Tag Archives: buraki

Chłodnik z buraków

Zwykły wpis

Dziś proponuję Wam prostą i pyszną zupę, idealną na ciepłe dni. Co prawda lato chwilowo się na nas obraziło i pogoda bardziej październikowa, ale mam nadzieję, że słońce i ciepło niebawem wrócą na dobre, a wtedy ten przepis się przyda 🙂

Chłodnik na bazie pieczonych buraków, jogurtu i kefiru – lekki, orzeźwiający, banalny w przygotowaniu, a przy tym ładnie wygląda, więc może nada się na wiosenne przyjęcie w ogrodzie.

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 2 spore buraki
  • 400 ml jogurtu greckiego
  • 400 ml kefiru
  • ok. pół łyżeczki soli
  • sok z jednej niedużej cytryny (albo trochę więcej, do smaku)
  • szyczpta granulowanego czosnku
  • szczypta pieprzu
  • ok. łyżka przyprawy do twarożków Kamisa

Przygotowanie

Buraki myjemy, zawijamy w folie aluminiową (bez obierania) i pieczemy godzinę w 180 stopniach. Można to zrobić dzień wcześniej, bo do przygotowania chłodnika buraki oczywiście muszą byc chłodne ;). Następnie obieramy buraki, kroimy w kostkę i miksujemy z pozostałymi składnikami na jednolitą zupę-krem w kolorze wściekłego różu 😉 Ewentualnie doprawiamy do smaku. Podajemy z kiełkami, świeżym koperkiem, jajkiem na twardo… Smacznego 🙂

Pesto z pieczonych buraków z orzechami włoskimi

Zwykły wpis

Kiedy czytałam wprowadzenie do durszlakowej akcji Pesto, pesto, mignęło mi, że autorka jadła pesto z pieczonych braków. Pomysł utkwił mi w pamięci i po kilku dniach postanowiłam wcielić go w życie. Bardzo lubię pieczone buraki i zastanawiałam się, co by do nich dorzucić, żeby wydobyć ich naturalną słodycz i uzyskać fajny efekt. Jak dla mnie, pesto musi zawierać czosnek i sok z cytryny, więc te składniki były obowiązkowe. Dodałam też prażone orzechy włoskie i trochę sproszkowanej skórki z cytrusów. Ale nie mogłam do końca „złapać” smaku, dopóki całości nie dopełnił olej z pestek dyni. Jego dosyć intensywny aromat świetnie skomponował się z pozostałymi składnikami i „zrobił” pesto 😉

Składniki

  • 4 nieduże buraki
  • mała główka czosnku
  • sok z połowy sporej cytryny
  • ok. 2/3 szklanki orzechów włoskich
  • łyżeczka skórki cytrynowej w proszku
  • 2 łyżeczki skórki pomarańczowej w proszku
  • 1,5 – 2 łyżki oleju z pestek dyni
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie

Buraki i czosnek należy upiec – można to zrobić dzień wcześniej. Buraki zawijamy w folię aluminową (bez obierania) i pieczemy ok. godziny w 180 stopniach. Z główki czosnku odcinamy z jednej strony końcówkę. Miejsce odcięcia smarujemy olejem. Całą główkę zawijamy w folię i pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach. Oczywiście buraki i czosnek można piec razem. Ilustrowaną instrukcję pieczenia czosnku znajdziecie tutaj.

Orzechy włoskie prażymy przez kilka minut na suchej patleni, od czasu do czasu mieszając. Kiedy zaczną intensywnie pachnieć, zdejmujemy je z ognia i rozdrabniamy w blenderze (nie całkiem na proszek ;)). Buraki obieramy ze skórki. Do blendera (po wyjęciu orzechów) wkładamy pokrojone na nieduże kawałki buraki. Wyciskamy zawartość główki czosnku (która w tym momencie powinna mieć konsystencję miękkiego masła), dodajemy olej i przyprawy i miksujemy do momentu, kiedy składniki są już dokładnie rozdorbnione, ale nie mają całkiem kremowej konsystencji. Dodajemy orzechy i miksujemy jeszcze przez moment do połączenia.

