Category Archives: przekąski

Ciasteczka owsiane

Zwykły wpis

Zrobiłam dziś domowe ciasteczka owsiane 🙂 Wyszły bardzo smaczne, pełne rodzynek i pestek. Nadają się na deser, słodką przekąskę albo nawet na śniadanie. Inspirowałam się przepisem z bloga Smak Imprezy. Moje ciasteczka są miękkie, jeśli wolicie bardziej chrupiące, trzeba piec je pewnie jakieś 10 minut dłużej.

Składmiki (na ok. 20 dużych ciastek)

  • 3 i 2/3 szklanki płatków owsianych
  • Puszka (400 ml) pełnotłustego mleka kokosowego
  • pół szklanki mleka sojowego (albo innego, wedle uznania)
  • 1/3 szklanki nasion chia lub siemienia lnianego
  • 1 szklanka mąki (użyłam orkiszowej razowej)
  • 2/3 szklanki rodzynek
  • 1/3 szklanki pestek słonecznika
  • pół szklanki pestek dyni
  • dwie duże szczypty soli
  • 2 łyżki miodu lub innego słodu
  • 2 łyżki przyprawy do piernika (lub mieszanki mielonego cynamonu, imbiru, kardamonu i goździków)

Przygotowanie

Mleko kokosowe i sojowe podgrzewamy w garnku (nie musi się zagotować, ale powinno być gorące. Dodajemy płatki i nasiona chia lub siemię lniane. Zostawiamy na jakieś 30 minut, aby płatki dobrze nasiąkły. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Z masy formujemy spore kulki (jak na małe kotlecii) i układamy je na blasze przykrytej pergaminem lub matą silikonową> Rozpłaszczamy lekko dłonią i pieczemy przez 35-40 minut.

Smacznego

Fruit leather – owocowe dziwactwo ;-)

Zwykły wpis

Ciekawy, arcyprosty przepis znaleziony – jakże by inaczej – na blogach zza oceanu. Fruit leather, czyli owocowa skórka to nic innego jak suszone zmiksowane owoce (tzn. najpierw zmiksowane, a potem suszone, a nie odwrotnie – to kluczowa różnica ;)).

Sprawdzą się tutaj w zasadzie dowolne owoce, które nie są bardzo wodniste, czyli odpada np. arbuz i pewnie melon. Cytrusy też nie są dobrym pomysłem, ze względu na włóknistą budowę owoców. Ale poza tym, można tę przekąskę zrobić z czego dusza zapragnie. Jeśli chcecie, można dodać cukru albo przypraw w rodzaju cynamonu czy walnilii. Myślę, że to fajny pomysł na „przemycenie” owoców do diety dzieci, jeśli nie chcą ich jeść w normalnej postaci.

Ja zrobiłam na próbę skórke wiśniowo-bananową. W smaku kojarzy mi się z bobofrutem 😉 Fajnie się żuje, trochę jak guma rozpuszczalna. Nie wydaje mi się, żebym robiła ją często, bo jednak wolę świeże owoce, ale jest to zdecydowanie śmieszna propozycja, która może się sprawdzić na imprezach, czy np jako dekoracja do ciasta, albo, jak już wspomniałam, do przemycenia witamin niejadkowi

Składniki

  • Dowolne owoce (u mnie 1 banan i około szklanki świeżych wiśni)
  • Opcjonalne dodatki: cukier, cynamon, wanilia, skórka pomarańczowa, kakao itp.

Przygotowanie

Owoce obieramy i miksujemy razem z dodatkami do uzyskania jednolitej konsystencji. Koktail owocowy rozprowadzamy na blasze do pieczenia przykrytej pergaminem lub matą silikonową (koniecznie, inaczej wątpię, żeby się odkleiło od blachy). Warstwa owoców powinna mieć jakieś 3 mm grubości.

