Wycieczka do Tel-Avivu

Zwykły wpis

Nie, nie wybieram się na wakacje 😉 Ale chciałam polecić Waszej uwadze kafejkę Tel-Aviv przy ul. Poznańskiej 11 w Warszawie. Jest to niewielka knajpka głównie z kuchnią bliskowschodnią. Właścicielka, Malka Kafka, jest ortodoksyjną Żydówką, więc wszystkie produkty serwowane w Tel-Avivie mają certyfikat koszerności wydany przez Naczelnego Rabina Polski. Można nawet napić się koszernego wina albo wódki 🙂  Poza tym spełniają tez wymogi Halal, czyli są dozwolone do spożycia dla muzłumanów.

Dla mnie osobiście ważniejsze niż koszerność dań było to, że menu zawiera wyraźne oznaczenia, które dania są wegańskie, a które nie. Jak widać, da się to zrobić. Ponieważ jedzenie jest przygotowywane na bieżąco, więc aktualne menu na dany dzień można sobie przeczytać na tablicy nad barem (wspomniane oznaczenia są w menu papierowym i internetowym :)).

Pierwszy raz zawitałam do Tel-Avivu późnym wieczorem, po obfitej babskiej kolacji. Było mi serdecznie żal, że nie dam rady spróbować wszystkich rodzajów humusu, wegańskiej zupy czy tunezyjskiej kanapki. Skusiłam się tylko na jakieś śmieszne niepasteryzowane piwo, które też było bardzo dobre 🙂 Z ciekawostek, w ofercie jest nawet piwo bezglutenowe.

Za drugim razem jednakowoż wybrałam się już z zamiarem najedzenia sie powyżej uszu 🙂 Niestety, muszę szczerze przynać, że co do jedzenia mam mieszane odczucia. Wybrałam się tam z dwoma przyjaciółkami. Ja zamówiłam sałatkę galilejską, która miała zawierać m.in. grillowane warzywa i pesto, a która okazała się de facto sałatką grecką, z tym, że zamiast fety była cieciorka. Obecności grillowanych warzyw ani pesto nie stwierdziłam 😛 Ogólnie nie była zła, ale zupełnie bez szału i zdecydowanie nie warto wydać na nią 21 zł. Nie chwaląc się, sama zrobiłabym lepszą i o wiele tańszą w parę minut. Za to pita prosto z pieca była pyszna 🙂 Dziewczyny zamówiły pasty z bakłażana i czerwonej fasoli i falafle. Obie pasty były bardzo dobre. Falafli nie próbowałam. No i piwo było pyszne 🙂

Niestety, jedzenie nie załapało się na fotki, bo w momencie, kiedy sobie o nich przypomniałam, wszystko było już lekko napoczęte i wyglądało umiarkowanie apetycznie. Obiecuję poprawić sie przy następnej okazji 😉

Abstrahując od jedzenia, od pierwszej chwili urzekła mnie atmosfera tej kafejki. Są dwie nieduże sale (może nawet bardziej pokoje, bo sale to za duże słowo ;)), w jednej jest bar i kilka stolików, a w drugiej, na tyłach, tylko stoliki. Wystrój i atmosfera powodują, że czułam się, jakbym wpadła do znajomych albo do cioci i dostała coś do przegryzienia. Jest wybitnie niezobowiązująco, prawie domowo. Nie ma głośnej muzyki, więc można słuchać rozmówców i własnych myśli 🙂  Przy okazji można podsłuchać rozmowę o permutacjach imion Boga i aniołów przedtsawionych w jakiejś starożytnej mistycznej księdze 😀

Podsumowując, z pewnością wrócę jeszcze do Tel-Avivu, żeby dać szanse ich humusowi i koktailom owocowo-warzywnym 🙂  Na pewno jest to miejsce inne niż wszystkie, które warto odwiedzić, żeby wyrobić sobie o nim własne zdanie.

Advertisements

5 responses »

    • Wybieram się, owszem 🙂 Może na następny babski wieczór 😉 Swoją drogą to śmieszne, że 10 metrów od siebie są bary Tel-Aviv i Beirut 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s