Dlaczego nie należy tatuować imion, co to ma wspólnego z blogowaniem i pieczone jabłka z pikantnym farszem

Zwykły wpis

Kiedy kilka lat temu robiłam sobie tatuaż, wśród różnnych porad (typu „wybierz studio, w którym sterylizuje się sprzęt” ;)) powtarzała się też rada, żeby nie tatuować sobie imienia partnera lub partnerki, bo życie różnie się układa i może się okazać, że tatuaż przetrwa o wiele dłużej niż partner bądź partnerka (oczywiście przetrwa w tej roli, nie zakładam, że osoba szybko zejdzie z tego świata ;)). Akurat jeśli chodzi o tatuaż, to nie miałam w planach wymalować sobie imienia ukochanego, mimo że byłam już wówczas mężatką. Ale popełniłam podobny błąd z blogiem.

Co ma blog – i to blog o gotowaniu – do tatuażu? Otóż, dokładnie rzecz biorąc, chodzi o nazwę bloga. Wymyślając taką a nie inną nazwę, dałam jasno do zrozumienia, że na blogu będa przepisy bezmięsne. Co niniejszym się zmienia. Przyczyn tej decyzji jest wiele. Główną jest moje samopoczucie i różnica, jaką odczułam po powrocie do spożywania mięsa i ryb. Różnica, którą zauważyłam dosłownie w przeciągu kilku dni. Nie będę się wdawać w bądź co bądź publicznym miejscu w szczegóły moich zawirowań zdrowotnych, poza tym myślę, że naprawdę nie chcecie o nich czytać, zwłaszcza na blogu kulinarnym 😉 Jednak, eksperymentując przez ponad dwa lata z dietą wegetariańską, wegańską, surową, znowu wegetariańską… doszłam do wniosku, że człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym i niestety, ale potrzebujemy do prawidłowego funkcjonowania również białka zwierzęcego, w tym mięsa i ryb. Nasi przodkowie jedli w dużej mierze to, co upolowali, więc my również mamy problemy z przetrwaniem na tofu 😉 A przynajmniej ja mam, mimo że tofu lubię 🙂

Wiem, że część z Was zagląda tu tylko w poszukiwaniu przepisów wegetariańskich lub wegańskich, których na pewno będzie mniej (ale będą, pomysł na wegańską tartę czeka już na wypróbowanie :)). Liczę się z tym, że wiele osób „wypisze się” z listy fanów na facebooku, może będzie mniej czytających. Cóż, mowi się trudno i żyje się dalej 🙂 Proszę tylko osoby, które mają ochotę mi napisać, że dołączam do grona morderów i szowinistów gatunkowych, żeby się powstrzymały, bo ja nikogo nie obrażam i tego samego oczekuję od innych.

Niebawem pojawią się kolejne nowe przepisy. Uwielbiam gotować, fotografować i dzielić się swoimi kulinarnymi wynalazkami i zamierzam robić to dalej 🙂

Dlatego już dziś mam dla Was pierwszy „wszystkożerny” przepis na zapiekane jabłka ze słodko-pikantnym farszem z kiełbasy i warzyw. Pewnie połączenie kiełbasy z cynamonem wielu osobom wyda się co najmniej dziwne, ale moim zdaniem smakuje naprawdę wyśmienicie 🙂 Zachęcam do spróbowania – do odważnych świat należy 🙂

Składniki (na 4 porcje)

  • 4 duże jabłka
  • ok. 350 g kiełbasy – u mnie pół na pół biała kiełbasa autorstwa mojego taty i kiełbasa myśliwska ze sklepu
  • 1 jajko
  • 1 duża marchewka
  • 2 łodygi selera naciowego
  • pół sporej cebuli
  • 1/4 szklanki orzechów włoskich lub pekan, plus ewentualnie kilka do dekoracji
  • kilka łyżek oleju do smażenia
  • ok 1,5 łyżeczki cynamonu
  • kilka daktyli lub garść rodzynek
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie

Jabłka wydrążamy ostrym nożem tak, żeby do środka dało się włożyć farsz. Pozostawiamy dosyć grube ścianki (ponad centymetr), żeby nie rozpadły się podczas pieczenia. Na patelni rozgrzewamy olej. Kiełbasę kroimy na drobne kawałki, podsmażamy kilka minut i przekładamy do miseczki (olej zostaje na patelni). Marchewkę trzemy na tarce jarzynowej, selera i cebulę drobno siekamy. Orzechy, z wyjątkiem kilku do dekoracji, oraz daktyle również siekamy.  Wrzucamy warzywa na rozgrzaną patelnię, dodajemy orzeechy, daktyle i przyprawy i smażymy ok. 5 minut, często mieszając. Warzywa przekładamy do miski z kiełbasą, dodajemy jajko i mieszamy. Farsz wkładamy do wydrążonych jabłek. Posypujemy po wierzchu cynamonem i ewentualnie układamy półówki orzechów. Jabłka ustawiamy w naczyniu żaroodpornym i zapiekamy ok. 30-35 minut w 180 stopniach. Smacznego 🙂

PS. Nowa nazwa bloga niebawem.

PS2. Tato, biała kiełbasa wymiata 🙂

Advertisements

11 responses »

  1. Trzeba pamiętać, że dieta wegańska to nie jest tylko wykluczenie pewnych produktów. Przede wszystkim ma to być dieta racjonalna – dostarczać wszystkie niezbędne produkty – witaminy, minerały, kwasy tłuszczowe, białka, cukry, tłuszcze. Moim skromnym zdaniem, Twoje problemy zdrowotne właśnie wzięły się z tego, że nie dostarczyłaś odpowiednich substancji w swojej diecie. No ale to tylko moje zdanie.

    Pozdrawiam, Karolina

  2. No tak,w życiu bywa różnie-jak z tatuażami,mam nadzieję,że mój dopiero co zrobiony będzie przeze mnie wielbiony do końca moich dni 😉 A jeśli chodzi o „poglądy” kulinarne to moim zdaniem…jestem tu chyba pierwszy raz i…zostaję!!! 🙂 Nie dla tego,czy wegetarianką jesteś,czy nie,czy jestem nią ja,czy też nie-po prostu Twój blog bardzo mi się spodobał,powyższy przepis jest super!Co tu dużo gadać?! 🙂 Pozdrawiam!

    • Gratuluje tatuażu 🙂 mój niedługo skończy 5 lat i nadal bardzo go lubię, a teraz myślę, żeby dorobić mu kolegę 🙂 Życze Ci tego samego 🙂

  3. no dobra, fajny przepis… wybaczam tę pomyłke z nazwą bloga ale tę tajemniczą recepturkę na białą kiełbaskę to bardzo chętnie…:-)
    kocham domowe wyroby; bawienie się w mielenie nadziewanie parzenie i itd.. no i ten smak … hmmm

    • Biała kiełbasa to jeszcze niestety nie mój poziom wtajemniczenia 😉 Pasją mojego taty są domowe wędliny – robi kiełbasy, szynki, balerony i inne cuda 🙂 W smaku bez porównania ze sklepowymi. Mogę zapytać przy okazji o przepis 🙂

  4. pojawia się coraz więcej wiarygodnych i podpartych wieloletnimi badaniami głosów, że dieta roślinna jest najzdrowsza, a spożywanie nabiału i mięsa ma sporo negatywnych „skutków ubocznych”, a Ty doszłaś do zupełnie odwrotnego wniosku, gratuluję ;P
    oczywiście to Twój wybór, Twoje zdrowie i inne (etyczne) problemy, aczkolwiek dla dobra środowiska walczącego o prawa zwierząt, w którym to ludzie określają siebie mianem wegetarian i wegan, mogłabyś coś zrobić z tą nazwą, bo to przykre, a dla niezorientowanych w temacie mylące.

