Monthly Archives: Maj 2012

Sałatka z pieczenią, serem pleśniowym i sosem truskawkowym

Zwykły wpis

Muszę się przyznać, że zaliczyłam ostatnio potworną blogową wpadkę 🙂 W zeszłym tygodniu Małżonek skończył 30 lat i z tej okazji w sobotę mieliśmy małą rodzinną imprezkę. Oczywiście zabroniłam komukolwiek przynosić cokolwiek do jedzenia, bo chciałam wyżyć się w kuchni. Oczywiście mniej więcej w połowie owego wyżywania żałowałam, że nie kazałam gościom przywieźć prowiantu i odgrażałam się mężlowi, że następnym razem zamówimy dla wszyskich pizzę. Jego odpowiedź: „Akurat, tak jakbyś za każdym razem tego nie powtarzała ;)”. Koniec końców, wszystko się udało, pławiłam się w pochwałach i cieszyłam opinią niezrównanej kucharki, ale… no właśnie – kiedy przypomniałam sobie, że miałam zrobić zdjęcia, wszystko było już mniej więcej w 70% zjedzone…

Ale specjalnie na blogowe potrzeby (oraz na moje potrzeby lunchowe ;)) zrobiłam jeszcze raz załatkę, która cieszyła się największym powodzeniem. Połączenie smaku pieczonego mięsa, sera pleśniowego i truskawkowego sosu vinegret przypadło do gustu nawet osobom, które nie należą do fanów spleśniałych serów. A przy okazji – jeśli Wasi goście twierdzą, że nie lubią szpinaku, powiedzcie im, że to sałata – od razu polubią 🙂 Przynajmniej u mnie zadziałało 😉

Składniki (na jedną dużą porcję sałatki)

  • 2 garście świeżych liści szpinaku lub mieszanki sałatkowej (na zdjęciu mieszanka sałat, albowiem szpinak wyszedł, ale moim zdaniem najlepiej sprawdza się właśnie szpinak albo rukola)
  • ok. 100-150 g pieczonego mięsa (u mnie schab karkowy, ale może być też np filet z kurczaka)
  • ok. 50 g sera pleśniowego (najlepiej brie lub camembert)
  • kilka pomidorków koktailowych
  • kilka niedużych truskawek

Vinegret truskawkowy

  • ok. pół szklanki truskawek
  • łyżka octu balsamicznego
  • ok. 2 łyżki oliwy
  • szczypta soli
  • opcjonalnie pół łyżeczki syropu klonowego (może być też syrop z agawy lub miód)

Przygotowanie

Mięso i ser kroimy na nieduże kawałki. Pomidorki przekrajamy na połówki. Wszystkie składniki wkładamy do miseczki. Składniki sosu miksujemy, wlewamy do sałatki i mieszamy. Smacznego 🙂

Omlet curry z jabłkami i cukinią

Zwykły wpis

Dawno mnie tu nie było… Jeden powód jest taki, że żyję w permanentnym niedoczasie i jak już coś ugotuje, to nie mam czasu tego fotografować, obrabiać zdjęć itd. A poza tym, odkąd zrobiło się ciepło, żyję głównie na sałatkach. Zdrowych, „konkretnych” i pożywnych, ale powstających na zasadzie wygarniania z lodówki tego, co najdłużej tam siedzi 😉

W sumie ten omlet też powstał w ten sposób, ale tak mi posmakował, że postanowiłam zrobić go jeszcze raz i pstryknąć zdjęcie, żeby się z Wami podzielić. Jest łagodny w smaku, słodko-wytrwany, sycący, ale nie zapycha na amen. Dobry, spróbujcie 🙂

Składniki (na 1 porcję)

  • 2 jajka
  • kawałek cukinii (ok. 6-7 cm)
  • pół średniego jabłka
  • łyżeczka łagodnego curry
  • szczypta soli
  • szczypta cynamonu
  • olej lub masło do smażenia (ja ostatnio odkryłam masło kalrowane i jestem wielką fanką :))
  • opcjonalnie wiórki kokosowe do posypania

