Monthly Archives: Sierpień 2013

Szybki obiad na lato – sałatka z jarmużu z makaronem

Zwykły wpis

sałatka

Jarmuż nie jest chyba u nas zbyt znany, a szokda. Pamiętam, że kiedyś natknęłam się na wzmiankę o nim w książce kucharskiej dla dzieci, którą namiętnie czytywałam jakieś 20 lat temu z hakiem, domagając się, ku rozpaczy rodziców, robienia żaglówek z jajek czy innych myszek z twarogu 😉 Tam jednak jarmuż pojawiał się tylko jako dekoracja półmiska.

Dużo później, kiedy na nowo odkryłam kuchenną pasję, straciwszy jednak ciut zapału do twarogowych myszek, zaczęłam czytać anglojęzyczne blogi kuchenne i co chwila natykałam się na kale salad, czyli sałatkę z… czymś, czego nazwy nie kojarzyłam, ale ze zdjęć wymyśliłam sobie, że to kapusta włoska w jakimś wczesnym stadium rozwoju 😉 Zrobiłam nawet swego czasu bardzo smaczną sałatkę, uzywając właśnie kapusty włoskiej i jeśli nie uda Wam się znlaeźć w sklepie jarmużu, to będzie to dobry zamiennik. Ale właśnie przy oakzji tej sałatki ktoś mi zwrócił uwagę, że kale to jednak nie kapusta.

Jakiś czas później przy zupełnie przy innej okazji znalazłam jarmuż w najzywklejszym supermerkecie. Kosztował kilka złotych za wielką torbę, więc niewiele myśląc wrzuciłam go do wózka i zaczęłam eksperymentować. Jarmuż pod względem faktury i smaku rzeczywiście przypomina kapustę, ale jest sprzedawany jako osobne liście, a nie w główkach. I jak mu się bliżej przyjrzeć, to jest całkiem ładny 🙂

jarmuż

jarmuż

Jjarmuż jest kopalnią witamin i mikroelementów, świetnym wegańskim źródłem żelaza i wapnia, a poza tym jak każda zielenina, zawiera mnostwo korzystnych dla zdrowia przeciwutleniaczy.

Jak widać, warto się z nim bliżej zaprzyjaźnić. Najlepiej wykorzystać go w postaci surowej we wszelkiego rodzaju sałatkach – może być ich bazą tak jak szpinak, rukola czy mieszanka sałat. Ma nad nimi tę przewagę, że może nawet kilka dni stać w lodówce i pod wpływem sosu nie staje się z czasem smutną papką jak sałata. Wręcz przeciwnie, sałątka z jarmużem z czasem „dojrzewa” i są wszelkie szanse, że trzeciego dnia będzie nawet lepsza niż pierwszego :).

Tak więc dziś mam dla Was propozycję sałatki z prostych składników, które chyba każdy ma pod ręką. Dzięki dodatkowi makaronu nadaje się na samodzielny letni obiad – lekki ale dosyć sycący. Robi się ją w porywach do 10 minut, a zaoszczędzony czas można wykorzystać na spacer i rozkoszowanie się końcówką lata 🙂 Najlepiej zrobić ją kilka godzin wcześniej lub nawet poprzedniego dnia – leżakowanie w lodówce pozwoli jej się „przegryźć” i zdecydowanie korzystnie wpłynie na smak.

IMGP8750-5

Składniki (na 1 dużą lub 2 mniejsze porcje)

  • 2-3 duże garście świeżego jarmużu
  • ok 100 g krótkiego makaronu (u mnie pełnoziarniste penne)
  • ok. 8 pomidorków koktailowyc (może być też jeden spory pomidor, ale pomidorki koktailowe podnoszą wrażenia estetyczne 😉
  • 3 łyżki pestek słonecznika
  • 2-3 łyżki tartego parmezanu (w wersji wegańskiej można zastąpić płatkami drożdżowymi)
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • ok. łyżki octu (użyłam jabłkowego)
  • szczypta soli
  • ok. pół łyżki przyprawy do kuchni włoskiej (albo trochę więcej, do smaku)

Przygotowanie

Jarmuż płuczemy i rwiemy w rękach na nieduże kawałki (wyrzucamy twarde łodygi przechodzące przez środek liści). Wkładamy do miski, dodajemy oliwę, ocet, sól i przyprawy i przez około minutę ugnniatamy rękami liście, żeby dokładnie połączyły się z sosem. To ważne – dzięki temu jarmuż zmięknie i przejdzie dokładnie smakiem i zapachem dressingu. Dodajemy pozostałe składniki (makaron oczywiście wcześniej gotujemy, pomidorki przekrajamy na pół). Mieszamy i odstawiamy na kilka godzin do lodówki (nie jest to konieczne, ale jeśli macie czas, to warto). Jeśli po wyjęciu z lodówki sałatka wydaje się zbyt sucha, można dodać jeszcze odrobinę oliwy.