Pieczemy (suszymy? bo w sumie trudno to nazwać pieczeniem…) ok. 2,5 godziny w piekarniku nagrzanym do 80 stopni. Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami dehydratora i niezgłębionych pokładów cierpliwości, można suszyć owoce w temperaturze ok. 40 stopni przez 6-8 godzin. Wtedy efekt końcowy będzie spełniał wymogi diety RAW. Gotowa skórka powinna w miarę bezproblemowo odkleić się od maty czy pergaminu. Po wystudzeniu tniemy ją na paski kilkucentymetrowej szerokości i każdy pasek zwijamy w rulonik razem z podobnej szerokości paskiem pergaminu (żeby potem łatwiej było rozwinąć).

W sumie nie wiem, czy trzeba ją przechowywać w lodówce, ale na wszelki wypadek tak zrobiłam. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji W wiśniowym sadzie

Sezamki najprostsze jak się da

Zwykły wpis

Naprawdę, prościej się nie da 😉 Te sezamki mają aż dwa składniki. A smakują według mnie lepiej niż sklepowe 🙂 Małżonek, który ogólnie ze słodyczy najbardziej lubi kiełbasę i kiszone ogórki, też powiedział, że dobre, co poczytuję sobie za wielki komplement 🙂

Składniki

  • 300 g ziaren sezamu (jedna torebka)
  • 4 łyżki miodu (można użyć innego wegańskiego słodu, ale najlepiej trochę gęstszego o konsystencji zbliżonej do miodu, np. syropu daktylowego)

Przygotowanie

Sezam prażymy kilka minut na suchej patelni, często mieszając. Powinien zacząć intensywnie pachnieć i lekko się zrumienić. Miód podgrzewamy w małym garnuszku, aż stanie się płynny. Sezam przesypujemy do miski, wlewamy miód i szybko ale dokładnie mieszamy. Następnie przekładamy mniej więcej po łyżce stołowej masy na blachę do pieczenia wyłożoną pergaminem albo matą silikonową i formujemy ciasteczka. Najlepiej robić to mokrymi albo natłuszcoznymi rękami, bo sezam z miodem bardzo się klei.

Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni. Po wyjęciu koniecznie zostawiamy do ostygnięcia przed zdjęciem z blachy (gorące ciasteczka są zupełnie miękkie, ale kiedy ostygną, zrobią się chrupiące i bez problemu będzie można je zdjąć z blachy). Smacznego 🙂

Pikantne muffinki brokułowe z kurczakiem i serem

Zwykły wpis

Czasem w kuchni jest tak, że coś, co zapowiada się jako totalna porażka, okazuje się być sukcesem i wchodzi na stałe do menu. Tak było w przypadku tych muffinek. Jakiś czas temu, jescze przed całą „akcją wegetariańską”, miałam zamiar ugotować na obiad kurczaka z warzywami w sosie z sera pleśniowego. Postanowiłam wykazać się własną inwencją, nie korzystać z żadnych przepisów, tylko zrobić „coś na oko”, a ponieważ moje doświadczenie i wyczucie kuchenne było wtedy bez porównania mniejsze niż teraz, to oczywiście z dobranych przeze mnie na oko proporcji nic sensownego nie wyszło 😉 Ser nie chciał się ładnie rozpuścić, jakieś warzywa, które dodałam, w trakcie gotowania puściłytyle wody, że w efekcie miałam coś na kształt zupy z kurczakiem i serowymi kluskami. Dodam, że mało apetycznej zupy 😉 Lekko podłamana stanęłam na garnkiem i mówię do męża: „No i co ja mam z tym teraz zrobić???”. A on na to, w ramach lekkiej złościwości: „Bo ja wiem… może zmiksować? ;)”

Z początku pomysł wydał mi się niedorzeczny, ale po chwili pomyślałam, że w sumie nie mam nic do stracenia 😉 Po odlaniu nadmiaru wody zmiksowałam mięso, warzywa i ser, dodałam jajko, żeby wszystko się jakoś razem trzymało i zapiekłam w formie do tarty. Efekt był fantastyczny 🙂 Od tego czasu robię co jakiś czas taką właśnie zapiekankę. Dzisiaj zabrałam się za szykowanie wersji z brokułami i wędzonym kurczakiem. Okazało się jednak, że masy jest zdecydowanie za mało na moją formę do tarty, więc sytuację uratowały foremki do muffinek 🙂

