Monthly Archives: Październik 2011

Kremowe ciasto dyniowe

Zwykły wpis

Ciasto zrobiłam na podstawie tego przepisu. W smaku jest genialne. Jak delikatny piernikowy sernik, po prostu rozpływa się w ustach. Jedyna jego wada to to, że z racji kremowej konsystencji (pod względem „gęstości” przypomina tiramisu) nastręcza trochę kłopotów przy przekładaniu na talerzyki. Ale jak się dobrze postarać, to da radę 🙂 Przy tym jest superproste 🙂 Polecam.

Składniki

  • 2 szklanki pure z dyni
  • trochę ponad pół szklanki mąki
  • 1.5 szklanki mleka roślinnego
  • kostka tofu naturalnego (180g)
  • 4-5 łyżek cukru
  • 2 łyżki przyprawy korzennej (gotowe mieszanki do piernika, grzańca itp.)
  • łyżka cynamonu
  • 3/4 łyżeczki imbiru
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • po garści rodzynek i pokruszonych orzechów włoskich

Przygotowanie

Dzień wcześniej upiekłam małą dynię hokkaido (wielkości dużego grejpfruta). Umyłam, wypatroszyłam, pokroiłam na kawałki. Na dno naczynia żaroodpornego nalałam ok. 1 cm wody i piekłam przez godzinę, a potem zostawiłam w gorącym piekarniku, żeby „doszła”. Następnego dnia rano zmiksowałam dynię w blenderze. Wyszły akurat ok. dwie szklanki dyniowej pulpy.

Dalsza część przygotowania to banał. Wszystkie składniki, oprócz rodzynek i orzechów, miksujemy na jednolitą masę. Wrzucamy rodzynki i orzechy, mieszamy. Masę przekładamy do natłuszczonego naczynia. Pieczemy 1h 10 min. w 180 stopniach. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy do temperatury pokojowej, a następnie wstawiamy do lodówki na co najmniej 4 godziny albo na całą noc.

Reklamy

Zupa krem z kalafiora

Zwykły wpis

Nie przepadałam do niedawna ani za zupami, ani za kalafiorem 😉 Ale powoli do obu tych rzeczy się przekonuję, czego dowodem jest powyższa zupka. Jest naprawdę smaczna i łatwa do zrobienia. Polecam na ciepłą kolację, kiedy wpadacie do domu po pracy. Zwłaszcza, gdy – tak jak ja – macie dobrych 15 minut marszu do/z autobusu 😉

Składniki (na 4-5 porcji)

  • 1 średni kalafior lub ok 3/4 dużego
  • ok. pół szklanki nerkowców
  • 1 por
  • litr wody + 3 kostki bulionowe (standardowo kostka jest na pół litra, czyli potrzebujemy po prostu litr mocnego bulionu warzywnego)
  • 2 łyżki oliwy lub oleju do smażenia
  • sól do smaku (u mnie było sporo, ale mój bulion był reduced salt, czyli po polsku bez smaku ;))
  • trochę czosnku w proszku (do smaku)

Przygotowanie

Nerkowce zalewamy zimną wodą i odstawiamy na bok. Pora (białą i jasnozieloną część) kroimy w plasterki. W garnku rozgrzewamy olej, wrzucamy pora i smażymy około 5 minut na średnim ogniu, aż por zmięknie i zacznie się rumienić. W międyczasie dzielimy kalafiora na różyczki i przygotowujemy bulion. Po tych 5 minutach wrzucamy kalafiora do garnka, w którym smaży się por i smażymy jeszcze chwilkę, mieszając cały czas, żeby się nie przypaliło. Wlewamy bulion igotujemy pod przykryciem ok. 30 minut, od czasu do czasu mieszając. Solimy, dodajemy czosnek i zdejmujemy z ognia. Zostawiamy na parę minut, żeby trochę przestygło. Nerkowce odcedzamy, płuczemy i dodajemy parę łyżek świeżej wody. Miksujemy nerkowce z wodą, aby uzyskać „śmietanę”. Następnie zupę i „śmietanę” przelewamy do blendera i miksujemy na krem. Ja musiałam to robić na dwie rundy, albowiem za jednym razem się nie zmieściło 😉 Ewentualnie doprawiamy jeszcze do smaku. Podajemy z pieczywem albo quinoa lub kaszą jaglaną ugotowaną „al dente”.

