Category Archives: sosy i dipy

Salsa z mango

Zwykły wpis

Dziś mam dla Was pomysł na smaczny dodatek do dań inspirowanych kuchnią meksykańską. Słodko-pikantna salsa doskonale sprawdzi się z ryżem i np. czerwoną fasolą, pieczonym tofu, albo – dla wszystkożerców – grillowanym kurczakiem czy krewetkami. Połączenie jej z rybą przerasta moją wyobraźnię, ale wiem, że niektórzy tak jedzą, więc może warto spróbować 🙂 Wyraźnie czuć w niej owocowy posmak. Jest lekka i orzeźwiająca, w sam raz na zaczynający się sezon wiosenno-letniego grillowania 🙂

Składniki

  • dwie szalotki lub jedna nieduża cebula
  • łyżka oleju do smażenia
  • dwie papryki (u mnie czerwona i żółta)
  • jedno spore mango
  • jedna papryczka chili lub kilka plasterków marynowanego chili
  • 1 – 2 łyżki syropu z agawy lub miodu, ew. łyżka cukru
  • sok z jednej limonki (albo połowy cytryny)
  • nieduży kawałek świeżego imbiru (albo szczypta imbiru w proszku)
  • szczypta kminku
  • ok 2 łyżki świeżej posiekanej kolendry
  • opcjonalnie kilka gałązek świeżej mięty
  • sól do smaku

Przygotowanie

Na patelni rozgrzewamy olej. Szalotki drobno siekamy i smażymy na średnim ogniu, aż zmiękną. Paprykę i mango kroimy w drobną kostkę (mango oczywiście wcześniej obieramy). Imbir trzemy na drobnej tarce. Papryczkę chili drobniutko siekamy. Wszystkie składniki oprócz kolendry i mięty wrzucamy na patelnię i dusimy jakieś 8 – 10 minut, mieszając od czasu do czasu. Papryka i mango powinny trochę zmięknąć, ale nie rozpaść się na papkę. Zdejmujemy patelnię z palnika, wrzucamy posiekane zioła i mieszamy. Ewentualnie doprawiamy do smaku.

Pesto z pieczonych buraków z orzechami włoskimi

Zwykły wpis

Kiedy czytałam wprowadzenie do durszlakowej akcji Pesto, pesto, mignęło mi, że autorka jadła pesto z pieczonych braków. Pomysł utkwił mi w pamięci i po kilku dniach postanowiłam wcielić go w życie. Bardzo lubię pieczone buraki i zastanawiałam się, co by do nich dorzucić, żeby wydobyć ich naturalną słodycz i uzyskać fajny efekt. Jak dla mnie, pesto musi zawierać czosnek i sok z cytryny, więc te składniki były obowiązkowe. Dodałam też prażone orzechy włoskie i trochę sproszkowanej skórki z cytrusów. Ale nie mogłam do końca „złapać” smaku, dopóki całości nie dopełnił olej z pestek dyni. Jego dosyć intensywny aromat świetnie skomponował się z pozostałymi składnikami i „zrobił” pesto 😉

Składniki

  • 4 nieduże buraki
  • mała główka czosnku
  • sok z połowy sporej cytryny
  • ok. 2/3 szklanki orzechów włoskich
  • łyżeczka skórki cytrynowej w proszku
  • 2 łyżeczki skórki pomarańczowej w proszku
  • 1,5 – 2 łyżki oleju z pestek dyni
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie

Buraki i czosnek należy upiec – można to zrobić dzień wcześniej. Buraki zawijamy w folię aluminową (bez obierania) i pieczemy ok. godziny w 180 stopniach. Z główki czosnku odcinamy z jednej strony końcówkę. Miejsce odcięcia smarujemy olejem. Całą główkę zawijamy w folię i pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach. Oczywiście buraki i czosnek można piec razem. Ilustrowaną instrukcję pieczenia czosnku znajdziecie tutaj.