Składniki (na 8 muffinek)

  • 1 średni brokuł
  • ok. 200 g wędzonego filetu z kurczaka
  • ok. 100 g sera o wyrazistym smaku – u mnie mieszanina parmezanu i gruyere, bo akurat takie skrawki miałam w lodówce, myślę, że dobrze się sprawdzi również ser pleśniowy albo feta
  • 2 jajka
  • szczypta czonsku w proszku
  • duża szczypta chilli (albo trochę mniejsza, wedle upodobania ;))
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • 2 łyżki pestek dyni

Przygotowanie

Brokuła dzielimy na różyczki i gotujemy w osolonej wodzie ok. 10 minut. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Kurczaka i brokuła mielimy lub miksujemy w blenderze. Ser trzemy na drobnej tarce. W misce mieszamy kurczaka, brokuła, jajka i ok. 2/3 sera. Doprawiamy do smaku czosnkiem i chilli. Dodajemy pestki z dyni i słonecznika i mieszamy. Masę wkładamy do foremek na muffinki i posypujemy każdą szczyptą pozostałego sera. Pieczemy 25 minut w 180 stopniach.

Myślę, że bardzo dobrze będzie do nich pasował smak pomidorów – w formie sałatki, salsy (na zdjęciach moja domowej roboty) czy sosu pomidorowego. Smacznego 🙂

Jak pewnie zauważyliście, zmieniłam tytul bloga, tak żeby nie było żadnych nieporozumień co do rodzaju przpeisów, jakie można będzie tu znaleźć. A będą przepisy wszelkiego rodzaju – wegetariańskie i nie. Może też pojawią się posty mniej kulinarne a bardziej życiowe – zobaczymy 🙂

Niezdecydowana marchewkowa krajanka owsiana z curry ;-)

Zwykły wpis

Niezdecydowana, bo nadal nie jestem pewna, czy jest bardziej słodka, czy bardziej pikantna, ale chyba jednak to drugie 🙂 W założeniu miała być zupełnie bez dodatków słodzących, ale nie mogłam „trafić” w smak i wyszło jak wyszło – chyba nie najgorzej. Dzielni testerzy moich kuchennych rewolucji dostaną swój przydział w poniedziałek i złożą raporty 😉

Myślę, że w tego typu wypiekach dobrze się sprawdzą różne kombinacje dodatków i przypraw od słodkich do zdecydowanie wytrawnych. Najważniejsze jest stworzenie bazy takiej, żeby po upieczeniu krajanka z jednej strony się nie kruszyła, z drugiej nie był za miękka, a z trzeciej nie groziła uszkodzeniem uzębienia 😉 Pod tym względem odniosłam pełen sukces, a nie była to pierwsza próba. Pierwsza zakończyła się blachą pełną całkiem smacznych okruchów 😉 Tym razem uzyskałam twardszy wierzch i spód z nieco miększym środkiem, a całość pełna chrupiących pestek z ziaren. Absolutnie bezproblemowo się kroi, nawet jeszcze ciepła.

No to się pochwaliłam 🙂 Spróbujcie i sami oceńcie 🙂

Składniki

  • 2 szklanki płatków owsianych (albo innych, u mnie mix pięciu zbóż)
  • pół szklanki mąki pełnoziarnistej
  • ok. 2/3 szklanki mąki z cieciorki
  • 2 czubate łyżeczki siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • 2 średnie marchewki
  • 3 – 4 czubate łyżki tahini lub masła orzechowego
  • prawie pełna szklanka pestek słonecznika
  • 200 g pestek dyni
  • pół szklanki nasion sezamu
  • pół szklanki nasion siemienia lnianego
  • 3 – 4 łyżki syropu z agawy
  • 1 – 2 łyżki sosu sojowego
  • ok. pół łyżeczki soli
  • 1 -1.5 łyżki curry
  • 1 – 1.5 łyżki musztardy
  • łyżka kardamonu
  • łyżka cynamonu
  • łyżeczka gałki muszkatałowej
  • szczypta pieprzu
  • sok z 1 cytryny
  • olej do wysmarowania formy