Przygotowanie

Cukinię i jabłko kroimy w cienkie plasterki. Na patelni rozgrzewamy tłuszcz i układamy plasterki cukinii. Jajka, curry i sól miksujemy i wlewamy masę jajeczną na cukinię. Na wierzchu układamy plasterki jabłka i posypujemy cynamonem. Przykrywamy patelnię, zmniejszamy ogień i smażymy do momentu aż jajka zetną się na wierzchu (co najmniej 5 minut). Na koniec można posypać wiórkami kokosowymi. Smacznego 🙂

PS. Obiecuję się trochę poprawić, jeśli chodzi o częstotliwośc postów 🙂

Wytrawna krajanka orzechowa z parmezanem

Zwykły wpis

Uwielbiam orzechy! Chyba już wspominałam? 😉 Mogłabym je jeść w zasadzie bez przerwy 🙂 Ostatnio uzupełniłam swoje zapasy, więc musiałam zrobić z nich coś ciekawszego niż po prostu zjeść, dosypać do sałatki albo do musli. Sporą ilość upiekłam z miodem i cynamonem. Po owej sporej ilości zostało już tylko wspomnienie 😉 Kolejną sporą ilość zużyłam więc do tej krajanki, przy okazji wykorzystując mielone migdały pozostałe po produkcji mleka orzechowego.

Oprócz orzechów w krajance znalazł się spory kawałek parmezanu, którego smak i aromat podkreśla gałka muszkatałowa. Dopiero ostatnio odkryłam to połączenie i zakochałam się w nim – może jestem pod tym względem lekko opóźniona, niemniej gdyby ktoś z Was jeszcze nie próbował kombinacji sera (szczególnie pleśniowego lub parmezanu) z gałką muszkatałową, to serdecznie polecam 🙂 Dla przełamania pikantnych smaków dodałam kilka plasterków suszonego ananasa – dobrze się spisał 🙂 Myślę, że sprawdziłyby się również suszone morele albo figi.

A więc…

Składniki (na sporą blachę, pewnie ze 20 porcji albo nawet więcej)

  • szklanka orzechów włoskich
  • szklanka orzechów laskowych
  • szklanka migdałów
  • szklanka zmielonych migdałów
  • 3 jajka
  • ok. 200g parmezanu
  • 3 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • ponad pół szklanki wody
  • 6-7 plasterków suszonego ananasa
  • 3 szyczpty soli
  • 1,5 łyżeczki gałki muszkatałowej (albo trochę mniej lub więcej – do smaku)
  • pieprz do smaku
  • olej do natłuszczenia formy, a jeszcze lepiej pergamin

Przygotowanie

Parmezan trzemy na drobnej tarce. Jajka, siemię lniane, mielone migdały, parmezan i przyprawy miksujemy na jednolitą masę (można zostawić kilka łyżek parmezanu do posypania po wierzchu). Wszystkie orzechy mieszamy w sporej misce. Plasterki ananasa kroimy na nieduże kawałki i mieszamy z orzechami. Następnie dolewamy masę i całość ponownie mieszamy. Prostokątną blachę smarujemy dokładnie olejem lub wykładamy pergaminem (nie miałam pergaminu i mam teraz delikatne problemy z odklejeniem ciasta od dna ;)). Przekładamy masę orzechową do formy, wyrównujemy wierzch i posypujemy pozostałym parmezanem. Pieczemy 35-40 minut w 180 stopniach. Smacznego 🙂

Chłodnik z buraków

Zwykły wpis

Dziś proponuję Wam prostą i pyszną zupę, idealną na ciepłe dni. Co prawda lato chwilowo się na nas obraziło i pogoda bardziej październikowa, ale mam nadzieję, że słońce i ciepło niebawem wrócą na dobre, a wtedy ten przepis się przyda 🙂

Chłodnik na bazie pieczonych buraków, jogurtu i kefiru – lekki, orzeźwiający, banalny w przygotowaniu, a przy tym ładnie wygląda, więc może nada się na wiosenne przyjęcie w ogrodzie.

