Category Archives: przepisy

Zielona zapiekanka na dzień św Patryka

Zwykły wpis

IMG_8473

Zgodnie z obietnicą powracam do bloga. Jest przepis i nie są to muffinki (choć muffinki też mam dziś w planie ;)). Zdjęcia będą może nieco mniej artystyczne, bo pieczołowite ustawianie sceny przy dwóch szalejących kotach nie należy do zadań łatwych 😉 Mimo to postaram się, żeby jedzenie nadal wyglądało na jadalne 😉 Dziś z okazji dnia piwa i zielonej koniczynki proponuję Wam zieloną zapiekankę warzywno-makaronową. Przepis jest prosty, dosyć szybki i dobrze znosi wszelkie modyfikacje, więc można bezproblemowo go dostosować do zawartości lodówki. Przy okazji pierwszy raz wykorzystałam kamionkowe naczynie ddo zapiekania, które przyniósł mi Mikołaj (tak, od świąt czekało w szafie, sorry Mikołaju ;)). Bardzo fajnie się sprawdziło, tym bardziej, że szczęśliwym trafem jest zielone 🙂

zapiekanka

Składniki (na 4 porcje)

  • 3 garście dowlonego krótkiego makaronu (ja użyłam pełnoziarnistych rurek)

warzywa

  • ok. 200 g pieczarek
  • 1 nieduża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • większe pół cukinii
  • 2-3 garście świeżego szpinaku
  • sól do smaku (u mnie 2 spore szczypty)
  • ok. łyżki oliwy lub oleju do smażenia

sos

  • kubeczek jogurtu (150-200 ml, użyłam greckiego)
  • 4 małe jajka
  • 2 krzaczki bazylii (opcjonalnie)
  • szczypta granulowanego czosnku
  • szczypta soli

dodatkowo

  • ok. 100 g Waszego ulubionego sera – ja użyłam koziego, ale dobrze się sprawdzi też łagodny ser pleśniowy typu camembert albo, w klimacie irlandzkim, chedar.
  • odrobina oliwy do wysmarowania formy
  • ewentualnie kilka plasterków cukinii i sera do dekoracji

Przygotowanie

Na patelni rozgrzewamy olej. Cebulę drobno siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę. Posmażamy cebulę przez kilka minut, aż zmięknie. Następnie dodajemy pokrojoną w półplasterki cukinię i obrane pokrojone w plasterki pieczarki. Solimy i smażymy ok 8-10 minut, aż grzyby i cukinia zmiękną. Na koniec dodajemy szpinak i smażymy tylko chwilkę, aż liście trochę oklapną.

Kiedy warzywa się smażą, gotujemy makaron mocno al dente, czyli jakieś 2 minuty krócej niż podaje przepis na opakowaniu. W osobnym naczyniu miksujemy jogurt, jajka i bazylię. Doprawiamy solą i czosnkiem do smaku.

Ser kroimy w niewielką kostkę lub trzemy na tarce na drobnych oczkach (zależnie od rodzaju sera ;)). Ugotowany i odcedzony makaron oraz ser dodajemy do usmażonych warzyw i mieszamy. Naczynie do zapiekania smarujemy oliwą i przekładamy do niego makaron z warzywami. Zalewamy sosem jogurtowo-jajecznym. Ewentualnie na wierzhu układamy kilka plasterków sera i cukinii.

Pieczemy ok. 40 minut w 175 stopniach. Ja mniej więcej w połowie przykryłam naczynię folią aluminiową, aby wierzch nie wysechł. Smacznego 🙂 A do picia ni mnij ni więcej tylko piwo czekoladowe 😉 Wynalazłam je ostatnio w supermarkecie i stwierdziłam, że będzie świetne do uczczenia dnia św. Patryka. Piwo piję sporadycznie, ale czekoladę uwielbiam. Zobaczymy, co wyszło z połączenia tych dwóch rzeczy. Trochę się chyba boję, ale do odważnych świat należy 😉

IMG_8486

Przepis dodaję do akcji Zielono Mi

zielono4

 

