Category Archives: zapiekanki

Zielona zapiekanka na dzień św Patryka

Zwykły wpis

IMG_8473

Zgodnie z obietnicą powracam do bloga. Jest przepis i nie są to muffinki (choć muffinki też mam dziś w planie ;)). Zdjęcia będą może nieco mniej artystyczne, bo pieczołowite ustawianie sceny przy dwóch szalejących kotach nie należy do zadań łatwych 😉 Mimo to postaram się, żeby jedzenie nadal wyglądało na jadalne 😉 Dziś z okazji dnia piwa i zielonej koniczynki proponuję Wam zieloną zapiekankę warzywno-makaronową. Przepis jest prosty, dosyć szybki i dobrze znosi wszelkie modyfikacje, więc można bezproblemowo go dostosować do zawartości lodówki. Przy okazji pierwszy raz wykorzystałam kamionkowe naczynie ddo zapiekania, które przyniósł mi Mikołaj (tak, od świąt czekało w szafie, sorry Mikołaju ;)). Bardzo fajnie się sprawdziło, tym bardziej, że szczęśliwym trafem jest zielone 🙂

zapiekanka

Składniki (na 4 porcje)

  • 3 garście dowlonego krótkiego makaronu (ja użyłam pełnoziarnistych rurek)

warzywa

  • ok. 200 g pieczarek
  • 1 nieduża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • większe pół cukinii
  • 2-3 garście świeżego szpinaku
  • sól do smaku (u mnie 2 spore szczypty)
  • ok. łyżki oliwy lub oleju do smażenia

sos

  • kubeczek jogurtu (150-200 ml, użyłam greckiego)
  • 4 małe jajka
  • 2 krzaczki bazylii (opcjonalnie)
  • szczypta granulowanego czosnku
  • szczypta soli

dodatkowo

  • ok. 100 g Waszego ulubionego sera – ja użyłam koziego, ale dobrze się sprawdzi też łagodny ser pleśniowy typu camembert albo, w klimacie irlandzkim, chedar.
  • odrobina oliwy do wysmarowania formy
  • ewentualnie kilka plasterków cukinii i sera do dekoracji

Przygotowanie

Na patelni rozgrzewamy olej. Cebulę drobno siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę. Posmażamy cebulę przez kilka minut, aż zmięknie. Następnie dodajemy pokrojoną w półplasterki cukinię i obrane pokrojone w plasterki pieczarki. Solimy i smażymy ok 8-10 minut, aż grzyby i cukinia zmiękną. Na koniec dodajemy szpinak i smażymy tylko chwilkę, aż liście trochę oklapną.

Kiedy warzywa się smażą, gotujemy makaron mocno al dente, czyli jakieś 2 minuty krócej niż podaje przepis na opakowaniu. W osobnym naczyniu miksujemy jogurt, jajka i bazylię. Doprawiamy solą i czosnkiem do smaku.

Ser kroimy w niewielką kostkę lub trzemy na tarce na drobnych oczkach (zależnie od rodzaju sera ;)). Ugotowany i odcedzony makaron oraz ser dodajemy do usmażonych warzyw i mieszamy. Naczynie do zapiekania smarujemy oliwą i przekładamy do niego makaron z warzywami. Zalewamy sosem jogurtowo-jajecznym. Ewentualnie na wierzhu układamy kilka plasterków sera i cukinii.

Pieczemy ok. 40 minut w 175 stopniach. Ja mniej więcej w połowie przykryłam naczynię folią aluminiową, aby wierzch nie wysechł. Smacznego 🙂 A do picia ni mnij ni więcej tylko piwo czekoladowe 😉 Wynalazłam je ostatnio w supermarkecie i stwierdziłam, że będzie świetne do uczczenia dnia św. Patryka. Piwo piję sporadycznie, ale czekoladę uwielbiam. Zobaczymy, co wyszło z połączenia tych dwóch rzeczy. Trochę się chyba boję, ale do odważnych świat należy 😉

IMG_8486

Przepis dodaję do akcji Zielono Mi

zielono4

 

Reklamy

Lasagne z dynią, szałwią i serkiem ricotta

Zwykły wpis

Rozpoczęłam sezon na dynię 🙂 Pierwszy raz w życiu spróbowałam jej w zeszłym roku i od tamtej pory zastanawiam się, jak mogłam tyle czasu żyć bez niej 🙂 Teraz staram się wykorzystać dyniowy sezon w pełni – dodaję pieczoną dynię do owsianki albo śniadaniowych pancakes, piekę ciasta i muffinki, robię sosy do makaronu i ciągle szukam nowych pomysłów 🙂

