Monthly Archives: Grudzień 2011

Tarta z brukselką i nutą pomarańczy

Zwykły wpis

Ta tarta jest naprawdę niesamowita! Lista składników brzmi co najmniej dziwnie, ale efekt końcowy mnie osobiście powalił. Pieczona brukselka zyskuje fajną słodycz, a skórka pomarańczowa i kminek zdecydowanie nadają charakteru masie z tofu. Przy tym najwyraźniej smak jest bardzo serowy, bo babcia mojego męża po spróbowaniu była święcie przekonana, że tarta jest na bazie twarogu.

Trochę się martwiłam, jak wyjdzie tarta na drożdżowym cieście, ale potem pomyślałam sobie, że przecież pizza jest na drożdżowym i nie narzekam 😉 Ciasto wyszło miękkie, jak to drożdżowe, i dobrze skomponowało się z całością, ale jeśli wolicie, to wydaje mi się, że bez problemu można zrobić na kruchym spodzie. Oryginalny przepis znalazłam tutaj.

Składniki

Ciasto

  • ok. 250g mąki pszennej pełnoziarnistej albo orkiszowej
  • trochę ponad pół szklanki ciepłej wody
  • szczypta soli
  • paczka drożdży instant (7g)
  • łyżeczka cukru

Wierzch

  • 2 kostki tofu (po 180g)
  • niecała szklanka mleka roślinnego
  • 2 łyżki mąki z cieciorki
  • 1,5 łyżeczki skórki pomarańczowej (granulowanej, np Kotanyi)
  • 1.5 łyżeczki ziaren kminku
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • łyżka syropu z agawy (lub innego łagodnego syropu)
  • sól i pieprz do smaku
  • ok. 20 brukselek
  • łyżka oliwy
  • olej i bułka tarta do formy

Przygotowanie

Z podanych składników wyrabiamy ciasto. Będzie dosyć luźne, ale nie szkodzi. Jeśli byłoby bardzo rzadkie, można dosypać trochę mąki. Naczynie z ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 30 minut w ciepłe miejsce. Z brukselek odcinamy korzonki i kroimy główki na pół. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy brukselki i smażymy ok. 2 minuty. Następnie doleway mniej więcej 1/3 szklanki wody, szczyptę soli i gotujemy jeszcze ok. 5 minut. Tofu z mlekiem roślinnym, mąką z cieciorki i przyprawami miksujemy na masę. Nie musi być super kremowa, nawet fajnie, jeżeli będzie miała konsystencję twarogu.

Rozgrzewamy piekarnik do 175 stopni. Formę do tarty smarujemy olejem  i wysypujemy bułką tartą. Dno wykładamy ciastem. Najlepiej zrobić to mokrymi albo natłuszcoznymi dłońmi – wtedy mniej się klei. Na wierzchu rozprowadzamy masę z tofu a na niej układamy połówki brukselek, lekko wciskając je w masę. Pieczemy 40 minut. Przed krojeniem studzimy tartę przez jakieś 10 minut.

Na zimno też jest super 🙂

Reklamy

Ja pierniczę, po raz pierwszy – piernczki imieninowe dla Babci :-)

Zwykły wpis

No więc stało się 🙂 Ja pierniczę 😉 Pierwszy raz w tym sezonie (nie ostatni :)) i pierwszy raz w życiu w ogóle. Biorąc ten fakt pod uwagę, efekt przerósł nawet moje oczekiwania. Może nad talentem zdobniczym powinnam jeszcze trochę popracować, ale ćwiczenie czyni mistrza, a ćwiczyć zamierzam w niedalekiej przyszłości, więc mam nadzieję podciągnąć się trochę w tym temacie 🙂

Pierniczki robi się szybko (nic dziwnego, w końcu to zweganizowana wersja przepisu na szybkie pierniczki z bloga Moje Wypieki). Weganizacji poddały się bez problemu 🙂 Natomiast z podanych proporcji wyszło mi na pewno mniej niż 55 pierniczków. Trochę zdążyłam już zjeść, więc nie wiem, ile ich dokładnie było, ale może ze 25-30. Reszta, mam nadzieję, dotrwa do jutra, bo mają być prezentem imieninowym dla Babci męża 🙂 No chyba że wszystkie zjemy, to będę miała okazję wieczorem zacząć już ćwiczyć dekoratorskie talenty 😉

Składniki

Suche

  • 300 g mąki pszennej pełnoziarnistej (zainwestowałam w kubek z podziałkami do odmierzania w gramach mąki, cukru i ryżu – bardzo dobra inwestycja ;))
  • 100 g drobnego cukru
  • 110 g mąki żytniej lub pszennej razowej
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • łyżka kakao
  • 4 łyżeczki przyprawy do piernika
  • mąka do posypania przy wałkowaniu (zainwestowałam też przy tej okazji w wałek, również dobra inwestycja :D)

Mokre

  • 2 czubate łyżki mielonego siemienia lnianego + 2/3 szklanki ciepłej wody
  • trochę ponad pół szklanki stopionego oleju kokosowego (ew. margaryny wegańskiej)
  • 2,5 czubatej łyżki melasy

Przygotowanie

Siemię lniane zalewamy ciepłą wodą, mieszamy i odstawiamy na kilka minut.

