Category Archives: Wielkanoc

Ciasto Irish Coffee (bez pieczenia)

Zwykły wpis

Na początek uwaga. To ciasto jest przepyszne – wszyscy się zajadali, z niżej podpisaną na czele. Ale potrzebuje duuuużo czasu, żeby się dobrze zsiąść – u mnie zajęło to ponad 24 godziny. Była to moja pierwsza przygoda z agarem – już się bałam, że coś zrobiłam nie tak, bo ciasto za nic nie chciało zmieniać konsystencji. Przez moment byłam już przekonana, że wyjdzie z niego co najwyżej budyń, ale cierpliwość się opłaciła – wyszło pyszne, kremowe mocno kawowo-czekoladowe ciacho, które rządziło na wielkanocnym stole 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm)

spód

  • 1,5 paczki herbatników digestive (mogą być też inne, ale zauważyłam, że digestive są bardzo kruche i ich miksowanie jest mniej traumatyczne dla blendera ;))
  • 4 czubate łyżki masła orzechowego w temperaturze pokojowej
  • niecałe pół szklanki mleka roślinnego
  • 1-2 łyżki cukru
  • olej do wysmarowania formy

wierzch

  • 4 kostki tofu (po 180 g)
  • 2 puszki mleczka kokosowego (po 180 ml)
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki kawy rozpuszczalnej
  • 3 – 4 łyżki syropu z agawy
  • pół szklanki cukru
  • 1/4 szklanki whisky (opcjonalnie)
  • 2 szczypty soli
  • szklanka mleka roślinnego + 20g agaru
  • opakowanie suszonych wiśni (100g) albo ok. pół paczki mrożonych, ale przed użyciem trzeba je odmrozić i dobrze odsączyć. W sezonie mogą być też świeże.
  • opcjonalnie dowolna dekoracja – u mnie ziarenka kawy i owoce goji

Przygotowanie

Dno tortownicy wykładamy pergaminem – to bardzo ważne, bo szalenie ułatwia wyjmowanie ciasta. Do tej pory moje ciasta na herbatnikowym spodzie nie bardzo dawały się wyjmować z formy – okazuje się, że pergamin to magiczna sztuczka, której mi brakowało. Następnie dno i boki smarujemy olejem.

Wszystkie składniki spodu miksujemy w blenderze. Masa powinna sklejać się w jedną bryłę. Gdyby byla za luźna, dodajemy jeszcze kilka ciasteczek, w przeciwnym przypadku odrobinę mleka. Masą ciasteczkową wykładamy dno tortownicy. Mocno dociskamy i wstawiamy do lodówki na czas przygotowania wierzchu.

Tofu kruszymy w rękach. Razem z cukrem i solą wrzucamy do blendera. Można krótko zmiksować, żeby jeszcze lepiej się rozdrobniło.

Czekoladę łamiemy na kawałki i podgrzewamy w niewielkim garnku razem z mlekiem kokosowym, kawą i syropem z agawy. Grzejemy, czesto mieszając, aż czekolada się roztopi. Masę czekoladową przelewamy do blendera. Dodajemy (ewentualnie) whisky i wszystko miksujemy na gładki krem.

Mleko sojowe doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia i rozpuszczamy w nim agar. Wlewamy do blendera i szybko miksujemy, aż dokładnie połączy się z masą. Dodajemy wiśnie i mieszamy (łyżką). Całość wylewamy na spód, wyrównujemy łyżką i odstawiamy na dłuuuuugo do lodówki. Nie tracimy nadziei, jeśli nie wygląda, jakby miało kiedykolwiek zmienić stan skupienia ;). Kiedy już się zsiądzie, dekorujemy wedle uznania.

