). Działo się 😉 W tym roku piekarnik działa, ale dzień spędzony z mamą w kuchni na szykowaniu świątecznych pyszności tak mi się spodobał, że oznajmiłam jej, że w tym roku też przyjeżdżam piec u niej swoje ciasta 🙂 I tak piekłyśmy, a raczej ja piekłam, a mama wylizywała garnki i zmywała mi naczynia 🙂 Dobry podział obowiązków 😉 Pasztety sobie darowałam, upiekę jutro we własnej kuchni (bo pogaduchy z mamą są super, ale jednak targanie składników przez całą Warszawę już nie tak super ;)). Powstały natomiast dwa ciasta: tofu sernik pomarańczowy i tarta czekoladowa.

Tofu sernik pomarańczowy na piernikowym spodzie

Składniki (na dużą tortownicę)

spód

  • 400 g wegańskich herbatników imbirowych (można użyć zwykłych herbatników i dodać np 2 łyżki przyprawy do piernika albo po łyżeczce cynamonu, imbiru i kardamonu, ja użyłam efektów pierniczkowej wpadki sprzed jakiegoś czasu :))
  • 5 łyżek wegańskiej margaryny lub tłuszczu kokosowego

masa

  • ok. 1kg tofu (użyłam 5 kostek po 180 g)
  • 2/3 szklanki mleka roślinnego
  • 2 budynie waniliowe
  • łyżka cukru waniliowego
  • 1/3-1/2 szklanki cukru
  • sok z 2 cytryn
  • 1 aromat pomarańczowy

oprócz tego

  • ok 70 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 1 pomarańcza
  • olej i bułka tarta do formy

Przygotowanie

Herbatniki mielimy w blenderze na proszek. Ewentualnie dodajemy przyprawy korzenne i mieszamy. W rondelku roztapiamy margarynę lub olej kokosowy. Dodajemy do herbatników i dokładnie mieszamy. Powinno wyjść coś na kształt kruszonki. Tortownicę smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Dno wykładamy masą ciasteczkową i dobrze ugniatamy. Wstawiamy do lodówki. Wszystkie składniki masy miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy skórkę pomarańczową i mieszamy. Wykładamy na schłodzony spód. Pomarańczę kroimy w plasterki i układamy je na masie z tofu. Można delikatnie przycisnąć, ale tak, żeby się nie utopiły 😉 Pieczemy ok. godzinę i 20 minut w 160 stopniach.

Ciasto czekoladowe

Składniki

spód

  • 200g wegańskich herbatników
  • 5 łyżek margaryny wegańskiej lub tłuszczu kokosowego
  • 1-2 łyżki mleka roślinnego

masa

  • 2.5 szklanki mleka roślinnego
  • łyżka kakao
  • tabliczka wegańskiej czekolady
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • ok. 1/3 szklanki cukru (zależy od czekolady, ja użyłam gorzkiej 90% i tyle cukru, ale ja nie lubię zbyt słodkich ciast)

Przygotowanie

Herbatniki miksujemy na proszek. Margarynę lub tłuszcz kokosowy roztapiamy i dodajemy do herbatników. Dodajemy też mleko i mieszamy dokładnie. Powstałą miksturą wykładamy natłuszczoną formę do tarty (w miarę możliwości razem z brzegami). Spód podpiekamy 10 minut w temperaturze 160 stopni.

W tym czasie mąkę kukurydzianą rozprowadzamy w szklance zimnego mleka. Zaczynamy podgrzewać, dodajemy pozostałe mleko, cukier i kakao. Bardzo często mieszamy. Kiedy masa będzie gorąca, dodajemy połamaną czekoladę i mieszamy, aż się roztopi. Cały czas mieszając, doprowadzamy do zagotowania i zdejmujemy z ognia. Masę wylewamy na podpiecozny spód. Można udekorować wedle fantazji 🙂 Wstawiamy do lodówki na minimum 3 godziny, a najlepiej na noc.

Przepis znalazłam na blogu Peas & Thank You

Przepisy dodaję do akcji Wegańskie Święta

Kremowe ciasto dyniowe

Zwykły wpis

Ciasto zrobiłam na podstawie tego przepisu. W smaku jest genialne. Jak delikatny piernikowy sernik, po prostu rozpływa się w ustach. Jedyna jego wada to to, że z racji kremowej konsystencji (pod względem „gęstości” przypomina tiramisu) nastręcza trochę kłopotów przy przekładaniu na talerzyki. Ale jak się dobrze postarać, to da radę 🙂 Przy tym jest superproste 🙂 Polecam.

Składniki

  • 2 szklanki pure z dyni
  • trochę ponad pół szklanki mąki
  • 1.5 szklanki mleka roślinnego
  • kostka tofu naturalnego (180g)
  • 4-5 łyżek cukru
  • 2 łyżki przyprawy korzennej (gotowe mieszanki do piernika, grzańca itp.)
  • łyżka cynamonu
  • 3/4 łyżeczki imbiru
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • po garści rodzynek i pokruszonych orzechów włoskich

Przygotowanie

Dzień wcześniej upiekłam małą dynię hokkaido (wielkości dużego grejpfruta). Umyłam, wypatroszyłam, pokroiłam na kawałki. Na dno naczynia żaroodpornego nalałam ok. 1 cm wody i piekłam przez godzinę, a potem zostawiłam w gorącym piekarniku, żeby „doszła”. Następnego dnia rano zmiksowałam dynię w blenderze. Wyszły akurat ok. dwie szklanki dyniowej pulpy.

Dalsza część przygotowania to banał. Wszystkie składniki, oprócz rodzynek i orzechów, miksujemy na jednolitą masę. Wrzucamy rodzynki i orzechy, mieszamy. Masę przekładamy do natłuszczonego naczynia. Pieczemy 1h 10 min. w 180 stopniach. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy do temperatury pokojowej, a następnie wstawiamy do lodówki na co najmniej 4 godziny albo na całą noc.