Na moją urodzinową imprezę postanowiłam przygotować coś z dynią w roli głównej, żeby z przytupem zacząć sezon 🙂 Zazwyczaj kiedy gotuję dla siebie, stawiam na proste dania, których przygotowanie nie zajmuje wiele czasu, ale kiedy przychodzą goście, wychodzę w kuchni z siebie i staję obok 😉 Czasem w połowie szykowania „proszonego obiadu”, kiedy akurat wszystko jest rozgrzebane i kuchnia wygląda, jakby przeszło przez nią tornado, mam fazę „chrzanię to, zadzwońmy po pizzę”, ale kiedy jednak odrzucę opcję pizzy i dokończę to co zaczęłam, lubię zbierać pochwały i łaskawie spełniać prośby o przepis 😉

Może tylko powjnnam popracować na organizacją… Mam tę wadę, że kiedy gotuję (nie tylko, ale zwłaszcza wtedy), robię naokoło siebie potworny bałagan. Co wyjmę, to odstawię w losowe miejsce, w 5 minut cały blat w kuchni jest zastawiony wszystkimi użytymi do tej pory składnikami, naczyniami itp. Nic dziwnego, że kiedy sięgam po kolejną przyprawę, zahaczę o słoik z cukrem, którego oczywiście nie chciało mi się zakręcić, przwerócę butelkę z oliwą, zbiję dwa jajka i już mam na blacie ciasto 😉 Trochę przesadzam, ale faktem jest, że kiedy wpadam w kuchenny szał i nagle słychać słowo nieparlamentrane, to znaczy, że albo coś wysypałam/rozlałam/potłukłam, albo kolejny raz spotkałam się zbyt blisko z grzałką piekarnika albo z dopiero co wyłączonym palnikiem (moją płytę elektryczną traktuję jako kawałek blatu; oczywiście ma światełka wskazujące, które palniki są gorące, ale kto by się tym przejmował ;)).

Ostatnio staram się trochę z tym walczyć i z dumą stwierdzam, że przed przybyciem gości w dniu wczorajszym kuchnia nie świeciła może czystością, ale nie wyglądała jakby w niej coś wybuchło 🙂 Kosz na śmieci był opróżniony i nawet wygospodarowałam na blatach tyle powierzchni poziomej, że nie musiałam półmisków i naczyń naszykowanych na później rozstawiać na podłodze w jadalni. Chyba dorastam 😉

Przedsatwiam Wam danie główne na urodzinowej imprezie – lasagne z dynią, szałwią, serkiem ricotta i oscypkiem. Kremowa, aromatyczna, pełna jesiennych smaków. Wybitnie sycąca – po zjedzeniu niezbyt dużej porcji myślałam, że pęknę. Myślę, że jako samodzielny obiad spokojnie starczy dla 6-7 osób. U mnie najadło się 9 osób i jeszcze sporo zostało dla mnie na lunche do pracy – nie narzekam 😉 Mój lazaniowy debiut 🙂 Jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się zebrać do tego dania, bo wydawało mi się trudne, czasochłonne i ogólnie uperdliwe. Przygotowanie rzeczywiście zajmuje trochę czasu, ale zdecydowanie jest tego warta.

Jedna uwaga: te śliczne wyraźne warsty lazanii są takie śliczne dopiero następnego dnia. Wtedy też zapiekanka fantastycznie się kroi. Świeżo po wyjęciu z piekarnika jest zdecydowanie mniej przyjazna dla użytkownika, ale co najmniej równie pyszna 🙂 Można też zrobić ją dzień wcześniej, a potem odgrzać. Kiedyś robiłam tak z lazanią zamówioną z cateringu i wszyscy bardzo chwalili efekt, więc widać to też jest metoda.