Przechowujemy w lodówce. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Pesto, pesto

Red velvet shake ;-)

Zwykły wpis

Wczoraj było na blogu zielono, a dzisiaj w poszukiwaniu zieleni poszłam pobiegać po lesie kabackim. Na ten sam pomysł wpadło chyba pół Warszawy 😉 Ale mimo wszystko biegało się świetnie – wiatr we włosach, słońce na twarzy, inni biegacze machający z daleka 🙂 Nie mogę napisać, że rozkoszowałam się śpiewem ptaków, bo rozkoszowałam się podkręconym prawie na maksa reagge 😉 Ale i tak była to bardzo miło wykorzystana godzinka 🙂

Pierwszy od dawna bieg, na który wybrałam się, bo chciałam ruszyć cztery litery i zmęczyć się na świeżym powietrzu. Jakiś czas temu pisałam, że zapisałam się do startu w półmaratonie, który odbywa się za tydzień. Rozpoczęłam treningi – karnie biegałam na bieżni, z pulsometrem, który „pilnował”, czy moje tętno nie wykracza poza wyznaczony zakres… Większość czasu czułam się jak chomik w kołowrotku 😉 Pomimo muzyki czy audiobooka w uszach, cały czas odliczałam sekundy do końca. A potem trochę mi się popsuło kolano. Zbyt (jak dla mnie) błaha sprawa, żeby zawracać głowę służbie zdrowia, która i bez pacjentów ma dużo kłopotów 😉 A jednocześnie bałam się kontynuować biegi, zwłaszcza długie, żeby nie zrobić sobie czegoś, czego bez pomocy służby zdrowia nie da się już załatwić. Odpuściłam zatem bieganie, wróciłam do ukochanych treningów siłowych i nie powiem, żebym choć raz zatęskniła za bieżnią. Szybko pogodziłam się z faktem, że półmaraton nie dojdzie do skutku. Ale dziś skonstasowałam ze zdziwieniem, że mam ochotę pobiegać. Zastanawiając się, co mi odbiło, odgrzebałam buty, pulsometr i ruszyłam do lasu. I było super 🙂 I kolano nie boli (odpukać). Kto wie, może jednak polubię się z bieganiem na stałe 🙂

Po powrocie, aby uzupełnić kalorie, przygotowałam pyszny smoothie. Ochrzciłam go red velvet shake, bo kojarzy mi się z popularnym w USA red velvet cake. Bardzo mnie to ciasto ciekawiło, ale trochę się rozczarowałam, kiedy dowiedziałam się, że to „zwykłe” ciasto czekoladowe z czerwonym barwnikiem spożywczym. Podobno z nautralnymi barwnikami nie wygląda tak ładnie, ale nie zaszkodzi spróbować 😉 Mam zamiar kiedyś zatrudnić do tego celu sok z buraków.

I właśnie pieczony burak jest sekretnym składnikiem dzisiejszego szejka 🙂 Pomysł znalazłam na blogu Choosing Raw i od razu mnie zaciekawił. Zamiast owoców jagodowych użyłam wiśni (mrożonych rzecz jasna :)). Dodałam też kakao, bo jestem czkoladoholikiem i czkoladę tudzież kakao pakuję do wszystkiego 😉

Efekt? Bardzo pozytywny. Smoothie ma ciekawy smak – burak jest delikatnie wyczuwalny, ale zadzwiająco dobrze komponuje się z pozostałymi składnikami. Wyraźnie czuć nutę czekoladową, co mnie wystarczyło do szczęścia 🙂 A do tego jest wybitnie zdrowy.

Składniki (na jedną duuuużą lub dwie mniejsze porcje)

  • jeden pieczony lub gotowany burak średniej wielkości (buraki pieczemy ok. godziny w 180 stopniach, zawinięte w folię aluminiową. Obieramy dopiero po upieczeniu)
  • ok. szklanki mrożonych wiśni
  • ok. szklanki mleka roślinnego
  • 2 łyżki kakao
  • ok. 3 łyżki mielonego siemienia lnianego – nadaje kremową konsystencję, a poza tym jest bardzo bogate w białko i zdrowe tłuszcze

Przygotowanie

Wszystko zmiksować. Przelać do największego kufla jaki znajdziecie w domu, ewentualnie do dwóch naczyń bardziej standardowych rozmiarów 😉 Pałaszować 🙂 Najsmaczniejszy jest bardzo zimny. Jeśli Wasz blender nie da rady zmrożonym owocom, można je rozmrozić, ale do czasu wykorzystania trzymać w lodówce.

Przepis dodaję do akcji Smoothie

Sałatka z buraków i quinoa

Zwykły wpis

Dziś propozycja na lekki obiad lub kolację albo na sałatkę imprezową – kolorowa, ciekawa w smaku i super zdrowa. Czego chcieć więcej? Aha, jeszcze niezbyt pracochłonna 🙂 Pomysł zaczerpnęłam stąd, ale zmodyfikowałam dressing, bo po pierwsze, jak już gdzieś posałam, staram się unikać olejów,a po drugie szukam zastosowań dla pasty miso. Właśnie znalazłam jedno z nich 🙂 Od siebie dodałam tez orzechy włoskie, bo uważam, że ich smak świetnie pasuje do buraków.