W misce mieszamy suche składniki. Dodajemy mokre i wyrabiamy ciasto. Chwilę trzeba na to poświęcić, bo z początku wydaje się, że nie ma takiej siły, żeby to się skleiło, ale potem jest lepiej 🙂 Jeżeli nie da się zrobić jednej bryły, dodajemy ewentualnie jeszcze łyżeczkę albo dwie mąki. Partiami rozwałkowujemy ciasto na placki grubości ok pół centymetra. Jeżeli klei się do wałka albo do blatu, posypujemy trochę mąką. Wycinamy dowolne kształty, przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem lub matą silikonową i pieczemy w 180 stopniach ok. 9 minut (w oryginale było 6-8 minut, ale u mnie po tym czasie pierniczki były jeszcze za miękkie, pewnie to zależy od wielkości). Studzimy na kratce i dajemy upust kreatywności przy dekoracji 😉 Ja użyłam kupionego gęstego białego lukru w tubce, z którego robiłam szlaczki. Zrobiłam też lukier z gorącej wody i cukru pudru – ok. 1/4 szklanki wody wymieszałam z taką ilością cukru, żeby powstał gęsty syrop. Tym lukrem smarowałam ciasteczka i posypywałam ślicznymi kolorowymi granulkami (oczywiście kupionymi ;))

Przepis dodaję do akcji Wegańskie Święta

Kremowy barszcz z pieczonych buraków

Zwykły wpis

Kolejna propozycja z serii „kiepskie zdjęcie, pyszne jedzenie” 😉 Stanowczo za wcześnie robi się ciemno…

Dziś proponuję Wam lekko alternatywne podejście do barszczu czerwonego. Kremowa zawiesista zupa, której głównymi składnikami są buraki (co widać) oraz (czego już nie widać) fasola i pieczony czosnek. Zupa ma piękny kolor, wyrazisty smak i myślę, że może konkurować z tradycyjnym wydaniem barszczu. U mnie w domu co prawda nie ma tradycji jedznenia barszczu na Wigilię, ale wiem, że w niektórych rodzinach jest, więc dodaję przepis do akcji Wegańskie Święta. (dygresja: w mojej rodzinie barszcz czerwony jadło się na śniadanie wielkanocne, co większość ludzi uznaje za dziwactwo ;))

Składniki (na 3-4 porcje)

  • 4 średnie buraki
  • mała główka czosnku
  • sok z jednej cytryny
  • ok. 2/3 łyżki soli
  • ok. 3 szklanki wody
  • 2 puszki białej fasoli
  • łyżka octu winnego
  • pieprz do smaku

Przygotowanie

Najpierw należy upiec buraki i czosnek. Można to spokojnie zrobić dzień wcześniej. Buraki myjemy i zawijamy w folię aluminiową. Z główki czosnku odcinamy kawałek od strony korzonków. Miejsce odcięcia smarujemy oliwą. Całość również zawijamy w folię. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Buraki pieczemy ok. godziny natomiast czosnek ok. 30 minut. Można oczywiście piec wszystko razem, byle tylko nie spalić czosnku na węgielek. Ilustrowaną instrukcję pieczenia czosnku znajdziecie tutaj.

Po przestygnięciu buraki kroimy w kostkę, natomiast ząbki czosnku wyjmujemy z łupinek (będą bardzo miękkie i powinno się to dać zrobić bez problemu). Fasolę odsączamy z zalewy. W garnku podgrzewamy wodę, dodajemy wszystkie składniki i miksujemy ręcznym mikserem (tzw. żyrafą) do uzyskania kremowej konsystencji. Jeśli nie przepadacie za czosnkiem, można go dodawać stopniowo do smaku, ja wrzuciłam wszystko od razu i było w porządku, ale ja lubię czosnek 🙂 Po zmiksowaniu zagotowujemy wszystko razem. Ewentualnie doprawiamy do smaku.