Składniki

Warstwa dyniowa

  • ok. 1 kg pieczonej dyni (użyłam dyni hokkaido)
  • ewentualnie kilka łyżek wody lub mleka
  • 1 krzaczek szałwii
  • sól, pieprz i gałka muszkatałowa do smaku

Warstwa serowa

  • 400 g serka ricotta
  • 100g tartego parmezanu
  • 2 małe jajka lub 1 duże
  • sól, pieprz i gałka muszkatałowa do smaku

Oprócz tego

  • 16 arkuszy makaronu lasagne
  • ok. szklanki tartego sera (użyłam oscypka i fajnie wzbogacił smak, ale może być też parmezan)
  • kilka łyżek oliwy z oliwek

Przygotowanie

Dynię najlepiej upiec dzień wcześniej. Używam dyń hokkaido, które mają suchy i mączysty słodkawy miąższ. Te dynie są niewielkie (trochę większe od grejpfruta), więc do pieczenia przecinam je na pół, wyciągam ze środka piestki i inne farfocle, układam rozcięciem do dołu na blasze i piekę około godziny w 180 stopniach. Kiedy przestygną, wyjmuję miąższ ze skórki i gotowe.

Pieczoną dynię miksujemy w blenderze z posiekaną szałwią, solą, pieprzem i gałką muszkatałową. Jeżeli dynia jest za sucha, dodajemy trochę wody lub mleka. Konsystencja masy powinna być podobna do puree ziemniaczanego.

Następnie miksujemy serek ricotta z parmezanem i jajkiem i doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową.

Przygotowujemy makaron. Do tej lazanii makraon trzeba wcześniej obgotować, bo nie ma rzadkiego sosu, który by go ugotował w trakcie pieczenia. Ja robiłam tak, że w dużym garnku zagotowałam wodę z solą i 2-3 łyżkami oliwy (dzięki niej płaty makaronu się nie sklejają w trakcie gotowania) i wrzucałam po 4 płaty lazanii, bo tyle potrzebowałam na jedną warstwę. Po odłowieniu z wody od razu układałam makaron w naczyniu i nakładałam farsz, podczas gdy kolejna warstwa się gotowała. Dzięki temu uniknęłam problemu z przechowywaniem częściowo ugotowanej lazanii tak, żeby płaty się ze sobą nie posklejały.

Tak więc, gotujemy pierwszą warstwę lazanii i układamy na dnie natłuszczonego naczynia do zapiekania. Na to wykładamy połowę dyni. Potem kolejna warstwa lazanii, połowa masy serowej, makaron, reszta dyni, makaron i reszta sera. Wierzch posypujemy tartym serem. Przykrywamy folią aluminiową i pieczemy ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni. Nastepnie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze 15-20 minut aż ser się zrumieni. Smacznego 🙂

A teraz scena z życia kulinarnej bloggerki 🙂

Zdjęcie z pola bitwy z dzisiejszego poranka. Zanim zaczęłam sama trochę interesować się fotografią kulinarną, patrząc na zdjęcia na blogach myślałam: ale ci ludzie mają fajnie, mają takie piękne naczynia, do każdego obrusa inny zestaw, serwetki pod kolor, a to wszystko na ich stołach jest tak ładnie skomponowane… O słodka naiwności 😉 Prawda jest taka, że zdjęcia kulinarne rzadko powstają na stole, przy którym je się posiłki. Bardzo rzadko jest tak, że przed podaniem obiadu pstryknę fotkę na bloga. Zazwyczaj takie fotki nie wyglądają, jakby to co na nich jest, było jadalne 😉 Poza tym zawsze załapie się kawałek zlewu z brudnymi naczyniami, gazeta przewracająca się po kuchni, czy butelka płynu do naczyń. A może to tylko moje szczęście 😉 W każdym razie, zdjęcia powstają tam, gdzie jest dobre światło i np. ściana w albo podłoga w odpowiednim kolorze. Czasem jest to np. podłoga łazienki, która ma ładny drewniany wzór 😀 Osobiście jeszcze nie fotografowałam zupy w łazience, ale słyszałam takie historie 🙂 No i jak widać, aby obiad wyglądał na zdjęciu apetycznie, czasem trzeba zawiesić w oknie prześcieradło 😉

Frittata z czym popadnie ;)

Zwykły wpis

Miałam trochę bardziej ambitne plany jeśli chodzi o dzisijeszy obiad, ale było tak gorąco, że jakoś spadła mi motywacja 😉 Przez większość dnia zajmowałam się rozpływaniem i użalaniem nad sobą… Ale nie powiem, wieczorem małżonek zmusił mnie do wsiąścia (?) na rower. Ba, jestem przekonana, że pobiłam swój dotychczasowy rekord prędkości. Co więcej, pomiędzy jazdą tam a z powrotem zrobiliśmy przerwę na siłownię. Jakoś pusto tam było – czemu mnie to nie dziwi? 😉 W drodze powrotnej w ramach dodatkowych atrakcji jechaliśmy przez krajobraz po burzy, dzięki czemu miałam pełno błota na plecach. Ale mogło być gorzej – zdążyliśmy przed następną burzą 🙂