Zbieramy zachwyty i komplementy od gości i pławimy się w poczuciu sukcesu 😉

Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Reklamy

Bez jaj, to już Wielkanoc ;-) Życzenia i najlepsze ciasto makowe

Zwykły wpis

Drogie Czytelniczki i niewiele tańsi Czytelnicy 😉

Dla wielu z Was za chwilę zaczną się najważniejsze święta w roku, dla innych – święto wiosny, dzień królika i kurczaczka, maraton rodzinnych wyżerek albo po prostu dłuższy weekend. Niezależnie od tego, do której grupy się zaliczacie, życzę Wam, żeby ten czas upłynął Wam sympatycznie i tak, jak uważacie, że upłynąć powinien – w kościele, przy rodzinnym stole, na pikniku ze znajomymi (choć pogoda odstrasza), na górskim szlaku, a może gdzieś pod palmami, jeśli myśl o żurku i koszyczku jajek przyprawia Was o gęsią skórkę 😉 Każdemu według potrzeb 🙂 Niezależnie od wszystkiego, niech będzie smacznie 🙂

W ramach prezentu od wielkanocnego zajączka mam dla Was jeszcze przepis na fantastyczne ciasto makowe. Wątpię, żeby zagościło u kogoś z Was na tegorocznym wielkanocnym stole, ale kto wie, może ktoś szuka jeszcze inspiracji last minute. Jeśli tak, to bardzo bardzo polecam. A jeśli nie, koniecznie wypróbujcie przy najbliższej okazji. To jedno z moich ukochanych ciast, przerobione na wersję wegańską. Jeśli – tak jak ja – uwielbiacie makowce, a najbardziej nadzienie, to jest coś dla Was. Tu jest samo nadzienie 🙂 Całe ciasto z pysznej wilgotnej masy makowej, a dla dopełnienia kulinarnej rozkoszy polewa czekoladowa na wierzchu – czy można chcieć więcej?

Przepis oparty na recepturze mojej Mamy, która ma ją nie wiem skąd, więc autor oryginału nieznany. A szkoda, bo należałoby wystawić mu pomnik 😉

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm)

  • 2 opakowania po 200 g mielonego maku*
  • 1 opakowanie silken tofu (340 g)
  • 4 spore jabłka
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • czubata szklanka cukru
  • 3/4 – 1  szklanka mleka roślinnego (zależy od tego, jak soczyste są jabłka)
  • 7 łyżek kaszy manny
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 olejek migdałowy lub waniliowy
  • 2 szczypty soli
  • olej i bułka tarta do formy

* nie chodzi o mase makową w puszce tylko suchy mielony mak. Ja używałam firmy Backmit, a widziałam również jakiejś znanej firmy produkującej bakalie, bodajże Bakalland. Można oczywiście użyć normalnego maku. Wtedy, jak mówi moja Mama, należy wziąć go 2,5 szklanki, zalać wrzątkiem i kilka godzin moczyć, następnie dokładnie odcedzić (na szmatce) i zmielić dwa razy w maszynce do mięsa. Opcja mielenia skutecznie mnie odstraszyła 😉

polewa

  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • parę łyżek mleka roślinnego lub wody

Przygotowanie

W blenderze miksujemy na jednolitą masę: tofu, cukier, mleko, siemię lniane i olejek zapachowy. Jabłka trzemy na tarce jarzynowej. W dużej misce mieszamy dokładnie wszystkie składniki (oprócz bułki tartej i oleju oczywiście ;)). Tortownicę smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Przekładamy do niej masę, wyrównujemy wierzch i pieczemy około 75 minut w 180 stopniach.

Po lekkim przestudzeniu można posmarować ciasto polewą czekoladową. W tym celu czekoladę z mlekiem lub wodą topimy i mikrofali lub niewielkim rondelku. Gdyby masa była za gęsta, dodajemy odrobinę mleka lub wody. Polewą smarujemy wierzch ciasta. Dekorujemy wedle upodobań artystycznych 😉 Ja użyłam srebrnych perełek z cukru.

Dziś kolejny raz doceniłam dodatkowy walor wegańskich ciast – poza tym, że są niewątpliwie zdrowsze i „etycznie poprawne”, można wylizać miskę po surowej masie do czysta, albowiem od tofu nikt jeszcze nie dosał salmonelli 😀

Jeszcze raz życzę Wam miłych Świąt 🙂 Ciąg dalszy menu wielkanocnego nastąpi za parę dni 🙂

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Cross buns na Wielki Piątek

Zwykły wpis

Dziś Wielki Piątek – w Polsce katolicy poszczą, a w krajach anglosaskich jedzą takie oto bułeczki, nazywane cross bunsChoć teraz można je dostać w sklepach praktycznie przez cały rok, a już na pewno całą zimę i wiosnę, tradycyjnie jada się je właśnie w Wielki Piątek po nabożeństwie. Są bardzo aromatyczne, pełne korzennych przypraw, z rodzynkami lub suszonymi porzeczkami (które u nas praktycznie nie występują, natomiast np. w Anglii są bardzo popularne) i obowiązkowo z krzyżem z lukru na wierzchu.