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 2 spore buraki
  • 400 ml jogurtu greckiego
  • 400 ml kefiru
  • ok. pół łyżeczki soli
  • sok z jednej niedużej cytryny (albo trochę więcej, do smaku)
  • szyczpta granulowanego czosnku
  • szczypta pieprzu
  • ok. łyżka przyprawy do twarożków Kamisa

Przygotowanie

Buraki myjemy, zawijamy w folie aluminiową (bez obierania) i pieczemy godzinę w 180 stopniach. Można to zrobić dzień wcześniej, bo do przygotowania chłodnika buraki oczywiście muszą byc chłodne ;). Następnie obieramy buraki, kroimy w kostkę i miksujemy z pozostałymi składnikami na jednolitą zupę-krem w kolorze wściekłego różu 😉 Ewentualnie doprawiamy do smaku. Podajemy z kiełkami, świeżym koperkiem, jajkiem na twardo… Smacznego 🙂

Kotleciki sezamowe i pikantny sos curry

Zwykły wpis

Kolejna odsłona curry 🙂 Tym razem w wersji pomidorowej z cukinią i mini kotlecikami mielonymi, które też mają delikatne egzotyczne nuty smakowe 😉 Uprzedzam, że sos jest bardzo pikantny, nawet dla mnie, a ja lubię pikantne smaki. Dlatego, jeśli wolicie łagodniejsze potrawy, dodajcie mniej chilli (albo w ogóle je pomińcie).

Składniki na 12 małych kotlecików

  • 0,5 kg mięsa mielonego (u mnie mieszane drobiowo-wołowe)
  • 1 jajko
  • 2 czubate łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 1,5 łżki sosu sojowego
  • czubata łyżka masła słonecznikowego lub orzechowego
  • 2 łyżeczki zielonej pasty curry
  • szczypta czosnku w proszku
  • szczypta mielonego kminku
  • szczypta mielonego imbiru
  • ok. 2/3 szklanki ziaren sezamu do obtoczenia
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Wszystkie składniki z wyjątkiem sezamu i oleju dokładnie mieszamy w misce i wyrabiamy jednolitą masę. Formujemy małe kotleciki i obtaczamy w sezamie. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy z obu stron (mniej więcej po 5 minut na stronę). Następnie przekładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy 20 minut.

Składniki na sos curry

  • jedna średnia cukinia
  • ok. szklanka sosu pomidorowego z kartonika (bez dodatków)
  • mała puszka mleczka kokosowego (ok. 200 ml)
  • reszta słoiczka zielonej pasty curry (na kotleciki i sos zużyłam cały słoiczek wielkości ok. 100 ml)
  • szczypta imbiru w proszku
  • chilli do smaku (można pominąć)
  • ok. łyżka oliwy lub oleju
  • ewentualnie 2 łyżeczki mąki i kilka łyżek zimnej wody do zagęszczenia sosu

Przygotowanie

Cukinię kroimy w półplasterki. W garnku lub na patelni rozgrzewamy olej. Wrzucamy cukinię i smazymy jakieś 3 minuty. Następnie dodajemy pozostałe składniki, oprócz mąki. Mieszamy i podgrzewamy na średnim ogniu, aż sos zacznie się gotować. Od tej chwili gotujemy go jeszcze jakieś 10 minut. Jeżeli wydaje Wam się za rzadki, można go zagęścić – rozprowadzamy mąkę w zimnej wodzie, tak, żeby nie było grudek i wlewamy tę zawiesingę do sosu. Mieszamy i jeszcze raz doprowadzamy do zagotowania. Zdejmujemy z ognia i podajemy z kotlecikami. Smacznego 🙂

Sałatka z pieczonymi warzywami w kremowym sosie musztardowym

Zwykły wpis

Kolejny tydzień mija pod hasłem „10 godzin w biurze”. Do tego staram się wciskać w swój harmonogram w miarę regularne treningi, mieć trochę czasu dla męża, nie dopuścić, żeby dom porósł mchem, a brudne ciuchy przestały się mieścić nie tylko w ksozu na pranie, ale w całej łazience 😉 Nie mam czasu ani siły na wybitnie wyszukane dania. No ale jednak jeść trzeba i fajnie by było jeść zdrowo i smacznie. Najlepiej coś takiego, co zrobi sie prawie samo 😉 Taka właśnie jest ta sałatka. Wczoraj, kiedy dopełzłam do domu, wrzuciłam do piekarnika trochę warzyw – brokuły, cukinię i pozostałe szparagi. Tak się złożyło, że wszystkie były zielone 🙂 Zajęłam się czymś innym, podczas gdy warzywa „się robiły”. Dziś rano ugotowałam jajka na twardo i kiedy po pracy i treningu wpadłam głodna do kuchni, wystarczyło włożyć wszystko do jednej miski (no i wytrzymać te dodatkowe 5 minut, żeby zrobić zdjęcia ;))