Gotowe 🙂 Można jeść solo, z pieczywem, groszkiem ptysiowym albo uszkami (wersja wigilijna :)). Dobrze smakuje z drobno posiekanym koperkiem albo „śmietaną” z nerkowców. Garść orzechów nerkowca, parę łyżek wody i szczyptę soli miksujemy i odstawiamy na parę minut, aby śmietana zgęstniała. Łyżeczkę mikstury wrzucamy do miseczki z zupą i delikatnie mieszamy, aby uzyskać artystyczny zawijas jak na zdjęciu powyżej 😉

Pikantny pudding chlebowy ze słodkimi ziemniakami (savory sweet potato bread pudding)

Zwykły wpis

Dzisiejsza propozycja może nie wygląda wybitnie elegancko, ale jest zdecydowanie ciekawa i warta wypróbowania. Pomysł zaczerpnięty z bloga It Ain’t Meat, Babe. Nie wiem jak Wam, ale mnie pudding zawsze kojarzył się z czymś w rodzaju budyniu, czyli słodką papką na deser. Dopiero stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że w kuchni anglosaskiej bread pudding to rodzaj zapiekanki, w której występuje m.in. pokrojony w kawałki chleb. Można go przygotować w wersji słodkiej albo wytrawnej i taki Wam dziś proponuję.

Składniki (na 6 porcji)

masa

  • 2 kostki tofu (po 180 g)
  • prawie pełna szklanka mleka roślinnego (niesłodzonego)
  • 2 łyżki musztardy
  • łyżka tahini
  • 1/3 szklanki płatków drożdżowych
  • 1/4 szklanki mąki z cieciorki (kukurydziana też się sprawdza)
  • łyżeczka bazylii
  • łyżka oregano
  • sól i pieprz do smaku

oprócz tego

  • 2 nieduże słodkie ziemniaki
  • ok. 5 kromek pieczywa pełnoziarnistego (użyłam dwóch grahamek)
  • kilka suszonych pomidorów (w oleju, nie suchych)
  • dwie garści świeżych liści szpinaku

Przygotowanie

Składniki masy miksujemy na… masę 😉 Dość gęstą i jednolitą. Chleb kroimy w kostkę. Słodkie ziemniaki pieczemy lub gotujemy w mikrofali. Studzimy, obieramy i kroimy w kostkę (żeby nie czekać aż wystygną, można je przygotować dzień wcześniej) .Liście szpinaku można porwać na mniejsze kawałki, jeśli są duże. Suszone pomidory kroimy na kawałki. Wszystko wrzucamy do naczynia z masą i dokładnie mieszamy. Przekładamy do natłuszczonego naczynia do zapiekania i pieczemy 30 minut w 220 stopniach.

Najlepsze wegańskie burgery ever ;-)

Zwykły wpis

Tytuł w stylu plotek.pl, ale nie mogłam sobie odmówić, bo te burgery naprawdę na niego zasługują 🙂 Kolejna perełka z bloga Oh She Glows. Robiłam je już któryś z kolei raz i niezmiennie są fantastyczne. Mają zwartą strukturę, z wierzchu są chrupiące, wewnątrz miękie, ale nie rozpadają się, jak to czasem bywa w przypadku wegańskich kotletów. Są sobre zarówno na ciepło jak i na zimno i całkiem nieźle znoszą mrożenie. Jednym słowem doskonałe 🙂 Przepis podaję z moimi delikatnymi zmianami.

Składniki (na 6 burgerów)

  • 1 średnia cebula, drobno posiekana
  • 1 średnia marchewka, starta na tarce jarzynowej
  • 2-3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 2 łyżki oliwy
  • puszka fasoli czarnej lub czerwonej, odsączona i rozgnieciona widelcem
  • 2 szklanki mąki z cieciorki
  • 2 łyżeczki oregano
  • łyżeczka kminku
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego + pół szklanki ciepłej wody
  • 1/3 szklanki posiekanych migdałów
  • pół szklanki ziaren słonecznika (dobrze sprawdzają się tez pestki dyni)
  • pęczek natki pietruszki, drobno posiekanej

Przygotowanie

Siemię lniane mieszamy z wodą i odstawiamy na jakieś 10 minut. Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmażamy przez ok. 3 minuty cebulę i czosnek, często mieszając. Dodajemy marchewkę i jeszcze chwilę smażymy. W dużej misce mieszamy: usmażone warzywa, mąkę z cieciorki, siemię lniane, fasolę i przyprawy. Wyrabiamy masę. Chwilę to potrwa, ale na koniec masa powinna być lepka i zwarta. Dodajemy migdały, pestki i posiekaną natkę i jeszcze raz wyrabiamy. Ewentualnie doprawiamy do smaku. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Z masy formujemy 6 mniej więcej równych kotletów. Układamy na blasze posmarowanej olejem albo na macie silikonowej i pieczemy 15 minut, po czym przewracamy na drugą stronę i pieczemy kolejne 15 minut.