    • WIdocznie mój żołądek i okolice nie czytał wyników tych badań 😉 Chociaż ja je czytałam i wiem, że takie są. A Ty na pewno wiesz, że są też badania dowodzące czegoś wręcz przeciwnego. Osobiście, nie będąc dietetykiem, lekarzem itp. nie czuję się na siłach stwierdzić, które są prawdziwe. Jednakowoż to, że przeżyliśmy kilka milionów lat, jedząc zarówno produkty roślinne jak i zwierzęce, wskazuje, że raczej nie było to dla nas jako gatunku niezdrowe, skoro wciąż tu jesteśmy 😉 Nazwę bloga, jak napisałam, zmienię niebawem, może dzień czy dwa środowisko wege jakoś to zniesie 😉

  5. Czesc Madziu,
    tak sobie przeczytalam nazwe tego wpisu i juz sie przestraszylam, ze z mezem cos nie tak…cale szczescie zmiana ta dotyczy tylko stylu zywienia 🙂
    Twoja decyzja jednak calkiem mnie zaskoczyla…i hmm…pomyslalam sobie, ze zareaguje. Twoje przepisy tak swietnie byly zawsze opisane, ze czytalam je z wielka checia…mimo, ze prawie niczego nie ugotowalam, choc wygladaly bardzo kuszaco …Ja poprostu jestem zbyt leniwa, zeby cos nowego probowac 🙂
    Ale wracajac do tematu, naprawde szanuje Twoj wybor, jesli czulas, ze mialas problemy zdrowotne, nie mialo sensu kontynuowac… zastanawiam sie tylko nad tym, dlaczego je mialas. Wedlug przepisow z Twojego bloga wydaje mi sie, ze jadlas bardzo zroznicowanie (dla mnie moze az za bardzo, bo ja wole jak najprostsze jedzenie). Nie rozumiem tego, poniewaz jak wiesz, prawie cala moja rodzina jest wegetarianska, a siostra jest nawet weganka juz ponad 5 lat. Zaczela kiedy miala 12 lat, wiec jest wlasnie w okresie dojrzewania. Brat jest prawie weganem, duzo sportuje i naprawde nie wyglada jak jakis wieszak, lecz jest w sam raz umiesniony.
    Ja moglabym byc weganka tylko jakbym jadla w domu jedzenie mojej mamy. Sama nie mam czasu tyle gotowac, wiec pozostaje na razie na stopniu wegetarianskim. Dieta ta jednak nam wszystkim bardzo odpowiada i nie wyobrazam sobie powrotu do miesa. Raz sie skusilam na jakas pachnaca wloska kielbase (pozatym mieso mi juz bardzo zle pachnie), odgryzlam sobie i w tym momencie jak poczulam ten smak wieprzowego, musialam od razu wypluc. Nie moglam tego polknac, po prostu tak mi to zbrzydlo. Wiem, ze to tylko moje doswiadczenie a nie moge na jego podstawie dochodzic do generalnych wnioskow, ale jednak jakos nie rozumiem tego powrotu…
    Myslalam jeszcze o tym, ze my gotujemy z najbardziej podstawowych skladnikow, staramy sie unikac kupnych przetwarzanych polproduktow (bulionow, jogurtow sojowych, serow sojowych i takich roznych niby weganskich produktow, jednak z wielkim dodatkiem chemie). Moja mama gotuje mniej wiecej makrobiotycznie (jednak bez ich przesadnych regul) i to jedzenie najbardziej lubie i czuje ze jest dla mnie najzdrowsze.
    Oprocz tego, myslalam jeszcze o srodowisku. Ja juz mieszkam na wsi, reszta rodziny tez duzo czasu spedza w gorach. Wiem, ze ten powod moze brzmic troche mistycznie, ale mysle, ze czlowiek spozywa tez energie wokol siebie. Czym czystsza jest, tym zdrowsza. A wiem z wlasnego doswiadczenia, ze Wawa na mnie nigdy nie dzialala jakos ozdrawiajaco. Miasto, ludzie, stres, nadmiar pracy i glownie samotnosc w tlumie. W takiej urban jungle trzeba byc lwem, a wiec miesozercem. Subtelne energie nie wytrzymuja takich wymagan konsumpcjonizmu/materializmu….
    …to moj skromny dodatek (troche za dlugi wiem 🙂 )
    pozdrawiam na nowej drodze i duzo slonca 🙂 (sorry za bledy, juz dlugo nie pisalam po polsku)