Moja wariacja na ten temat nie do końca przypomina oryginał, jaki pamiętam z pobytu na stypendium w Oxfordzie 😉 Co nie znaczy, że nie są pyszne – mocno korzenne, niezbyt słodkie, miękkie, ale – jak zwykle u mnie – z mąki pełnoziarnistej, więc nie smakują, jak słodzone powietrze 😉 Aby dodać im jeszcze trochę charakteru, zrobiłam glazurę na bazie whisky, ale oczywiście można ją zastąpić wodą albo sokiem pomarańczowym. A wersja bez glazury i lukru świetnie się nadaje na superzdrowe śniadanie lub przekąskę, niekoniecznie wielkanocną 🙂

Bazowałam na tym przepisie, ale dodałam trochę od siebie 😉

Składniki (na 13 bułeczek)

  • opakowanie drożdży instant (7 g)
  • 1 i 2/3 szklanki ciepłego (ale nie gorącego) mleka roślinnego
  • pół szklanki cukru
  • 2 łyżki siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • 1 dojrzały banan
  • 3,5 – 4 szklanki mąki
  • opakowanie mielonego cynamonu
  • łyżka skórki pomarańczowej w proszku
  • łyżka skórki cytrynowej w proszku
  • płaska łyżka mielonej gałki muszkatałowej
  • łyżka mielonego kardamonu
  • duża garść rodzynek
  • opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej (100 g)

glazura

  • 1/4 szklanki whisky (lub soku pomarańczowego, lub wody)
  • 4 łyżki cukru
  • kilka kropli aromatu pomarańczowego

Dodatkowo

  • olej (1-2 łyżki) do wysmarowania miski i ciasta

Do robienia krzyżyków użyłam kupnego lukru, bodajże Dr Oetkera.

Przygotowanie

W dużej misce mieszamy mleko, cukier i drożdże i zostawiamy na ok. 10 minut, żeby drożdże zaczęły pracować. Siemię lniane mieszamy z wodą i też odstawiamy na kilka minut. Banana miksujemy lub dokładnie rozgniatamy widelcem. Wszystkie składniki, oprócz rodzynek i skórki pomarańczowej, umieszczamy w misce i zagniatamy ciasto. Wyrabiamy je przez kilka minut, aż przestanie się kleić (albo w każdym razie będzie się mniej kleić ;)) Ciasto powinno być luźne, ale na tyle gęste, żeby dało się z niego uformować jedną bryłę. Na koniec wyrabiania dodajemy kandyzowaną skórkę pomarańczową i rodzynki i wgniatamy je w ciasto. Kiedy ciasto jest wyrobione, przekładamy je do miski wysmarowanej olejem i samo ciasto też smarujemy olejem. Miskę przykrywamy folią spożywczą.

Teraz mamy dwie możliwości. Ja wstawiłam ciasto do lodówki na 24 godziny (mniej więcej). W tym czasie prawie podwoiło objętość. Potem uformowałam 13 bułeczek, ułożyłam je na blachach (przykrytych matami silikonowymi). Bułeczki spryskałam olejem w sprayu, ponownie przykryłam folią i zostawiłam do wyrośnięcia na prawie 2 godziny.

Druga opcja, jeśli nie chcecie trzymać ciasta tyle czasu w lodówce (lub po prostu macie czas, żeby cały proces przeprowadzić za jednym zamachem ;)), to pozostawienie ciasta w całości w ciepłym miejscu na ok. 1,5 godziny, a następnie podzielenie go na bułeczki i pozostawienie ich do wyrośnięcia na ok. 40 minut.

Bułeczki pieczemy ok 17-20 minut w 200 stopniach. W trakcie pieczenia przygotowujemy glazurę – cukier rozpuszczamy w alkoholu, wodzie lub soku. Dodajemy aromat pomarańczowy i całość doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy przez kilka minut na wolnym ogniu, często mieszając.

Po wyjęciu z piekarnika gorące bułeczki smarujemy glazurą. Czekamy ok. minutę. Czynność powtarzamy jeszcze dwukrotnie. Kiedy bułeczki przestygną, rysujemy na nich krzyżyki lukrem. Najlepsze oczywiście są świeżutkie, ale można je „odświeżyć”, podgrzewając chwilkę w mikrofali.