Przygotowanie

Siemię lniane rozprowadzamy w ciepłej wodzie, mieszamy i odstawiamy na kilka minut. Marchewkę trzemy na drobnej tarce. Wszystkie składniki z wyjątkiem oleju mieszamy w dużej misce. Wyrabiamy masę rękami – będzie bardzo gęsta i trochę lepka, powinna bez problemu dać się uformować w jedną bryłę. Gdyby była za sucha, dolewamy kilka łyżek wody (ale ostrożnie, po łyżeczce, bo z doświadczenia wiem, że przy tego typu przepisach wystarczy 2 krople wody za dużo i zamiast krajanki wyjdzie owsianka ;)).

Naczynie do zapiekania smarujemy olejem i wkładamy masę. Wyrównujemy wierzch, mocno ugniatając i pieczemy 35 – 40 minut w 180 stopniach. Studzimy i kroimy na porcje – u mnie wyszło kilkanaście kwadracików, nie pamiętam już dokładnie ile, bo część została zjedzona na miejscu 😉

 

Snack time, czyli pikantne chrupadło do zastosowań wszelakich :-)

Zwykły wpis

Dziś miał być przepis na pancakes z okazji Waniliowego Weekendu. Niestety, moja wizja przegrała w konfrontacji z rzeczywistością 😉 Po raz kolejny przekonałam się, że bezglutenowe pieczenie to wyższa szkoła jazdy – o ile to, co wyszło mi w efekcie końcowym (a czego nie można określić mianem pancakes ;)), było całkiem smaczne, to ze względów estetycznych absolutnie nie nadawało się dla publiczności większej niż jednoosobowa 😉

W związku z tym mam dla Was przepis na… hmmm… w zasadzie to pikantna wersja granoli. Mieszanka ziaren, pestek, orzechów, z dodatkiem pieczonej cieciorki. Doprawiona na ostro a’la gyros 😉 Smaczna. Do podjadania przed TV – na pewno zdrowsza niż chipsy. Do posypania sałatki zmaiast grzanek. Do zupy zamiast groszku ptysiowego. Do zastosowań wszelakich 😉

Składniki

suche

  • Szklanka płatków owsianych
  • Szklanka ziaren gryki (kasza gryczana niepalona)
  • garść pestek dyni
  • garść pestek słonecznika
  • garść migdałów
  • 2 garści orzeszków ziemnych
  • puszka (400g) cieciorki, dobrze odsączonej, można nawet osuszyć ją papierowym ręcznikiem

sos

  • 3 łyżki tahini
  • sok z jednej cytryny
  • 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • 2 szczypty soli
  • 2 łyżeczki przyprawy do gyrosa
  • ok. 1/4 szklanki wody
  • pieprz do smaku
  • ew. chilli do smaku

dodatkowo

  • łyżeczka przyprawy do gyrosa
  • łyżeczka grubej soli (opcjonalnie)
  • ew. olej do wysmarowania blachy

Przygotowanie

Suche składniki mieszamy w misce. Skłaniki sosu miksujemy. Dolawamy do suchych i dokładnie mieszamy. Wykładamy na natłuszczoną lub przykrytą matą silikonową blachę. Pieczemy ok. 40 minut w 170 stopniach. W połowie pieczenia mieszamy, aby wszystko równo się zrumieniło. Po wyjęciu i przestudzeniu posypujemy dodatkową łyżeczką przyprawy do gyrosa i solą i mieszamy.

Myślę, że ze względu na dodatek cieciorki lepiej przechowywać w lodówce (oczywiście w zamkniętym pojemniku).