Składniki (na 3 duże lub 4 mniejsze porcje)

sałatka

  • 1 duży burak
  • ok. 2/3 szklanki quinoa (surowej)
  • puszka cieciorki (400g)
  • duża garść liści szpinaku
  • 1 pomarańcza
  • duża garść orzechów włoskich

sos

  • 4 – 5 łyżeczek miso
  • sok z jednej pomarańczy (ok. 1/3 szklanki)
  • 1 – 2 ząbki czosnku lub szczypta czosnku w proszku
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
  • łyżeczka syropu z agawy

dodatkowo sos sojowy lub sól do smaku

Przygotowanie

Buraka trzeba najpierw upiec – najlepiej zrobić to dzień wcześniej. Należy go umyć (nie obierać), zawinąć w folię aluminiową i piec ok. 40-50 minut w 180 stopniach. Wystudzić i dopiero wtedy obrać – skórka powinna bardzo łatwo schodzić z buraka. Quinoa gotujemy w osolonej wodzie 10-12 minut, odcedzamy i polewamy zimną wodą. Wszystkie składniki sosu miksujemy i odstawiamy na kilka minut, aby zgęstniał. Buraka kroimy w kostkę. Pomarańczę obieramy, dzielimy na cząstki i każdy kawałek przekrajamy na 3 lub 4 części. Liście szpinaku rwiemy na mniejsze kawałki. Cieciorkę odcedzamy. W sporej misce dokładnie mieszamy wszystkie składniki oprócz buraków. Ewentualnie doprawiamy sosem sojowym lub solą. Następnie dodajemy buraki i mieszamy ostrożnie, bo łatwo spowodować, że cała sałatka będzie miała kolor buraczkowy. Na smak oczywiście to nie wpływa, ale nieco pogarsza walory estetyczne 🙂

Przepis dodaję do akcji Sałatki bez majonezu

Kremowy barszcz z pieczonych buraków

Zwykły wpis

Kolejna propozycja z serii „kiepskie zdjęcie, pyszne jedzenie” 😉 Stanowczo za wcześnie robi się ciemno…

Dziś proponuję Wam lekko alternatywne podejście do barszczu czerwonego. Kremowa zawiesista zupa, której głównymi składnikami są buraki (co widać) oraz (czego już nie widać) fasola i pieczony czosnek. Zupa ma piękny kolor, wyrazisty smak i myślę, że może konkurować z tradycyjnym wydaniem barszczu. U mnie w domu co prawda nie ma tradycji jedznenia barszczu na Wigilię, ale wiem, że w niektórych rodzinach jest, więc dodaję przepis do akcji Wegańskie Święta. (dygresja: w mojej rodzinie barszcz czerwony jadło się na śniadanie wielkanocne, co większość ludzi uznaje za dziwactwo ;))

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 4 średnie buraki
  • mała główka czosnku
  • sok z jednej cytryny
  • ok. 2/3 łyżki soli
  • ok. 3 szklanki wody
  • 2 puszki białej fasoli
  • łyżka octu winnego
  • pieprz do smaku

Przygotowanie

Najpierw należy upiec buraki i czosnek. Można to spokojnie zrobić dzień wcześniej. Buraki myjemy i zawijamy w folię aluminiową. Z główki czosnku odcinamy kawałek od strony korzonków. Miejsce odcięcia smarujemy oliwą. Całość również zawijamy w folię. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Buraki pieczemy ok. godziny natomiast czosnek ok. 30 minut. Można oczywiście piec wszystko razem, byle tylko nie spalić czosnku na węgielek. Ilustrowaną instrukcję pieczenia czosnku znajdziecie tutaj.

Po przestygnięciu buraki kroimy w kostkę, natomiast ząbki czosnku wyjmujemy z łupinek (będą bardzo miękkie i powinno się to dać zrobić bez problemu). Fasolę odsączamy z zalewy. W garnku podgrzewamy wodę, dodajemy wszystkie składniki i miksujemy ręcznym mikserem (tzw. żyrafą) do uzyskania kremowej konsystencji. Jeśli nie przepadacie za czosnkiem, można go dodawać stopniowo do smaku, ja wrzuciłam wszystko od razu i było w porządku, ale ja lubię czosnek 🙂 Po zmiksowaniu zagotowujemy wszystko razem. Ewentualnie doprawiamy do smaku.

Gotowe 🙂 Można jeść solo, z pieczywem, groszkiem ptysiowym albo uszkami (wersja wigilijna :)). Dobrze smakuje z drobno posiekanym koperkiem albo „śmietaną” z nerkowców. Garść orzechów nerkowca, parę łyżek wody i szczyptę soli miksujemy i odstawiamy na parę minut, aby śmietana zgęstniała. Łyżeczkę mikstury wrzucamy do miseczki z zupą i delikatnie mieszamy, aby uzyskać artystyczny zawijas jak na zdjęciu powyżej 😉