Orzechy włoskie prażymy przez kilka minut na suchej patleni, od czasu do czasu mieszając. Kiedy zaczną intensywnie pachnieć, zdejmujemy je z ognia i rozdrabniamy w blenderze (nie całkiem na proszek ;)). Buraki obieramy ze skórki. Do blendera (po wyjęciu orzechów) wkładamy pokrojone na nieduże kawałki buraki. Wyciskamy zawartość główki czosnku (która w tym momencie powinna mieć konsystencję miękkiego masła), dodajemy olej i przyprawy i miksujemy do momentu, kiedy składniki są już dokładnie rozdorbnione, ale nie mają całkiem kremowej konsystencji. Dodajemy orzechy i miksujemy jeszcze przez moment do połączenia.

Przechowujemy w lodówce. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Pesto, pesto

Muhammara

Zwykły wpis

Ostatnimi czasy w mojej kuchni cudownemu rozmnożeniu uległa papryka 😉 Rozmnożenie troche wymknęło sie spod kontroli i wczoraj, kiedy wreszcie postanowiłam ogarnąć temat papryki, znalazłam w sumie pięć sztuk, z czego cztery nie pierwszej świeżości… Potrzebowałam przepisu, który pozwoliłby wykorzystać lekko „przechodzone” warzywa, a jednocześnie był szybki i niezbyt pracochłonny.

Z pomocą przyszedł mi blog Eat, Spin, Run, Repeat, którego autorka przez dłuższy czas mieszkała w Bahrajnie i zamieszcza od czasu do czasu ciekawe przepisy rodem z kuchni arabskiej. Tam własnie znalazłam pomysł na tę pastę-dip opartą na pieczonej papryce, z dodatkiem orzechów, kminku i czosnku.

Uwielbiam połączenie kminku z czosnkiem.To jedna z  kombinacji smakowych, które poznałam i polubiłam w toku moich eksperymentów z dietą wegetariańsko-wegańską. I zastanawiam się, jak mogłam przeżyć tyle lat w nieświadomości 😉 Muhammara jest naprawdę ciekawa, bardzo bogata w smaku – pikantna dzięki dodatkowi ostrej papryki, mocno czosnkowa, z lekką słodyczą melasy i pieczonych słodkich papryk… Trudna do opisania, warta wypróbowania 😉

Składniki (na jakieś 2 szklanki pasty)

  • 4 papryki (u mnie żółte i czerwone)
  • 2 kromki chleba (użyłam razowego, jeśli macie jakieś resztki umiarkowanie świeżego pieczywa, ten przepis może dać im drugie życie ;))
  • ok. 2/3 szklanki orzechów włoskich
  • 3 ząbki czosnku (wychodzi mocno czosnkowa, można dać mniej)
  • łyżeczka mielonego kminku
  • łyżka oliwy do smażenia
  • sok z połowy cytryny
  • łyżka melasy (lub syropu klonowego)
  • parę kropli octu winnego lub balsamicznego
  • sól do smaku
  • chili w proszku również do smaku

Przygotowanie

Papryki należy najpierw upiec. W tym celu przekrajamy je wzdłuż na pół, wyjmujemy nasiona i układamy skórką do góry na blasze przykrytej folią aluminiową (folia przyda sie później). Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez ok. 15 minut, aż skórki miejscami zrobią się czarne. Wyjmujemy, zawijamy w folię i zostawiamy na 15-20 minut. Po tym czasie powinno sie dać bez problemu zdjąć skórki.

Orzechy prażymy przez ok. 5 minut na suchej patelni, od czasu do czasu potrząsając patelnią lub mieszając, aby się nie przypaliły. Następnie rozgrzewamy oliwę (może być na tej samej patelni, ale po zdjęciu z niej orzechów ;)) i przez ok. 2-3 minuty smażymy przeciśnięty przez praskę czosnek i kminek, często mieszając, bo czosnek łatwo się przypala.