W końcu przepis – kokosowe muffinki dyniowe

Zwykły wpis

IMGP9151

Zgodnie z obietnicą, wreszcie pojawia się przepis 🙂 Na słodko oczywiście, bo na moje nieszczęście jestem słodyczożercą, z czym staram się walczyć, ale raczej nieskutecznie 😉 Sezon na dynię dobiega już zdecydowanie końca, ale udało mi się jeszcze złapać dwa spore kawałki, które po odsiedzeniu stosownego czasu w lodówce doczekały się wreszcie swoich 5 minut 🙂 Dzisiaj mam dla Was muffinki – bezglutenowe i bezmleczne, niestety nie wegańskie, bo zawierają jajka, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Jeśli ktoś spróbuje upiec je, używając zamiennika jejak, np. siemienia lnianego, dajcie znać, jak wyszło, ale obawiam się, że akurat w tym przypadku może się nie udać, bo muffinki zamiast zwykłej mąki zawierają znacznie grubszą „mąkę” kokosową, więc siła spulchniająca jajek chyba się tutaj przydaje.

Odnośnie diety bezglutenowej, myślę, że wkrótce popełnię post na ten temat, bo ostatnio sporo o tym czytam, i dowiaduję się ciekawych rzeczy, ale ponieważ nie mam dzisiaj czasu na pisanie wielkiej epistoły, przejdźmy do meritum, czyli muffinek 🙂

Inspiracją dla nich był ten przepis. W oryginale przewidziana jest mąka migdałowa. U nas nie widziałam takiego czegoś w sprzedaży, więc czasem używam do pieczenia różnych rzeczy zmielonych migdałów lub orzechów (kupuję już zmielone, szczególnie przed świętami można łatwo znaleźć migdały/orzechy tarte, a w niektórych sklepach, np. w Piotrze i Pawle, są w ciągłej sprzedaży). Tym razem jednak nie miałam ich w domu, sklep był już zamknięty, a z resztą i tak nie chciało mi się wychodzić, a tu rodzice zapowiedzieli się na obiad, więc musiałam zacząć od rzeczy najważniejszej, czyli deseru 😉 Przypomniało mi się, że wiele bezglutenowych przepisów na ciasta, babeczki itp. wykorzystuje mąkę kokosową, która to jest u nas do kupienia, aczkolwiek cena przyprawiła o zawał nawet mnie, a ja czasem potrafię sporo zainwestować w ciekawostki kulinarne. No i oczywiście mąki kokosowej w cenie 50 zł za kilogram też nie miałam w domu 😉 Miałam za to wiórki kokosowe, więc wykazałam się kreatywnością i pomyślałam, że skoro często pojawia się w przepisach mąka owsiana zrobiona z płatków zmielonych w blenderze, to czemu nie mąka kokosowa ze zmielonych wiórków? Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, a efekt końcowy jest fajny 🙂 Babeczki są wilgotne i dosyć ciężkie, takie jak lubię – jakoś nigdy nie przepadałam za pieczywem typu „pieczone powietrze” 😉 Razowiec jest u mnie zdecydowanie ponad bagietką, a ciężkie od bakalii ciastka owsiane biją na głowę leciutkie bułeczki 😉

IMGP9145A zatem przepis

Składniki (na 10 średnich muffinek)

  • 2 szklanki wiórków kokosowych, im drobniejszych, tym lepiej
  • 3 duże jajka
  • 1 szklanka puree z dyni (ja po prostu pieczoną dynię zmiksowałam mniej więcej z 3 łyżkami wody)
  • szczypta soli
  • łyżeczka cynamonu
  • szczypta gałki muszkatałowej (opcjonalnie)
  • czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2-3 łyżki miodu (u mnie 2 czubate, ale miód był gęsty, więc łatwo dało się nabrać „z czubem”)
  • 2 łyżki masła orzechowego (użyłam migdałowego)
  • opcjonalnie garść rodzynek, orzechów (najlepiej chyba włoskich), pestek dyni (u mnie) albo kawałków czekolady

Przygotowanie

Najpierw z wiórków kokosowych robimy makę. Wsypujemy je do blendera i miksujemy na wysokich obrotach około 2 minuty. Nie będzie to mąka sensu stricte, ale wiórki powinny być rozgrobnione na proszek i zaczynać się troszeczkę sklejać. Jeśli macie w domu mielone siemię lniane, to jest mniej więcej ta konsystencja. Do mąki kokosowej dodajemy cynamon, gałkę muszkatałową, sól i proszek do pieczenia i mieszamy. Osobno miksujemy jajka, dynię, miód i masło orzechowe. Następnie mokre składniki wlewamy do suchych i mieszamy do połączenia. Dodajemy orzechy, pestki itp. Przekładamy masę do foremek, które można wypełnić prawie do końca, bo babeczki urosną tylko trochę. Pieczemy 25 minut w 175 stopniach.

