Loving Hut – smacznie, tanio i po wegańsku

Zwykły wpis

Wreszcie udało mi się dotrzeć z przyjaciółką do Loving Hut. Nie mogę powiedzieć, żebym odkryła nowość na kulinarnej mapie Warszawy 😉 Słyszałam o tym miejscu już od dawna, ale pomimo, że jest blisko centrum (Al. Jana Pawła niedaleko kina Femina), to jakoś nie są to moje rejony i do tej pory nie składało się, żeby się tam wybrać. Dziś wreszcie dałyśmy radę 🙂

Loving Hut to w zasadzie wegański „Chińczyk”. Wszystkie dania wywodzą się z kuchni orientalnej. Wystrój jest barowo-fastfoodowy, z umiarkowanie gustownymi sztucznymi kwiatami na stolikach 😉 Jest jednak czysto i nie pachnie olejem sprzed dwóch miesięcy, jak to czasem bywa w azjatyckich barach. Niewątpliwą zaletą są ceny – chyba najdroższy zestaw obiadowy kosztuje 22 zł. Porcje są też zdecydowanie słusznej wielkości 🙂

Ja zamówiłam Sunny Tofu – smażone paski tofu, chrupiące na zewnątrz i mięciutkie w środku, owinięte kawałkiem glona, ze smacznym słodko-ostrym sosem, do tego ryż i kilka surówek.

Było smaczne, chociaż nie powaliło mnie na kolana – trochę za delikatne jak na moje umiłowanie do pikantnych dań. Ale tofu było świeże, sałatki również, ogólnie jestem na tak 🙂

Asia zamówiła Queen’s Meal – sejtan a’la kurczak z makaronem i warzywami.

Przehandlowałam kawałek swojego tofu za kawałek sejtana i musze przyznać, że to było naprawdę pyszne. Sejtan był chrupiący i świetnie doprawiony – po prostu super. Makaron i cała reszta też dobra 🙂

Pomimo że początkowo byłyśmy przekonane, że nie ma takiej siły, żebyśmy dały radę zjeść nasze porcje w całości, okazało się to wykonalne. Co więcej, zgodnie stwierdziłyśmy, że owszem, jesteśmy najedzone, ale nie obżarte tak, że nie mamy siły podnieść się z krzeseł. Starczyło nawet miejsca na deser – wychwalane pod niebiosa ciasto z pandanowca 🙂

Niniejszym dołączam się do hymnów pochwalnych, bo ciasto było przepyszne – delikatne, wilgotne i niezbyt słodkie, zaspokoiło chęć na deser, a nie przygniotło mnie do ziemi. Z resztą najwyraźniej ciasto cieszy się zasłużoną sławą, bo podczas naszego pobytu kilka osób zamawiało je na wynos. Naprawde polecam.

Podsumowując, na pewno wrócę jeszcze do Loving Hut, żeby spróbować dań z sejtana. Sądząc po dzisiejszej próbce, robią go naprawdę świetnie. Nawet jeśli nie macie nic wspólnego z weganizmem, jest to fajne miejsce, jeśli potrzebujecie coś przegryźć na mieście. Jedzenie jest smaczne, świeże i niedrogie no i jakoś wydaje mi się, że smażone tofu jest bezpieczniejsze od kebaba niejasnego pochodzenia 😉

Reklamy

4 responses »

  1. znam i chociaż nie jestem wege, bardzo lubię!!!
    niestety wszyscy się o _wegańskim_ barze wypowiadają z przekąsem i jak na razie nikt się nie zdecydował ze mną pójść, co uważam za głupie myślenie.

  2. A widzisz, to moja koleżanka jest wybitnie mięsożerna, a jak tylko się dowiedziała o istnieniu takiego miejsca, od razu chciała pójśc, tylko koniecznie ze mną, żeby jej wytłumaczyć, co jest jadalne 😉 Wszystko jej smakowało, a niebawem wybieramy się na podbój kolejnych wege-miejscówek 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s