  6. a ja chcialam Ci po pierwsze pogratulowac odwagi – to bardzo wazne, by byc zawsze szczerym i miec w d.. konflikty na poziomie wege-nie wege. Nigdy nie rozumialam prowadzenia wojny na tle etycznym. Kazdy czlowiek musi sam do tego dojsc, a jak nie chce to nikomu nic do tego. moze jestem tu jedyna ale uwazam, ze nazwa bloga jest nadal adekwatna i nie powinnas jej zmieniac JESLI NIE CHCESZ – PAMIETNIK opisuje rozne etapy zycia, na jakims etapie bylas wegetarianka wiec dlaczego tego nie zostawic? ale jak tam bedziesz tylko chciala to rob , byle bys byla szczesliwa i ZDROWA. Nic innego sie nie liczy. Nie zawsze mozna zostac na diecie wegetarianskiej czy weganskiej. Moj kuzyn walczy w tej chwili z rakiem – chloniakiem , ma 28 lat (w moim wieku) , cale zycie byl wegetarianinem. Niestety, w piatek mial otrzymac chemie i okazalo sie ze ma za malo bialych krwinek, lekarze koniecznie kazali mu jesc mieso biale, ryby i musial zaczac, dopiero za tydzien kolejne badania i zdecyduja, czy moze dostac kolejna chemie. Bylo mu ciezko, ale czego nie zrobi sie dla ratowania zycia/zdrowia?
    Nie przejmuj sie negatywnymi opiniami Twojego przejscia na jedzenie miesa. Badz zawsze soba. Chocby nie wiem co. Ja naprawde nigdy nie moglabym zmuszac kogos do wegetarianizmu, nie bede swoich dzieci wychowywac na wegetarian – jesli zechca, to sami zdecyduja jak beda starsi. Ludzie, prosze, nie walczcie ze soba. Zyjmy w przyjazni , szanujmy sie nawzajem i cieszmy sie, jesli komus uda sie zyc zdrowo bedac wegetarianinem i nie potepiajmy tych, ktorzy z tych czy innych powodow miesa wylaczyc z diety nie moga.

    • Bardzo dziękuję za zrozumienie 🙂 Ja tez nie mam zamiaru nikogo „nawracać” na jedzenie mięsa, tak jak nikogo nie próbowałam przekabacić na wegetarianizm. Przez cały czas moich wegańsko-wegetariańskich eksperymentów mój mąż jadł mięso i mimo że wspierał mnie twardo na forum ciotek, babć itp. które nie mogły przeżyć, że jak to tak bez kotleta, to wiedziałam, że nawet nie ma co zaczynać z nim tematu przejścia na wegetarianizm, bo to jest po prostu poza jego orbitą 😉

      Tak jak piszesz, różne są sytuacje w życiu. Niektórzy, tak jak Twój kuzyn, koniecznie muszą jeść mięso z przyczyn zdrowotnych. I pewnie znaleźliby się tacy, którzy będą twierdzić, że gdyby kuzyn zamiast kurczaka jadł dajmy na to spirulinę, to by mu na pewno się morfologia poprawiła i mógłby być dalej leczony, bo dieta wegańska jest najlepsza i kropka. Wierzę, że są osoby, dla których rzeczywiście jest najlepsza, ale ja się do tych osób nie zaliczam. Przez długi czas chciałam pokonać biologię etyką, ale się nie dało. Nie mam na szczęście aż tak ekstremalnych problemów jak Twój kuzyn, nawet anemii się nie „dorobiłam”, ale faktem jest, że czuje sie lepiej, kiedy jem ryby i mięso, więc zamierzam to robić, być może czasem w mniejszym a czasem w większym stopniu, tak jak mi będzie podpowiadał organizm (przypuszczam, że np. przy upale 40 stopni chętniej zjem chłodnik z pomidorów niż schabowego ;))

      Nazwę bloga zmienię, jak wymyślę coś sensownego. Na razie przychodzi mi do głowy tylko „Z pamiętnika byłej wegetarianki”, a to chyba jeszcze gorzej, bo może nie jest mylące, ale za to byłoby jawna antyreklamą wegetarianizmu, a to nie ejst moim celem.

      Pozdrawiam i życzę zdrowia i siły w walce z chorobą dla kuzyna. Mam nadzieję, że rybki i kurczaki pomogą 🙂

  7. Pingback: Strumień świadomości i zupa z pieczonych pomidorów « Kulinarne ekscesy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s