Lasagne z dynią, szałwią i serkiem ricotta

Zwykły wpis

Rozpoczęłam sezon na dynię 🙂 Pierwszy raz w życiu spróbowałam jej w zeszłym roku i od tamtej pory zastanawiam się, jak mogłam tyle czasu żyć bez niej 🙂 Teraz staram się wykorzystać dyniowy sezon w pełni – dodaję pieczoną dynię do owsianki albo śniadaniowych pancakes, piekę ciasta i muffinki, robię sosy do makaronu i ciągle szukam nowych pomysłów 🙂

Na moją urodzinową imprezę postanowiłam przygotować coś z dynią w roli głównej, żeby z przytupem zacząć sezon 🙂 Zazwyczaj kiedy gotuję dla siebie, stawiam na proste dania, których przygotowanie nie zajmuje wiele czasu, ale kiedy przychodzą goście, wychodzę w kuchni z siebie i staję obok 😉 Czasem w połowie szykowania „proszonego obiadu”, kiedy akurat wszystko jest rozgrzebane i kuchnia wygląda, jakby przeszło przez nią tornado, mam fazę „chrzanię to, zadzwońmy po pizzę”, ale kiedy jednak odrzucę opcję pizzy i dokończę to co zaczęłam, lubię zbierać pochwały i łaskawie spełniać prośby o przepis 😉

Może tylko powjnnam popracować na organizacją… Mam tę wadę, że kiedy gotuję (nie tylko, ale zwłaszcza wtedy), robię naokoło siebie potworny bałagan. Co wyjmę, to odstawię w losowe miejsce, w 5 minut cały blat w kuchni jest zastawiony wszystkimi użytymi do tej pory składnikami, naczyniami itp. Nic dziwnego, że kiedy sięgam po kolejną przyprawę, zahaczę o słoik z cukrem, którego oczywiście nie chciało mi się zakręcić, przwerócę butelkę z oliwą, zbiję dwa jajka i już mam na blacie ciasto 😉 Trochę przesadzam, ale faktem jest, że kiedy wpadam w kuchenny szał i nagle słychać słowo nieparlamentrane, to znaczy, że albo coś wysypałam/rozlałam/potłukłam, albo kolejny raz spotkałam się zbyt blisko z grzałką piekarnika albo z dopiero co wyłączonym palnikiem (moją płytę elektryczną traktuję jako kawałek blatu; oczywiście ma światełka wskazujące, które palniki są gorące, ale kto by się tym przejmował ;)).

Ostatnio staram się trochę z tym walczyć i z dumą stwierdzam, że przed przybyciem gości w dniu wczorajszym kuchnia nie świeciła może czystością, ale nie wyglądała jakby w niej coś wybuchło 🙂 Kosz na śmieci był opróżniony i nawet wygospodarowałam na blatach tyle powierzchni poziomej, że nie musiałam półmisków i naczyń naszykowanych na później rozstawiać na podłodze w jadalni. Chyba dorastam 😉

Przedsatwiam Wam danie główne na urodzinowej imprezie – lasagne z dynią, szałwią, serkiem ricotta i oscypkiem. Kremowa, aromatyczna, pełna jesiennych smaków. Wybitnie sycąca – po zjedzeniu niezbyt dużej porcji myślałam, że pęknę. Myślę, że jako samodzielny obiad spokojnie starczy dla 6-7 osób. U mnie najadło się 9 osób i jeszcze sporo zostało dla mnie na lunche do pracy – nie narzekam 😉 Mój lazaniowy debiut 🙂 Jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się zebrać do tego dania, bo wydawało mi się trudne, czasochłonne i ogólnie uperdliwe. Przygotowanie rzeczywiście zajmuje trochę czasu, ale zdecydowanie jest tego warta.

Jedna uwaga: te śliczne wyraźne warsty lazanii są takie śliczne dopiero następnego dnia. Wtedy też zapiekanka fantastycznie się kroi. Świeżo po wyjęciu z piekarnika jest zdecydowanie mniej przyjazna dla użytkownika, ale co najmniej równie pyszna 🙂 Można też zrobić ją dzień wcześniej, a potem odgrzać. Kiedyś robiłam tak z lazanią zamówioną z cateringu i wszyscy bardzo chwalili efekt, więc widać to też jest metoda.