Wszystkie składniki przekładamy do blendera (chleb kroimy lub łamiemy na trochę mniejsze kawałki) i miksujemy na pastę. Może być całkiem jednolita lub z drobinkami orzechów i chleba, zależnie od Waszych upodobań. Jeśli mieszanina będzie za gęsta (prawdopodobnie będzie), dodajemy kilka łyżek wody. Doprawiamy do smaku solą i chili.

Muhammarę można podać jako dip do warzyw czy krakersów. Dobrze sprawdzi się też w roli gęstego sosu do makaronu, czy jako składnik sałatek.

Wpis dodaję do akcji Ekonomia Gastronomia

Uważam, że takie akcje są naprawde potrzebne. Sama przyznaję się bez bicia, że zdarza mi się wyrzucać jedzenie. Głównie dlatego, że kupuję zbyt dużo produktów, bez konkretnego planu ich wykorzystania. Niektóre potem leżakują w lodówce, aż zupełnie przestaną się nadawać do jakiegokolwiek wykorzystania… Dlatego uważam, że najważniejszą zasadą ekonomii-gastronomii jest planowanie posiłków i kupowanie składników pod kątem tego, co zamierzamy przygotować, a nie zakupy „na winie”, czyli co się nawinie, to do koszyka 😉 Pisząc to, musze sama uderzyć się w pierś i posypać głowe popiołem, bo planowanie jadłospisu z wyprzedzeniem to coś, co średnio mi wychodzi…

Postaram sie jednak bardziej do tego przykładać i chodzić na zakupy z gotową listą, żeby uniknąć „cudownego rozmnożenia” papryki, nagłej konieczności pieczenia szarlotki, bo jabłka umierają powolną śmiercią, albo odkrycia, że wbrew temu co myślałam, mam w zamrażalniku już 3 paczki groszku i kolejna wcale nie była potrzebna 😉

Myślę, że warta zastosowania jest też rada, której zwykle udziela sie osobom chcącym schudnąć – nie chodźmy na zakupy z pustym żołądkiem. Wtedy wszystko wydaje się niezbędne, bo po głowie chodzą tysiące pomysłów na pyszny obiad. A po wszystkim okazuje się, że zamiast jedzenia dla dwóch osób na trzy dni, mamy zapasy dla pułku wojska na miesiąc 😉

Mam tez nadzieję, że dzięki tej akcji odkryję nowe metody na uratowanie produktów, które „dziwnym sposobem” znalazły sie w mojej lodówce.

Tajski wrap z sosem kolendrowym

Zwykły wpis

Dzisiaj miałam ochotę na lekką kolację. Lekką i – co może nawet ważniejsze – szybką, albowiem ostatnio jestem zarobiona zdecydowanie ponad normę 😦 Wyczarowałam więc taki oto wrap inspirowany kuchnią azjatycką (z meksykańskim akcentem w postaci tortilli ;)). Pełen świeżych warzyw, gotowy w 5 minut bez włączania żadnych urządzeń grzewczych. Smaczny. Ale gwiazdą wieczoru był sos, który wzniósł wrapa na zupełnie nowy poziom abstrakcji i sprawił, że nie był smaczny, a zaje***, yyy… znaczy przepyszny 😉

Sos musiał spełniać kilka wymagań: być intensywny w smaku, budzić skojarzenia dalekowschodnie, najlepiej być gęsty jak majonez, ale nietłusty. Celem uzyskania skojarzeń azjatyckich, kupiłam po drodze do domu kolendrę, co wcale niezbyt proste i to nie dlatego, że nie mogłam dostać kolendry. W moim warzywniaku jest wszystko – z wyjątkiem terminala do kart 😉 Musiałam więc wywrócić portfel i kieszenie na lewą stronę oraz pogrzebać na dnie torebki i za ostatnie grosze nabyłam kolendrę, pod cokolwiek dziwnym spojrzeniem pani sprzedającej 😉 Idąc do domu ze zdobyczną roślinką, zastanawiałam się, jak by to zrobić majonez bez majonezu i najlepiej bez oleju i bez orzechów, bo ostatnio moja dieta  trochę za bardzo obfitowała w tłuszcze (co prawda nienasycone, zdrowe i w ogóle same najlepsze, ale jednak tłuszcze ;)).

Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Tofu, a dokładnie tofu jedwabiste (silken tofu). Jakiś czas temu nabyłam opakowanie tego rarytasu, leżało w lodówce i czekało na swoje 5 minut. Dziś miało swój wielki moment, a ja zastanawiam się, jak mogłam nie wpaść na to wcześniej 🙂 Przewiduję w najbliższej przyszłości duuużo sałatek z sosami „majonezowymi”.

Wiem, że silken tofu trudno jest dostać, ale myślę, że sos uda się również z tofu naturalnym – trzeba tylko dodać parę łyżek niesłodzonego mleka sojowego lub wody.

Ufff, po tym zdecydowanie przydługim wstępie przejdźmy do rzeczy

Składniki (na 2 wrapy z sosem – drugi na jutro na lunch :))

  • dwie tortille
  • łodyga jednego brokuła (łodyga, czyli to co zostaje po odcięciu różyczek. do niedawna nie wiedziałam nawet, że to można jeść, a okazuje się, że nie tylko można, ale jest bardzo smaczne i szczególnie dobrze się sprawdza na surowo we wszelkiego rodzaju sałatkach)
  • jedna średnia marchewka
  • kilka cienkich plasterków jabłka
  • duża garść kiełków soi albo fasoli mung
  • kilka orzeszków ziemnych (opcjonalnie)

gwóźdź programu, czyli sos

  • ok 180g silken tofu (albo kostka zwykłego tofu i trochę płynu)
  • jeden krzaczek kolendry
  • sok z 1 – 1.5 limonki
  • 2 – 3 łyżki sosu sojowego
  • 1.5 – 2 łyżki syropu z agawy
  • szczypta czosnku w proszku
  • ok.pół łyżeczki imbiru w proszku
  • parę kropel oleju sezamowego (opcjonalnie)
  • szczypta chili do smaku (opcjonalnie, jeśli lubicie pikantne potrawy)
  • ewentualnie sól do smaku

Przygotowanie

Marchewkę obieramy i wraz z brokułem trzemy na tarce jarzynowej. Wszystkie składniki sosu miksujemy i ewentualnie doprawiamy do smaku. Warzywa mieszamy w miseczce z kiełkami i dzielimy na dwie porcje. Do każdej porcji dodajemy ok 3 łyżki sosu i mieszamy. Na każdej tortilli układamy kilka kawałków jabłka, warzywa z sosem i ewentualnie kilka orzeszków. Zwijamy, przekrajamy na dwie części (albo i nie ;)) i jemy z pozostałym sosem.

Uwaga: można oczywiście użyć też innych warzyw (np. paprkyki, dymki, ogórka itp.). Można do środka włożyć też trochę tofu w charakterze nadzienia. Może dodać makaron sojowy, jak do sajgonek albo posztkowaną kapustę pekińską. Może pędy bambusa byłyby dobre? I tak najważniejszy jest sos 🙂 Który, nota bene, z na pewno będzie świetnie pasował do jakiejkowliek sałatki z nutami azjatyckimi 🙂

Dip z suszonych pomidorów

Zwykły wpis

Kolejny dip/pasta do warzyw czy krakersów. Przygotowałam go na imprezę sylwetrową, ale zrobiłam jak zwykle za dużo, więc został już przetestowany w roli sosu do makaronu, smarowidła do kanapek i (po lekkim rozcieńczeniu) jako sos do pizzy. We wszystkich zastosowaniach sprawdził się przyzwoicie, zwłaszcza z makaronem – smakował podobnie do czerwonego pesto 🙂 Inspirowałam się przepisem z książki „Veganomicon” (Sun-dried tomato dip, str. 64) ale szczerze mówiąc, oryginalny przepis wyszedł zupełnie bez szału, więc trochę go podrasowałam po swojemu 🙂