Smacznego 🙂

Przpis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną

Pasztet z fasoli z suszonymi pomidorami

Zwykły wpis

W ten weekend w mojej kuchni zaczęły się już przygotowania do Wielkanocy. Nie jesteśmy z mężem specjalnie religijni, ale święta co roku spędzamy z rodzinami, raczej tradycyjnie po polsku, czyli przy stole uginającym się od jedzenia 😉 Właśnie zdałam sobie sprawę, że to będzie już trzecia moja wegańska Wielkanoc. Chociaż mój sposób odżywiania przechodził i nadal przechodzi przez różne fazy, to tak się jakoś składało, że akurat na święta od trzech lat jem po wegańsku 🙂 Spotkania w większym gronie zawsze są dla mnie okazją do „zabłyśnięcia” jakimś ciekawym przepisem i uzmysłowienia ciociom, wujkom dziadkom i Bogu ducha winnym osobom postronnym, które się akurat napatoczą, że weganie (a tym bardziej wegetarianie) nie żywią się sałątą na zmianę z kiełkami 😉

Dzisiaj proponuję Wam pasztet, który był moim wegańskim debiutem na takim właśnie rodzinnym spotkaniu. Tak więc jest już sprawdzony, wiele osób go jadło, wszyscy przeżyli i nawet chwalili 😉 Prosty w przygotowaniu, raczej nie może się nie udać 😉 Pomysł znalazłam na blogu Smak Imprezy. Wprowadziłam niewielkie zmiany, które podaję w moim przepisie.

Składniki

  • 3 puszki białej fasoli (po 400g)*
  • słoik suszonych pomidorów w w oliwie (zapomniałam sprawdzić, jakiej dokładnie wielkości, ale ok 300 ml)
  • 2 słoiki koncentratu pomidorowego (po 300g); użyłam koncentratu z czosnkiem
  • 2 łyźki przyprawy suszone pomidory z bazylią i czosnkiem Kamisa, albo przyprawy do dań kuchni włoskiej
  • łyżka suszonego oregano
  • 4 ząbki czosnku
  •  1,5 łyżeczki soli (lub trochę więcej, do smaku)
  • ok. 0.5 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • 2 kajzerki **
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • opcjonalnie kilkanaście czarnych lub zielonych oliwek
  • olej i bułka tarta do formy

* fasola oczywiście nie musi być z puszki, można ugotować samemu. Nawet małam taki plan, dopóki torebka, o której byłam przekonana, że zawiera fasolę, nie okazała się pęczakiem 😉

** nie jestem na 100% pewna, czy kajzerki są wegańskie, ale myślę, że tak. Ewentualnie należy zamienić na wegańskie pieczywo w ilości odpowiadającej dwóm kajzerkom 😉

Przygotowanie

Pieczywo kroimy na nieduże kawałki i miksujemy w blenderze na okruszki. Przekładamy do miseczki. Fasolę odcedzamy i dokładnie płuczemy na sitku. Czosnek przeciskamy przez praskę. Wszystkie składniki oprócz bułek, siemienia lnianego i oliwek miksujemy w blenderze na w miarę jednolitą masę. Jeśli uchowa się kilka fasolek, to nie szkodzi 😉 Następnie w dużej misce mieszamy masę fasolowo-pomidorową z bułkami i siemieniem lnianym i ręcznie wyrabiamy ciasto. Próbujemy i doprawiamy do smakuw miarę potrzeby. Ewentualnie dodajemy oliwki i delikatnie mieszamy. Formę keksówkę smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Układamy w niej ciasto, wyrównujemy wierzch i pieczemy ok. 70 minut w 190 stopniach.

Po wystudzeniu można pasztet zamrozić (taki jest plan, bo wątpię, żeby przeżył tydzień w lodówce, a przetestowałam już, że mrożenie znosi dobrze). Jedyna jego wada, choć niewielka, to to, że jest raczej miękki i do pokrojenia w cienkie plasterki potrzebny jest naprawdę dobry nóż (którego nie posiadam ;)). W grubsze plasterki kroi się standardowym nożem (który posiadam ;)).

Przepis dodaję do akcji Wegetariańska Wielkanoc z Zieleniną