Smacznego 🙂

IMGP9158

IMGP9141

Burgery orzechowe

Zwykły wpis

 

Po delikatnym blogowym kryzysie wreszcie udało mi się wyprodukować i sfotografować fajny przepis 🙂 Jezdem z siebie dumna, zwłaszcza, że wczoraj miałam jakiś dzień niemocy – może z powodu treningu, może przez pogodę, nie wiem, ale faktem jest, że jedyne ne co miałam ochotę to spanie. Wykrzesałam jednak trochę energii i popełniłam orzechowe burgery. Kiedyś już robiłam podobne z przepisu Ireny i Andrzeja, a tym razem inspirowałam się przepisem Nutty Veggie Burgers z książki Let Them Eat Vegan! Książka jest naprawdę fajna i jeśli szukacie np. prezentu na gwiazdkę dla roślinożercy, to jest to dobra opcja 🙂

Burgery też są fajne – przede wszystkim nie rozwalają się przy smażeniu, co uważam za wielką zaletę, bo znakomita wiekszość wege kotletów, jeśli nawet da się przewrócić na drugą stronę na patelni, to przy przekładaniu z patelni na talerz już na bank się rozpadnie. Tu nie ma tego problemu. Kotlety są bardzo smaczne, zwłaszcza dla wielbicieli orzechów, do których niżej podpisana się zalicza. Poza tym podobno są dziecioprzyjazne 😉 Nie mam dzieci, na których mogłabym to sprawdzić, ale autorka książki ma trójkę i tak twierdzi, więc pewnie tak jest 😉 Dla mnie może odrobinkę zbyt łagodne, więc polecam do nich jakiś pikantny sos. Ja jadłam z cebulą i ostrą salsą.

Składniki (na 5 średnich kotletów)

  • ok. 1 szklanki migdałów
  • ok 2/3 szklanki orzechów włoskich
  • duży ząbek czosnku
  • trochę ponad pół szklanki płatków owsianych
  • duża marchewka
  • łyżka ketchupu
  • pół łyżeczki soli
  • 2 łyżki płatków drożdżowych (jeśli nie macie, chyba spokojnie można pominąć)
  • ok. łyżki posiekanej świeżej szałwii (myślę, że dobrze by pasował też świeży lub suszony rozmaryn albo tymianek)
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Ząbek czosnku kroimy na kilka kawałków. W robocie kuchennym rozdrabniamy migdały i orzechy razem z czosnkiem, solą, płatkami drożdżowymi i szałwią (lub innymi ziołami). Dodajemy startą na drobnej tarce marchewkę, ketchup i płatki owsiane. Miksujemy, aż masa stanie się zwarta i zacznie się sklejać. Formujemy kotleciki. Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju i smażymy 5-7 minut an jednej stronie, a potem 3-4 minuty na drugiej. Podajemy np z bułką, warzywami i ketchupem, musztardą, majonezem itp. dodatkami fastfoodowymi, albo z sałatką.

Smacznego 🙂

Muffinki z quinoa i bakaliami

Zwykły wpis

Kolejna propozycja na słodko – co ja poradzę, że jestem wielbicielką słodyczy… Chociaż, szczerze mówiąc, chyba zbliża się przerwa w fazie słodkiej, więc niebawem jest szansa na więcej pikantnych przepisów obiadowych 😉 A póki co, mam dla Was przepyszne i superzdrowe babeczki – na bazie quinoa i mielonych migdałów. Do tego orzechy i czekolada. Z dedykacją dla mojej Bratowej, która tak jak ja jest czekoladholikiem i słodyczożercą, a ostatnio prosiła o pomysły na zdrowe słodkie przekąski. Kalinko, mówisz i masz 🙂 Przepis znalazłam tutaj.

Składniki (na 13 średnich babeczek)

  • czubata szklanka surowej quinoa (myślę, że może być też kasza jaglana)
  • 200 g kruszonych migdałów (mogą być całe, ja użyłam kruszonych, bo łatwiej je zmielić, może być też gotowa mączka migdałowa, którą podobno można gdzieś kupić, aczkolwiek ja jeszcze nie spotkałam)
  • 1 jajko lub 1 czubata łyżka siemienia lnianego + 1/3 szklanki wody
  • szklanka mleka (użyłam sojowego)
  • 1/4 szklanki cukru (użyłam brązowego)
  • łyżeczka cynamonu
  • 2 spore szczypty soli
  • odrobina ekstraktu z wanilii lub łyżeczka cukru waniliowego
  • 2 garście bakalii (użyłam mieszanki studenckiej, ale mogą być dowolne orzechy, pestki albo suszone owoce pokrojone na nieduże kawałki)
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady pokrojonej na małe kawałeczki