Składniki

  • opakowanie płatków migdałowych (70g)
  • puszka białej fasoli (400g)
  • ok 1,5 szklanki suszonych pomidorów (suchych, nie z oliwy)
  • ok. 2 łyżeczki przyprawy do kuchni włoskiej (można zastąpić miezanką bazylii, oregano i granulowanego czosnku)
  • szczypta czosnku w proszku
  • sok z 1 cytryny
  • łyżka syropu z agawy
  • 4 czubate łyżeczki płatków drożdżowych
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie

Suszone pomidory zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na około 15 minut. W międzyczasie płatki migdałowe miksujemy w blenderze na proszek. Fasolę odsączamy z zalewy i płuczemy na sitku. Pomidory odcedzamy, ale nie wylewamy wody, w której się moczyły, do zlewu, tylko zachowujemy na później. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera. Na początek dolewamy ok 1/4 szklanki wody z moczenia pomidorów i miksujemy na jednolitą (w miarę) masę. Jeśli jest za gęsta, a prawdopodobnie będzie, można dolewać po trochu wody i miksować do uzyskania pożądanej konsystencji. Ewentualnie doprawić do smaku. Najlepiej smakuje po kilku godzinach, kiedy smaki dobrze się przegryzą.

Wpis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe. Idealna akcja dla mnie – odkąd przestałam jeść mięso, nie wyobrażam sobie właściwie dnia bez warzyw strączkowych 🙂

Odchudzone guacamole

Zwykły wpis

Kiedy daaaawno temu pierwszy raz spróbowałam awokado, uznałam, że to jakieś paskudztwo bez smaku, w dodatku tłuste 😛 Potem prez długi czas omijałam je szerokim łukiem. Dopiero jako dorosła osoba, dostałam kiedyś w restauracji guacamole i uznałam, że nawet da się to zjeść 😉 Potem czasem jadłam awokado w restauracjach jako składnik sałatek czy właśnie w guacamole, ale nigdy sama nie wykorzystywałam go w kuchni. Dopiero kiedy zaczęłam eksperymentować z wegetarianizmem a potem z weganizmem, znalazłam w sieci mnóstwo przepisów z udziałem tego owocu (owocu? hmmm, jakoś ciężko mi uznać awokado za owoc, no ale cóż… ;)). Okazało się, że można z niego robić nie tylko guacamole i inne pasty do kanapek czy dipy, ale też wegańskie lody , krem do ciasta, a nawet sos do makaronu.

Właśnie mi przyszło do głowy, że awokado jest trochę jak tofu 😉 Kiedy człowiek pierwszy raz spróbuje w wersji „solo”, to raczej marne szanse, żeby posmakowało. Ale jedno i drugie jest bardzo uniwersalne i można zrobić z nich właściwie wszystko, od sałatki przez smarowidło do chleba i ciasta, kończąc na koktailach owocowych. I w każdej z tych wersji jest pyszne. A w miarę jak delikwent coraz bardziej „dziwaczeje” pod względem kulinarnym, nawet samo zaczyna smakować całkiem nieźle 😉

Dziś mam dla Was trochę „odchudzoną” wersję guacamole. Dodatek zielonego groszku powoduje, że pasta jest mniej tłusta, zawiera trochę białka, a poza tym, co niektórych może najbardziej zainteresować, bardzo długo utrzymuje piękny zielony kolor. Zabrałam to guacamole na imprezę sylwestrową, stało na stole od wieczora do szóstej rano i wyglądało cały czas tak samo, tzn. nieźle jak na zieloną papkę 😉 Przyznaję, że sama tego nie wymyśliłam, widziałam podobne przepisy na wielu blogach.