Wracając do obiadu – nie chciało mi się specjalnie wysilać, więc pomyślałam, że zrobię frittatę. Gdyby ktoś nie wiedział, frittata, to taka wariacja na temat omletu – może być z warzywami, mięsem, serem, nawet na słodko. Od omletu różni się tym, że najpierw jajka z dodatkami częściowo podsmaża się na patelni, a potem razem z patelnią wsadza się je do piekranika i jeszcze jakiś czas piecze. Tylko że do tego potrzebna jest patelnia, której żaden kawałek nie stopi się w piekarniku, a ja takowej nie posiadam. Więc surową masę wlałam do naczynia żaroodpornego i od razu włożyłam do piekarnika.

Do jajek dodałam pęczek szparagów (chyba ostanie w tym roku), trochę szczypiorku, mocno pleśniowy ser, serek wiejski i trochę grillowanego kurczaka. Sami widzicie, że naprawdę jest z czym popadnie 😉 Ale smaczna i to zarówno na ciepło jak i na zimno. łatwo się kroi i dobrze odgrzewa, więc powinna też fajnie się sprawdzić jako biurowy lunch 🙂

Składniki (na 4 porcje)

  • 6 jajek
  • 1 serek wiejski
  • mały pęczek szparagów
  • 100g sera pleśniowego
  • kawałek (ok. 100 g) pieczonego kurczaka
  • pół pęczka szczypiorku
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu
  • olej do natłuszczenia naczynia

Przygotowanie

Ze szparagów odcinamy zdrewniałe końcówki i resztę kroimy na kilkucentymetrowe kawałki. Kurczaka kroimy na nieduże kawałki. Szczypiorek siekamy. Naczynie żaroodporne smarujemy olejem i układamy na dnie szparagi, kurczaka i szczypiorek. Serek wiejski, ser pleśniowy i jajka miksujemy i masę wlewamy do naczynia. Pieczemy ok. 35 minut w 180 stopniach.

Zapiekanka z kalafiora i łososia z orzechami

Zwykły wpis

Z wczorajszego rodzinnego obiadu wyszłam jak zwykle z wałówką na wynos 🙂 Też tak macie po wizytach u rodziców? Teraz, kiedy mój brat też się ożenił i mieszka osobno, mama szykuje porcje dla pułku wojska i obdziela nas zapasem jedzenia na tydzień. Nie to, żebym narzekała 😉 W skład prowiantu wchodził między innymi kawałek pieczonego łososia. Uwielbiam łososia w każdej postaci – od surowego w sushi, przez wędzonego, grillowanego, pieczonego. Łosoś jest mniam i tyle 🙂

Z kawałka od mamy zrobiłam dziś fajną zapiekanę, albo może pasztet, zaelży od punktu widzenia 🙂 Ma ciekawy łagodny smak, dobrze się sprawdza zarówno na ciepło jak i na zimno, chociaż na zimno łatwiej go pokroić. Aby trochę zaostrzyć smak, zrobiłam dressing koperkowy z tahini, bardzo ciekawy, chociaż ma specyficzny wyrazisty smak, więc pewnie nie każdemu będzie pasował. Można też przygotować sos na bazie jogurtu lub majonezu z dodtakiem koperku i może chrzanu… Albo po prostu skropić zapiekankę dodatkowym sokiem z cytryny.

Składniki (na 4 porcje)

  • ok. 200g pieczonego łososia
  • 2/3 niedużego kalafiora
  • 100g mielonych orzechów włoskich (można zmielić w blenderze)
  • mała cebulka
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1 duże jajko
  • sok z połowy cytryny
  • sól i piwprz do smaku
  • łyżka tłuszczu do smażenia
  • opcjonalnie kilka platerków cytryny do dekoracji

sos

  • 3 łyżki tahini
  • pęczek koperku
  • duża szczypta soli
  • sok z połowy cytryny
  • kilka łyżek wody

Przygotowanie

Kalafiora gotujemy w osolonej wodzie do miękkości (jakieś 10-12 minut). Na patelni rozgrzewamy tłuszcz i podsmażamy posiekaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek do lekkiego zrumienienia. Wszystkie składnii miksujemy na jednolitą (mniej więcej) masę. W razie potrzeby doprawiamy do smaku. Przekładamy do naczynia żaroodpornego, na wierzchu można ułożyć plasterki cytryny. Pieczemy 30-35 minut w 180 stopniach.