„Mieszanka studencka” z nutą japońską :-)

Zwykły wpis

Po tajskich burgerach, pozostając w kręgu Dalekiego Wschodu, proponuję Wam śmieszną przekąskę, a właściwie coś do chrupania przy oglądaniu TV (albo czytaniu blogów kulinarnych, bo wtedy człowiek robi się głodny ;)). Stąd właśnie moje skojarzenie z mieszanką studencką.

Jak już kiedyś pisałam, kocham orzechy i chyba nie ma takiej ilości, po której by mi się przejadły. A orzechy z rodzynkami albo innymi suszonymi owocami to już w ogóle 😉 Jednak z orzechami są dwa problemy. Po pierwsze są bardzo kaloryczne. Niby to zdrowe tłuszcze a do tego witaminy, błonnik itp. itd. ale mimo wszystko tłuszcze, więc na obwód bioder zbyt dobrze nie robią… Drugi problem jest taki, że orzechy (zwłaszcza arachidowe ale inne też) są bardzo silnymi alergenami i wiele osób nie może ich jeść. Osobiście (odpukać!!!) nie mam na nie alergii, więc przyznaję bez bicia, że raczej brałam pod uwagę problem nr 1 🙂

Pomysł zaczerpnęłam z bloga Happy Herbivore. W oryginalnym przepisie pojawiał się groszek w polewie wasabi. W naszych sklepach nie widziałam takiego wynalazku. Znalazłam na blogach przepisy na groszek z wasabi domowej roboty, ale obejmowały m.in. suszenie owego groszku w piekarniku przez 5-6 godzin, więc odpadły w przedbiegach. Znalazłam jednak coś, co się nazywa Wasabi Snacks, zrobione jest głównie z ryżu, a producent chwali się, że nie zawiera tłuszczu ani cholesterolu. Widziałam te chrupki już w kilku supermarketach, więc nie powinno być problemu z ich znalezieniem. Kosztują około 6 zł a wyglądają tak:

Do tego, aby utrzymać się w klimacie japońskim, upiekłam cieciorkę z dodatkiem pasty miso, którą niedawno kupiłam i jestem na etapie testowania, co też można z nią zrobić. Efekt był fajny, ale ponieważ miso jest strasznie drogie, można w przepisie bez wielkiej straty dla smaku zastąpić je solą.

Tak więc, po tym przydługim wstępie…

Składniki (na sporą miseczkę)

  • opakowanie Wasabi Snacks (mogą być też orzeszki w polewie wasabi, jeśli Wam nie przeszkadzają powyższe problemy orzeszkowe. Smakowo na pewno nie będzie gorsze)
  • 2 garści suszonej żurawiny

na pieczoną cieciorkę

  • puszka cieciorki (400g)
  • niecała łyżka oleju
  • 2-3 łyżki syropu z agawy lub klonowego
  • 1,5 łyżeczki miso (lub spora szczypta soli)
  • ok. pół łyżeczki octu ryżowego (albo innego, ale ryżowy pasował mi do japońskiego klimatu ;))

Przygotowanie

Cieciorkę dokładnie odcedzamy na sitku. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Mieszamy syrop z agawy, miso, olej i ocet, a następnie cieciorkę dokładnie mieszamy z powstałą masą (aczkolwiek z zachowaniem elementrarnej delikatności, żeby nie uzyskać humusu o smaku miso ;)). Układamy na blasze do pieczenia przykrytej pergaminem lub matą silikonową albo na dnie dużego płaskiego naczynia żaroodpornego. Pieczemy ok 30-35 minut, mieszając kilka razy (mniej więcej co 10 minut).

Uwaga: Nie próbujcie upiec innej fasolki zamiast cieciorki. W tym przypadku zamiana nie działa – wiem, bo próbowałam 😉

Po wystudzeniu cieciorki mieszamy ją z pozostałymi składnikami. Przechowujemy w zamkniętym pojemniku, w suchym miejscu. Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Warzywa Strączkowe