Dygresja: quinoa gotujemy ok 10 minut. Nie wiem dlaczego na opakowaniach quinoa, którą ja kupuję, jest napisane, żeby gotować 60 minut. Jeśli ktoś się pierwszy raz zetknie z quinoa i zostosuje do instrukcji to wyjdzie… nie wiem co, budyń może? 😛

Pewnie byłoby dobre też np. z groszkiem ptysiowym, ale lekko wtedy traci na walorach zdrowotnych 😉 Przed samym podaniem mozna też wmieszać do miseczki 1-2 łyżki płatków drożdżowych. Zupa jest wtedy trochę ostrzejsza, z fajnym serowym posmakiem.

Pasztet ze słodkich ziemniaków

Zwykły wpis

O słodkich ziemniakach do niedawna wiedziałam tyle (wspomnienie z lekcji geografii w piątej klasie, nie mam pojęcia, czemu utkwiło mi to w pamięci), że uprawiają je Pigmeje i jeszcze jakieś plemię w Afryce 😀  Po rozpoczęciu wegańskiej przygody zaczęłam przeglądać obcojęzyczne blogi z dalekich krajów (nie z Afryki ;)) i tam znalazłam sporo przepisów z udziałem batatów. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że można je dostać również w naszych szerokościach geograficznych. Co prawda tanie nie są (na pewno jak na ziemniaki ;)), ale bardzo je polubiłam, więc od czasu do czasu się rujnuję na taki luksus 😉

Jeśli lubicie słodko-wytrawne połączenia, koniecznie spróbujcie tego pasztetu. Inspirowałam się przepisem na burgery, nawet raz udało mi się je zrobić i były dobre, ale okazuje się, że wodę trzeba dolewać po kropelce, z iście aptekarską precyzją, bo inaczej nici z lepienia kotletów. Po którejś z rzędu takiej „porażce” uznałam, że niniejszym burgery stają się pasztetem 😉 Smak w sumie ten sam, roboty mniej i nie trzeba się stresować, że nalejecie o pół łyżeczki wody za dużo 😉

Składniki (na małą keksówkę)

  • jeden bardzo duży słodki ziemniak lub dwa mniejsze (ok. 70-80 dag)
  • pół szklanki mąki z cieciorki
  • sól do smaku (około łyżeczki, może trochę więcej)
  • dwie czubate łyżki tahini
  • łyżka suszonego rozmarynu
  • trochę wody (ok. 4 łyżki)
  • dwie garście orzechów włoskich (opcjonalnie)
  • olej i bułka tarta do formy

Przygotowanie

Ziemniaki trzeba najpierw upiec. Można to zrobić dzień wcześniej, żeby sobie spokojnie wystygły. Ziemniaki zawijamy w folię i pieczemy 40-60 minut (zależnie od wielkości) w 180 stopniach. Ostatnio wynalazłam też gdzieś metodę dla zapracowanych, zaganianych i nieogarniętych, czyli „pieczenie” w mikrofali. Należy nakłuć ziemniaka w paru miejscach widelcem, położyć na papierowym ręczniku w naczyniu, które nadaje się do mikrofalówki i „mikrofalować” na maksymalnej mocy przez około 5 minut (jeśli ziemniak jest naprawdę gigantyczny, to może 6 minut). Jeśli macie więcej niż jednego ziemniaka, doliczamy ok 2 minuty na każdego dodatkowego. W połowie gotowania należy ziemniaki obrócić „do góry nogami”.

Następnie obieramy ziemniaki, kroimy na kawałki i wraz z resztą składników (oprócz oleju, bułki tartej i orzechów) wrzucamy do blendera. Miksujemy na w miarę jednolitą masę. Ewentualnie dodajemy trochę mąki lub dwie krople wody ;). Następnie dodajemy pokruszone orzechy i mieszamy. Formę keksówke smarujemy olejem i wysypujemy bułką. Przekładamy do niej masę i pieczemy około 35-30 minut w 180 stopniach.

Pasztet powinien się dać bez problemu kroić, jednak w tym celu trzeba go całkowicie wystudzić, a najlepiej, żeby posiedział przez noc w lodówce. Jeśli jest nawet odrobinę letni, to się rozleci – wiem, bo sprawdzałam 😉 Dobrze smakuje z chlebem razowym o wyrazistym smaku (pumpernikiel itp.) albo z sałatką i ryżem lub quinoa.

Pieczona dynia w dwóch odsłonach

Zwykły wpis

Idzie jesień, a wraz z nią zaczął się sezon na dynię. Zbliża się Amerykański Dzień Dyni, stający się powoli światomym, znany też pod nazwą Halloween 😉 Osobiście nie przeszkadzają mi szczerzące się zewsząd dyniowe paszcze 🙂 Uważam nawet, że to miły akcent w tym ogólnie ciemnym, zimnym i paskudnym sezonie. Chociaż w tym roku i tak nie mamy co narzekać na jesień, po nieistniejącym lecie okazała się wyjątkowo łaskawa.

