Dyniowy sos „serowy”

Zwykły wpis

Bardzo Wam polecam ten sos. Ma naprawdę serowy smak – gęsty, kremowy, po prostu niebo w gębie. Gdybym go sama nie robiła, dałabym sobie głowę uciąć, że jest na bazie sera. Otóż nie 🙂 Sos jest wegański, więc nie zawiera sera. Oprócz tego zawiera bardzo niewiele tłuszczu, jest bezglutenowy i może być „bezsojowy”, jeśli użyecie mleka innego niż sojowe.  Za to jest pełen witamin, minerałów i w ogóle samego dobra 🙂

Jest też bardzo uniwersalny. Świetny z makaronem – na zdjęciu mój jutrzejszy lunch, na razie w częściach 🙂 Razowe penne, gotowane brokuły i duuuużo sosu 🙂 Do podstawowej wersji można dodać trochę chili i ewentualnie posiekanych papryczek jalapeno i otrzymamy serowy dip do nachos albo do warzyw. Dobrze też się komponuje z odrobiną curry. Nie próbowałam go jeszcze na pizzy, ale właśnie przyszło mi to do głowy i musze niebawem nadrobić to niedopatrzenie 🙂 Przepis (z moimi lekkimi modyfikacjami) pochodzi z bloga Oh She Glows. Zajrzyjcie tam koniecznie. Przepisy są świetne, nigdy jeszcze się nie zawiodłam. Do tego przepiękne zdjęcia dla tych, którzy tak jak ja jedzą oczami, garść fajnych refleksji o życiu w ogóle i sporo  humoru 🙂

Składniki

  • 1/3 małej dyni (dynia w całości ważyła ok 1 kg)
  • szklanka mleka roślinnego (niesłodzonego)
  • 7 łyżek płatków drożdżowych
  • sól i pieprz do smaku
  • łyżka tahini
  • łyżeczka ostrej musztardy
  • odrobina granulowanego czosnku
  • 1,5 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • szczypta kurkumy (opcjonalnie, to zależy od koloru dyni. Jeśli sos wyjdzie blady, można go w ten sposób podkolorować)

Przygotowanie

Dynię myjemy, obieramy, jeśli ma grubą skórę, wyjmujemy ze środka co trzeba, kroimy na nieduże kawałki. Na dno naczynia żaroodpornego nalewamy ok 1 cm wody, układamy kawałki dyni i pieczemy około 50 minut w 180 stopniach (może być dłużej, jak będzie za miękka to nie szkodzi, byle tylko nie spalić na węgiel ;)). Podgrzewamy mleko, dodajemy płatki drożdżowe, sól, pieprz, musztardę, tahini  i czosnek. Gotujemy przez chwilę, mieszając, aż wsystkie składniki się połączą. Następnie miksujemy w blenderze z upieczoną dynią na kremowy sos.  Dodajemy siemię lniane i jeszcze przez chwilkę miksujemy. Ewentualnie doprawiamy do smaku.  I gotowe 🙂 Spożywamy wedle uznania i fantazji: łyżką prosto z garnka ;), z makaronem i warzywami, jako dip z krakersami albo chipsami. Oblizujemy i mlaskamy się ze smakiem 🙂

***

Update: Jak na razie najlepsze danie z udziałem tego sosu powstało na bazie prepisu nr 3 w tym poście (sweet and savory quinoa). Ugotowałam niecałe pół szklanki quinoa w bulionie warzywnym. Po ugotowaniu wyszło około 1 szklanki. Dodałam ok. pół szklanki sosu, doprawiłam solą i pieprzem, wrzuciłam garść suszonej żurawiny i po kilka różnych orzechów: nerkówców, włoskich i migdałów. Wymieszałam z garścią posiekanej rukoli. Smakuje obłędnie, chociaż nie wygląda zbyt wyjściowo 😉 (to jeden z powodów, dla którego nie ma zdjęcia, drugi jest taki, że ten rarytas powstawał w środku nocu, celem zabrania do pracy na lunch). Zamiast quinoa można użyć kaszy jaglanej albo innej w miarę drobnej.

***

Jeśli brakuje Wam w diecie wegańskiej smaku sera, koniecznie spróbujcie płatków drożdżowych. Są to nieaktywne drożdże. Według Wikipedii hoduje się je przez 7 dni na mieszance melasy trzcinowej i buraczanej, potem płucze, suszy i voila, mamy płatki drożdżowe. Nazwa jest chyba dla zmylenia przeciwnika, bo płatki drożdżowe wcale nie wyglądają jak płatki. Jest to żółtawy proszek, który wygląda jak bułka tarta lub drobna kaszka. U nas trzeba się za nimi trochę nachodzić. Czasem są w sklepach ze zdrową żywnością. Można też kupić je przez internet, np tu.

Płatki drożdżowe mają smak i zapach przypominający ser, konkretnie to kojarzą mi się z parmezanem. Mają niewiele tłuszczu, za to dużo witamin z grupy B (uwaga – nie zawierają witaminy B12, chociaż niektóre marki są wzbogacane tą witaminą, ale to już trzeba sprawdzić na etykiecie) i białka (zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne). Są też dobrym źródłem wielu mikroelementów, w tym żelaza i magnezu. Płatki drożdżowe rozpuszczają się w gorących płynach, więc świetnie nadają się do doprawiania zup czy sosów, którym nadają kremową konsystencję i serowy posmak. Fajnie sprawdzają się też jak „posypka” do sałatek czy makaronów. Według mnie, jeśli przepis mówi o tartym parmezanie, może spokojnie użyć w to miejsce płatków drożdżowych 🙂


Advertisements

2 responses »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s