Myślę, że do przepisu można wprowadzać rozliczne modyfikacje, zależnie od upodobań i zawartości lodówki, a i tak wyjdzie super 🙂

Składniki na pieczone warzywa (do sałatki użyłam ok 1/3 tej porcji)

  • 1 średni brokuł
  • 1 średnia cukinia
  • 1 pęczek zielonych szparagów

sos

  • 1/4 szklanki oliwy
  • 2 szczypty soli
  • szczypta czosnku w proszku
  • ok 1,5 łyzki octu balsamicznego

Przygotowanie

Brokuła dzielimy na różyczki. Cukinię kroimy w plasterki. Ze szparagów odcinamy końcówki. Wszystko wrzucamy do sporego naczynia żaroodpornego. Mieszamy wszystkie składniki sosu, dolewamy do warzyw i dokładnie mieszamy. Pieczemy ok. 40 minut w 200 stopniach.

Składniki na sałatkę (na 1 dużą porcję)

  • ok. 1/3 porcji warzyw
  • duża garść liści szpinaku lub innej zieleniny (np. gotowy mix sałat świetnie się nada)
  • 2 jajka na twardo
  • 1/4 avocado
  • kilka pomidorków koktailowych
  • ok. 1.5 łyżki musztardy
  • szczypta cukru lub parę kropel miodu albo syropu z agawy
  • szczypta soli

Przygotowanie

Jedno jajko miksujemy z musztardą, syropem z cukrem (lub miodem itp.), szczyptą soli i kilkoma łyżkami wody, aby powstał kremowy sos, mniej więcej o konsystencji śmietany. Próbujemy i ewentualnie doprawiamy do smaku. Na dno miseczki wkładamy szpinak lub inne liście i mieszamy z sosem. Następnie wkładamy pieczone warzywa, avocado pokrojone na kawałki, połówki pomidorków i drugie jajko pokrojone w ćwiartki, albo, jak kto woli, w plasterki 🙂 Gotowe. Smacznego 🙂

 

Zupa szparagowa z migdałami i fetą

Zwykły wpis

Na niedzielnych zakupach znalazłam wyjątkowo tanie zielone szparagi, więc wrzuciłam do wózka od razu dwa pęczki i już w kolejce do kasy zaczęłam się zastanawiać, co by z nich przygotować. W lodówce czekało też pudełko mielonych migdałów pozostałych po przygotowaniu mleka orzechowego. Znalazłam też zbłąkane opakowanie fety i tak narodził się pomysł na serowo-migdałowo-szparagową zupę krem. Pomyślałam, że do całości pewnie dobrze będzie pasował estragon. Był to jeden z przepisów z cyklu „na dwoje babka wróżyła” – nie miałam pojęcia, jaki będzie ostateczny efekt, ale tym razem smakowa intuicja mnie nie zawiodła. Zupa jest przepyszna, wszystkie smaki są wyraźnie wyczuwalne, a jednocześnie dobrze ze sobą współgrają. A przy tym jest to jedno z tych dań, które po prostu nie mogą się nie udać. Nie ma takiej opcji 🙂

Składniki (na 3 duże lub 5 mniejszych porcji)

  • pęczek zielonych szparagów
  • ok. 200g sera feta
  • 4 szklanki wody
  • szklanka zmielonych migdałów
  • 2 łyżki posiekanego świeżego estragonu
  • ewentualnie łyżeczka suszonego estragonu (świeży się skończył, a trochę mi brakowało do smaku ;))
  • 2 jajka
  • sól do smaku

Przygotowanie

Banalne 🙂 Ze szparagów odcinamy zdrewniałe końcówki, a resztę kroimy na kilkucentymetrowe kawałki i gotujemy ok. 10 minut w osolonej wodzie. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Wszystkie składniki (razem z 4 szklankami wody) umieszczamy w sporym garnku i miksujemy blenderem ręcznym na jednolity krem. Można też zmiksować zupę w robocie kuchennym, ale na raz raczej się nie zmieści, więc trzeba to zrobić partiami.

Następnie podgrzewamy zupę na średnim ogniu, często mieszając, aż do zagotowania. Gotujemy ok. minutę i zdejmujemy z ognia. Dekorujemy listkami estragonu lub płatkami migdałowymi. Smacznego 🙂