Jemy, popijając schłodzonym białym winem (a przynajmniej ja mam taki plan, bo sałatka właśnie nabiera mocy ;)). Smacznego 🙂

sałatka

Placki z cukinią, fetą i kurczakiem

Zwykły wpis

IMGP8718-1

Cześć 🙂 Nadal żyję, choć może niektórzy już w to zwątpili 😉 I nadal jem. Co więcej, poza małymi wpadkami udało mi się trzymać postanowienia, żeby jeść normalnie, czyli wszystko z umiarem i nie kombinować z mniej czy bardziej udziwnionymi dietami. Czasem mam „przebłyski”, że może by tak weganizm, Paleo albo dieta Montignaca, ale na szczęście szybko mijają 🙂

Aktualnie w moim życiu sporo się zmienia i chociaż jestem święcie przekonana, że w dłuższej perspektywie te zmiany wyjdą mi tylko i wyłącznie na dobre, to mam dni, kiedy jedyne na co mam ochotę po pracy, to siąść  z książką w garści (polecam „The Game of Thrones”, wciągnęłam się na amen :)) i kieliszkiem (albo kilkoma) wina, a ostatnia rzecz, o której myślę, to gotowanie. Cóż, wtedy zostają płatki z jogurtem, kanapka na lunch, a po powrocie rarytas w stylu jajek sadzonych z surówką 😉 I żyję dalej, bo okazało się, że w życiu jest sporo ważniejszych rzeczy niż obmyślanie posiłków na tydzień z góry i zamartwianie się przez pół dnia, gdzie ja dostanę olej sezamowy, bo przecież bez niego ten przepis nie wyjdzie i mój świat się zawali 😉

Staram się jednakowoż zazwyczaj ugotować sobie coś sensownego, czyli mniej więcej zdrowego, smacznego i ze składników, które nie kosztują fortuny. Ostatnio pracuję trochę nad oszczędnością, również w kuchni. Nie znaczy to, że przymieram głodem albo jem chleb z najtańszą mielonką, która koło mięsa nawet nie leżała, ale staram się kupować produkty, które do końca wykorzystam w różnych przepisach, zamiast np butelki jakiegoś egzotycznego sosu, którego użyję pół łyżeczki, a reszta będzie stać rok w lodówce, po czym ją wyrzucę, bo nie będę miała bladego pojęcia, co by z nim zrobić.

Dziś np z okazji długiego weekendu i pierwszego czwartku w tym tygodniu popełniłam placki z cukinii. Widziałam wiele przepisów na najróżniejsze ich wariacje, ale ten to mój autorski pomysł oparty na aktualnej zawartości lodówki i resztkach domagających się pilnego wykorzystania. Placki wyszły dobre i bardzo sycące – z podanej porcji wyszło mi 12 sztuk, przy czym trzema najadłam się po uszy, więc myślę, że spokojnie mogą się najeść 3-4 osoby.

placki z cukinii

Składniki

  • 1 spora cukinia
  • 1 i 1/3 szklanki mąki
  • 4 małe jajka
  • pół szklanki jogurtu naturalnego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2-3 łyżki sosu pesto
  • ok. 100 g sera feta
  • gotowana lub pieczona pierś z kurczaka – miałam dwa nieduże kotlety z piersi, świetnie nadadzą się tu resztki z wczorajszego obiadu
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Jajka, mąkę, jogurt, pesto i proszek do pieczenia miksujemy na jednolitą masę, mniej więcej (raczej więcej ;)) o gęstości śmietany). Cuknię ścieramy na drobnej tarce i odciskamy nadmiar soku. Kurczaka kroimy w niedużą kostkę, fetę również kroimy lub kruszymy na niewielkie kawałki. Do ciasta dodajemy najpierw startą cukinię i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy kurczaka i ser i również mieszamy. Ewentualnie doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Do smażenia potrzebna jest koniecznie nieprzywierająca patelnia. Próbowałam smażyć pierwszą partię placków na patelni ceramicznej i za Chiny Ludowe nie dało się ich przewrócić. W ogóle moja patelnia ceramiczna to jakiś żart – w dnie ma wycięte jakieś wzorki, które rzekomo wspomagają równe podgrzewanie i zabezpieczają przed przywieraniem. Otóż dzięki tymże wzorkom do patelni przykleja się absolutnie wszystko, nie daje się jej w żaden sposób domyć, a poza tym nagrzewa się godzinę (chociaż to już chyba nie wina wzorków ;)).

No więc na nieprzywierającej patelni dobrze rozgrzewamy olej i wykładamy na niego masę, mniej więcej po dwie czubate łyżki na placek. Smażymy jakieś 4-5 minut, po czym przewracamy delikatnie na drugą stronę i smażymy jeszcze ok. 3 minuty. W razie potrzeby dolewamy w trakcie smażenia odrobinę oleju. Nadmiar tłuszczu można odsączyć, odkładając placki na papierowy ręcznik.

Świetnie smakują z sosem tzatziki lub ziołowym serkiem typu Almette oraz sałatką ze świeżych pomidorów. Następnego dnia można je bez problemu odgrzać na patelni lub w mikrofalówce.

Smacznego 🙂