Niezdecydowana marchewkowa krajanka owsiana z curry ;-)

Zwykły wpis

Niezdecydowana, bo nadal nie jestem pewna, czy jest bardziej słodka, czy bardziej pikantna, ale chyba jednak to drugie 🙂 W założeniu miała być zupełnie bez dodatków słodzących, ale nie mogłam „trafić” w smak i wyszło jak wyszło – chyba nie najgorzej. Dzielni testerzy moich kuchennych rewolucji dostaną swój przydział w poniedziałek i złożą raporty 😉

Myślę, że w tego typu wypiekach dobrze się sprawdzą różne kombinacje dodatków i przypraw od słodkich do zdecydowanie wytrawnych. Najważniejsze jest stworzenie bazy takiej, żeby po upieczeniu krajanka z jednej strony się nie kruszyła, z drugiej nie był za miękka, a z trzeciej nie groziła uszkodzeniem uzębienia 😉 Pod tym względem odniosłam pełen sukces, a nie była to pierwsza próba. Pierwsza zakończyła się blachą pełną całkiem smacznych okruchów 😉 Tym razem uzyskałam twardszy wierzch i spód z nieco miększym środkiem, a całość pełna chrupiących pestek z ziaren. Absolutnie bezproblemowo się kroi, nawet jeszcze ciepła.

No to się pochwaliłam 🙂 Spróbujcie i sami oceńcie 🙂

Składniki

  • 2 szklanki płatków owsianych (albo innych, u mnie mix pięciu zbóż)
  • pół szklanki mąki pełnoziarnistej
  • ok. 2/3 szklanki mąki z cieciorki
  • 2 czubate łyżeczki siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • 2 średnie marchewki
  • 3 – 4 czubate łyżki tahini lub masła orzechowego
  • prawie pełna szklanka pestek słonecznika
  • 200 g pestek dyni
  • pół szklanki nasion sezamu
  • pół szklanki nasion siemienia lnianego
  • 3 – 4 łyżki syropu z agawy
  • 1 – 2 łyżki sosu sojowego
  • ok. pół łyżeczki soli
  • 1 -1.5 łyżki curry
  • 1 – 1.5 łyżki musztardy
  • łyżka kardamonu
  • łyżka cynamonu
  • łyżeczka gałki muszkatałowej
  • szczypta pieprzu
  • sok z 1 cytryny
  • olej do wysmarowania formy

Przygotowanie

Siemię lniane rozprowadzamy w ciepłej wodzie, mieszamy i odstawiamy na kilka minut. Marchewkę trzemy na drobnej tarce. Wszystkie składniki z wyjątkiem oleju mieszamy w dużej misce. Wyrabiamy masę rękami – będzie bardzo gęsta i trochę lepka, powinna bez problemu dać się uformować w jedną bryłę. Gdyby była za sucha, dolewamy kilka łyżek wody (ale ostrożnie, po łyżeczce, bo z doświadczenia wiem, że przy tego typu przepisach wystarczy 2 krople wody za dużo i zamiast krajanki wyjdzie owsianka ;)).

Naczynie do zapiekania smarujemy olejem i wkładamy masę. Wyrównujemy wierzch, mocno ugniatając i pieczemy 35 – 40 minut w 180 stopniach. Studzimy i kroimy na porcje – u mnie wyszło kilkanaście kwadracików, nie pamiętam już dokładnie ile, bo część została zjedzona na miejscu 😉

 

Advertisements

6 responses »

  1. Dopiero dzisiaj trafiłam na Twojego bloga i jestem nim całkowicie zauroczona! Szczególnie podobają mi się przepisy na śniadaniowe granole i chciałabym Cię zapytać jak długo można je przechowywać? Być może informacja ta została zamieszczona, ale niestety jej nie znalazłam.

    Zupełnie na marginesie – zainspirowałaś mnie do ponownego przejścia na wegetarianizm. Pół roku nie jadłam mięsa, ale moje zdrowie i samopoczucie znacznie się pogorszyło więc musiałam zrezygnować… Wybrałam po prostu kiepski moment.. Byłam osłabiona po prawie rocznej diecie, wciąż mało jadłam (zostało wówczas jeszcze trochę…), ćwiczyłam i delikatnie mówiąc nie wytrzymałam takiego trybu… Dodatkowo niedoczynność tarczycy (złe wyniki=koszmarne samopoczucie i ogromny apetyt) i parę innych rzeczy… Ale spróbuję jeszcze raz – takie odżywianie daje mi poczucie, że jestem blisko natury… Że jestem bardziej uduchowiona i wrażliwsza na piękno – ktoś też tak ma? :))

    PS. Jak długo jesteś na tej diecie? Jesteś wegetarianką czy weganką? Tak swoją drogą to czekam na rozbudowanie działu „o mnie” lub na notkę z której dowiemy się o Tobie trochę więcej, bo wydaje mi się, że fajna osoba zamieszcza te przepisy :))

    Pozdrawiam serdecznie i wybacz za długość komentarza :))

    • Ojej, aż się zarumieniłam – tyle komplementów na raz 😉 Bardzo dziękuję 🙂
      Granole można przechowywać baaaardzo długo – parę miesięcy spokojnie wytrzymują. Tylko trzeba je trzymać w zamkniętym pojemniku, bo inaczej „łapią” wilgoć i nie są już takie chrupiące. Ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby coś się z którąś stało, w sensie, że np. spleśniała.

      Co do mojej diety… jak mówią na facebooku – to skomplikowane 😉 Od dwóch lat z hakiem „bawię się” wegetarianizmem i weganizmem. Powiedzmy że 90% tego czasu byłam wege – zdarzało się kilka „wpadek” (kawałek pizzy peperoni nad ranem po mocno zakrapianej imprezie ;)) tudzież świadomych decyzji o sprawdzeniu, jak powrót do mięsa czy ryb wpłynie na moje samopoczucie. Miałam długie okresy kiedy jadłam po wegańsku (kilka razy po kilka miesięcy), ale po raz kolejny doszłam do wniosku, że dieta 100% wegańska nie jest dla mnie. Owszem, wegańskie jedzenie jest pyszne, ale na diecie 100% roślinnej ja osobiście powoli acz konsekwentnie przybieram na wadze, co, jak łatwo się domyślić, niezbyt mi odpowiada. Wiele osób twierdzi, że one tak nie mają, więc może każdy organizm działa inaczej… Teraz jem wegetariańsko w wersji najbardziej „lajtowej”, czyli jem jajka i przetwory mleczne, chociaż samego mleka nie piję (piję sojowe), ale to dlatego, że nie lubię. Staram się też trzymać produktów o niższym indeksie glikemicznym, a to dlatego, że próbuję zgubić tych kilka „wegańskich kilogramów”, a taka metoda (diety z niskim IG) sprawdziła się w moim przypadku wcześniej, więc mam nadzieję, że sprawdzi się jeszcze raz 🙂

      Spróbuję napisać coś więcej o sobie, chociaż poza tym, że zdecydowanie za dużo czasu spędzam w kuchni, to niczym specjalnym się nie wyrózniam 😉
      Pozdrawiam ciepło 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s