Przy okazji chciałam Wam polecić gadżet kuchenny, który sama niedawno nabyłam i przy okazji produkcji burgerów pierwszy raz wypróbowałam. Chodzi o silikonową matę do pieczenia. Kupiłam ją za całe 15 zł  i jestem zachwycona – ma doładnie wymiary blachy, więc nie trzeba się bawić z przycinaniem papieru do pieczenia, którego zawsze jakoś dziwnie brałam o pół metra za dużo,  piecze się bez tłuszczu, absolutnie nic nie przywiera, nie trzeba szorować blachy, a sama mata myje się bezproblemowo. Podobno można ją nawet myć w zmywarce, ale nie wiem, jak umyć w zmywarce coś, co jest giętkie jak szmatka, chyba już prędzej w pralce 😉

Piernikowa granola na koniec Korzennego Tygodnia

Zwykły wpis

Granolę robię całkiem często. Ponieważ praktycznie zawsze jadam słodkie śniadania, lubię mieć pod ręką smaczne i zdrowe chrupiące musli. Odkąd pierwszy raz zrobiłam ją sama (no dobra, drugi, pierwszy raz haniebnie spaliłam ;)), wersja sklepowa przestała mi jakoś smakować. Zazwyczaj robię ją z tego, co akurat mam pod ręką. Uwielbiam w zasadzie wszystkie orzechy i suszone owoce, więc produkcja granoli odbywa się zykle na zasadzie czyszczenia szafek kuchennych 🙂 Tym razem jednak chciałam utrzymać się w klimacie Korzennego Tygodnia, więc skład granoli nie jest taki całkowicie przypadkowy. Wyszła przepyszna, chyba najlepsza z tych, które do tej pory robiłam 🙂

Składniki

Baza

  • 400 g płatków owsianych, pszennych, żytnich itp. (użyłam żytnich, bo takie akurat miałam pod ręką)
  • garść orzechów włoskich, lekko pokruszonych
  • garść pestek słonecznika
  • garść orzechów nerkowca
  • garść suszonej żurawiny
  • ok. 10 suszonych moreli

Sos

  • pół szklanki melasy
  • 2 czubate łyżki masła orzechowego
  • łyżeczka mielonego imbiru
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki kardamonu
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • szczypta soli
  • ok. 1/3 szklanki wody
  • olej do natłuszczenia blachy

Przygotowanie

W misce zmieszać płatki, orzechy i pestki. Wszystkie składniki sosu zmiksować, wlać do miski z płatkami i dokładnie wymieszać. Blachę do pieczenia posmarować olejem, wyłożyć na nią granolę i piec 15 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni. Następnie wyjąć, dodać suszoną żurawinę i pokrojone na kawałki suszone morele. Zamieszać, wstawić ponownie do piekarnika i piec jeszcze 15 minut. Wyjąć i wystudzić. Jeść z mlekiem, jogurtem (sojowym rzecz jasna ;)) albo bezwstydnie podjadać po trochu przy każdej wizycie w kuchni 😉 Można przechowywać naprawdę długo w zamkniętej puszcze albo słoiku 🙂

Tofu w sosie imbirowo-ananasowym

Zwykły wpis

Kolejny korzenny przepis, mam nadzieje, że jeszcze nie ostatni w ramach Korzennego Tygodnia. Tym razem tofu w pikantno-słodkim sosie. Moim skromnym zdaniem bardzo smaczne 🙂 Musiałam wykorzystać pozostały domowy sos BBQ i w ten sposób narodził się poniższy pomysł

Składniki (na 2-3 porcje)

  • 1.5 kostki tofu (kostka 200g)
  • szklanka sosu barbecure
  • pół puszki ananasa
  • 1.5 łyzki startego świeżego imbiru
  • 3 łodygi selera naciowego

Przygotowanie

Czytałam gdzieś, że do tego typu potraw dobrze jest zamrozić tofu na jakiś czas, a potem rozmrozić, żeby miało bardziej zwartą strukturę. Tak też zrobiłam, ale szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiejś wielkiej różnicy. Więc jeśli macie w miarę twarde i zwarte tofu, nie ma potrzeby bawić się w zamrażanie. Ja lubię np tofu Provity do takich celów, Polsoja robi zdecydowanie miększe, które z kolei lepiej sie nadaje do szejków, budyniów itp.

No więc tofu kroimy w kostkę. Sos barbecue miksujemy z imbirem, ananasem i paroma łyżkami syropu z puszki. W naczyniu żaroodpornym mieszamy tofu z sosem. Przykrywamy, wstawiamy do pierkanika nagrzanego do 200 stopni na 15 minut. Po tym czasie wyjmujemy naczynie z piekarnika, dokładamy pokrojone w cienkie platerki łodygi selera, mieszamy i pieczemy jeszcze 15 minut, tym razem już bez przykrycia. Podajemy z brązowym ryżem. Przed podaniem można udekorować dodatkowymi kawałkami ananasa, jakąs zieleniną (pasowałaby mi tu świeża kolendra, ale akurat nie było w sklepie) albo kiełkami.

Smacznego 🙂