Co do dyni, dopóki nie zaczęłam „bawić się” kuchnią wegańską, nigdy jej nie próbowałam. Jadłam pestki, ale samej dyni nie, w sumie nie wiem dlaczego. W moim domu rodzinnym dynia nie występowała 🙂 Natomiast, odkąd zaczęłam wertować blogi wegańskie, w szczególności amerykańskie, w okolicach wyżej wspomnianego święta, zainteresowałam się dynią i od tej pory „wyciskam” sezon dyniowy na maksa 🙂 Dziś mam dla Was dwa przepisy na bazie pieczonej dyni, jeden superprosty, do zrobienia w 2 minuty (nie licząc pieczenia dyni ;)), drugi trochę bardziej skomplikowany.

Na początek: jak upiec dynię.

Należy zaopatrzyć się w dynię, trochę oliwy i wodę. Zazwyczaj zaleca się dynię obrać, ale widocznie to zalezy od gatunku. Ja używam dyni hokkaido i bez obierania jest OK. Obraną (lub nie) dynię przekrawamy na pół i wyjmujemy pestki i „flaki”. Resztę kroimy na nieduże kawałki. Umieszczamy w naczyniu żaroodpornym (jeśli się zmieści) albo na blasze, polewamy odrobiną oliwy i mieszamy, żeby kawałki dyni się nia pokryły. Na dno naczynia albo blachy wlewamy trochę wody. pieczemy przez ok. 40 minut w 180 stopniach.

A teraz superekpresowy przepis na pyszne smarowidło do chleba.

Krem dyniowy (na kilka śniadań :))

Składniki

  • puszka białej fasoli
  • ok 200-250 g pieczonej dyni
  • 3/4 łyżki cynamonu
  • duuuuuża łyżka masła orzechowego
  • spora szczypta soli (użyłam niesolonego masła, jeśli macie solone, dajcie odpowiednio mniej soli, do smaku)
  • ok. łyżeczki syropu klonowego lub z agawy

Wszystko zmiksować (fasolę uprzednio odcedzić). I wcinać 🙂

A teraz przepis numer dwa. Tarta jest efektowna, smaczna i baaardzo sycąca. Polecam konsumpcję z jakąś lekką sałątką z soczystych warzyw.

Tarta z dynią i szpinakiem

Składniki

Ciasto

  • 2 szklanki mąki
  • 1/3-1/2 szklanki oliwy
  • ok 1/2 szklanki wody
  • szczypta soli.

Masa „serowa”

  • 2 kostki tofu
  • ok pół szklanki płatków drożdżowych
  • 2 łyżki mąki z cieciorki (albo kukurydzianej)
  • łyżka tahini
  • po łyżce (lub więcej do smaku) suszonego tymianku i rozmarynu
  • sól i pieprz do smaku
  • około 1/2 szklanki niesłoszonego mleka roślinnego

Oprócz tego

  • ok 200 g pieczonej dyni
  • paczka mrożonego szpinaku
  • sól, pieprz, czosnek w proszku
  • olej do formy

Przygotowanie

Najpierw ciasto. Mieszamy mąkę i oliwę i stopniowo dolewamy wodę, tak żeby zagnieść jedną kulę elastycznego, ale niezbyt miękkiego ciasta. Odkładamy ciasto do lodówki na ok. pół godziny. W międzyczasie dobrze odparowujemy szpinak, doprawiając do smaku solą, pieprzem i czosnkiem. Wszystkie składniki masy „serowej” miksujemy. Trzeba dać sporo soli, bo inaczej całość może wyjść mdła w smaku. Formę do tarty smarujemy olejem i „wyklejamy” ciastem, tak, żeby pokryło też brzegi. Pieczemy około 15 minut w 180 stopniach. Niastępnie na podpieczony spód wykładamy masę szpinakową, na to pokrojoną w plasterki pieczoną dynię, a na koniec wszystko przykrywamy masą z tofu. Całość pieczemy przez kolejne 30-35 minut. Jeśli Wasz piekarnik ma taką opcję, to ostatnie 10 minut pieczemy tylko z grzaniem góra+dół.