Składniki

  • 1 dojrzałe awokado (w sklepach zazwyczaj są niedojrzałe i twarde, należy kupić je parę dni wcześniej i musi poleżakować w temperaturze pokojowej. Dojrzałe jest na tyle miękkie, że można zrobić w nim dołeczek, naciskając palcem)
  • szklanka mrożonego zielonego groszku
  • sok z 1-1,5 limonki
  • 4 łyżeczki płatków drożdżowych (opcjonalnie, ale jeżeli macie to zdecydowanie polecam)
  • pół łyżeczki mielonego kminku
  • szczypta czosnku w proszku
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie

Groszek rozmrozić. Wszystko zmiksować. Gotowe 🙂 Do gotowej pasty można wmieszać pokrojonego w drobną kostkę pomidora, posiekaną cebulkę lub posypać świeżą kolendrą (albo wszystko na raz ;))Podawać z chipsami albo pokrojonymi w słupki warzywami do maczania, albo jako dodatek do dań meksykańskich.

Jeszcze ciekawostka: wyczytałam niedawno, że awokado można zamrażać. Należy je obrać, wyjąć pestkę, a miąższ rozgnieść wideldem lub zmiksować, dodając łyżeczkę soku z cytryny, Następnie włożyć w torebkę w taki sposób, żeby dostało się do środka jak najmniej powietrza. Zaleca się odmrażać powoli, w lodówce przez całą noc, ale niżej podpisana testowała, że równie dobrze działa opcja „ekspresowe rozmrażanie” w mikrofali – nie było strat w walorach smakowych 😉

Wpis dodaję do dwóch akcji: Warzywa Strączkowe i Bądź Fit na Wiosnę (bo w końcu to wersja light ;))

Kremowe „pesto” z fasoli i prosta sałatka na lunch

Zwykły wpis

Bardzo lubię smak pesto. Mniej lubię to, że jego głównym składnikiem jest oliwa. Ja wiem, że dobre tłuszcze, witaminy itp. itd. Ale osobiście, jak jem np. makaron albo sałatkę z pesto, nie żałuję sobie sosu. Żałuję natomiast, kiedy pomyślę, że właśnie zjadłam np. 1/3 szklanki oliwy, czyli plus/minus (raczej plus ;)) 600 kcal samego sosu, a do tego jeszcze makaron. Nie jestem fanatyczką diet, która liczy kalorie w każdym kęsie i odlicza ziarenka ryżu, ale jednak zwracam uwagę na to co i ile jem. I owszem, czasem zjem bombę kaloryczną, ale staram się nie robić tego codziennie 😉

A ten sos, znaleziony na blogu Oh She Glows, to pesto, które można jeść codziennie, a nawet dwa razy dziennie, dopóki Wam się nie znudzi i nie mieć żadnych wyrzutów sumienia 🙂

Składniki

  • Szklanka ciasno upakowanych liści bazylii (u mnie to były prawie 3 krzaczki)
  • Puszka białej fasoli
  • 1 duży lyb 2 mniejsze ząbki czosnku
  • Sok z połowy cytryny
  • Sól do smaku

Przygotowanie

Czosnek przecisnąć przez praskę albo posiekać, fasolę odsączyć, wszystko zmiksować. Gotowe 🙂

Sos jest mocno czosnkowy, dosyć gęsty, więc nadaje się jako pasta do kanapek. Świetny jest też do makaronu (jak to pesto ;)). Można np. ugotować porcję pełnoziarnistego makaronu, odcedzić i wrzucić z powrotem do gorącego garnka. Do tego dodać dwie kopiaste łyżki sosu (ok. pół szklanki), wymieszać i dorzucić kilka pomidorków koktailowych przekrojonych na połówki. I mamy szybki, zdrowy, kolorowy obiad.