Aby przygotować sos, wszystkie składniki miksujemy i gotowe 🙂

Smacznego 🙂

Kremowa zapiekanka serowa z kalafiorem

Zwykły wpis

W tym tygodniu nie mam czasu na szałowe przepisy i  zdjęcia. A dokładniej rzecz biorąc, to nie mam czasu zupełnie na nic, bo ten tydzień jest aż nazbyt szałowy w pracy. Kiedy dowlokę się do domu po 10 godzinach w biurze, rzadko mam ochotę gotować, a jeszcze rzadziej dbać o to, żeby to, co ugotuję, było fotogeniczne 😉 No ale coś jednak trzeba jeść, a czasem okazuje się, że moja radosna twórczość nadaje się do pokazania szerszej publiczności 😉 Tak było w przypadku tej zapiekanki 🙂

Od małego nie przepadam za kalafiorem, ale mimo to co jakiś czas go kupuję. Potem leży w lodówce i czeka na zbawienie, a jak juz zagraża samodzielnym wyjściem, zbieram sie w sobie i coś z niego szykuję. W ten sposób powstało parę fajnych dań: zupa krem z kalafiora i nerkowców, tarta kalafiorowa, czy sałatka z pieczonego kalafiora z bakaliami.

Wczoraj też kalafior zdecydowanie domagał sie wykorzystania. Po krótkiej konsultacji z Google’m znalazłam ten przepis. Od siebie dodałam zielony groszek i orzechy, nie dodawałam za to bekonu ani sera cheddar (bo nie miałam). W efekcie wyszła mocno serowa, baaardzo sycąca zapiekanka z wyraźnym zapachem gałki muszkatałowej. Polecam Wam do niej pomidory lub jakąs lekką sałatkę

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 1 mały kalafior
  • ok. szklanki zielonego groszku (uzyłam mrożonego)
  • ok. łyżka oliwy
  • pół łyżeczki gałki muszkatałowej
  • szczypta soli

sos serowy

  • ok. 100 g sera Gruyere
  • ok. 2/3 szklanki tartego parmezanu
  • kubeczek jogurtu lub smietany (200 ml)
  • 2 jajka
  • ok. pół łyżeczki gałki muszkatałowej
  • sól i pieprz do smaku
  • garść orzechów włoskich

Przygotowanie

Kalafiora dzielimy na różyczki. Mieszamy z groszkiem, oliwą, gałka muszkatałową i solą, przekładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy ok. 30 minut w 180 stopniach. Wszystkie składniki sosu, z wyjątkiem orzechów, miksujemy na jednolitą masę. Następnie dodajemy orzechy i jeszcze moment miksujemy tak, żeby orzechy sie pokruszyły, ale żeby całośc nie była zupełnie jednolita.

Wyjmujemy naczynie z kalafiorem z piekarnika, zalewamy sosem. Ewentualnie na wierzchu układamy kilka całych orzechów dla dekoracji. Ponownie wstawiamy do piekarnika i pieczemy jeszcze ok 30 minut, az wierzch ładnie się zrumieni. Przed podaniem studzimy 15-20 minut. Smacznego 🙂

Zapiekanka z quinoa i brukselką

Zwykły wpis

Pyszna i zdrowa zapiekanka inspirowana przepisem z bloga Healthy Tipping Point. Nie miałam akurat brokułów, więc użyłam brukselki. Czarną fasolę zastąpiłam czerwoną, i użyłam mieszanki quinoa i kaszy jaglanej. Całość wyszła smaczna i bardzo sycąca – spokojnie starczy na 4 porcje.