Przygotowanie

Quinoa gotujemy al dente, czyli ok 10 minut. Odcedzamy i studzimy. Jeżeli używamy siemienia lnianego jako zamiennika jajek, mieszamy siemię z ciepłą wodą i odstawiamy na ok. 10 minut. Dokładnie mieszamy wszystkie składniki oprócz bakalii i czekolady. Dodajemy bakalie i czekoladę i mieszamy raz jeszcze. Przekładamy do foremek, które należy wypełnić w 100% , a nawet w 110%, bo te babeczki nie rosną w trakcie pieczenia. Pieczemy 25 minut w 160 stopniach. Przed wyjęciem z foremek trzeba muffinki całkowicie wystudzić.

Smacznego 🙂

Przepis dodaję do akcji Quchnia pełna quinoa

Sałatka z czarnego ryżu i soczewicy z żurawinami

Zwykły wpis

Po serii deserów i słodkich śniadań dzisiaj wreszcie przepis wytrawny, choć też z odrobiną słodyczy 🙂 Nigdy wcześniej nie jadłam ani nie używałam w kuchni świeżej żurawiny. Jadłam suszoną i w postaci dżemopodobnej, jako dodatek do serów. Ostatnio zobaczyłam w sklepie świeżą i nie zastanawiając się długo, kupiłam jeden pojemniczek na spróbowanie. Wiedziałam skądinąd, że żurawina jest bardzo kwaśna i posiadane przeze mnie informacje się potwierdziły 😉 Czasem nachodziła mnie ochota na kilka kuleczek, ale jednak nie jest to coś, co nadaje się do samodzielnej konsumpcji w większych ilościach.

Zastanawiałam się, co by tu zrobić z ledwo napoczętym pudełeczkiem. W internecie głównie przepisy na wszelkiego rodzaju sosy żurawinowe albo ciasta. Ale jakoś nie miałam ochoty gotować sosu, tym bardziej, że serów ostatnio jemy niewiele i chyba jeszcze gdzieś w lodówce pałęta się otwarty słoiczek. Na ciasto też o dziwo nie miałam nastroju, więc wymyśliłam taką oto jesienną sałatkę.  Żurawinę dodałam w postaci nienaruszonej – bez gotowania, dzięki czemu zachowała całe bogactwo witaminy C 🙂 Sałatka jest słodko-słona, jak to się często u mnie zdarza. Dzięki kwaśnej żurawinie ma bardzo odświeżający smak. Można użyć dowolnego ryżu i soczewicy, ale czarne odmiany dają dodatkowo fajny efekt kolorystyczny 🙂 Generalnie polecam.

Robiłam tę sałatkę już dwa razy. Pierwszy raz z dodatkiem koziego sera i była dobra. Za drugim razem pominęłam ser, a zamiast tego dodałam orzechów włoskich. Efekt również więcej niż zadowalający 🙂

Składniki

  • ok. 1 szklanka czarnego ryżu
  • ok 1 szklanka czarnej soczewicy
  • 3 duże garście świeżej żurawiny
  • 1 duża lub półtorej mniejszej gruszki
  • 2 garście orzechów włoskich

sos

  • 2-3 łyżki oleju z orzechów włoskich
  • 1-2 łyżki miodu (lub syropu z agawy w wersji wegańskiej)
  • 2-3 łyżki octu balsamicznego
  • 2 duże szczypty soli
  • suszony tymianek, rozmaryn i świeżo mielony pieprz do smaku

Przygotowanie

Soczewicę i ryż gotujemy i studzimy. Żurawinę płuczemy na sitku. Gruszkę kroimy w kostkę. W sporej misce mieszamy ryż, soczewicę, żurawinę, orzechy i gruszkę. Składniki sosu dokładnie mieszamy i dodajemy do sałatki. Najlepsza jest, kiedy ze dwie godzinki postoi w lodóce.

Smacznego 🙂

Dawno nie bawiłam się w żadne durszlakowe akcje, ale tym razem zupełnym zbiegiem okoliczności udało mi się załapać aż do trzech 🙂 Grzech nie skorzystać, więc niniejszym dodaję przepis do akcji: Wielkie Święto Żurawiny, Soczewica i Andrzejkowy Bar Sałatkowy.

