Wspomnienie lata, czyli obiad z nutą tropikalną

Zwykły wpis

Dzisiaj mam dla Was dwa przepisy na dania, które przypomną wakacje pod palmami 🙂 Co prawda w Tajlandii jeszcze mnie nie było, ale wszystko przede mną 😉 Mimo to tajskie burgery przywołują wspomnienia żaru tropików i pozwalają przez chwilę nie myśleć o padającym poziomo śniegu z deszczem za oknem. No cóż, do wiosny z każdym dniem coraz bliżej i tego się trzymajmy 🙂

Przepis na tajskie burgery pochodzi z książki Peas and Thank you – jednego z moich prezentów od Mikołaja. Bardzo lubię bloga autorki, więc na książkę też się skusiłam i nie żałuję. Jest to pierwsza książka kucharska, którą czytam dla rozrywki (no dobra, jedna z pierwszych którą w ogóle czytam, ale cóż ;)). Każdy przepis to jednocześnie rodzinna historia, wspomnienie, refleksja z dużą dozą autoironii… Przy tym przepisy są „normalne” – dla ludzi, którzy mają zycie poza kuchnią i nie czują potrzeby tudzież nie mają czasu spędzać dziennie 3 godzin przy garnkach, szykując jakieś wyuzdane smakołyki. Składniki też są ogólnie dostępne, przynajmniej ogólnie dostępne w USA – u nas może być problem ze znalezieniem wegańskich serów, które czasem pojawiają się w książce. Ale do przygotowania opisanych tam potraw nie potrzeba wodorostów z dna Rowu Mariańskiego czy innych wynalazków, których normalny człowiek nawet ze świecą nie znajdzie 😉 Naprawdę myślę, że składniki do 85% potraw bez problemu można znaleźć w zwykłym supermarkecie, nie zapędzając się nawet do sklepu ze zdrową żywnością.

Tak więc tajskie burgery – pachące kolendrą, imbirem, sezamem, limonką… Pycha 🙂 W storunku do oryginalnego przepisu zmieniłam niewiele – podaję oryginalny przepis i moje modyfilacje.

Składniki (na 4 burgery)

  • 1/3 szklanki mąki z cieciorki + łyżka płatków owsianych (w oryginale 1/3 szklanki płatków zmielonych w blenderze na mąkę, ale jakoś u mnie to mielenie nie działa, więc używam mąki z cieciorki lub bułki tatrej)
  • puszka fasoli (400g) – w oryginale cieciorka, ale akurat nie miałam. Użyłam fasoli falożetki, myślę, że może być też biała, byle tylko nie czerwona, bo kolor będzie dziwny 😉
  • pół małego brokuła startego na tarce
  • 3 łyżeczki sosu sojowego
  • 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • 2 łyżeczki oleju sezamowego
  • 3 łyżki posiekanej kolendry
  • 3 łyżeczki imbiru startego na drobnej tarce
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • olej do smażenia

Przygotowanie

Łatwizna – wszystkie składniki wkładamy do blendera i miksujemy, ale tak, żeby nie była to zupełnie jednolita papka. Ewentualnie doprawiamy do smaku. Masa jest dosyć rzadka (tzn. rzadka jak na masę na kotlety), ale nie należy się tym przejmować. Formujemy 4 kotlety i smażymy na rozgrzanym oleju około 5-6 minut z każdej strony.

Ostatnio znalazłam te na blogu Oh She Glows przepis na ciekawą sałatkę w tropikalnym klimacie. Kapusta włoska, która u nas chyba nie jest specjalnie popularna, a jeśli już, to do zawijania gołąbków, u naszych przyjaciół zza oceanu jest szeroko wykorzystywana jako baza sałatek.

Początkowo ten pomysł jakoś mnie nie przekonywał, bo przecież kapusta jest dosyć twarda, a włoska chyba jeszcze twardsza niż zwykła. Ale okazuje się, że jest trik 😉 Do takiej sałatki trzeba dodać naprawdę duuuuużo sosu i wgniatać go rękami w liście kapusty. Stąd amerykańska nazwa massaged kale salad. Dzięki temu zabiegowi kapusta mięknie i „przesiąka” smakiem sosu. Sałatka jest nawet lepsza na drugi dzień, kiedy smaki dokładnie się przegryzą. Poza tym, w przeciwieństwie do sałaty czy innej „delikatniejszej” zieleniny, kapusta po nocowaniu w lodówce nie puszcza tyle soku pod wpływem dressingu, nie więdnie i generalnie nie robi smętnego wrażenia 🙂

Z pewnością połączenie kapusty z bananem i ananasem wydaje się, łagodnie mówiąc, ekstrawaganckie, ale warto spróbować 🙂 Dla mnie sałatka w oryginalnej wersji była zbyt mdła w smaku, więc podrasowałam ją imbirem i dodatkowym sokiem z limonki.

Składniki

  • ok. 10 liści kapusty włoskiej
  • 1 banan
  • garść migdałów (w oryginale orzechy macadamia)
  • 2/3 puszki brzoskwiń (w oryginale świeże mango)
  • kilka łyżek wiórków kokosowych
  • spora szczypta imbiru w proszku

sos

  • 2/3 puszki ananasa
  • mała puszka mleka kokosowego (185 ml)
  • 1/4 szklanki soku z limonki (półtorej lub 2 limonki)
  • spora szczypta soli

Przygotowanie

Liście kapusty myjemy i rwiemy na nieduże kawałki, omijając najtwardsze korzenie, które wyrzucamy. Wszystkie składniki sosu miksujemy. Do dużej miski z kapustą wlewamy ok 2/3 sosu, dosypujemy imbir i przez dłuższą chwilę ugniatamy liście rękami. Następnie dodajemy pokrojone w nieduże kawałki brzoskwinie, banana, posiekane migdały i wiórki kokosowe. Delikatnie mieszamy. Próbujemy i ewentualnie doprawiamy do smaku. Wstawiamy na jakiś czas do lodówki. Podajemy w towarzystwie tajskich burgerów (albo innym dobrym towarzystwie ;))

Pozostały sos można skonsumować luzem w charakterze smoothie – jest naprawdę bardzo smaczny 🙂

Reklamy

4 responses »

  1. Wydaje mi się, że „kale” to jednak jarmuż, nie zaś kapusta włoska…. ale jak na polskie warunki i problemy ze znalezieniem jarmużu, to i kapusta włoska może się nadać 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Hmmm… może i masz rację. Ja w sumie sama tego nie wymyśliłam, tylko zapytałam się Googla, ale faktycznie na zdjęciach „kale” bynajmniej nie wygląda jak kapusta. Myślałam, że to może kapusta na wczesnym etapie rozwoju 😉 W każdym razie kapusta (włoska czy inna) też sprawdza się w tej roli 🙂

  2. Pingback: Szybki obiad na lato – sałatka z jarmużu z makaronem | Kulinarne ekscesy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s