Składniki

Warstwa dyniowa

  • ok. 1 kg pieczonej dyni (użyłam dyni hokkaido)
  • ewentualnie kilka łyżek wody lub mleka
  • 1 krzaczek szałwii
  • sól, pieprz i gałka muszkatałowa do smaku

Warstwa serowa

  • 400 g serka ricotta
  • 100g tartego parmezanu
  • 2 małe jajka lub 1 duże
  • sól, pieprz i gałka muszkatałowa do smaku

Oprócz tego

  • 16 arkuszy makaronu lasagne
  • ok. szklanki tartego sera (użyłam oscypka i fajnie wzbogacił smak, ale może być też parmezan)
  • kilka łyżek oliwy z oliwek

Przygotowanie

Dynię najlepiej upiec dzień wcześniej. Używam dyń hokkaido, które mają suchy i mączysty słodkawy miąższ. Te dynie są niewielkie (trochę większe od grejpfruta), więc do pieczenia przecinam je na pół, wyciągam ze środka piestki i inne farfocle, układam rozcięciem do dołu na blasze i piekę około godziny w 180 stopniach. Kiedy przestygną, wyjmuję miąższ ze skórki i gotowe.

Pieczoną dynię miksujemy w blenderze z posiekaną szałwią, solą, pieprzem i gałką muszkatałową. Jeżeli dynia jest za sucha, dodajemy trochę wody lub mleka. Konsystencja masy powinna być podobna do puree ziemniaczanego.

Następnie miksujemy serek ricotta z parmezanem i jajkiem i doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową.

Przygotowujemy makaron. Do tej lazanii makraon trzeba wcześniej obgotować, bo nie ma rzadkiego sosu, który by go ugotował w trakcie pieczenia. Ja robiłam tak, że w dużym garnku zagotowałam wodę z solą i 2-3 łyżkami oliwy (dzięki niej płaty makaronu się nie sklejają w trakcie gotowania) i wrzucałam po 4 płaty lazanii, bo tyle potrzebowałam na jedną warstwę. Po odłowieniu z wody od razu układałam makaron w naczyniu i nakładałam farsz, podczas gdy kolejna warstwa się gotowała. Dzięki temu uniknęłam problemu z przechowywaniem częściowo ugotowanej lazanii tak, żeby płaty się ze sobą nie posklejały.

Tak więc, gotujemy pierwszą warstwę lazanii i układamy na dnie natłuszczonego naczynia do zapiekania. Na to wykładamy połowę dyni. Potem kolejna warstwa lazanii, połowa masy serowej, makaron, reszta dyni, makaron i reszta sera. Wierzch posypujemy tartym serem. Przykrywamy folią aluminiową i pieczemy ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni. Nastepnie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze 15-20 minut aż ser się zrumieni. Smacznego 🙂

A teraz scena z życia kulinarnej bloggerki 🙂

Zdjęcie z pola bitwy z dzisiejszego poranka. Zanim zaczęłam sama trochę interesować się fotografią kulinarną, patrząc na zdjęcia na blogach myślałam: ale ci ludzie mają fajnie, mają takie piękne naczynia, do każdego obrusa inny zestaw, serwetki pod kolor, a to wszystko na ich stołach jest tak ładnie skomponowane… O słodka naiwności 😉 Prawda jest taka, że zdjęcia kulinarne rzadko powstają na stole, przy którym je się posiłki. Bardzo rzadko jest tak, że przed podaniem obiadu pstryknę fotkę na bloga. Zazwyczaj takie fotki nie wyglądają, jakby to co na nich jest, było jadalne 😉 Poza tym zawsze załapie się kawałek zlewu z brudnymi naczyniami, gazeta przewracająca się po kuchni, czy butelka płynu do naczyń. A może to tylko moje szczęście 😉 W każdym razie, zdjęcia powstają tam, gdzie jest dobre światło i np. ściana w albo podłoga w odpowiednim kolorze. Czasem jest to np. podłoga łazienki, która ma ładny drewniany wzór 😀 Osobiście jeszcze nie fotografowałam zupy w łazience, ale słyszałam takie historie 🙂 No i jak widać, aby obiad wyglądał na zdjęciu apetycznie, czasem trzeba zawiesić w oknie prześcieradło 😉

Advertisements

One response »

  1. Pingback: Dynia party, cześć druga – dyniowy tofu sernik « Kulinarne ekscesy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s