Składniki

  • ok. 400g brukselek
  • 4 jajka
  • 1/3 szklanki hummusu (użyłam jogurtowego z poprzedniego posta)
  • 3 łyżki sosu salsa
  • 3/4 szklanki quinoa, kaszy jaglanej albo ich mieszanki (surowej)
  • pół puszki czerwonej fasoli
  • parę kropel tabasco lub łyżka bardzo ostrej salsy (opcjonalnie)
  • sól i pieprz do smaku (dałam sporo pieprzu)
  • sos pomidorowy do podania

Przygotowanie

Brukselki myjemy, zdejmujemy zewnętrzne listki, odcinamy korzonki i przecinamy główki na pół. Do niewielkiego garnka wlewamy ok 2/3 szklanki wody, wkładamy brukselki, dodajemy szczyptę soli i gotujemy na średnim ogniu, aż trochę zmiękną (ok. 10 minut lub trochę krócej). Jajka miksujemy z hummusem, salsą, solą, pieprzem i ostrym sosem w dużej misce. Nie trzeba ubijać, chodzi tylko o połączenie składników. Dodajemy quinoa i/lub kaszę jaglaną oraz fasolę i mieszamy. Próbujemy i ewentualnie dodatkowo doprawiamy do smaku. Brukselki odcedzamy, przekładamy do wysmarowanego olejem naczynia do zapiekania i zalewamy masą. Pieczemy ok. 40 minut w 200 stopniach. Podajemy z salsą lub sosem pomidorowym. Dodatek sosu jest istotny, bo bez niego zapiekanka jest troszkę sucha. Ja użyłam sosu pomidorowego ze słoika, doprawionego solą, pieprzem, bazylią i oregano do smaku.

***

Kilka refleksji po zmianie „orientacji” żywieniowej… Jak na razie zdecydowanie wychodzi mi to na dobre, jeśli chodzi o samopoczucie. Wreszcie daję radę zjeść pięć niewielkich posiłków w ciągu dnia, dzięki czemu nie dopadają mnie fazy pt „zaraz odgryzę sobie rękę” 😉 Może to jakiś mój indywidualny defekt, ale spora część posiłków wegańskich wydawała mi się… mało treściwa. Patrząc na wartość kaloryczną i składniki odżywcze, powinnam być najedzona na parę godzin, a ja byłam znów głodna po 30 minutach. Posiłek z dodatkiem jajka albo jogurtu czy chudego sera działa dla mnie lepiej 🙂 Bez wyrzutów sumienia uzupełniłam zapas eko-jajek, jogurtów i serków w lodówce.

Nie będę ukrywać, że cieszę się też, że przeglądając „normalne” blogi kulinarne, nie muszę odrzucać 70% przepisów, że mogę poczęstować się cukierkiem przyniesionym do pracy przez kolegę, któremu urodziło się dziecko, że nie muszę się zastanawiać, czy na firmowej imprezie będę mogła coś zjeść poza bułką i piwem 😉 Jednym słowem, jest dobrze 🙂

Tortilla lasagne, czyli dwa w jednym

Zwykły wpis

Jeśli w Waszej lodówce tez poniewierają się placki tortilli, polecam Wam tę zapiekankę. Jest prosta, szybka i naprawdę smaczna. Skrzyżowanie tortilli z lazanią dało naprawdę fajny efekt.

Składnki (na 4 porcje)

  • pesto z białej fasoli (wszystko, co wychodzi z przepisu)
  • 4 placki tortilli
  • 500 ml sosu pomidorowego
  • sól, pieprz i oregano do smaku
  • olej do wysmarowania formy

posypka „parmezanowa”

  • 3 łyżki płatków drożdżowych
  • ok. 1/3 szklanki ziaren sezamu
  • łyżeczka ostrej musztardy
  • łyżeczka tahini
  • szczypta soli

Przygotowanie

Przygotowujemy pesto z fasoli według przepisu. Sos pomidorowy podgrzewamy na wolnym ogniu przez jakieś 20 minut, od czasu do czasu mieszając. Chodzi o to, żeby odparować trochę wody i lekko zagęścić sos. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i oregano. Ziarna sezamu prażymy przez kilka minut na suchej patelni, aż lekko się zrumienią. Składniki posypki umieszczamy w blenderze i miksujemy przez chwilę, do połączenia.

Dno tortownicy lub wysokiej formy do tarty smarujemy olejem. Następnie układamy wartstwami: tortilla, połowa pesto, tortilla, kilka łyżek sosu pomidorowego, tortilla, reszta pesto, tortilla, trochę więcej sosu. Wierzch równomiernie posypujemy posypką parmezanową. Zapiekamy 35-40 minut w 180 stopniach. Podajemy z pozostałym sosem pomidorowym.

Smacznego 🙂