Red velvet shake ;-)

Zwykły wpis

Wczoraj było na blogu zielono, a dzisiaj w poszukiwaniu zieleni poszłam pobiegać po lesie kabackim. Na ten sam pomysł wpadło chyba pół Warszawy 😉 Ale mimo wszystko biegało się świetnie – wiatr we włosach, słońce na twarzy, inni biegacze machający z daleka 🙂 Nie mogę napisać, że rozkoszowałam się śpiewem ptaków, bo rozkoszowałam się podkręconym prawie na maksa reagge 😉 Ale i tak była to bardzo miło wykorzystana godzinka 🙂

Pierwszy od dawna bieg, na który wybrałam się, bo chciałam ruszyć cztery litery i zmęczyć się na świeżym powietrzu. Jakiś czas temu pisałam, że zapisałam się do startu w półmaratonie, który odbywa się za tydzień. Rozpoczęłam treningi – karnie biegałam na bieżni, z pulsometrem, który „pilnował”, czy moje tętno nie wykracza poza wyznaczony zakres… Większość czasu czułam się jak chomik w kołowrotku 😉 Pomimo muzyki czy audiobooka w uszach, cały czas odliczałam sekundy do końca. A potem trochę mi się popsuło kolano. Zbyt (jak dla mnie) błaha sprawa, żeby zawracać głowę służbie zdrowia, która i bez pacjentów ma dużo kłopotów 😉 A jednocześnie bałam się kontynuować biegi, zwłaszcza długie, żeby nie zrobić sobie czegoś, czego bez pomocy służby zdrowia nie da się już załatwić. Odpuściłam zatem bieganie, wróciłam do ukochanych treningów siłowych i nie powiem, żebym choć raz zatęskniła za bieżnią. Szybko pogodziłam się z faktem, że półmaraton nie dojdzie do skutku. Ale dziś skonstasowałam ze zdziwieniem, że mam ochotę pobiegać. Zastanawiając się, co mi odbiło, odgrzebałam buty, pulsometr i ruszyłam do lasu. I było super 🙂 I kolano nie boli (odpukać). Kto wie, może jednak polubię się z bieganiem na stałe 🙂

Po powrocie, aby uzupełnić kalorie, przygotowałam pyszny smoothie. Ochrzciłam go red velvet shake, bo kojarzy mi się z popularnym w USA red velvet cake. Bardzo mnie to ciasto ciekawiło, ale trochę się rozczarowałam, kiedy dowiedziałam się, że to „zwykłe” ciasto czekoladowe z czerwonym barwnikiem spożywczym. Podobno z nautralnymi barwnikami nie wygląda tak ładnie, ale nie zaszkodzi spróbować 😉 Mam zamiar kiedyś zatrudnić do tego celu sok z buraków.

I właśnie pieczony burak jest sekretnym składnikiem dzisiejszego szejka 🙂 Pomysł znalazłam na blogu Choosing Raw i od razu mnie zaciekawił. Zamiast owoców jagodowych użyłam wiśni (mrożonych rzecz jasna :)). Dodałam też kakao, bo jestem czkoladoholikiem i czkoladę tudzież kakao pakuję do wszystkiego 😉

Efekt? Bardzo pozytywny. Smoothie ma ciekawy smak – burak jest delikatnie wyczuwalny, ale zadzwiająco dobrze komponuje się z pozostałymi składnikami. Wyraźnie czuć nutę czekoladową, co mnie wystarczyło do szczęścia 🙂 A do tego jest wybitnie zdrowy.

Składniki (na jedną duuuużą lub dwie mniejsze porcje)

  • jeden pieczony lub gotowany burak średniej wielkości (buraki pieczemy ok. godziny w 180 stopniach, zawinięte w folię aluminiową. Obieramy dopiero po upieczeniu)
  • ok. szklanki mrożonych wiśni
  • ok. szklanki mleka roślinnego
  • 2 łyżki kakao
  • ok. 3 łyżki mielonego siemienia lnianego – nadaje kremową konsystencję, a poza tym jest bardzo bogate w białko i zdrowe tłuszcze

Przygotowanie

Wszystko zmiksować. Przelać do największego kufla jaki znajdziecie w domu, ewentualnie do dwóch naczyń bardziej standardowych rozmiarów 😉 Pałaszować 🙂 Najsmaczniejszy jest bardzo zimny. Jeśli Wasz blender nie da rady zmrożonym owocom, można je rozmrozić, ale do czasu wykorzystania trzymać w lodówce.

Przepis dodaję do akcji Smoothie

Reklamy

2 responses »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s