(Bardzo) pożywna zupa warzywna

Zwykły wpis

Jest coraz zimniej i ciemniej i póki co, lepiej nie będzie. Pozostaje więc czekać na wiosnę i rozgrzewać się pożywnym gorącym jedzeniem pełnym witamin, mikroelementów i ogólnie samego dobra. Takim jak ta zupa 🙂 Jest przepyszna, baaaardzo gęsta i sycąca. Osobiście nie jestem fakną zup, ale ta zdobyła moje serce. Może dlatego, że w oryginale nazywa się „Babaganoush Hummus Soup” a ja bardzo lubię babaganoush i hummus, więc postanowiłam dać jej szansę i zdecydowanie było warto :). Powyższa porcja pochodzi już  z drugiego podejścia do zupki (nie to, że pierwsze nie nadawało się do jedzenia, po prostu wtedy jeszcze nie powróciłam do bloga :))

Składniki (na 3 duże porcje)

  • 1 duży bakłażan
  • 1 duża cebula
  • 1 duża czerwona papryka
  • puszka cieciorki
  • 2 łyżki tahini (nie żałować, tahini to połowa sukcesu tej zupy ;))
  • sok z połowy cytryny
  • 2-3 ząbki czosnku
  • kawałek imbiru trochę mniejszy niż kciuk (albo ok. łyżeczki suszonego)
  • 1 łyżka ziaren kminku
  • ok. pół łyżeczki chili
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia (ok. 2-3 łyżki)
  • 3 szklanki bulionu warzywnego
  • być może przyda sią szczypta kurkumy

Przygotowanie

Cebulę siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę (albo drobno siekamy). Bakłażana obieramy ze skórki.Warzywa kroimy na kawałki (w miarę drobno, ale bez przesady ;)). Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy wszystkie warzywa oraz kminek, imbir starty na drobnej tarce i chili. Smażymy około 25 minut, aż warzywa będą miękkie. Co jakiś czas mieszamy i w razie potrzeby dolewamy po kilka łyżek wody (potrzeba będzie prawie na pewno, ja dolewałam chyba 3 albo 4 razy). Na koniec smażenia doprawiamy solą i pieprzem. Do blendera wrzucamy odsączoną cieciorkę i tahini. Dodajemy warzywa i sok z cytryny. Dodajemy też bulion. Na początek można wlać dwie szklanki, żeby potem ewentualnie rozcieńczyć do pożądanej konsystencji. Ja jednak myślę, że spokojnie można dać od razu trzy szklanki, bo zupa i tak wychodzi bardzo gęsta. Miksujemy na wysokich obrotach, aż uzyskamy krem. Ewnetualnie jeszcze doprawiamy do smaku wedle uznania. Jeżeli zupa będzie miała niespecjalnie apetyczny kolor (u mnie tak wyszło za pierwszym razem, nie wiem dlaczego) to można „podkolorować” ją trochę kurkumą.

Podajemy z dowolnym pieczywem, krakersami albo bez niczego, bo i tak jest wybitnie sycąca. Smacznego 🙂

Reaktywacja

Zwykły wpis

No więc zaczynam. A w zasadzie zaczynam od nowa, bo prowadziłam już kiedyś bloga, z resztą pod tym samym tytułem, ale go skasowałam. Dlaczego? Jakoś tak wyszło… Moja przygoda z weganizmem jest trochę burzliwa. Nasz związek przechodził akurat kryzys 😉 Ja objadałam się wędzonym łososiem, a blog był dla mnie wyrzutem sumienia, więc go usunęłam.

Na szczeście sumienie nie usuneło się wraz z blogiem 😉 Wróciłam do weganizmu. Teraz żałuję skasowania tamtego bloga, bo nazbierało się tam już trochę przepisów, z których część chętnie zrobiłabym jeszcze raz, ale składniki i proporcje uleciały juz z pamięci, zostały tylko zdjęcia. No cóż, jedyne wyjście to wymyśleć, ugotować i zapisac nowe przpisy. I tym razem ich nie skacować, co uroczyście obiecuję 🙂

Nauczyłam się już na paru przykładach, że powinnam usunąć ze swojego słownika wyrazy „nigdy” i „zawsze”. Nie mówię więc, że już zawsze będę weganką i nigdy nawet nie spojrzę w stronę kotleta czy jajecznicy 😉 Będę się starać, ale bywało już tak, że starałam sie jak nigdy, a wychodziło jak zawsze 😛 Ale blog będzie w 100% wegański i nie zniknie tak jak poprzedni. Nawet jeśli ja chwilowo zniknę, to może pod moją nieobecność moje kulinarne wyczyny dostarcza komuś pomysłu na smaczny obiad 🙂