Brownie dyniowe (pumpkin swirl brownie)

Zwykły wpis

Pierwszy raz upiekłam brownie. Ponieważ ciasto było przeznaczone na imprezę z okazji Halloween, oczywiście nie mogło zabraknąć dyni. Po krótkich rozmowach z Googlem znalazłam ten przepis na wegańskie brownie dyniowe. W zasadzie się go trzymałam, tylko, jak zwykle w przypadku amerykańskich przepisów, zmniejszyłam o połowę ilość cukru, a i tak ciasto wyszło dośc mocno słodkie.

Poza tym, że pierwszy raz piekłam brownie, pierwszy raz w ogóle je jadłam 🙂 Było smaczne, ale nie wiem dlaczego spodziewałam się nie wiadomo jakich fajerwerków, może po przeczytaniu hymnów pochwalnych pod adresem wszelkiego rodzaju brownies na blogach? 😉 Tymczasem wyszło całkiem dobre ciasto czekoladowe z piernikowymi nutami – zdecydowanie nadaje się na imrezę albo do kawki, ale nie rzuciło mnie na kolana tak jak tego oczekiwałam 😉

Składniki (na formę o boku 24 cm, ok. 12 porcji)

Warstwa dyniowa

  • opakowanie budyniu waniliowego
  • pół szklanki mleka roślinnego
  • 3 łyżki cukru
  • 3/4 szklanki pure z dyni
  • mniej więcej pół opakowania przyprawy do piernika (do smaku)

warstwa czekoladowa

  • 2/3 szklanki cukru (można dać jeszcze trochę mniej, a w oryginale było półtorej szklanki….. chyba za oceanem mają inne kubki smakowe ;))
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego
  • 1/3 szklanki oleju (użyłam kokosowego)
  • 1/3 szklanki pure z dyni
  • 2 łyżeczki octu (użyłam jabłkowego)
  • 1 i 1/3 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki kakao
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie

Składniki warstwy dyniowej miksujemy na jednolitą masę. To samo robimy ze składnikami warstwy czekoladowej. Naczynie do pieczenia wykładamy pergaminem (tak, żeby wystawał ponad brzegi). Na dno wykładamy masę czekoladową. Na wierzhu rozprowaszamy masę dyniową, a następnie nożem do masła robimy w cieście esy-floresy, tak, żeby było widać trochę czekolady. Pieczemy 40 minut w 180 stopniach. Studzimy, a następnie na kilka godzin wstawiamy do lodówki.

Smacznego 🙂

PS. W razie powtórki do warstwy czekoladowej dodałabym chyba pokruszoną czekoladę 🙂

Ciasteczka owsiane

Zwykły wpis

Zrobiłam dziś domowe ciasteczka owsiane 🙂 Wyszły bardzo smaczne, pełne rodzynek i pestek. Nadają się na deser, słodką przekąskę albo nawet na śniadanie. Inspirowałam się przepisem z bloga Smak Imprezy. Moje ciasteczka są miękkie, jeśli wolicie bardziej chrupiące, trzeba piec je pewnie jakieś 10 minut dłużej.

Składmiki (na ok. 20 dużych ciastek)

  • 3 i 2/3 szklanki płatków owsianych
  • Puszka (400 ml) pełnotłustego mleka kokosowego
  • pół szklanki mleka sojowego (albo innego, wedle uznania)
  • 1/3 szklanki nasion chia lub siemienia lnianego
  • 1 szklanka mąki (użyłam orkiszowej razowej)
  • 2/3 szklanki rodzynek
  • 1/3 szklanki pestek słonecznika
  • pół szklanki pestek dyni
  • dwie duże szczypty soli
  • 2 łyżki miodu lub innego słodu
  • 2 łyżki przyprawy do piernika (lub mieszanki mielonego cynamonu, imbiru, kardamonu i goździków)

Przygotowanie

Mleko kokosowe i sojowe podgrzewamy w garnku (nie musi się zagotować, ale powinno być gorące. Dodajemy płatki i nasiona chia lub siemię lniane. Zostawiamy na jakieś 30 minut, aby płatki dobrze nasiąkły. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Z masy formujemy spore kulki (jak na małe kotlecii) i układamy je na blasze przykrytej pergaminem lub matą silikonową> Rozpłaszczamy lekko dłonią i pieczemy przez 35-40 minut.

Smacznego